Stary przyjaciel część 40. Star Wars

Wszyscy zgromadzeni dookoła stołu po raz kolejny spojrzeli na wyświetlane dane. Umysł każdego z kapitanów, generałów czy innych znaczących osób starał się przewidzieć możliwe rozwinięcia starcia.

Asaro poinformowała o planie parę dodatkowych osób w tym kapitana Pike i poleciła przekazać resztę informacji pozostałym członkom dawnego Skorolle. Ufała tej grupie żołnierzy a myśl o wiernym oddziale przypomniała jej o leżącym w skrzydle szpitalnym Liftedzie. Jeśli znajdzie wolną chwilkę będzie musiała do niego zajrzeć.

Widziała też frustrację na twarzy Valkirii. Jedi doskonale zdawała sobie sprawę jak bardzo cierpi wojowniczka, nie mogąc ruszyć do bezpośredniej walki i jedyne na co teraz mogła sobie pozwolić, to siedzenie w ukryciu i czekanie na rozwój wypadków. Asaro poniekąd ją rozumiała. Jeśli czekasz na innych, jesteś uzależniony od ich decyzji; jeśli działasz sam to ty jesteś panem sytuacji. Oczywiście wtedy jeśli coś idzie źle to również twoja wina.

Przerzuciła wzrok na stojącego obok zastępcę Valkiri. Nie miała wielu okazji by zamienić z twi’lekaninem słowo. Nie wiedziała jak to wyjaśnić ale Uqviau emanował dla niej czymś w rodzaju dobrej energii. Zastanawiała się czemu to Valkiria została mianowana generałem a nie ten zwykle opanowany i spokojny wojownik. „Może to dlatego, że przybył do obozu dopiero po odlocie mistrza Plo?” próbowała sobie wytłumaczyć Asaro.

Zamieszanie na statku znacząco się zmniejszyło. Wszyscy niecierpliwie czekali na to jakie kroki podejmie republika. Napięcie było duże. Żołnierze dostali zmniejszone racje żywnościowe ze względu na kończące się zapasy jakie uszczuplił atak separatystów. Sytuacja była o tyle trudna, że jeśli pomoc republiki nie nadejdzie, uwięzieni na Qish żołnierze w zasadzie nie będą mieli innej opcji jak po prostu skapitulować.

Nagle do głowy Asaro wpadł pewien pomysł. Co jeśli nie muszą siedzieć bezczynnie i mogą jakoś przydać się już w pierwszych etapach walk.

— Hej! — zawołała tak żeby każdy w sterówce ją usłyszał. Oczy zgromadzonych ponownie spoczęły na szarowłosej generał. — Jak skuteczne są myśliwce droidów pozbawione zasięgu z centralą? — pytanie skierowała do kapitana Umbry i Tancerville’a. Obaj mężczyźni pomyśleli przez chwilę. W końcu odezwał się Umbra.

— Inicjują działanie na standardowym protokole. Bez konkretnych komend zaczynają podejmować własne decyzje na podstawie zaistniałych warunków. Mają złożony algorytm, który za nie odpowiada i w standardowych sytuacjach radzą sobie dobrze. Ich systemy za to nie są przystosowane do nagłych zmian i ryzykownych taktyk ze strony wroga. Ogólnie dla komputera im bardziej spontaniczne akcje, tym łatwiej zepsuć jego algorytm.

— Czyli, jeśli będziemy wystarczająco nieprzewidywalni, mamy szansę wygranej nawet przy znaczącej przewadze liczebnej atakujących?

— Wydaje mi się, że tak.

— Zaraz! — wykrzyknęła Valkiria. — Przecież tutaj nie ma zasięgu! Jeśli uda nam się ściągnąć droidy w obszar zakłóceń, uzyskamy znaczącą przewagę!

— Skupimy też na sobie wzrok separatystów — odezwał się kapitan Tancerville.

— Wyślą do walki HMP-ki — dorzucił Treeke.

— Jednak pomysł Valkirii jest dokładnie tym, o czym pomyślałam — skomentowała Asaro. — Gdy do Qish przybędzie flota republiki, separatyści wyślą z powierzchni wsparcie lotnicze dla swoich wojsk. Jesteśmy na tyle niedaleko od stolicy, że systemy wroga powinny wychwycić sygnaturę naszego Venatora. — Spojrzała na kapitana Umbrę. — Jeżeli droidy zauważą statek który z zaskoczenia opuści Ziemię Labiryntu separatyści potraktują go jako zagrożenie i przynajmniej jakąś część jednostek skierują do nas. Jest to niewielkie osłabienie ich floty ale jednak to wciąż jakaś pomoc. Kiedy wróg będzie dostatecznie blisko, nasz krążownik ponownie zniknie w zakłóceniach Ziemi Labiryntu a tu będą na droidy czekać nasze myśliwce.

— Nasze myśliwce również będą osłabione — odezwał się Talis. — Bez łączności i systemów komunikacji nie ma szans na użycie rakiet naprowadzających czy innych tego typu pocisków. Będziemy zdani na umiejętności pilotów i strzelców.

— Wciąż lepsze to niż zagubione droidy.

— Jest jeszcze jeden problem. Nie wiemy gdzie dokładnie kończy się zasięg tych tajemniczych zakłóceń — skomentował Nelis Umbra.

— Właśnie dlatego pomyślałam o wysłaniu paru jednostek na zwiad. Nie możemy dokonać skanu terenu ani przesłać informacji. Możemy jednak pozycjonować statki względem dwu Venatorów. Każdy wysłany pilot zanotuje po przebyciu jakiej odległości wrócił mu zasięg. W ten sposób będziemy mogli oszacować granicę obszaru, w którym jesteśmy bezpieczni.

— To się może udać! — niemalże wykrzyknął Treeke. — Wsiadajmy do statków i do roboty!

— Wyślemy małą grupę a w tym i ciebie — Asaro zwróciła się do Padawana.

— Kiedy ja nie mam statku! Rozbiłem swój w bitwie.

— Dlatego polecisz moim — szarowłosa uśmiechnęła się kiedy w oczach ucznia pojawił się żywy blask.

— Parę kanonierek można wyposażyć w sprzęt do komunikacji o dużej mocy przesyłowej — powiedział Umbra. — Te urządzenia powinny zapewnić nam wystarczająco dużą dokładność.

— No i wyślemy oczywiście statek oddziału Skorolle — zakończyła Asaro.

— W końcu jakieś działania! — wykrzyknęła radośnie Valkiria.

— W takim razie, do roboty! — wydała rozkaz Asaro.

 

*

 

Blondyn siedział w fotelu i wpatrywał się w wiszący na ścianie chronometr. Czas namysłu dla mieszkańców Qirinee dobiegał końca i w krótce mężczyzna znów stanie przed postacią potężnej matriarchinii. Uważał, że w pierwszej rozmowie poszło mu bardzo dobrze. Wiedział również jak będzie wyglądał przebieg tej nadchodzącej. Wspaniała władczyni bogatego globu w ordynaryjny sposób odmówi mu przyłączenia się do separatystów. Szczerze powiedziawszy właśnie na to liczył. Inaczej całe zamieszanie z Najpotężniejszą Stroną Mocy byłoby na nic.

Komunikator wydał wysoki dźwięk a niebieski hologram ukazał postać matriarhinii. Z wyrazu jej twarzy trudno było odczytać towarzyszące mikkiance emocje.

— Wasze światło świeci jeszcze jaśniej niż za pierwszym razem — wygłosił formułkę Offerusz.

— Przejdźmy do konkretów — ucięła nastrój władczyni.

— Czy podjęła pani decyzję — zszedł z tonu separatysta.

— Moja decyzja jest taka sama jaką była dwie godziny temu. Qirinee nie podporządkuje się waszej woli i śmiem twierdzić iż wasza mizerna flota nie będzie w stanie zmusić nas do kapitulacji.

— Flota owszem. Sam przyznam, że można się było spodziewać czegoś lepszego. — Spojrzał na stojącego w kącie hrabiego Dooku. Siwiec nie zareagował na wypowiedzianą przez generała uwagę. — Jednak mam coś o wiele lepszego.

W jego słoni pojawił się standardowy komunikator. Offerusz zawiesił urządzenie na palcu i pomachał nim przed holograficznymi oczami kobiety. Mikkianka wykrzywiła twarz w niemiłym grymasie widząc taki brak manier.

— Mówi generał Offerusz Kejt — powiedział blondyn do komunikatora. — Tak, tak. Już czas. Może to panią przekona do współpracy — zaśmiał się szyderczo. Rozwścieczona jego zachowaniem matriarhinii zakończyła połączenie a mężczyzna opadł na oparcie fotela. Energicznie zamachnął się nogami a siedzisko odjechało od stołu obrad qishańskiego rządu i zatrzymało się przed hologramem prezentującym dane techniczne wielkiego działa. Generał chciał tylko nastraszyć mieszkańców religijnej planety. Rozkazał użyć mocy z pojedynczego reaktora co było i tak dość sporym pokazem siły, jednak nie na tyle sporym aby przebić osłony. „Choć w sumie” pomyślał.

— Tu znowu generał — odezwał się do komunikatora. — Zmieniamy trochę plany. Dodajcie do pieca.

— Co pan robi? — Offerusz usłyszał głos hrabiego Dooku dobiegający z drugiego końca sali.

— Republika najprawdopodobniej wie co się tu dzieje. To kwestia godzin zanim tu przybędą. Nie mamy czasu na takie gierki. Musimy uderzyć raz a dobrze.

— Nasza flota nie zdoła dotrzeć do Qirinee.

— Myślę, że po tym co zaraz zobaczą wsparcie nie będzie potrzebne.

— Jest pan naiwny. Nie docenia pan ich religijnego wyznania. Zrobią wszystko by chronić domu.

— Tym gorzej dla nich. Nikt im nie kazał wierzyć.

— Chyba pan zdaje sobie sprawę jak potężna potrafi być ta wiara? Ma pan przecież przyjaciółkę Jedi.

— Miałem, a i wtedy nie była jeszcze Jedi a jedynie uczniem.

Siwobrody mężczyzna postanowił nie kontynuować tematu. Jego wzrok powędrował na rosnące wartości wyświetlane na hologramie.

 

*

 

Kolejny nudny dzień w pracy. Co prawda od czasu ataku separatystów cała planeta znajdowała się w trudnej sytuacji. Kto by się jednak przejmował małą placówką badawczą zlokalizowaną w południowym pasie zieleni?

Na obrotowym krześle siedział mężczyzna o czarnych włosach. Nogi miał położone na szerokim stole a w dłoniach trzymał holopad zawierający dane z ostatnich miesięcy. Dookoła panował lekki rozgardiasz. Dyski z zapisanymi pomiarami dosłownie walały się po podłodze. Francis Kotreek wielokrotnie starał się o dofinansowanie dla ich placówki jednak bez żadnych pozytywnych skutków. Jedyne co osiągnął to częstsze kontrole inspektorów wysyłanych z głównego laboratorium. Co jednak miało się zmienić? Biegun południowy był zamarznięty od tysiącleci. Pasy zieleni nie zmieniły swojego położenia nawet o milimetr a wszystkie odczyty wskazywały na to, że nic nie zmieni się jeszcze przez następne setki lat.

„Pójdź na bioinżynierię, będzie fajnie, mówili” myślał mężczyzna leniwie przesuwając palcem po holopadzie.

— Geera! Zmień pozycję bo ci się odleżyny zrobią! — zawołał w stronę sterty koców znajdujących się w czymś co nazwać by można było pokojem oddzielonym od reszty pomieszczenia wysokim regałem. Z pod tej sterty wyłoniła się jedynie czerwonoskóra dłoń i pokazała mężczyźnie obraźliwy gest.

„Ehh, a kiedyś nam się tak układało” pomyślał Francis kiedy śpiąca pod przykryciem twi’lekanka znów zamarła w bezruchu. Podobnie jak on, nie była zadowolona z tego, gdzie się znalazła. Zawsze marzyła o pracy naukowca. Skończyła uniwersytet z bardzo wysokimi wynikami a jej praca o zmianach klimatycznych i cyklicznych planety Qish okazała się być jedną z lepszych na roku. Gdzie jednak znaleźć zatrudnienie? Po tak rozpoczętej karierze jasnym było, że placówka badawcza, mało tego, poświęcona zmianom klimatycznym będzie świetnym pomysłem.

Na początku ich działalności zespół składał się z dziesięciu naukowców a jedna z opublikowanych przez badaczy prac trafiła nawet na konferencję na Curuscant. Było to jednak bardzo dawno temu. Ludzie powoli zaczęli odchodzić i ostatecznie w małym laboratorium została tylko ich dwójka: Francis Kotreek i Geerella Zatqee. Sporadycznie pokazywał się jeszcze Hert Malum ale on wolał pracować bezpośrednio w dżungli i spać w swoim namiocie. Pojawiał się tu może raz na dwa tygodnie tylko po to by uzupełnić zapasy, zgrać zdobyte dane i umyć się. Nic dziwnego, że jedyne odczycie z jakim utożsamiał współpracownika Francis to niemiłosierny smród.

W pomieszczeniu rozległ się dźwięk maszyny połączonej z jedną z zamontowanych na biegunie skrzynek służących do pomiarów.

— Wyłącz to cholerstwo! — zagrzmiała sterta koców.

— Co jeśli to coś ważnego? — ironicznie spytał badacz.

— Wtedy zgodzę się cię pocałować — usłyszał w odpowiedzi. Jak dotąd nigdy los nie zapewnił mu tej przyjemności. Podszedł do urządzenia. Kiedy spojrzał na pokazywane wyniki momentalnie zdębiał.

— Geera? — powiedział niepewnie.

— Cze?

— Chyba to coś ważnego.

— Mam dość tych twoich żartów! — Twi’lekanka wyłoniła się spod przykrycia. Miała bardzo niezadowolony wyraz twarzy. „Mogłam odstawić to mhisky*” pomyślała pocierając zaczerwienione oczy. W tym momencie kolejne urządzenie zaczęło wydawać irytujący dźwięk. Chwilę później do orkiestry dołączyły trzy kolejne.

— Co jest do…

— Patrz na te odczyty! Pięćdziesiąt stopni! Sześćdziesiąt! Geera, stówa!

— To jest cholerny biegun! Jaka stówa!?

— Dziesięć skrzynek tak mówi! Jedenaście! Wszystkie piętnaście! Termometry prawie pięćset!

Czerwonoskóra twi’lekanka podbiegła do okna wyglądającego na południe. Zdawało jej się widzieć coś co przypominało szkarłatną łunę. Czym prędzej otworzyła drzwi do laboratorium i wybiegła na zewnątrz. Pożałowała tej decyzji gdyż oślepiające słońce nadwyrężyło jej i tak już zmęczone oczy. Kiedy ponownie odzyskała wizję niebo miało krwisty kolor a nad samym biegunem pojawiło się coś przypominającego ogromnych rozmiarów promień.

— Osz w mordę…

 

*

 

Lightning właśnie zawracał kanonierkę w stronę Venatora. Miał zgromadzone odczyty a z danych wynikało, że praktycznie cały obszar Ziemi Labiryntu, a przynajmniej tego kawałka który sprawdził, wpływał niekorzystnie na sygnały. Najskuteczniejsze zakłócenia miały miejsce jednak w samym centrum formacji geologicznej, a obszar realnej utraty sygnału był dość mały. Jeżeli mają ściągnąć droidy w tę pułapkę pozostanie im naprawdę mało miejsca na jakiekolwiek manewry. Cała akcja będzie toczyć się w bezpośrednim sąsiedztwie Venatorów.

Po krótkim locie na horyzoncie ukazał się kształt krążownika. Czarnej maści kanonierka wleciała przez rozchylone klapy hangarów i zajęła wyznaczone miejsce na płycie lądowiska. Z tego co usłyszał żołnierz, wszystkie pozostałe statki zdołały już wrócić.

Od razu skierował swoje kroki do sterówki. Kiedy był na miejscu przekazał dane generał.

— Dziękuję — powiedziała Asaro — jesteś wolny. Nie mam na razie więcej zadań. — Klon zasalutował i opuścił zebranych przy stole przywódców. Jedi załadowała dane do komputera pokładowego. Z uwagi na małą ilość czasu zdołali przeczesać dość niewielki obszar. Był to jednak wystarczający teren do prowadzenia działań wojennych.

Po chwili obliczeń na hologramie pojawiła się trójwymiarowa mapa terenu oraz został zaznaczony znajdujący się nad nią obszar. Rejon występowania największych zakłóceń miał dość nieoczywisty kształt. Asaro spodziewała się zobaczyć czegoś w stylu kopuły rozpościerającej się nad całą Ziemią Labiryntu. Obraz przedstawiał jednak coś zupełnie innego. Na samym środku, w tym miejscu w którym obecnie znajdowały się siły republiki, zakłócenia sygnału sięgały bardzo wysoko tworząc coś na kształt wieży. Od niej w równym tempie zasięg stopniowo malał. Asaro przypomniała sobie jak podczas jej wędrówki do elektrowni Etreetee wspomniała coś o pradawnej świątyni znajdującej się w centrum Avuno Zefeeroshegsheq. „Czy to możliwe, że te zakłócenia faktycznie powiązane są z wyznawaną tu religią?” pomyślała.

— Trochę to niespodziewane — jako pierwszy odezwał się kapitan Umbra — aczkolwiek korzystne.

— Korzystne? Co ma pan na myśli? — spytała Valkiria.

— Mieliśmy być jak najmniej przewidywalni, prawda? Można wykorzystać zaistniałą sytuację. Jeśli zwabimy droidy w to miejsce — pokazał palcem szczyt domniemanej wieży — a potem momentalnie obniżymy lot oraz jeżeli separatyści polecą za nami znajdą się w obszarze największych zakłóceń. Zaczną szukać drogi ucieczki i część z ich statków na pewno przypadkowo wleci w sam środek zaburzeń sygnału. To będzie szansa na którą czekamy!

— Nasze Venatory są dodatkowo uzbrojone w pojazdy oddziałów Valkirii i w nasze czołgi. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem możemy poważnie zdziesiątkować flotę wroga.

— Przynajmniej do czasu aż nie wyślą lepszych jednostek — dodał Treeke.

— Tak czy inaczej pomożemy naszym oddziałom w pierwszej fazie bitwy. Separatyści nie posiadają wystarczającej ilości na tyle zaawansowanych droidów abyśmy nie mogli sobie z nimi poradzić.

— Ra qvere!** — wykrzyknęła nagle Valkiria. Wszyscy spojrzeli na twi’lekankę. Jej przerażony wzrok patrzył prosto w okna statku. Teraz i reszta zorientowała się co się stało. Czerwona poświata zalała niebo a otaczające ich piaski zatańczyły targane gorącym wiatrem. Nie był to jednak wiatr pustyni.

*mhisky – napój alkoholowy lichej jakości podobny do naszego whisky.

** Ra qvere! – qish. Osz kurwa! (czyt. ra kwere)

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Fajny odcinek
    Finał ewidentnie blisko
    Dialog z hrabią trochę słaby, a plan Asaro - mimo że dobry, trochę za bardzo się nim chyba ekscytują.
    Za ten odcinek 4
    Czekam na kontynuację
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    No to z hrabią też mi się nie podoba ale nie za bardzo wiem jak przerobić. Dzięki za komentarz. Finał już blisko!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania