Stary przyjaciel część 21. Star Wars

- Asaro! Po prawej!

Szarowłosa w ostatnim momencie odskoczyła. Czerwony pocisk przeleciał tuż przed nią, pozostawiając czarną, osmaloną dziurę w podłodze statku. Szybkim ruchem wycelowała swój blaster w stronę ubranego na biało szturmowca. Mężczyzna został trafiony a zielony przecinek wypalił dziurę w jego pancerzu. Żołnierz Imperium przeleciał przez barierkę i z głośnym hukiem uderzył o płytę lądowiska.

- Szybko! Na statek! – krzyknęła kobieta po pięćdziesiątce. Jej białe włosy z zabarwionymi na fioletowo końcówkami zawiały, niesione falą pobliskiej eksplozji. Odwróciła się energicznie i szybkimi strzałami z laserowego karabinu półautomatycznego, przypominającego w swej konstrukcji winchestera, przeładowując po każdym strzale za pomocą zamocowanej pod lufą pompki, powaliła kolejnych żołnierzy.

- Amélie! Uważaj! – krzyknęła Asaro. W tym momencie czerwony pocisk trafił w ramię starszej kobiety. Odrzut odepchnął ją tak, że oparła się plecami o barierkę niskiej platformy, na której stała. Złapała się za ramię.

- Asaro! Mówiłam na statek! Migiem! – Nie czekając na dalsze polecenia szarowłosa puściła się pędem do maszyny. Wbiegła po pochyłym trapie i usiadła na fotelu pilota. Szybkimi ruchami uruchomiła całe ustrojstwo i po chwili statek zawisł nisko nad płytą lotniska.

Asaro widziała jak jej matka zostaje otoczona przez szturmowców w białych pancerzach. Złapała za spust. Kilka szybkich strzałów i teren był czysty. Zawiesiła statek nieruchomo i pobiegła do wejścia. Stanęła na końcówce wciąż szeroko otwartych drzwi i wyciągnęła rękę. Mocnym szarpnięciem wciągnęła Amélie na pokład. Zostawiła ją w magazynowni a sama usiadła za sterami.

Szary właz został zamknięty a statek powoli kierował się w stronę wylotu. Nadbiegający żołnierze imperium rozpoczęli ostrzał. Asaro włączyła osłony.

- Amélie! Trzymaj się! Będziemy skakać!

- W środku statku? Oszalałaś?

Asaro nie oszalała. Uruchomiła hipernapęd. Komunikat na konsolecie poinformował ją o pełnej gotowości. Energicznie pociągnęła za dźwignię. Poczuła nagłe przyspieszenie. Krążownik imperium zniknął a ich statek znalazł się w bezpiecznej nadprzestrzeni.

Asaro zamknęła oczy i głośno wypuściła powietrze. „Udało się” pomyślała. Kiedy je znów otworzyła patrzyła na biały sufit namiotu, przez który leniwie przelewały się pierwsze promienie słońca.

 

*

 

Wyszła z namiotu. Temperatura jak zwykle była nieznośna. Poprawiła przerzuconą przez ramię torbę. Pomimo takiego skwaru narzuciła na siebie pelerynę. Był to w końcu jedyny fragment jej ubioru pozwalający na maskowanie. Na szyi wisiała zielona wizyjna chusta. Poczuła wracające, prawie z przed roku, wspomnienia.

Cała ekspedycja miała spotkać się przy wejściu do Doliny Janori. Jak się okazało wszyscy czekali już na miejscu.

- Witam – powiedziała do oczekujących. W odpowiedzi usłyszała energiczne powitania klonów, radosne bipnięcie Q4 i nieśmiałe „dzień dobry” ze strony Etreetee. Dzień zapowiadał się jak zwykle upalnie. „Czy na tej planecie kiedykolwiek pada?” spytała samą siebie.

Cała ekipa wyruszyła w drogę. Mieli przed sobą długi marsz. Początkowo osłaniała ich grupa klonów gdyż wąwóz nadal był wypełniony niewielkimi fortyfikacjami droidów. Asaro wydawało się, że i tak już przelęknięta Etreetee, stała się jeszcze bardziej nerwowa po tym, jak zobaczyła Jedi, rozcinającą bezduszne maszyny. Szarowłosa naprawdę nie była w stanie rozgryźć tej kobiety.

Eskortujący oddział opuścił ich, gdy znaleźli się na rozwidleniu kanionu. Jedna z dróg prowadziła do obozu rozstawionego w dolinie Kanori, druga do deltowatego ujścia dawnej rzeki. Nie wpadała ona do morza. Kiedy Asaro próbowała nawiązać jakikolwiek kontakt z krótko obciętą blondynką dowiedziała się, że rzeka Janora i Kanora łączyły się i razem zmierzały w kierunku pustyni. Tam rozlewały się po piaskach tworząc swego rodzaju żyzne trzęsawiska. Było to jeszcze w czasach, gdy klimat na planecie był zdecydowanie łagodniejszy. Woda wypływała z dużych źródeł a dwie doliny służące teraz za obozowiska, były nieckami wodospadów. Jakże świat musiał wyglądać wtedy pięknie.

Naturalnym jest, że taka historia nasuwa kolejne pytania, więc rozmowa dwóch kobiet trwała pomimo istniejących na wstępie oporów. Etreetee pozostawała jednak wielce nieufna wobec Jedi. Asaro zdołała się jeszcze tylko dowiedzieć, że Qish to planeta cykliczna i raz na ileś set lat klimat staje się kompletnie odmienny. Za czasów Starej Republiki planeta tętniła zielenią i liczną fauną oraz liczyła dziesięciokrotnie więcej mieszkańców niż w czasach obecnych.

Więcej nie udało się z kulturoznawczyni wyciągnąć. Asaro postanowiła więc przyspieszyć kroku i dołączyć do idącego na czele Pike’a. Z nim zawsze miała wspólne tematy i pogrążyła się w rozmowie na następne godziny.

Pierwszy dzień wędrówki obył się bez większych przeszkód a marsz zakończyli wraz z zachodem słońca, dochodząc do Avuno Zefeeroshegsheq. Stali przy wielkich rozmiarów ścianach, skąpani w cieniu znikającej za horyzontem gwiazdy.

Obozowisko, które rozstawili, było skromne. Spali na specjalnych kocach a na środku postawili niewielki, przenośny grzejnik. „Czy to nie ironia, że na pustyni, tak bardzo utożsamianej z wysokimi temperaturami, w nocy idzie prawie zamarznąć?” pomyślała sarkastycznie Asaro. Na kolację zjedli specjalnie przygotowane żołnierskie jedzenie. Dopiero jutro miało się okazać, co czeka ich w Ziemi Labiryntu.

 

*

 

Siedzieli wpatrzeni w ekran. Ku swej uciesze Thirs nie musiała niczego tłumaczyć. Sheeq dowiedział się wszystkiego z transmisji telewizyjnej. Senator trzymała w ręku kubek z ciepłym kafa. Nogi miała zanurzone w misce z gorącą wodą. Musiała przyznać sama przed sobą, że jak na polityka, słabo radziła sobie ze stresem. „Może trzeba było zostać fshegi swojego skromnego Raiqeetu?” pomyślała mimowolnie.

- Rany – skomentował Sheeq. – Jak tu czuć się bezpiecznie na obradach?

- Trzeba przyznać, nikt nie spodziewał się takiej reakcji – powiedziała cicho Thirs.

- No ale bez przesady! Na pewno w senacie muszą teraz zaostrzyć środki ostrożności. Przecież się okazało, że ten człowiek to żywa bomba! Popełnił samobójstwo na środku lądowiska, raniąc przy tym paru Jedi!

- Naprawdę nie musisz mi przypominać – odpowiedziała zmęczonym głosem. Uspokoiła się trochę po ostatniej przygodzie i teraz znów dopadła ją senność. – Bardziej martwi mnie fakt wypowiedzenia wojny królestwu Terian. Już i tak mamy za mało armii żeby obskakiwać pozostałe systemy. Nie chcę nawet myśleć jaki los czeka Qish. Wysłano tam dwa krążowniki i pozwolono na uwięzienie wojsk. Republika nie kwapi się do jakiejkolwiek pomocy – jej ostatnie słowa traciły moc. Ziewnęła przeciągle.

- Nie martw się – powiedział twi’lekanin. – Odzyskamy naszą planetę. Może uda się w końcu namówić mieszkańców Qirinee żeby nam pomogli. W końcu w ich interesie jest, aby system był względnie bezpieczny. Owszem, nigdy w swojej historii nie opowiedzieli się po żadnej ze stron a posiadanie jako sąsiada republiki również nie daje w tych czasach większej pewności bezpieczeństwa, jak z resztą się przed chwilą przekonaliśmy, ale hej, przecież jednak chyba lepiej mieć obok siebie republikę! Poza tym z tego, co się orientuję ich flota byłaby spokojnie w stanie przełamać blokadę Qish. Oczywiście z pomocą naszej floty a wtedy… - niebieskoskóry kosmita przerwał swą żywą gestykulację. Jego słuchaczka spała, rozłożona na szarej kanapie.

Sheeq uśmiechnął się pod nosem. Wstał i przykrył Thirs białym kocykiem, po czym skierował swoje kroki do drzwi.

- Słodkich snów – wyszeptał i cicho zamknął za sobą wejście.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Ok. Widzę że znowu o moim opowiadaniu wspominasz - dobra reakcja osoby... "drugiej" czy "trzeciej" w tym przypadku?
    Nie wiem
    Flash do przyszłości też bardzo mi się podoba - choć z tym hipernapędem to z nową trylogią trochę nie pasuje
    oprócz tego, odcinek krótki, przejściowy - bardzo mi się podoba.
  • Pontàrú 2 miesiące temu
    Zaznaczę tylko, że matka Asaro miała na imię Oliphia a nie Amélie… tajemniczo…
    (`㊥益㊥)Ψ
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Pontàrú
    Acha... znaczy - kto wie - to Star Wars - może ma dwie matki
    albo to jakiś kult podobny do Sióstr Nocy
    Jest wiele możliwości
    Raz jeszcze - podobają mi się emotki
    nadają stylu twojej wypowiedzi - pisemnej bo pisemnej - ale nadal
    Pozdrawiam
    Kapelusznik

    PS. Jutro kolejna część Wroga Republiki - czytaj - może po północy

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania