Stary przyjaciel część 9. Star Wars

Zielonoskóra twi’lekanka niosła ostrożnie dzbanek z affilagiem – specjalnym napojem zdecydowanie lepiej chłodzącym niż woda, dostępnym tylko na targowisku sąsiedniego miasta. Ponaglała ją płacząca para dzieci. Ostrożnie stawiała kroki na nierównym podłożu. Powoli zmierzała do widniejącej na horyzoncie wioski.

Jedno z dzieci potknęło się o wystający z ziemi kamień. Płacz wybuchł z nową mocą, wspierany bólem zadrapanego kolana. Kobieta odstawiła naczynie i podeszła do chłopca. Obejrzawszy jego ranę stwierdziła, że wszystko jest w porządku. Niewielkie zadrapania to norma życia pustynnego. Ruszyli dalej.

Po niedługim, ale wyczerpującym marszu, znaleźli się przy niskich murach otaczających mieścinę. Ponad nimi widać było budynki o płaskich dachach, wykonane z piaskowcowej cegły. Znad konstrukcji dobiegały dźwięki życia ulicznego. Pod bramą czekała na nich dwójka droidów. Kontrole na wejściu odbywały się tutaj od czasu ataku. Twi’lekanka została poproszona o okazanie dokumentów. Ostrożnie położyła dzban z affilagiem na chodniku wykonanym z kamiennych, prostokątnych płyt. Wyprostowała się i wyciągnęła identyfikator w stronę mechanicznego służbisty.

Nagle zobaczyła jak powierzchnia cieczy się marszczy. Pod stopami poczuła wstrząs. Było to niespotykane doznanie, zwłaszcza, że kraina doliny Janori i Kanori był, jak się powszechnie uważało, geologicznie martwa. Jeden z droidów obejrzał się w kierunku, z którego najprawdopodobniej dotarła fala uderzeniowa.

- Wszystko w porządku – powiedział drugi, wręczając kobiecie dokumenty. – Możecie wchodzić.

Twi’lekanka podniosła dzban i przywołała dzieci. Rodzina wkroczyła do gwarnego miasteczka.

 

*

 

Czerwony pył wypełnił cały wąwóz. Niezliczone odłamki skalne sypały się z obu ścian na walczących na dnie żołnierzy. Nie dało się przewidzieć skąd nadleci pocisk. Czerwone przecinki wyłaniały się z chmury pyłu nagle, by zaraz znów zniknąć z pola widzenia.

Asaro przysłoniła oczy ręką. Czuła na twarzy ziarenka piasku rzucane przez gorący wiatr. Pomimo ograniczonej widoczności nadal była w stanie odbijać nadlatujące pociski; była w końcu Rycerzem Jedi.

Pył powoli opadał ukazując wejście do doliny Kanori. Asaro zobaczyła jak ścianocykle znikają za wygięciami ścian wąwozu. Pierwsze jednostki klonów opuściły już kanion wbiegając na coraz szybciej poszerzający się teren.

Szarowłosa kobieta zeskoczyła z dachu czołgu i zaczęła biec w stronę walczących oddziałów. Dopadła najbliższej brygady. Podczas walki zobaczyła kontem oka jak Valkiria wskakuje na jadący nisko ścianocykl. Widziała, że twi’lekanka wykrzykuje jakieś rozkazy.

Usłyszała dźwięk komunikatora na prawym przedramieniu. Zbliżyła urządzenie do ust.

- Tak? – spytała.

- Pani generał, jesteśmy przy działach przeciwlotniczych. – Domyśliła się, że rozmawia z Pike’iem.

- Świetnie! My właśnie weszliśmy do doliny! – przekrzykiwała odgłosy walki. – Zlikwidujcie te działa jak najszybciej!

- A jak wygląda sytuacja krążownika? – powiedział klon. Asaro musiała przyznać, że kompletnie zapomniała o walczących w kosmosie żołnierzach.

- Nie mam żadnej wieści od Treeke. Miejmy nadzieję, że nie mają za dużych problemów.

 

*

 

Trójkątny krążownik zbliżał się do podłużnej fregaty. Kiedy załoga statku separatystów zorientowała się, co mają zamiar zrobić ich przeciwnicy, natychmiast przystąpiła do manewru wymijania. Na rozkaz uniku, drugi ze statków również zwiększył odległość, dzielącą go od sojuszniczej jednostki. Kapitan Umbra właśnie na to czekał.

- Ekipa naprawcza – powiedział do komunikatora. – Macie natychmiast przerwać jakiekolwiek inne prace i słuchać co mówię. Wszyscy wasi członkowie mają skierować się do komór obsługi technicznej silników. Macie kompletnie odłączyć główne napędy na sterburcie i portburcie. Zwiększcie natomiast dopływ paliwa do środkowego silnika! Zwiększcie ponad normę!

- Ale sir, to może spowodować…

- Wiem co może spowodować! Macie wykonać rozkaz! Chcę wycisnąć z tego dopalacza ile się da!

Prawdą było, że Nelis Umbra doskonale wiedział, z czym wiąże się ta decyzja. Jego pasją była konstrukcja statków i technologia z nią związana. W wolnych chwilach czytał o różnych rodzajach napędów i najprawdopodobniej sam zostałby mechanikiem, gdyby nie nacisk ze strony rodziców. Uważali, że ktoś taki jak on zasługuje na bycie kimś więcej niż zwykłym robolem. Poza tym, jako ludzie obracający dużymi pieniędzmi rozumieli, że i na trwającej wojnie można coś zarobić.

Przeciążenie silników było bardzo ryzykowną operacją. Nelis, jako dziecko, poddawał już kiedyś podobnym zmianom pożyczony od ojca statek. Wiele razy czytał o korzyściach, jakie płyną z takiego zabiegu. Opierało się to głównie na zwiększeniu mocy napędowej, kosztem większego zużycia paliwa. O liście efektów ubocznych wolał nie myśleć.

Zbliżali się do fregaty. Kapitan wydał polecenie na przejście na napęd pomocniczy. Trzy główne silniki zgasły. Rozpędzony krążownik leciał wprost na próbującą uniknąć zderzenia jednostkę wroga.

Tuż przed samym zderzeniem Umbra wydał rozkaz do poderwania statku. Masywny krążownik zmienił trajektorię. Potężna siła szarpnęła całą jednostką. Dzięki zmianie kursu nie wbili się we wroga centralnie a jedynie zahaczyli dnem. Trójkątna maszyna wyraźnie zwolniła. W całej sterówce rozbłysły kontrolki informujące o uszkodzeniach. Nelis Umbra zamknął oczy. Modlił się w duchu, aby jego pomysł wypalił.

 

*

 

Treeke rozpędził statek. Jego oddział widział jak krążownik republiki uderzył o górne poszycie fregaty. Kawałki zdartej blachy unosiły się w przestrzeni kosmicznej. Dookoła panował chaos. Entropię pogłębiały nacierające zewsząd myśliwce wroga.

W końcu Treeke zobaczył to, czego szukał. Kiedy sojuszniczy krążownik oderwał się delikatnie od statku wroga, chłopak ujrzał niewielki kanał prowadzący do, jak się domyślał, zasilania zewnętrznych osłon fregaty. Osłony na pewno już nie działały, a nawet jeśli to nie były teraz istotne. Padawan wiedział, że celnie trafiony generator osłon jest w stanie poważnie uszkodzić statek nieprzyjaciela.

Złapał mocniej za stery i skierował brązowy myśliwiec do widocznej luki.

- Osłaniać krążownik! – wydał rozkaz a sam zanurkował do widocznej wyrwy. Jego statek zniknął z pola widzenia. Treeke uzbroił energetyczne bomby. Odległość od generatora malała drastycznie. Nagle uświadomił sobie, że przecież nie ma jak stąd wylecieć. Jego plan zakładał możliwość przebicia się przez generator. Nie zastanawiał się, co się stanie, jeśli urządzenie nie eksploduje i nie otworzy mu drogi ucieczki.

Zbliżył się na odległość odpowiednią do strzału. Wtem coś masywnego zerwało dach otaczającego go tunelu. Spojrzawszy w górę zobaczył białe, metalowe panele krążownika republiki a w nich niewielką dziurę otwierającą przejście do hangaru.

Nie miał innego wyjścia. Energetyczny pocisk opuścił brązowy myśliwiec i uderzył w sam środek generatora osłon. Treeke poderwał statek wypadając przez dziurę w poszyciu fregaty i jednocześnie wlatując do wnętrza trójkątnego krążownika. Z całej siły pociągnął za stery starając się wyhamować myśliwiec. Skręcił tuż przed samą ścianą komory, ocierając o nią jedynie delikatnie. Rozchwiany statek uderzył o płytę lądowiska. Przeraźliwy dźwięk rysowania metalu o metal wypełnił cały kokpit. W końcu statek zatrzymał się uderzając o przeciwległą ścianę hangaru.

 

*

 

- Kapitanie, silnik przeciążony!

- Doskonale! Wszystkie jednostki kierować się na Qish! Odpalać silniki! – wykrzyczał rozkazy Umbra. Krążownik doznał nagłego przyspieszenia. Siła bezwładności wciskała siedzących w fotele a stojących zmuszała do złapania się czegokolwiek, aby uniknąć upadku. W dużych oknach rósł obraz czerwonej planety.

Kapitan podszedł do konsoli sterowej. Komputer poinformował go, że weszli w zewnętrzne warstwy atmosfery. Szybko przestawił ustawienia silników. Główny napęd został całkowicie odłączony. Dopalacze pomocnicze posłużyły do obrócenia statku tak, by wchodził w atmosferę jak największą powierzchnią. Ze względu na dużą utratę paliwa musieli wyhamować wykorzystując do tego opór powietrza. Cała konstrukcja zaczęła drgać. Kapitan zdawał sobie sprawę z uszkodzeń. Miał tylko nadzieję, że statek wytrzyma.

 

*

 

Pike zrobił szybki ślizg, przejeżdżając pod rozpędzonym ogonem Qurraka. Podniósł się z ziemi i biegł dalej. Musiał podłożyć ładunki jeszcze do paru dział przeciwlotniczych. Niestety drogę odcięły mu walczące z potworami droidy. Nie miał szansy się przebić. Spróbował skontaktować się z resztą rozproszonego po całym polu walki oddziału. Nikt jednak nie odpowiedział.

Spojrzał w niebo. Zobaczył na nim malusieńki trójkątny kształt. „Szlag” zaklął w duchu. Mieli coraz mniej czasu.

Nagle usłyszał dźwięk jakby rozpędzonego grawicyklu. Zorientował się skąd dobiegał hałas. Ostrożnie wychylił się i spojrzał w dół doliny Kanori. Po ścianie w jego kierunku nadciągała chmara pojazdów. Motocykle jeden po drugim wskakiwały na płaskowyż wpadając prosto na walczące oddziały. Z jednego z takich pojazdów zeskoczyła niebieskoskóra twi’lekanka. Pike rozpoznał w niej generał Hemnan. Kobieta rzuciła się prosto na walczących, dzierżąc w dłoniach dwa energetyczne topory. Korzystając z tej nieoczekiwanej pomocy ruszył biegiem, aby założyć kolejne ładunki.

Kiedy podłożył już ostatni z komunikatora dobiegł głos Lifteda, jakoby i oni skończyli uzbrajać bomby. Pike wydał rozkaz do odwrotu. Sam podbiegł zaś do walczącej twi’lekanki.

- Pani generał, proszę natychmiast zabrać stąd swoich ludzi – przekrzykiwał strzelaninę. – Jesteśmy gotowi do wysadzenia obrony przeciwlotniczej!

- Dobrze żołnierzu! – odpowiedziała kobieta, po czym zaczęła wykrzykiwać coś w nieznanym Pike’owi języku.

Kapitan widział, jak oddział dziwacznych motorów znika w przepaści doliny Kanori. Nie czekając ani chwili dłużej oddalił się na bezpieczną odległość. Upewniwszy się, że wszyscy żołnierze znajdują się na niezagrożonych pozycjach wydał rozkaz zniszczenia linii dział.

Potężna eksplozja poruszyła ziemię. Cały okalający dolinę pas śmiercionośnych urządzeń zniknął w chmurze pomarańczowego pyłu. Ostatnim co zobaczył Pike była para Qurraków, która w wyniku eksplozji została zrzucona z kamiennych klifów.

 

*

 

Asaro zobaczyła jak dolinę Kanori spowija obłok czerwonego piasku. Widziała zjeżdżające po ścianach oddziały Valkirii. Kiedy spojrzała w niebo zauważyła również nadlatujący krążownik. Wszystko było zgrane na ostatnią chwilę. Po paru godzinach walk w końcu dało się zauważyć znaczący postęp. Oddziały wroga wyraźnie się skurczyły. Droidy nie stawiały już tak wielkiego oporu.

Widziała grupy klonów niszczące, jedna po drugiej, wieże przeciwlotnicze. Przepełniała ją euforia udanej misji. Pełna nowych sił skoczyła prosto w oddziały wroga. Rozcinała bezduszne maszyny obracając zielonymi ostrzami. Kiedy rozprawiła się z ostatnim z droidów zobaczyła coś znacznie straszniejszego niż armia separatystów.

Ogromny stwór z dwoma ogonami i cieniutkimi ostrymi zębami patrzył się wprost na nią. Asaro zrozumiała, że musi mieć do czynienia ze wspomnianym kiedyś mieszkańcem planety – Qurrakiem. Za stworem zobaczyła drugie, ogromne ciało. Jak się, na szczęście okazało, martwe.

Drapieżnik przystąpił do ataku. Asaro odskoczyła, w ostatniej chwili unikając długich pazurów. Skupiła się. Wybiła się wysoko w powietrze. Przeleciała tuż nad paszczą stwora i wylądowała na jego plecach. Z całych sił wbiła zielone ostrze w miejsce gdzie, jak zgadywała, znajdował się kręgosłup. Zdziwiła się, gdy miecz świetlny zamiast ugrząźć po rękojeść, zsunął się po grubej skórze potwora. Ta chwila nieuwagi wystarczyła. Potężne uderzenie jednego z ogonów zmiotło ją z grzbietu i cisnęło w dal. Starała się zamortyzować upadek jak mogła, ale prędkość była na tyle duża, że nie udało jej się całkowicie wyhamować na twardym gruncie. Przetoczyła się a ostre kamienie porozcinały jej skórę. Kiedy leżała otępiała zobaczyła, jak jakaś niebieska postać przeskakuje nad nią. Asaro zmobilizowała wszystkie swoje siły, żeby podnieść głowę. Zobaczyła jak Valkiria wbiega pod bestię, sprawnie unikając jej żgnięć. Korzystając z nierówności terenu kosmitka wbiegła na niewielki głaz i wybiła się z niego tuż pod samą szyję stwora. Kopnięciem w zgięcie łokcia odbiła nadlatującą łapę i z impetem wbiła oba energetyczne topory w gardziel Qurraka. Zwierzę zaskomlało, kiedy niebieskie ostrza rozcięły skórę a z aorty trysnęła ciemna krew. Valkiria wylądowała miękko, spoglądając na nieruchome ciało stwora.

Asaro zebrała siły i wstała na równe nogi. Czuła stróżkę krwi spływającą po jej policzku. Lekko chwiejnym krokiem podeszła do zbawczyni.

- Dziękuję! – powiedziała.

- Był kulawy – odpowiedziała Valkiria. Asaro nie do końca zrozumiała.

- Co? – spytała niepewnie.

- Był kulawy. Tylko dlatego dalej żyjesz. Tylko dlatego ja nadal żyję. Samemu z tymi nędznymi mieczami porywać się na taką bestię! Daffaras, daffaras! Głupota!

Asaro nie wiedziała, co powiedzieć. Popatrzyła na pole bitwy. Właściwie można już powiedzieć – krajobraz po bitwie. Jedni żołnierze zbierali rannych, inni zabitych. Cała dolina spowita była w dymie palących się szczątków. Grupa klonów fortyfikowała wejście do wąwozu.

Na niebie widać było oddziały myśliwców wracających z bitwy kosmicznej. Asaro nie mogła w śród nich znaleźć tego należącego do Treeke. „Może po prostu przeoczyłam” pomyślała. Trójkątny kształt krążownika był już wyraźnie widoczny.

Asaro odetchnęła z ulgą. Wszystko się udało.

 

*

 

- Kapitanie, jakiś statek wleciał do naszego dolnego hangaru – usłyszał Nelis Umbra. Szybko spojrzał na komputery. Ekran informował go o szybkim wzroście temperatury w dolnych warstwach statku. Bez zbędnego namysłu podniósł komunikator do ust.

- Niech ktoś natychmiast wyjmie stamtąd tego pilota!

 

*

 

Czuł jak temperatura dookoła rośnie. Nie wiedział jednak, czy znaleźli się już na planecie czy są nadal w przestrzeni kosmicznej. Spojrzał przez pękniętą szybę, lecz nie zobaczył nic prócz szarej metalowej ściany. Komputer pokładowy ostatkiem sił informował pilota o niskim poziomie tlenu.

Ból głowy i brak świeżego powietrza powodował odczucie otępienia. Oddech Treeke był płytki i szybki. W amoku nie pamiętał czy znajduje się na statku wroga, czy przyjaciela. Spojrzawszy na swoje ręce zobaczył rozdartą koszulę brudną od ciemnych plam. Również na twarzy czuł zakrzepłą krew. Na nogach miał kawałki szkła. „Kokpit nie jest hermetyczny a jednak żyję” mówił głos w jego głowie.

Nagle coś poruszyło statkiem. Zniszczona szyba powędrowała w górę a oczom młodego Jedi ukazała się grupa klonów w ognioodpornych, srebrzystych pancerzach. Silne ręce wyciągnęły go z kokpitu. Jak przez mgłę widział drzwi prowadzące na klatkę schodową. Pamiętał jedynie, że gdy pokonali parę stopni ogarnął go chłód.

 

*

 

- Silniki pełna moc! – wykrzykiwał rozkazy Umbra. – Wyrównać lot!

Ekran pokazywał wszystkie parametry statku. Ciężki krążownik wyhamował i zawisł tuż nad czerwonymi piaskami planety Qish.

Umbra opadł na fotel i odetchnął z ulgą. Kolejny raz udało mu się dolecieć do celu.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Fajnie opisany ostatni akt bitwy - ale mam wiele uwag

    1. Działa przeciwlotnicze - miały być one ustawione dookoła doliny - ok. Klony były tylko po jednej stronie. Co z drugą, oraz ewentualnymi działami w samej dolinie.
    2. To że krążownik zdołał wlecieć w atmosferę, ok, ale co z resztą floty separatystów - przecież by go ścigali i dokończyli dzieła.
    3. "Paliwo"? Paliwo to koncepcja "nowej trylogii" disneya, oryginalnie wszystko szło przez reaktory - paliwo to kiepskie sformułowanie, ale niech będzie.
    4. Qurraki nie powinny być odporne na miecze świetlne, jeśliby były, żadna standardowa broń nie mogłaby im nic zrobić.
    5. Jest sporo powtórzeń - przejrzyj i popraw.
    6. Bardzo, ale to bardzo pocięte sceny i sytuacje - twoja wola, ale z mojej perspektywy jest to lekko nie czytelne, szczególnie z tak krótkimi fragmentami.

    Po za tym Ok. Oczekuję CD
    4
    Pozdrawiam
    kapelusznik
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Było powiedziane, że oddziały prowadzone przez Pike'a zajęły się również działami po drugiej stronie. Opis niszczenia dział w samej dolinie również został zawarty.
    Co do paliwa, to czy reaktory nie potrzebują jakiegoś rodzaju paliwa?
    Co do qurraków to owszem broń konwencjonalna nie czyni im za bardzo szkody. Właśnie dlatego oddziały Pike'a potrzebowały osłony ze strony kanonierek.
    To z tymi cięciami tekstu to faktycznie może być kłopotliwe. Niestety nie posiadam wysoce rozwiniętych umiejętności pisania i wciąż się uczę, ale zwrócę na to uwagę. Moim celem tu było dodanie dynamizmu oraz zaznaczenie, że powyższe fragmenty dzieją się w tym samym czasie.
    Dzięki za komentarz :)
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Pontàrú
    Wyjaśnienia ok
    A co do cięć - zmniejsz ich ilość i rozwiń te które zostawisz
    Przykładowo wyciągnięcia padawana z muśliwca może na luziku być napisana z perspektywy admirała
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    W sumie dobry pomysł. Rozumiem, że cięcia mogą być uciążliwe. Dzięki za pomoc :)
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Tak mi się jeszcze przypomniał tekst Obi-wana z drugiej części. "R4, odrzuć dodatkowe zbiorniki paliwa". Było to podczas ucieczki przed Jango Fettem i jego rakietami naprowadzającymi. To właściwie to mnie pokierowało do pomysłu z paliwem

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania