Stary przyjaciel część 32. Star Wars

Na początku pragnę przeprosić za zamieszanie. Z powodu błędów fabularnych i logicznych pojawiło się sporo nieścisłości na których naprawie bardzo mi zależało. Poniższy tekst jest poprawioną częścią 32. opowiadania i zawiera parę przekopiowanych fragmentów z pierwotnej wersji, jednak każdy z nich został przerobiony i rozszerzony. Proszę o wyrozumiałość i mam nadzieję że poniższy tekst, tak jak i ostatnie, okaże się zajmującą lekturą.

Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie i liczę na to, że odnajdziesz się, Dorgi Czytelniku, w tej nowej opowieści.

(✿ヘᴥヘ)

Pozdrawiam, Pontàrú.

 

Link do muzyki stworzonej do mojej serii:

https://www.youtube.com/watch?v=eb6V962FCZY&t=

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Etreetee jeszcze przez chwilę stała zdezorientowana to patrząc na Jedi, to na odchodzącą twi’lekankę. W końcu, zaproszona gestem szarowłosej postanowiła schować się w przyjemnym cieniu materiałowych ścian.

— Słyszałaś całą rozmowę — bardziej oznajmiła niż spytała Asaro. Blondynka energicznie zaprzeczyła kiwaniem głową. Jedi oparła ręce na ramionach. — I jak, dowiedziałaś się czegoś nowego o swojej generał? A może już wiedziałaś? — Kulturoznawczyni zdawała się maleć w oczach. Wrócił jej dawny strach a szarowłosa znów widziała przelęknioną, drobną Etreetee jaką ta była na początku.

— Przepraszam — Jedi przerwała panującą ciszę. — Po prostu… mam teraz dużo na głowie. — Blondynka dalej się nie odezwała a jedynie potwierdziła skinieniem, że doskonale rozumie. — Przejdźmy do tego, dlaczego cię tu poprosiłam. Potrzebuję zakodować krótką wiadomość do kogoś, kto najprawdopodobniej jest zaznajomiony z kulturą Qish. Chodzi o to, że muszę się upewnić, że wiadomość dotrze do republiki i jednocześnie nie zostanie rozkodowana przez separatystów. — Etreetee nadal nie bardzo wiedziała po co Jedi ją ściągnęła. — Czy mogłabyś mi streścić parę najważniejszych pozycji z literatury qishańskiej?

*

Postać w czarnym płaszczu stała, na wysuniętym z wysokiego wieżowca lądowisku. Delikatny wiatr rozwiewał krótkie, jasne włosy a gorące słońce przypiekało na twarzy. Offerusz widział jak pojawiający się na tle błękitnego nieba kształt, powoli zbliża się do stolicy pustynnej planety. Doskonale wiedział, że jego gość mógł opuścić przestrzeń kosmiczną tuż nad miastem i oszczędzić czekającemu takich widoków. Popsułoby to jednak powoli narastające uczucie niepokoju i grozy.

Maszyna o miodowym kolorze wzbiła tumany drobinek zalegających na płycie lądowiska. Generał separatystów widział wysuwane po obu stronach statku niewielkie nóżki. W końcu pojazd typu Punworcca116 osiadł na wyznaczonym miejscu a Offerusz wsłuchał się milknące powoli silniki. W końcu przestrzeń znów wypełniała pełna napięć cisza a drobniutkie ziarenka piasku omiatały ściany kosmicznego jachtu.

Dźwięk hydrauliki otwieranego trapu przerwał panujący spokój a czarne, skórzane buty zastukały na metalowym zejściu. Brązowy płaszcz zafalował groźnie a przed blondynem stanął siwy mężczyzna z białą brodą około osiemdziesiątki.

— Przyjemność to widzieć ciebie, Hrabio — odezwał się generał separatystów.

— Darujmy sobie uprzejmości, panie Kejt — Sith zaakcentował nazwisko rozmówcy. — Rozumiem, że prócz tych… nieistotnych wydarzeń z elektrowni wszystko idzie zgodnie z planem i dotrzyma pan wszelkich obiecanych terminów? — Głos Dooku wypełniała wyraźna cyniczność.

— Oczywiście. Prace są już na wykończeniu. Wszystkie placówki działają z pełną wydajnością a inżynierzy kończą pracę nad „Najpotężniejszą Stroną Mocy”. — Blondyn zobaczył jak na twarzy lidera separatystów pojawił się krzywy uśmiech w momencie podania nazwy ogromnego działa. Musiał przyznać sam przed sobą, że odczuł z tego faktu pewną satysfakcję.

— A jak nasi przyjaciele? Dalej są niegroźni? — Dwie postacie zaczęły zmierzać w stronę wejścia do wieżowca a dźwięk ich kroków wybijał wolny rytm marszu.

— Obecne dane informują, że wróg zaczął zwijać obóz. Nie planują jednak opuszczenia obecnego miejsca postoju gdyż dookoła Doliny Janori nadal są rozstawione działa przeciwlotnicze. Wygląda na to, że postanowili jedynie przygotować się na odwrót lub na atak.

— A jakie są ich szanse?

— Szanse powodzenia ataku? Minimalne…

— Tak samo minimalne jak szanse na pozyskanie danych z elektrowni? — Nie oszczędził komentarza Dooku. Obaj mężczyźni zatrzymali się tuż przed podwójnymi drzwiami wejściowymi do izby lordów(1).

— Nie, gdyż tym razem jesteśmy jednak bardziej zabezpieczeni — odpowiedział zadziornie Offerusz.

— Uważaj na słowa, generale. Wykazywać wojowniczością będziesz się na polu bitwy a nie tu, zamknięty w rzekomo uzbrojonym po uszy mieście. Poza tym zwiększasz bezpieczeństwo dopiero po fakcie. — Dooku popatrzył na blondyna.

— Nie rozumiem, hrabio.

— Ponoć ktoś z republiki włamał się do naszych zaawansowanych systemów i skradł dane a ty wynająłeś odpowiednią osobę do zapobiegania takim sytuacjom dopiero teraz.

— Nikt nie przewidywał w armii republiki kogoś z tak dużą wiedzą informatyczną. Były to umiejętności większe niż jakikolwiek z klonów mógł posiąść podczas swojego szkolenia…

— A ten statek który przyleciał na planetę? — przerwał siwiec. — Nie pomyślałeś o tym, że mógł kogoś takiego przywieźć?

—W jaki sposób ktokolwiek byłby w stanie zaplanować to tak dokładnie, nie mając pojęcia o tym co znajdywało się w elektrowni? Republika nie wysłałaby nikogo o podobnych kwalifikacjach bez wcześniejszego potwierdzenia zaistnienia takiej potrzeby.

— A jednak udało im się dostać do danych a odpowiedzialność za tę porażkę ponosi nie kto inny jak pan — głos hrabiego był lodowaty. Offerusz nie mógł dłużej znieść tonu głosu lidera.

— Dlatego teraz zabezpieczamy się lepiej i skupiamy na zapobieganiu przyszłym problemom — dodał najspokojniej jak umiał.

Obaj mężczyźni przystanęli na chwilę przed automatycznymi drzwiami. Hrabia Dooku spojrzał na Offerusza z wyraźną wyższością i wypuścił głośno powietrze.

— Żeby tylko pana pewność siebie nie okazała się zgubą całego przedsięwzięcia.

 

*

 

Krążownik Providence sunął powoli na tle pomarańczowej planety. Seltyr Ratani pełniący funkcję kapitana tego wspaniałego okrętu separatystów jak zwykle siedział na lekko zdobnym fotelu leniwie mieszając zawartość filiżanki przy pomocy srebrnej łyżeczki. W duchu przeklinał że poprzednie naczynie w przypływie gniewu i, co przyznawał tylko przed sobą, strachu, straciło ciągłość swojej bryły i poprzez kontakt z podłogą rozsypało się niczym gwiazdy na otaczającym Qish niebie. Lubił ten kawałek porcelany a fatum zgotowało mu właśnie taki los.

Przed fotelem stał ubrany w szary płaszcz mężczyzna z niewielką walizką w dłoni. Jego niezbyt zadbane włosy zakrywały mu połowę twarzy a niezbyt elegancki ubiór wprowadzał kapitana w zakłopotanie, gdyż nie wiedział czy ma traktować przybysz jak psa z największej dziury, którym ten w końcu był, czy jak obecnego, płatnego sprzymierzeńca.

Seltyr pamiętał rozmowę z generałem Offeruszem Kejtem zaraz po tym gdy ich wróg skradł dane z krążownika. Nie należała ona do przyjemnych. Na szczęście brunet mógł ulżyć sobie pociągając do odpowiedzialności parę osób z załogi krążownika, będących odpowiedzialnymi za serwery i komunikację. Na polecenie generała musiał jednak przeszukać pobliski sektor i znaleźć najlepszego hakera. Nie można było dopuścić do ponownego włamania i utraty kolejnych danych lub co ważniejsze, do odnowienia przez republikę łączności.

Stojący przed kapitanem mężczyzna przedstawił się jako Frank Getłow. Miał odznakę sprzymierzonej z separatystami gildii i był najlepszym, jak sam się określił, hakerem w galaktyce. Seltyr miał szczerą nadzieję że to prawda gdyż suma jaką płacili przybyszowi była dosyć pokaźna.

— Jakieś dodatkowe wieści? — odezwał się kapitan odsunąwszy zdobioną filiżankę od ust.

— Żadnych nowych włamań, żadnych prób ataku — odpowiedział mężczyzna niedbale. Seltyr zmarszczył lekko czoło nie usłyszawszy żadnego grzecznościowego zwrotu „sir”, czy „kapitanie”. Mógł już do tego w sumie przywyknąć. Stojący przed nim Frank Getłow tylko potwierdzał jego obraz zarozumiałych i aroganckich najemników.

— Dobrze, pracuj dalej. Dziękuję za raport. Jest pan wolny.

Szara postać lekko tylko skinąwszy głową na znak, że jednak część dobrych manier nie została przezeń do końca zapomniana, odsunął się od fotela i chwiejnym krokiem, głośno tupiąc metalową protezą drugiej jakości o podłogę statku, opuścił sterówkę. Kiedy drzwi zamknęły się za Frankiem ten energicznym ruchem wyciągnął z przepastnej kieszeni płaszcza komunikator i przyłożył go do ust.

— Varta? Tak tu Getłow. Znalazłem chłopaka…

 

*

 

Asaro popatrzyła na swoje dzieło. Etreetee ostrożnie uderzyła plikiem kartek o stolik w celu ich wyrównania. Obie kobiety otoczone były stertą papierów, porozrzucanych nieregularnie po całej podłodze namiotu. W ręku Jedi znajdowało się coś na kształt tabelki, zawierającej wszystkie litery z basica ułożone na jej krawędziach. Wnętrze tablicy wypełnione było skośnymi liniami tychże znaków a rozmaite kształty przyprawiały patrzącego o delikatny oczopląs.

Asaro odrzuciła arkusz a ten w charakterystyczny sposób zaczął opadać, by w końcu po niemożliwej do przewidzenia trajektorii znaleźć się na ziemi.

— Mamy to! — wykrzyknęła Jedi. — Teraz tylko przekazać wszystko do Pi’a. Oby miał gotową tę całą bombę kotową czy jak jej tam.

Nie czekając na reakcję kulturoznawczyni, szarowłosa opuściła namiot i skierował swoje kroki w dół wzniesienia. Przyłożyła komunikator do ust.

— Pi, gdzie jesteś?

— Na statku dowodzenia, generale.

— Jużeś się tam dostał?

— Miałem przygotować bombę…

— Rozumiem. Czekaj tam gdzie jesteś. Albo nie… — Asaro nie mogła ukryć podekscytowania. — Spotkamy się na mostku.

Odciągnęła urządzenie od ust i szybko rozejrzała się po obozowisku. Prace miały się już ku końcowi. Większość namiotów została rozmontowana a zasobniki ze szczątkowym zaopatrzeniem zabrane na pokład Venatora. Wojowniczka szukała najbliższej kanonierki szykującej się do odlotu. Dopiero po chwili dotarł do niej jej własny błąd. „Przecież ja mam statek” puknęła się w czoło.

Skierowała swoje kroki do szarozielonego Eta-2 Actis-class. Nie lubiła latać. Jej żywiołem była walka na stałym gruncie a nie przerażające i niezmiernie dynamiczne bitwy kosmiczne. Poniekąd zazdrościła umiejętności swojemu padawanowi. Przypomniało jej się, jak uczeń zlikwidował jeden ze statków separatystów, poprzez przeciążenie generatora osłon. Kiedy usłyszała w raporcie, że Treeke bez ociągania władował się w wąską szparę we fregacie wroga, była pod wrażeniem jego umiejętności. Pomimo ogromnego ryzyka jakie podjął młokos musiała przyznać, że była w stanie docenić jego talent.

Zatrzymała się przy maszynie i popatrzyła na błyszczące poszycie. Dopiero niedawno dostała ten nowy model. Jeszcze dziewięć miesięcy temu, kiedy ratowała Thirs, latała Deltą-7. Westchnęła cicho, popatrzyła na wiszący nad doliną krążownik i otworzyła kokpit myśliwca. Skłamałaby gdyby powiedziała, że fotel jest niewygodny. Nowiutkie oparcie idealnie dopasowywało się do jej pleców. Zdjęła wiszący na ściance zestaw słuchawkowy i założyła na głowę. Odgarnęła opadające na twarz włosy i uruchomiła maszynę. Dźwięk silników wypełnił kokpit a zielono-szary statek wzbił się w powietrze. „To tylko krótki lot. Dasz sobie radę” pomyślała, aby dodać sobie trochę odwagi.

Chwilę później już lądowała na płycie jednego z hangarów. Czym prędzej opuściła myśliwiec. Co prawda Venator również trudno było nazwać stałym lądem, jednak przynajmniej tutaj nie widziała dzielącej jej od ziemi odległości lub otaczającej czerni kosmosu.

Asaro skierowała swoje kroki do windy. Obraz jaki malował się przed jej oczami był dość standardowy. Co chwila grupy klonów przecinały jej drogę, kanonierki wlatywały i wylatywały z hangarów, małe transportery przewoziły ciężkie skrzynie a przestrzeń wypełniona była hałasem dokonywanych napraw, rozładowywania sprzętu i rozmów żołnierzy. Wszystko ucichło kiedy Jedi znalazła się w windzie a metalowe drzwi odgrodziły ją od krzątaniny. Nie jechała sama, a dźwig zdawał się zatrzymywać na każdym z możliwych pięter, co chwila wypuszczając i przyjmując nowe osoby.

W końcu postawiła swoje kroki na mostku. Podobnie jak w hangarze, tu również panował harmider. Przy holostole stał kapitan Tancerville, do którego napływała cała masa raportów. Asaro postanowiła mu nie przeszkadzać. Zobaczyła, że Pi czeka już na nią przy komputerze nawigacyjnym. Skierowała swoje kroki w jego stronę.

— Witam, generale — rozpoczął rozmowę klon, stając na baczność.

— Spocznij, żołnierzu — wydała rozkaz Asaro. — Mam o co prosiłeś. Zakodowaną informację, którą miejmy nadzieję przechwyci republika. Z tego co rozumiem resztę potrzebnych danych zapełnimy losowymi znakami.

— Tak jest, sir. Wszystko już gotowe. Wystarczy dopisać wymaganą wiadomość.

— Proszę bardzo. — Asaro wręczyła hakerowi świstek papieru. Klon przyjrzał się uważnie zawartym na nim zapiskom.

P W G B K D F V G S E B

H L M J K W V A S A R O

Q U W D F D M E T N I G

X Z H G L F W Y H O T A

V A Z D G P __ Y I R I N

K S K Z T K H Y R I Q V

X P H R S T L Z S E N E

 

— Tylko pamiętaj, wszystko ma być tak jak na tej kartce. Co do litery i co do wiersza.

— Zrozumiałem, sir.

Asaro jeszcze przez chwilę przyglądała się, jak klon zostaje pochłonięty przez odmęty linijek kodu i jak sumiennie przepisuje podaną mu wiadomość. Prosiła w duchu aby ten plan zadziałał. Zdawała sobie sprawę, że jej limit szczęścia na jedną misję wyczerpał się i teraz wzięła już i tak sporą pożyczkę.

— Pani generał, obawiam się, że mamy problem — odezwał się po chwili Pi.

— W czym rzecz?

— Separatyści kompletnie zmienili zabezpieczenia. Wcześniej i tak nie byłbym w stanie się dostać do ich serwerów. Mogłem tego dokonać tylko z elektrowni gdyż ta miała z nimi bezpośrednie połączenie. Ewentualnie gdybym posiadał kody od droidów bojowych mógłbym spróbować się dostać ale i tak zostałbym zauważony.

— Po co jednak ci się teraz włamywać? Mamy tylko wysłać konkretną informację. — Asaro nie widziała problemu. Skoro wcześniej włamywanie się do systemów nie było im konieczne a dopiero w samej elektrowni okazało się zbawienne, obecne wzmocnienie obrony cyfrowej separatystów nie powinno mieć żadnego znaczenia.

— To znaczy, że wiedzą, iż mamy umiejętności żeby to zrobić. Przeglądałem ich zabezpieczenia parę razy i wyraźnie widzę zmiany. Nie są to zwyczajne zabezpieczenia droidów czy federacji handlowej. Grzebał w nich ktoś znacznie bardziej zaawansowany w tej materii.

— Sugerujesz, że separatyści ściągnęli kogoś żeby zwiększył ich bezpieczeństwo?

— Niewykluczone. Próbowałem rozpoznać system zabezpieczeń i pasuje mi on tylko do specyficznych grup lub gildii. Niestety wszystkie znajdują się praktycznie po drugiej stronie galaktyki. Wątpię by wróg ściągał kogoś aż z tak daleka zważywszy, że może znaleźć podobne usługi bliżej Qish-Qirinee.

— Zaraz, zaraz, daj mi moment.

Asaro pozostawiła klona samemu sobie i skierowała kroki do okrągłego stołu wyświetlającego plany krążownika. Korzystając z tego, że kapitan Tancerville był teraz zajęty rozmową, szubko przełączyła obraz na mapę systemu i pobliskich układów. Na pierwszym obrazie nie zobaczyła jednak niczego podejrzanego. Postanowiła trochę oddalić widok i spojrzeć na szerszy sektor galaktyki. Przed oczami wyświetlała jej się lista widocznych na hologramie układów. Nagle jej wzrok spoczął na jednym konkretnym obiekcie. Była nim czarna dziura o nazwie Siffara.

„Czy to możliwe? Chyb nie… a może jednak?”

— Pi!? — przywołała klona. — a co wiesz o hakerach z tego układu?

— Z pierścieni Siffary? Niestety nic, sir. Nie wydaje mi się, żeby była tam jakakolwiek gildia inna niż łowców nagród czy ktokolwiek nie związany z gangami.

— Właśnie. Z gangami… — Asaro czuła jak jej myśli uciekają w głąb przeszłości.

— Coś nie tak, generale? — spytał lekko zaskoczony Pi.

— Co? Nie, nie… wszystko w porządku — odpowiedziała Jedi potrząsając głową. — Wracaj do roboty. Musimy mieć wszystko gotowe.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    W takich sytuacjach żałuję, że ta strona nie ma opcji usunięcia danej części i napisania jej od nowa, przynajmniej dałoby się zmazać to, z czego nie jesteś dumny. A za nową wersję masz 5 i pozdrowienia. Serio, George Lucas byłby dumny. Also, Wesołych Świąt i wolnej chwili zapraszam do siebie na 6 "odcinek". ;)
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Twój odcinek już wpadł mi w oko. Zobaczę później bo idę biegać XD. Również życzę miłych świąt ;)
  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    No - i tu ciekawszy przebieg wypadków - wyjaśnienie jak udało im się zdobyć informacje, jak Separatyści poprawnie zareagowali - przerobione dialogi itd.
    No - znacznie lepiej - i napięcie bardziej utrzymujesz - zapowiada się znacznie lepiej niż pierwsze podejście
    5
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    I co więcej mam wrażenie, że mam solidne zakotwiczenie do kolejnej części (tajemniczo). Zgadzam się co do wcześniejszego niewypału. Jednak improwizowanie nie jest dobrym pomysłem :)
    Dzięki, że wpadłeś
  • Nefer 5 miesięcy temu
    Nie znam tej pierwszej, niedoskonałej wersji, więc nie wypowiadam się na temat wprowadzonych zmian. Obecna prezentuje się zupełnie dobrze, przede wszystkim utrzymuje napięcie. Zakładam, że skomponowana przez bohaterke wiadomość to rodzaj rebusa-szarady, który zechcesz z czasem rozwiązać.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Tak, tak, wszystko jest ładnie zakodowane. Wcześniejsze wersja pod kątem logicznym nie pasowała dlatego zmiany. Dzięki za wizytę

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania