Poprzednie częściStary przyjaciel część 1. Star Wars  

Stary przyjaciel część 2. Star Wars

Wyznaczonym miejscem lądowania była spora kotlina. Nie na tyle jednak obszerna by pomieścić krążownik republiki, który teraz wisiał nad pomarańczowymi skałami spowijając rozstawiające się wojska w lekkim cieniu. Ogromne słońce planety Qish zmierzało leniwie ku zachodowi. Jak pokazywał chronometr, upłynęły dwie trzecie dnia.

Dolina była idealnym i jedynym miejscem, w którym mogła rozlokować się baza. Niemalże pionowe czerwone skały zamykały przestrzeń, pozostawiając jedynie jedno wąskie przejście do wąwozu. Asaro pamiętała jak jeszcze na Coruscant wybrali miejsce lądowania. Pamiętała całą rozmowę i szczegółu planu. Musiała przyznać bardzo ryzykownego planu.

Stała przy dopiero co rozłożonym stole z holorzutnikiem. Omiatała wzrokiem wyświetlane skany terenu. Pomimo powodzenia pierwszego etapu misji, czyli zajęcia wyznaczonej pozycji, na niebie dalej widać było myśliwce wroga oraz oddziały droidów próbujących wedrzeć się do obozowiska.

Spojrzała w dal. Z wejścia do kanionu dobiegały odgłosy walki. Widziała uformowane na szybko murki z worków z piaskiem, za którymi chowali się żołnierze w białych pancerzach. Co chwila w powietrze wznosiły się obłoki pyłu pojawiające się w miejscach, w które trafiały ciężkie działa stacjonarne.

Nad głową obraz nie wyglądał lepiej. Wiszący nisko nad doliną krążownik zabezpieczał ich przed nalotami wroga i atakami z otaczających skarp. Asaro wiedziała, że muszą jak najszybciej wdrożyć fazę drugą inaczej nie będą mieli szans tu przetrwać.

Spojrzała na hologram wyświetlany na stole. Z informacji nadesłanych z innych stanowisk wynikało, że wszystko było gotowe. Zmieniła obraz. Na stole wyświetlała się teraz mapa większego obszaru. Baza znajdowała się w dolinie Janori, zawdzięczającej swoją nazwę od rzeki niegdyś mającej tu swój początek. Idąc nieco na wschód znajdowała się druga podobna kotlina. To tam miał przylecieć kolejny krążownik. Należało ją jednak najpierw oczyścić z jednostek wroga.

Doliny połączone były wąskim kanionem o wysokich ścianach. Przeprawa przez tą szczelinę była teraz celem ich misji. Asaro doskonale wiedziała jak niebezpieczne to zadanie. Z technicznego punktu widzenia byłoby lepiej pójść górą, ale raporty donosiły o licznych polach minowych, które są nie do znalezienia na pustynnym terenie. Dodatkowo samo zadanie utrudniały tutejsze wygłodzone Qurraki, polujące na wszystko, co się rusza. O nalocie również nie było mowy. Cały teren kotliny Kanori, bliźniaczki Janori, został zabezpieczony działami przeciwlotniczymi. Myśliwce były łatwym celem ze względu na brak jakichkolwiek utrudnień w postaci nierówności terenu czy lasów lub miast. Lot na wprost byłby aktem samobójstwa.

Asaro poczuła czyjąś obecność.

- To jest akt samobójstwa – powiedział męski głos. Asaro oparła ręce na stole i opuściła głowę.

- Tak, Treeke, te same słowa mówiłeś na odprawie w Radzie – skomentowała. – Nie powinieneś zajmować się swoim stanowiskiem?

- Moje stanowisko jest tu gdzie twoje stanowisko – chłopak uśmiechnął się. Asaro popatrzyła na niego.

- Jak to? – spytała.

- Mistrz Plo Koon zarządził lekkie zmiany.

- A z jakiego powodu?

- Ma do nas dołączyć generał z tubylczej armii. – Asaro zmarszczyła czoło. Słyszała o walczących tu oddziałach twi’leków i ludzi, ale sądziła, że zostały rozbite. Znów odwróciła się w stronę stołu.

- Jakieś wieści od Pike’a? – spytała.

- Na razie wszystko pod kontrolą. Napływ droidów przez kanion został zatrzymany. Pracują nad umocnieniem obrony. Rozstawiają dodatkowe działa.

- Krążownik?

- Niewielkie uszkodzenia. Jest w stanie nas osłaniać przed niewielkimi atakami jeszcze przez długo.

Asaro zamyśliła się. Przed niewielkimi atakami owszem, ale niechybnie od strony miasta Warasno nadciągnie wsparcie dla separatystów. Przez chwile zastanawiała się, jak można było dopuścić do tak szybkiej utraty kontroli niemalże nad całą planetą? Planeta Qish to rodzinny glob Thirs. Jej przyjaciółka reprezentowała tutejsze społeczeństwo w senacie. Planeta nie doświadczyła wielu trudów podczas wojny aż do dzisiaj. Właśnie dzisiaj armii republiki udało się przedrzeć przez niezamkniętą jeszcze do końca blokadę separatystów i podjąć szaleńczą próbę ratowania niemalże utraconego świata. Plus był jedynie taki, że separatyści nie zdołali jeszcze rozbudować tu swojej infrastruktury i musieli pracować w takich samych, polowych warunkach, co Jedi.

- Powiedz mistrzowi Plo… - Asaro urwała gdyż zobaczyła, że mówi w pustą przestrzeń. Jej milczenie trwało widocznie zbyt długo, by żywiołowy Padawan mógł przy niej ustać. Wzruszyła ramionami i zaczęła zmieniać obrazy na holostole.

Wyświetliła teraz model układu planetarnego, w którym obecnie się znajdowali. Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy była lesista planeta, krążąca dookoła gwiazdy po orbicie prostopadłej do orbity planety Qish. Nazywała się Qirinee. Niezwykłe ułożenie planet sprawiało, że zachowywały w miarę niezmienną odległość między sobą. Fenomenem było to, że miały niemalże identyczny promień orbity, a co za tym idzie, prędkość obrotu dookoła gwiazdy. Dodatkowo, kiedy Qish znajdowała się w aphelium swojej orbity, Qirinee była w peryhelium i na odwrót. Oprócz tego kąt między promieniami wodzącymi planet był zbliżony do prostego, czasami nieco większy lub nieco mniejszy. Współczesne wyliczenia dawały wartość od siedemdziesięciu dwóch do stu ośmiu stopni. Badania te, nie tłumaczyły jednak, jakim cudem dwa ciała niebieskie mogą utrzymywać się na stabilnych orbitach pomimo wzajemnego oddziaływania grawitacyjnego. Jeszcze większą tajemnicą są nazwy planet. Na obu światach rozwinęły się cywilizacje. Przez setki lat nie miały one możliwości skomunikowania się. Mimo to, pradawne języki różne od siebie pod każdym względem: akcentów, wymowy, złożoności i gramatyki, posiadają dwa wspólne słowa. Qish – starszy brat i Qirinee – siostrzyczka.

Usłyszała dźwięk silników przypominających te od grawicykli. Spojrzała w stronę kanionu. Do obozu republiki wjechała na maszynach, przypominających mocno przerobione, lewitujące motory, grupa żołnierzy, wzniecając pomarańczowy pył. Asaro słyszała o tutejszych wojakach. To musiał być generał zapowiedziany przez Treeke. Oceniła przybyłych z daleka. Nie był to typ ludzi, za którym przepadała.

Wzięła ze skrzyni ze sprzętem zwiniętą, szarą szatę. Słońce było już nisko nad ścianami kanionu a dolina zanurzała się w chłodnym cieniu pionowych skarp.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 tygodnie temu
    NO!
    Widać postęp, widać postęp!
    Jest skala i jej wyjaśnienie - co mnie bardzo cieszy!
    Podoba mi się zwrócenie uwagi na strategię - faktycznie samobójcza misja.
    Aspekt orbit i planet przyjmuje z przymrużeniem oka - ale jest to akceptowalne.
    Czekam na następny odcinek
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Cieszę się, że jest dobrze. Dziękuję za komentarz :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania