Stary przyjaciel część 28. Star Wars

Grupa klonów siedziała w głębokiej jamie pozostawionej bez opieki przez dawnego mieszkańca. Delikatna poświata hologramu pozwalała na dostrzeżenie niewyraźnych sylwetek. Piątka żołnierzy analizowała wyświetlane przez urządzenie dane. Na zewnątrz ich schronienia panowała ciemność której monotonię rozrywały jedynie białe światła odległych gwiazd.

- Nie wygląda to dobrze – odezwał się Shad.

- Bez przesady. Mogło być znacznie gorzej – zabrzmiał głos Pike’a.

Patrzyli na plany elektrowni jakie dostarczył im Q4-S4. Budynek okazał się być większy i bardziej skomplikowany niż można było zakładać, bazując tylko na zewnętrznym wyglądzie. Centralną jego część stanowiło pomieszczenie z reaktorem. Urządzenie musiało być ogromne i wytwarzać niewyobrażalne ilości energii. Z grubych szacowań wynikało, że maszyna byłaby w stanie samodzielnie zasilić jedną z mniejszych dzielnic Curuscant. Sam rodzaj wytwarzanej energii pozostał jednak zagadką. Nigdzie w planach nie było napisane, od jakiej firmy został kupiony reaktor ani nie przedstawiono dokładnych danych.

Obok pomieszczenia z sercem elektrowni znajdywały się kanały chłodzące. Jak słusznie wcześniej przypuszczali, separatyści nie mieli czasu na zbudowanie odpowiedniej infrastruktury i musieli sprowadzać chłodziwo na Qish z innego zakątka galaktyki. Takie postępowanie wyjaśniało istnienie sporych rozmiarów magazynu przyłączonego do elektrowni, do którego prowadził zestaw rur.

Pi uważniej przyjrzał się umieszczonym we wnętrzu konstrukcji silosom. Paroma ruchami na klawiaturze podręcznego komputera przybliżył obraz.

- Zauważyłeś coś? – spytał kapitan.

- Chyba mam pomysł gdzie możemy się ukryć – oznajmił a jego umysł analizował coraz to nowsze dane. – Ten magazyn jest całkowicie zautomatyzowany. Znaczy to tyle, że będzie tam mało droidów. W zasadzie możliwe że spotkamy tam tylko ekipy naprawcze.

- Musimy mieć jakiś dostęp do komputerów elektrowni – odezwał się Shad – mamy przecież wyciągnąć dane.

- Zautomatyzowany magazyn tylko nam w tym pomaga – uśmiechnął się pod hełmem Pi. – Wewnątrz musi być przynajmniej jeden terminal sterujący całością. Q4-S4 nie powinien mieć problemów z dostępem do niego.

- Skoro nasz mały astromech jest w stanie załatwić sprawę, to po co w ogóle my musimy się tam pchać – na swój złośliwy sposób skomentował Lifted. – Nie można po prostu kazać mu wysłać nam dane? Byłoby to znacznie bezpieczniejsze.

- Nie powiedziałbym – odezwał się Lightning. – Takie transmisje można z łatwością wyłapać. Z planami było inaczej, bo to jedynie niewielka grafika. Jej wysłanie było porównywalne z wielkością nadawanych droidom rozkazów. Nie sposób odnaleźć tej jednaj wiadomości w stosie setek innych.

- Lightning ma rację – potwierdził Pi. – Musimy pobrać dane ręcznie

Klon jeszcze uważniej zaczął się przyglądać wyświetlanemu schematowi. Magazyn był bardzo dobrym miejscem do ukrycia. Miał jednak jedną istotną wadę.

- Skoro ustaliliśmy miejsce kryjówki czas porozmawiać o tym, jak się tam dostaniemy. Nasz cel znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie budynku. Jeżeli mamy wejść tymi drzwiami – tu pokazał na wyświetlany obraz – to musimy pokonać niezauważeni jeszcze spory kawałek wewnątrz budynku.

- A gdyby wejść tędy? – wskazał palcem Shad. Na urządzeniu wyświetlany był kanały transportujące rzeczy z różnych zakątków budynku do magazynu.

- Jeśli jesteś w stanie przyjąć na klatę uderzenia wielkich rozpędzonych pudeł to możesz śmiało tamtędy iść – odpowiedział Lifted.

- A co gdyby go wyłączyć?

-Przecież zauważą!

- Chyba jest jedno rozwiązanie – odezwał się Pike. – Jeśli nastąpi awaria, pasy transmisyjne zostaną wyłączone.

- Przecież wtedy na pewno zaczną coś podejrzewać.

- Nie mówimy tu o wielkiej awarii. Praktycznie każde mniejsze wydarzenie zatrzymuje ich działanie choć na chwilę. Nikt w końcu nie chce, aby rozpędzone towary strzelały w jego kierunku. Systemy bezpieczeństwa w takich sytuacjach wyłączają kanał i jeżeli zostanie potwierdzone, że awaria nie jest poważna od razu wznawia jego działanie.

Wszyscy patrzyli na Pike w skupieniu.

- Co masz zatem zamiar zrobić – przerwał ciszę Lifted.

- W elektrowni chyba dość często zdarzają się drobne pożary…

 

*

 

Asaro odciągnęła komunikator od ust. Plan Pike’a był niesamowicie niebezpieczny żeby nie powiedzieć głupi. Polegać na jednym astrmechu, który miałby rozpocząć niewielki pożar. Może takie przypadki uciekają uwadze głupich droidów ale z pewnością nie zostają przemilczane przez dowódców separatystów. Z pewnością zauważyli przylot do obozu republiki nieznanego statku więc muszą coś podejrzewać. Teraz dodatkowo, akurat przypadkiem, w najbliższej od linii frontu elektrowni dochodzi do pożaru. Nie, to nie mogło ujść na sucho. Innego sposobu jednak nie widziała. Zaczęła się zastanawiać czy wypad do elektrowni był dobrym pomysłem. Nie miała w końcu żadnej pewności, że w środku znajdzie cokolwiek co pomoże przechylić szalę zwycięstwa na korzyść republiki. Ryzykowała bardzo dużo a wygrać mogła niezmiernie mało.

Popatrzyła na śpiącą spokojnie Etreetee. Ciepły koc unosił się w równych odstępach czasu podążając za ruchami ciała kobiety. Asaro usłyszała jak blondynka mamrocze coś przez sen. Ten obraz przypomniał jej widok przyjaciółki, śpiącej na kanapie w jej dawnym apartamentowcu po wielogodzinnych rozmowach, plotkowaniu i zwierzeniach.

„Może i ryzykuję dużo” pomyślała, cały czas patrząc na kulturoznawczynię, „ale dopóki jest dla kogo, nie pozostanę głucha. Nie będę jak Rada i jak senat! Wolę zaryzykować w imię własnych idei i przegrać, niż stać się częścią bezdusznego systemu!”

Właśnie dlatego, podczas rozmowy z Pike’iem, zezwoliła mu na podjęcie operacji, w pełni świadoma konsekwencji takiego wyboru.

 

*

 

Na terenie elektrowni rozległ się alarm. Grupy droidów przebiegały wzdłuż wysokich ścian elektrowni a komputer informował o zagrożeniu pożarowym przy wejściu do głównego pomieszczenia reaktora.

Właśnie wtedy z ukrycia wyłoiła się piątka żołnierzy. Pierwszy biegł Pike. Gdy tylko dopadł płotu ustawił się do niego plecami i złączył ręce. Po chwili poczuł na nich ciężar kolegi. To Pi przy jego pomocy dosięgnął szczytu płotu i paroma zgrabnymi ruchami znalazł się po drugiej stronie. Chwilę później mistrz hakowania usłyszał lądowanie kolejnego z klonów. Z kolejności wynikało, że był to Lifted. U szczytu płotu zauważył dwie rozmyte sylwetki wciągające ich kapitana na górę. Po chwili cała piątka znajdywała się już na terenie elektrowni.

Musieli przyznać, że ich astromechaniczny przyjaciel nie zawiódł. Czujniki zostały wyłączone a obecność intruzów nie została zauważona. Cała ekipa podbiegła do przesuwanych drzwi zaplecza droidów naprawczych i przywarła do ściany konstrukcji. Pike rzucił okiem na wyświetlany pod hełmem czasomierz. Za parę sekund powinni dostać się do środka.

Zgodnie z planem, o ustalonej godzinie, drzwi rozwarły się i dawne Skorolle wpadło do wnętrza budynku. Ewakuacja pracowników elektrowni poszła sprawnie i pomieszczenie było puste. Od razu skierowali swoje kroki do terminalu odpowiedzianego za wysyłanie i przyjmowanie części z magazynu. Mocnym pociągnięciem kapitan otworzył szyb.

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Kanał jest nieczynny – powiedział do pozostałych.

Po chwili piątka klonów zniknęła w czeluściach pasa transportowego, a pozostający na końcu Shad zamknął za nimi wejście.

Ogarniała ich teraz absolutna ciemność. Błysk latarek zamontowanych przy hełmach oświetlał drogę. Co chwila mijali sporych rozmiarów kontener załadowany przeróżnymi rzeczami; jak się domyślali głównie częściami dla droidów i elementami potrzebnymi do utrzymywania elektrowni w stanie używalności. Pi nawet zaczął się zastanawiać jaka jest awaryjność takich modułowych konstrukcji. Były w końcu składane z paru osobnych elementów a wiadomo, że jeśli coś ma się psuć to miejsca wszelakich łączeń.

W końcu światło zawitało do kanału. Pike ostrożnie wytoczył się z tunelu wprost na gumowy taśmociąg, służący do wysyłania materiałów z magazynu.

- Jak ty żeś się przez to przecisnął – usłyszał za sobą głos Lifteda.

- Musisz bardziej pod kątem – odpowiedział zajrzawszy w głąb transportera. Zobaczył żołnierza zmagającego się przejściem obok załadowanego po brzegi kontenera. Po krótkim zmaganiu kolejny żołnierz znalazł się na zewnątrz.

Nagle coś cicho zabrzęczało. Pike spojrzał na taśmociąg. Urządzenie znów się poruszało.

- Wyłaźcie! Szybko! Za chwilę znów włączą kanały transmisyjne! - Kolejny klon wyskoczył z tunelu. We wnętrzu został już tylko Lightning i Shad. Po chwili i pilot wyłoił się z cienia. Miał już jednak pewne problemy gdyż poruszający się na taśmie kontener nieustannie spychał go w głąb tunelu.

- Pomocy! – dało się usłyszeć nagle z wnętrza kanału. Pierwszy zareagował Pike. Od razu dopadł ciemnego wejścia.

- Shad, co się stało! – krzyknął.

- Ten cholerny kontener się przesunął i przytrzasnął mi nogę. Nie mogę się wydostać.

Kapitan szybko analizował sytuację. Pas transmisyjny działał w taki sposób, że towary były najpierw rozpędzane a potem trafiały do głównej części kanału, gdzie pod wpływem sprężeń powietrza wysyłane były do określonego miejsca. Jeśli nie wyciągną towarzysza zanim ten trafi do komory głównej, przeciążenie z pewnością go zabije.

Pike szybko zrzucił plecak i wyciągnął z niego stalową linkę, którą obwiązał się wokół pasa.

- Przywiążcie to gdzieś! – polecił żołnierzom i sam wskoczył w ciemność. Shad był już blisko śluzy oddzielającą akcelerator (miejsce w którym towary nabierały określoną prędkość) od komory sprężeniowej. Poczuł czyjś silny uścisk. To Pike zaparł się nogami za kontener i teraz próbował wyciągnąć kompana. Zwiadowca poczuł jak nacisk na nogę maleje. W końcu udało mu się uwolnić.

- Wyciągnijcie nas! – krzyknął Pike. Pozostała trójka żołnierzy z całej siły zaczęła ciągnąc za stalową linkę. Po chwili wszyscy stali już bezpiecznie wewnątrz magazynu. Kolejny etap planu się powiódł.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 4 miesiące temu
    Witam. Komentuje, wraz z czytaniem.
    Z grubych szacowań - to mi bardzo nie pasuje, nie wiedząc czemu. :)
    Urządzenie musiało być ogromne i wytwarzać niewyobrażalne ilości energii. Z grubych szacowań wynikało, że maszyna byłaby w stanie samodzielnie zasilić jedną z mniejszych dzielnic Curuscant. Sam rodzaj wytwarzanej energii - wprawdzie nie tak blisko, ale nadal energii, energii.
    wyświetlany był kanały - wyświetlane były? Na terenie elektrowni rozległ się alarm. Grupy droidów przebiegały wzdłuż wysokich ścian elektrowni - elektrowni,elektrowni bardzo blisko siebie.
    Właśnie wtedy z ukrycia wyłoiła się piątka żołnierzy. Pierwszy biegł Pike. Gdy tylko dopadł płotu ustawił się do niego plecami i złączył ręce. Po chwili poczuł na nich ciężar kolegi. To Pi przy jego pomocy dosięgnął szczytu płotu i paroma zgrabnymi ruchami znalazł się po drugiej stronie. Chwilę później mistrz hakowania usłyszał lądowanie kolejnego z klonów. Z kolejności wynikało, że był to Lifted. U szczytu płotu zauważył dwie rozmyte sylwetki wciągające ich kapitana na górę. Po chwili cała piątka znajdywała się już na terenie elektrowni. - tutaj płoto-mania. :)
    Teraz fabuła, ciekawe i interesujące. Przede wszystkim wszystko nie idzie, jak pomyślane i zbyt proste, co naprawdę cenię, zważywszy, że nie raz chce się zbytnio wybielić bohaterów i ich czyny. Z tymi kreskami też coś jest nie w porządku. Raz masz normalne myślniki, a raz półpauze (czy tam pauze, znaczy się krótką kręskę). Jakbyś używała długich ładnie to by wyglądało.
    Wtrącenia w dialogi, zobacz sobie, co powinno być pisane z dużej, a co z małej, według tego, co zrozumiałem, a nie jestem geniuszem, z małej piszemy tylko to dotyczące wypowiedzi, danego bohatera, jak powiedział, rzekł i tak dalej. Reszta z dużej.
    Naprawdę niezły rozdział. ;)
  • krajew34 4 miesiące temu
    Byłbym zapomniał, ortograf.pl też wiele ułatwia.
  • Tom Bordo 4 miesiące temu
    krajew34 oceniłbyś mój tekst pt. Wizyta u psychologa?
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    O, nie znam takiej strony. Faktycznie może się przydać. Dzięki za wsparcie ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    "Z pewnością zauważyli przylot do obozu republiki nieznanego statku więc muszą coś podejrzewać."
    Da faq? To chyba zaprzeczenie
    Zwarcie - zwarcie byłoby lepsze od pożaru

    Bardzo - za bardzo ryzykowny plan
    Idiotycznie szczęśliwy - idiotycznie udany, poprzez wolę autorki
    Klony były też głośno
    Relacja Asaro z badawczynią - trochę przesadzona
    Zostawiam 4, bo tym razem gorzej.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Ta, "zwarcie" faktycznie byłoby lepsze.
    Plan ryzykowny ale nie powiem, że idiotyczne szczęśliwy. Jeśli coś jest dopracowane nie znaczy, że jest szczęśliwe. Inna sprawa też, że jakoś nie wierzę, by szczęście zapewniało 100% sukcesu. Szczęście to jakieś 10% a reszta to umiejętności.
    Też mam parę 'ale' do tego odcinka. Jakoś nie szedł mi w ogóle no ale jest potrzebny
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    A relacja z badawczynią w jaki sposób przesadzona?
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    Ten tekst o odmowie bycia częścią systemu obok badawczyni mi nie pasuje
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    No tam jest, że widok śpiącej Etreetee przypomniał Asaro o Thirs bo one razem walczyły z systemem.
  • Nefer 3 tygodnie temu
    Plan istotnie ryzykowny, w sumie znacznie bardziej narażający misję na zdemaskowanie niż przesył pozyskanych danych przez robota (można by użyć takich czy innych wiązek kierunkowych czy czegoś w tym rodzaju, co naukowcy wymyślili). Trochę to na bakier z "brzytwą Ockhama", ale rozumiem powody fabularne zastosowania takiego rozwiązania. Sama akcja wartka i tekst czyta się dobrze, chociaż nie zawadziłaby korekta. Teraz pozostaje czekać, co zwiadowcy zdołają odkryć.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania