Stary przyjaciel część 7. Star Wars

Zbliżali się do fregat separatystów. Treeke musiał szybko coś wymyślić. Sytuacja wyglądała nie najlepiej. Krążownik republiki został uwięziony w krzyżowym ostrzale. Dookoła niego kłębiły się myśliwce wroga. Już z tak sporej odległości od statku byli w stanie zauważyć odniesione przezeń obrażenia. Szczególne rzucał się w oczy sporych rozmiarów język ognia tuż przy rufie. Nie było innej opcji jak to, że krążownik dostał w jedną z komór paliwowych.

Nagle Treeke coś olśniło. Rzucił okiem w stronę jednej z trzech, potężnych fregat separatystów. Szybko przerzucił wzrok na szalejące myśliwce droidów. „Czy to możliwe?” zapytał w myślach sam siebie.

- Tu dowódca zielonych. Czy wszyscy mnie słyszą? – W odbiorniku po kolei meldowali się pozostali piloci. Treeke znów spojrzał na lekko oddaloną od pola walki fregatę.

„Nie spodziewają się, że lecimy. Nie mogą tego wiedzieć. Przecież separatyści musieli sobie zdawać sprawę, że niewielki oddział na Qish nie będzie w stanie prowadzić ataku na trzy fronty. To jest właśnie nasza szansa!” Wklepał odpowiednie koordynaty do komputera pokładowego.

- Zaznaczyłem nasz cel – powiedział do komunikatora. – Wygląda na to, że jeden z krążowników separatystów oddalił się od atakujących wychodząc zza bezpiecznej obrony myśliwców. Nie spodziewają się, że nadciągamy. Cel jest prosty. Przypuszczamy atak na tę fregatę. Zaalarmowane myśliwce droidów będą musiały ruszyć na pomoc, co pozwoli trochę odetchnąć naszemu krążownikowi. Postarajmy się zniszczyć ten statek zanim uderzy w nas główna chmura droidów. – Przełączył częstotliwość nadawanego sygnału. W słuchawce usłyszał głos kapitana krążownika republiki.

- Mamy śmiały plan, ale będziemy potrzebowali waszej pomocy. Proszę wydać części broniących myśliwców rozkaz do odwrotu.

- To czyste szaleństwo! – odpowiedział męski głos.

- Nie do końca. Chodzi o to, że macie skupić na sobie całkowitą uwagę. Niech myśliwce droidów zbliżą się na minimalną odległość. Będziecie musieli chwilę wytrzymać. My zaatakujemy oddaloną fregatę. To zmusi ich do wysłania wsparcia.

Zapadła chwila ciszy. W końcu znów rozległ się męski głos.

- Śpieszcie się!

Nie czekając ani chwili dłużej Treeke mocno pchnął stery brązowego myśliwca typu Eta-2 Actis. Grupa myśliwców przyspieszała w kierunku wrogiej fregaty.

 

*

 

Z pośród sześciu wysłanych dronów wrócił tylko jeden. Jak słusznie obawiał się Pike, pozostałe zostały zestrzelone. Dane przyniesione przez ostatniego ocalałego również nie wprawiały w dobry nastrój. Holograficzna mapa pokazywała, że pole minowe rozstawione jest aż pod samą krawędź doliny.

Kapitan spojrzał na pustą, otwartą, pokrytą rudawymi kamieniami przestrzeń. Nie było mowy o obejściu pola minowego ani o próbie przeprawy. Wystarczyłoby, że znaleźliby się w zasięgu strzałów droidów a niechybnie zostaliby powystrzelani jak kaczki.

Zastanowił się przez chwilę nad ostatnim pomyślanym słowem. „Kaczki?” wibrowało w jego głowie. „A co jeśli istnieją kaczki, których nie da się powystrzelać?”

Odwrócił się w miejscu i przywołał jednego z żołnierzy.

- Zlokalizujcie najbliższą minę. Chcę wiedzieć, z jakiego typu ładunkami mamy do czynienia. – Żołnierz zasalutował, po czym oddalił się.

Nie minęło dużo czasu jak udało się odkopać pierwszą bombę. Pike ostrożnie zbliżył się do wydrążonej w kamiennym podłożu dziury. Wstrzymał oddech, kiedy parę kamyczków stoczyło się po zboczach dołu pod wpływem nacisku jego stóp.

Widział już kiedyś takie ładunki. Była to wzmocniona mina przeciwpiechotna. W normalnym gruncie była w stanie powalić mały łazik a przy odrobinie szczęścia nadszarpnąć pancerze czołgów. Tutaj jednak grunt był znacznie twardszy a siła wybuchu musiała rozejść się pomiędzy szparami kamiennego podłoża. Piaskowiec był miękką skałą, co dodatkowo wygłuszało wybuch. Nie oznaczało to, że ładunek nie zabije klona. Zabije i to nie jednego. Szeroka pokrywa nazywana w żargonie saperów „talerzem” rozkładała siłę na większej powierzchni zwiększając znacząco zasięg rażenia bomby.

- Widziałem wystarczająco. Wszyscy odsunąć się od tego! Nikt się tu już więcej nie zbliża, zrozumiano? – Poczekał aż grupka pracujących przy kopaniu żołnierzy oddali się na bezpieczną odległość. Dopiero wtedy podniósł nogę. Znów kilka kamyków posypało się i z cichym, metalicznym brzdęknięciem odbiło od szerokiego talerza. Pike spokojnymi krokami odszedł od miny.

Kiedy wszyscy byli odpowiednio daleko, przywołał do siebie Lifteda. Klon w niegdyś białym, a teraz pomarańczowym od pyłu pancerzu z niebieskimi pasami podszedł do kapitana.

- Pamiętasz naszych kurczakowatych przyjaciół?

- Z kurczakami łączy ich tylko nazwa – żachnął się klon.

- I bardzo dobrze, że mają tylko podobną nazwę. Inaczej nie przetrwały by przeprawy przez pole minowe.

Pike nie widział ukrytej pod hełmem twarzy towarzysza, ale był przekonany, że żołnierz lekko otworzył usta.

 

*

 

Rozległy się pierwsze strzały. Szwadron myśliwców spadł na niczego niespodziewający się krążownik separatystów. Treeke leciał tuż nad masywnym kadłubem. Wycelował w obrotowe wieże strzelnicze. Grupa klonów w statkach z długimi skrzydłami wyposażonymi w rozkładane klapy leciała tuż za nim. Silne działa myśliwców oraz zsynchronizowany ogień były w stanie zniszczyć wrogie baterie dział.

Brązowy statek wyleciał z chmury ognia. Ostatnia z górnych wież została unieruchomiona. Treeke spojrzał w kierunku walczącego krążownika republiki. Jak dobrze przewidział spora liczba myśliwców wroga oddzieliła się by lecieć na pomoc fregacie.

Zniszczenie obrony wroga otworzyło drogę dla pozostających w lekkim wycofaniu bombowców. Teraz energetyczne torpedy spadały na krążownik. Niestety statek miał za silne osłony i pociski rozpryskiwały się nie czyniąc praktycznie żadnych szkód.

Myśliwce droidów były już blisko. Z oddali dolatywały już pierwsze strzały. Treeke zawrócił statek.

- Skupić ostrzał na generatorach osłon! – wydał rozkaz. Grupa myśliwców leciała teraz wzdłuż wcięcia z wlotami do hangarów, znajdującego się na prawej burcie fregaty. Treeke mocno złapał za stery i skierował statek prosto w tą sporych rozmiarów, wyciętą obwódkę. Prawa strona jego myśliwca niemalże dotykała metalowego pancerza krążownika.

Wojsko wroga dołączyło do bitwy. Treeke wiedział, że nie mają wystarczających sił, aby walczyć z przeważającym ich liczebnie wrogiem. Mieli jedną szansę. Widział już systemy generatorów osłon. Położył palce na spuście, gdy nagle usłyszał głos w komunikatorze.

- Generale! Pociski!

Bez większego namysłu przekręcił stery w lewo. Statek praktycznie natychmiast oderwał się od ściany kosmicznej fregaty. Zrobił to w ostatnim momencie gdyż para torped właśnie rozbiła się o burtę krążownika. Spojrzał przez ramię. Kątem oka zobaczył oddalający się statek wroga.

- Szlag – mruknął pod nosem. – Wszystkie jednostki, przegrupować się. Podejmiemy drugą próbę.

- Z całym szacunkiem generale – usłyszał w słuchawce – ale nie damy rady się teraz przebić. Wróg ma przewagę liczebną a my straciliśmy już parę statków.

Treeke przygryzł wargę. Analizował sytuację. Dookoła błyskały pociski droidów. Musiał przyznać pilotowi rację. Oddalali się od fregaty otoczonej teraz chmarą myśliwców. Szybko zastanawiał się, jakie może być wyjście z tej sytuacji.

Zobaczył jak lecący przed nim myśliwiec został postrzelony w silnik i teraz w krzywej beczce zbliżał się do widniejącej w oddali czerwonej planety.

- Wszyscy kierujcie się do naszego krążownika. Jeżeli nie uda mu się przedrzeć przez zaporę separatystów, pozwólmy mu chociaż bezpiecznie wrócić do domu.

 

*

 

Kolejny wstrząs rzucił całym statkiem. Kapitan Umbra puszczał mimo uszu każdy kolejny komunikat dotyczący uszkodzeń krążownika. Patrzył przez okno sterówki na walczący w oddali oddział dowodzony przez generała Treeke. Musiał przyznać, że pomysł na odciągnięcie uwagi był bardzo sprytny, ale i ryzykowny.

Kapitan Umbra nie lubił niczego co ryzykowne. Z reguły trzymał się narzuconych przez siebie planów. Może właśnie to sprawiało, że czuł się wyjątkowo niekomfortowo w niespodziewanych sytuacjach. Sytuacjach takich jak ta.

Musiał przyznać przed samym sobą, że chłopak mu zaimponował. Nie znał go wcześniej ani o nim nie słyszał. Nic dziwnego. Kontrolowanie życia w Zakonie Jedi nie należało do jego obowiązków.

Była jeszcze jedna rzecz, która go niepokoiła. W swojej karierze nigdy jeszcze nie zawalił misji. Zawsze docierał do celu w lepszym lub gorszym stanie. Teraz znajdował się zdecydowanie w tym gorszym. Sytuacje takie jak ta sprawiały, że był w stanie zapomnieć o swojej skrupulatnie zaplanowanej taktyce.

Przeczesał ręką krótkie i czarne jak smoła włosy. Zachwiał się, gdy kolejny wstrząs targnął krążownikiem. Podszedł do holostołu z wyświetlanym polem bitwy.

- Wszystkie myśliwce mają skupić się na prawej burcie. Mają odciągnąć wroga jak najdalej – powiedział do stojących klonów.

- Tak jest!

- Przekierować całą moc osłon na lewą burtę i przygotować się na zderzenie. Będziemy taranować.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    W porównaniu do poprzedniej serii bitwy są nieporównywalnie lepsze
    Ładne opisy i skupienie na szczegułach
    Powinno być 5 ale ręka mi się osunęła i wyszło 4
    Pech
    Czekam na kolejne odcinki
    Pozdrawiam
    Kapelysznik
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Cieszę się, że ci się podoba. Nie mam doświadczenia zwłaszcza jeżeli chodzi o opisywanie bitew dlatego miło mi, że ci się podoba ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania