Stary przyjaciel część 36. Star Wars

Patrzyła się na przedstawiony jej przez Hadriana Acquainta ciąg znaków. W pierwszej chwili gdy zobaczyła wiadomość wysłaną republice przez Asaro, nie rozumiała w jaki sposób ona, zwyczajna senator, która z planetą Qish ma tyle wspólnego, że z niej pochodzi i reprezentuje ją w senacie, może pomóc wojskowym w rozczytaniu na pozór losowych liter. Uspokoiła się trochę, gdy zastępca generała naczelnego wytłumaczył jej dokładniej o co chodzi.

— Jak już mówiłem, tylko dzięki pani pomocy możemy dostać jakiekolwiek wieści z planety Qish. No, przynajmniej tak myślimy. — jego dłonie powędrowały na konsoletę holostołu wyświetlającego ciąg znaków. — Udało nam się wyodrębnić z wiadomości parę części — hologram podzielił się na wyraźne obszary — a w śród nich znalazły się pewne znane słowa: Asaro, Thirs, zdania w języku qishańskim: „Ni gotari. Ni qvene”, oraz ten oto ciąg symboli, będący najprawdopodobniej ukrytą wiadomością.

— Proszę mi wybaczyć — zaczęła niepewnie Thirs — ale czy na Qish zostało wysłane już jakieś wsparcie?

— Nie do końca rozumiem co pani pytanie wnosi do całości. Poza tym nie mam obowiązku udzielać zwykłym cywilom odpowiedzi na pytania o taktykę wojenną.

— Musicie coś zrobić! Jeśli generał Erhetia znalazła sposób na nadanie wiadomości i przebicie się przez blokadę znaczy, że musi mieć jakieś nowe dane. Musi mieć coś co jest istotne dla planety…

— Albo informuje nas, że wszystko w porządku i nie trzeba wysyłać wsparcia.

— Wierzy pan w to? Planeta zajęta przez separatystów blokujących łączność z naszymi wojskami nagle stała się przyjazna dla naszych obywateli? — nie mogła powstrzymać złośliwej nuty w głosie. — Poza tym chyba pańscy analitycy rozszyfrowali już co oznaczają te zdania w qishańskim. „My żyjemy” i „My walczymy”. Nie brzmi to jak informacja o beztroskim życiu.

— Taktykę wojenną proszę pozostawić specjalistom. Niech politycy wracają do polityki. Z resztą, jeśli ma pani w salonie swoją własną flotę krążowników i niszczycieli to proszę nam ją udostępnić a przeznaczymy ją na obadanie rejonu Qish.

Szpakowaty mężczyzna patrzył senator prosto w oczy a ton jego głosu, zarówno stanowczy jak i ironiczny, skutecznie wyrzucał z głowy dalsze pomysły oporu.

— Zamiast mitrężyć czas może w końcu zechce się pani dowiedzieć, po co panią tu ściągnęliśmy? — Thirs nawet nie zdążyła otworzyć ust a generał już mówił dalej — zobaczyła pani treść wiadomości, która, niestety nie do końca jednoznacznie, wskazuje na panią. Brakuje nam jedynie klucza. Proszę spróbować go znaleźć. Nie oczekujemy od pani cudów. Kluczem jest najprawdopodobniej jedno słowo a pani znajoma Jedi założyła, że jest je pani w stanie nam przekazać. Proszę popatrzeć na całość jeszcze raz i spróbować je odnaleźć. Jeśli pani na coś wpadnie proszę wprowadzić hasło tutaj — wskazał na holopad leżący na obramówce okrągłego stołu. — Urządzenie od razu wprowadzi je do mechanizmu deszyfrującego i da pani znać czy otrzymane ciągi znaków mają jakiś sens. — Mężczyzna w mundurze koloru khaki skierował swoje kroki do szklanych, przesuwnych drzwi.

— A, jeszcze jedno! Radzę się skupić, jeśli faktycznie chce pani udzielić Qish jak najszybszej pomocy. — Ukłonił się lekko i zniknął za szklaną przesłoną.

— Przepraszam jeszcze na chwilę! — krzyknęła za nim Thirs a generał ponownie wyłonił się zza ściany. — Czy mogłabym się jeszcze na moment skontaktować z Gerym Seraką, kapitanem mojej ochrony?

— Tak, nie ma problemu.

 

*

 

Obudziło go głośne bipnięcie. Ręka mimowolnie powędrowała w stronę stojącego na szafce nocnej budzika i z niemałą dozą nienawiści uderzyła nikomu nic nie winny zegarek. Teraz nowy dźwięk dołączył do koncertu irytujących pisknięć. Rozjuszony Sheeq natychmiast usiadł na łóżku. Pierwsze promienie słońca nieśmiało wyglądały zza zatłoczonego od pojazdów horyzontu.

Twi’lekanin pomasował się po jednym ze swoich lekku i wbił oczy w znienawidzoną, piszczącą maszynę. Złapał ją w obie ręce i wyłączył alarm. Dopiero teraz zrozumiał, że to wcale nie budzik był źródłem jego porannej męczarni. Z szuflady szafki nocnej przebijało się błękitne światło. Senator doskonale wiedział co też było jego źródłem. Czym prędzej chwycił za drewniany uchwyt i energicznie pociągnął.

Wewnątrz, oprócz standardowego bałaganu: dokumentów, notatek, słuchawek i innych szpargałów, znajdował się niewielki, okrągły przedmiot. Był to nadajnik. Pamiętał jak go zdobył. Niedługo po porwaniu Thirs, jej poprzedni zastępca odszedł, zwalniając tę posadę. Twi’lekanin korzystając z propozycji danej mu przez fszechlorda Qish postanowił zająć miejsce dawnego polityka i tak oto stać się nowym reprezentantem swojej planety w senacie. Co by dużo mówić, jak się szybko okazało, osadzenie go na stanowisku zastępcy senatora było dość kontrowersyjne.

Na Qish żyli głównie ludzie i twi’lekanie i tak też się ukształtowało społeczeństwo. Z reguły było dobrze a dwie rasy egzystowały obok siebie bez problemów. Ważniejszym było to, że dawniej planeta była zamieszkiwana przez twi’lekan. Ludzie przybyli tam w okresie starej republiki i powoli zaczęli wpasowywać się w istniejące na planecie społeczeństwo. Dziwnym wydaje się mówienie o rasizmie, zwłaszcza w galaktyce, która już od dawna stoi ponad podziałami i którą zamieszkują setki różnych gatunków istot. Pomimo bycia zdecydowanie bardziej otwartym dość często zdarzały się jednak niemiłe sytuacje. Pomijając fakt, że na samym początku swego istnienia planeta Qish została skolonizowana przez mikkian, którzy teraz w całości przenieśli się na Qirinee, to wybranie Sheeqa jako zastępcy senator Anusmi było lekko pokierowane coraz głośniejszymi protestami mieszkańców pomarańczowego globu. Twi’lekańska część planety wolała, aby w senacie reprezentował ich ktoś z ich gatunku a nie, jak to miało przez ostatnie lata miejsce, dwóch ludzi. Sheeq podejrzewał, że pomimo kilku kandydatów na miejsce zastępcy senatora oraz mimo istnienia polityka, którego niebieskoskóry kosmita osobiście bardzo szanował i który według niego nadawał się na to stanowisko lepiej, to właśnie prze powoli rosnące napięcia społeczne jemu samemu posada została zaproponowana.

W taki więc sposób dostał się na Curuscant, co wpłynęło znacząco na jego styl życia i, co by nie ukrywać, grubość portfela. Zwinnie zaaklimatyzował się w stolicy galaktyki i szybko też zaprzyjaźnił się z senator Thirs Anusmi. Cieszył się, że ich wspólne relacje układały się dobrze, zwłaszcza, że ponoć jego poprzednik był dużo od kobiety starszy i strasznie zrzędliwy.

Sheeq spotykał się z Thirs dosyć często i dowiedział się o jej przygodzie z porwaniem, zdradzie senatora Erhetii i o Jedi, będącej jego córką i najlepszą przyjaciółką senator. Pewnego dnia podarowała mu ona okrągły nadajnik tłumacząc gest tym, że woli się zabezpieczyć na przyszłość. Właśnie teraz, niebieskie światło tego nadajnika docierało do zaspanych oczu twi’lekanina.

 

*

 

Siedziała przy białym stole w pozycji na pozór mogącej wyglądać na niewygodną. Jedną nogę miała wciągniętą na siedzisko a drugą przerzuconą przez podłokietnik. Oparcie fotela tylko w połowie służyło jej plecom. Reszta spoczywała na przeciwległym podłokietniku.

Siedziała tu już dobrą godzinę bez ustanku wpisując wpadające jej do głowy hasła do maszyny deszyfrującej. W pokoju nie było okien więc nawet nie mogła zobaczyć wschodzącego nad stolicą słońca.

Kiedy skontaktowała się z kapitanem Seraką, poprosiła o przyniesienie jej niewielkiego urządzenia, którego zapomniała wziąć z apartamentu. Był to taki sam nadajnik jaki podarowała kilka miesięcy temu swojemu zastępcy.

Nie wątpiła w to, że w budynku Głównej Siedziby Strategicznej raczej nie była zagrożona, jednak wcześniejsze doświadczenia nauczyły ją, aby nie czuć się stuprocentowo bezpiecznym nawet w budynkach państwowych. Wolała też mieś jakieś własne zabezpieczenie a nie tylko polegać na panującym systemie, który już raz ją zawiódł. W zasadzie to system zawodził ją niejednokrotnie a siedzenie we współczesnej polityce bardzo różniło się od teorii z podręczników. Korupcja? A gdzie tam! Obsadzanie stanowisk swoimi przyjaciółmi? No gdzież by! Przyznawanie sobie dodatków i nagród za osiągnięcia, których się nie dokonało albo do których przyczynił się ktoś zupełnie inny? Co to, to nie republika!

Po raz kolejny wprowadziła hasło i po raz kolejny holopad poinformował ją o braku pozytywnych wyników. „Dalej, Asaro. Co chciałaś mi przekazać?” Popatrzyła na sporządzane przez siebie notatki. Na swoim nośniku próbowała rozrysowywać różne schematy, łączyć litery w słowa, szukać powiązań z językiem qishańskim oraz innych możliwych i nieoczywistych dla komputerów kombinacji.

Drgnęła gdy panującą w pokoju ciszę zbezcześcił dźwięk hydrauliki otwieranych drzwi. Poprawiła się w fotelu do bardziej eleganckiej pozycji i zerknęła przez ramię. Ku jej zaskoczeniu nie zobaczyła znanego jej już zastępcy generała a dwójkę klonów.

— Dzień dobry — odezwał się jeden z żołnierzy. — Pani senator Thirs Anusmi? — Brunetka skinęła głową. — Zostaliśmy wezwani przez generała Hadriana Acquainta. Doszły nowe informacje dotyczące Qish. Proszę niezwłocznie pójść z nami.

Thirs natychmiast poderwała się na słowa żołnierza i złapała za swój holopad. Skierowała kroki za znikającym w korytarzu wojownikiem. „Czyżby mieli jakąś wskazówkę? A może jedno ze znalezionych przez nią haseł jednak nie było bezużyteczne? A co jeśli to znów Asaro nawiązała kontakt?” myśli przelatywały przez jej umysł niczym błyskawice potężnej burzy a sama senator nie mogła się opanować od napływu emocji.

Po drodze do eskorty dołączyła kolejna dwójka żołnierzy. Thirs była pod wrażeniem jak bardzo starają się o jej bezpieczeństwo. Widać, kiedy w końcu reprezentowała swoją osobą jakąś strategiczną wartość, nagle opłacało się poświęcić trochę więcej uwagi na jej ochronę.

Znaleźli się przy wyjściu z budynku a jeden z eskortujących ją żołnierzy podszedł do okienka znajdującego się na prawej ścianie i wręczył siedzącemu tam klonowi dokumenty.

— Przepraszam, dokąd właściwie lecimy? — spytała jednego ze stojących obok strażników. Nie dostała żadnej odpowiedzi, co z resztą bardzo jej nie zdziwiło. Żołdacy którzy lecieli z nią w kanonierce po tym jak została brutalnie obudzona i zabrana ze swojego apartamentu również nie byli skłonni odpowiadać na jej pytania.

— Musicie zmienić przepustkę żołnierzu — odezwał się siedzący w okienku mężczyzna. — Teraz jeszcze możecie przejść ale wasz kod wygasa za dwa dni. Po nową kartę możecie się zgłosić wraz z dokumentami do Sekcji Bezpieczeństwa.

— Już wygasa?

— Jakiś czas temu zmienili szyfrowanie. Obowiązuje nowsza wersja i tyle. Mogę jeszcze zobaczyć zezwolenie?

Thirs przyglądała się jak klon wkłada dłoń do przymocowanej do pasa niewielkiej puszeczki i długo czegoś szuka. Jego ruchy z każdą chwilą stawały się coraz gwałtowniejsze.

— Kapitanie — odezwał się nagle jeden z ochraniających senator wojowników i wyciągnął rękę w stronę towarzysza. W dłoni trzymał plastikową kartę. — Wypadło panu jak pan szukał.

— Dziękuję — odparł klon i wrócił do rozmowy z wartownikiem.

„Jak to wypadło? Nic takiego nie miało miejsca” pomyślała Thirs. Coś zdecydowanie nie pasowało jej w tym oddziale. Zanim zdążyła dokończyć swoje przemyślenia została zmuszona przez maszerujących żołnierzy do wyjścia na płytę lądowiska. Przeszli niewielką odległość i zatrzymali się przed statkiem. Nie była to kanonierka jaką senator tu przyleciała lecz tym razem zwykły transportowiec.

Pojazd kształtem przypominał równoległościan z parą krótkich, zakrzywiających się ku dołowi skrzydełek w tylnej części i opadającym pod pewnym kątem, trójkątnym kokpitem. Był srebrny ale matowy; nie polerowany jak statki jakimi podróżowało wielu polityków. Kiedy właz się otworzył, Thirs zobaczyła obskurne wnętrze pojazdu. „O nie” pomyślała.

— Zbrodnia adoskonała… — odezwała się szeptem.

— Proszę wsiadać — powiedział klon i wykonał zapraszający ruch ręką. Thirs spojrzała na wojownika i zaczęła się powoli cofać.

— Muszę… muszę wziąć jeszcze jedną rzecz. Zostawiłam ważne notatki a bez nich… — nie dokończyła. Silny chwyt złapał ją za rękę i energicznie wciągnął na pokład statku. Właz zamknął się z nienaturalnie dużą prędkością a w środku zapaliły się białe światła lamp. Senator poczuła jak statek odrywa się od ziemi i jak po chwili przyspiesza. Przez wąskie okienka zobaczyła oddalający się od nich budynek Głównej Siedziby Strategicznej.

Jeden z porywaczy ponownie złapał ją za rękę i odsłonił rękaw. Na zgięciu nadgarstka znajdował się okrągły nadajnik.

— Masz nas za głupców? — powiedział domniemany klon i czym prędzej zdjął urządzenie z ręki kobiety, rzucił na ziemię i rozgniótł grubym obcasem żołnierskiego buta.

Thirs nie zaczęła panikować. Już to raz przerabiała i wiedziała, że takie zachowanie niczego w jej obecnej sytuacji nie zmieni. Zamiast tego próbowała zebrać w sobie pokłady odwagi. Nieznajomy, który przed chwilą roztrzaskał jej przekaźnik, ściągnął hełm. Jak było do przewidzenia Thirs nie zobaczyła pod nim dobrze znanej twarzy klona. Zamiast tego zobaczyła kosmitę o jasnoniebieskiej skórze i krwistoczerwonych oczach.

— Witamy na pokładzie — uśmiechnął się porywacz. — Może od razu przejdę do rzeczy. Zdradzi nam pani klucz, a być może jeszcze dziś będzie pani spać we własnym łóżku. I proszę nie udawać, że nie wie pani o czym mówię. Dla pani własnego dobra. Lepiej kładzie się spać z całymi palcami. Nogami i rękami również. Więc możemy zrobić tak: albo po dobroci, albo siłą. — mężczyzna uśmiechnął się szyderczo. — Tak, wiem, że ponoć kobiety wymagają specjalnego traktowania lecz proszę mi wybaczyć, bo zamiast wieńca kwiatów mam tylko to — w jego dłoni pojawiła się strzykawka z nieznaną zawartością. Thirs głośno przełknęła ślinę. Starała się nie patrzeć na porywacza. Skupiła swój wzrok na wąskim okienku. Wzlatywali coraz wyżej pokonując kolejne poziomy i kolejne strumienie poruszających się po stolicy pojazdów.

Nagle coś przyciągnęło jej uwagę. Był to czerwony śmigacz z otwartym kokpitem. Thirs doskonale znała ten pojazd. Za sterami siedział nie kto inny a jej zastępca, Sheeq Quizet, który właśnie rozmawiał z kimś przez komunikator. Jej przyjaciel musiał zauważyć jak wsiadała na pokład transportowca i śledził go aż do teraz. Poczuła zastrzyk nowej energii.

— Dobrze, powiem wszystko co wiem.

— Z reguły jak ktoś tak mówi, zazwyczaj zamierza kłamać no ale jest to jakiś początek. Lepiej żeby to miało wartość, bo jak nie, to wracamy do bardziej bolesnej strategii. — Czerwonooki uśmiechnął się szyderczo i pomachał nieznaną substancją przez oczami kobiety.

— Włączcie mój holopad — powiedziała. Jeden z udających klona drabów wykonał polecenie i podał urządzenie szefowi. — Widzicie tam zdanie w języku qishańskim? Ni gotari, ni qvene.

— Skoro pani mówi, że tak to się czyta, to widzimy.

— Tłumaczy się to na „my żyjemy, my walczymy”. Z pozoru wydaje się, że to zwykłe pokrzepienie dla republiki. Zdanie zawiera jednak głębszy sens.

— Kuźwa, Gerlek! Notuj to lub nagrywaj — przerwał jej nagle oprawca a jeden z jego sługusów czym prędzej zaczął przesuwać palcem po swoim nośniku. — Możesz kontynuować — powiedział do Thirs, starając się nadać głosowi słodki ton.

— Jeśli ktoś zna się na kulturze planety Qish, a jak nie trudno się domyśleć, ja się znam, może zobaczyć ukryty sens w tych słowach.

— Do rzeczy! Klucz! Chcę klucz!

— Właśnie chodzi o to, że wynika on bezpośrednio z kontekstu tego utworu — Thirs zaczynała grać na czas. Przestrzeń dookoła zdawała się niespokojnie cichnąć, co znaczyło, że osiągnęli już dość wysoki pułap i lada moment opuszczą stolicę. — Główny bohater tej powieści wchodzi w posiadanie bardzo ważnej informacji. Z charakteru jest przedstawiany jako osoba otwarta, która raczej nie ma problemu z mówieniem o wielu sprawach swoim przyjaciołom. Jak się jednak szybko okazuje, informacja którą posiada, jest wskazaniem na miejsce pochówku ludzi zabitych podczas rzezi shaf, co znaczy błyszczącej. Nie chodziło tu jednak o złoto czy inne surowce a o błyszczącą koronę władcy. Jak już mówiłam, nasz bohater ma w zwyczaju dzielić się swymi informacjami z licznym gronem przyjaciół, którzy nagle, po otrzymaniu tak ważnej wieści i o możliwości wpłynięcia na całą linię królewską, żądają władzy. Na rzecz władzy porzucają swojego przyjaciela, wystawiając go na nie lada niebezpieczeństwo i zawodząc jego zaufanie.

— Super opowiastka. HASŁO! — wydarł się jej prosto w twarz czerwonooki.

— Hasłem jest jeden jedyny przyjaciel, który nie pozostawił głównego bohatera w potrzebie…

Przerwały jej odgłosy strzałów. Coś mocno targnęło całym statkiem.

— Co się dzieje?!

— Szefie, kanonierki republiki za nami!

— Jakim KURWA CUDEM?! Nie mają prawa wiedzieć gdzie jesteśmy! Cholera Bereks, ten statek miał być nienamierzany!

— I jest! Po opuszczeniu GSS(1) zniknęliśmy kompletnie z radarów. Gerlek zapewnił nam nawet zniknięcie z kamer. Nie ma szans, że nas widzą!

— Otóż widzicie panowie — przerwała zamęt Thirs — ja też mam jednego przyjaciela, z którym rozumiem się prawie bez słów i który mnie nie opuści w potrzebie. — Popatrzyła przez wąskie okno a jej wzrok zatrzymał się na czerwonym śmigaczu.

Kolejne uderzenie targnęło statkiem. Kanonierki oddawały strzały ostrzegawcze.

— Tu kapitan Gery Seraka — znajomy głos wylał się z głośników transportowca — jesteście otoczeni i nie macie szans ucieczki.

Szef bandy podbiegł do pilota i złapał za mikrofon komunikatora.

— Mamy senator Thirs Anusmi. Odwołajcie kanonierki bo inaczej ją zabijemy!

— Jej śmierć będzie takim samym ciosem dla was jak i dla nas. Jeśli to zrobicie nie będziemy mieć oporów, żeby otworzyć ogień.

Thirs skorzystała z chwili zamieszania. Podbiegła do gapiącego się w stronę kokpitu mężczyzny nazwanego Gerlek i chwyciła za wiszący u jego pasa pistolet blasterowy. Drugi z porywaczy, dalej z hełmem klona na głowie, czym prędzej rzucił się na nią i przygwoździł do ziemi. Zaczęli się szamotać jednak Thirs zdawała sobie sprawę, że nieznajomy jest od niej silniejszy. Podczas całej szarpaniny pociągnęła za spust. Czerwony pocisk przeciął małe wnętrze.

— Ożeż w mordę! — usłyszała krzyk drugiego z porywaczy a po chwili coś ciężkiego spadło na nią i jej oprawcę. — W nogę mnie ustrzeliła!

Thirs jak najszybciej wyczołgała się spod bandyty korzystając z jego chwili nieuwagi. Wstała na równe nogi i podbiegła do konsoli sterującej włazem na statek. Z całej siły uderzyła guzik otwierania drzwi. Strumień zimnego wiatru wypełnił wnętrze transportowca a różnica ciśnień natychmiast zaczęła wyciągać wszystko co znajdowało się w jego wnętrzu. Kobieta poczuła jak ogromna siła wypycha ją a przeciążenie pozbawia ją przytomności.

(1) GSS – Główna Siedziba Strategiczna

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Kolejne porwanie
    Kontrdziałanie separatystów - dobre
  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    Długi i dobry "odcinek", choć dopatrzyłem się czegoś ciekawego: "— Jakim KURWA CUDEM?!" – przeklinanie w uniwersum Gwiezdnych Wojen? Może nie jestem wielkim znawcą świata Star Wars, ale jakoś nigdy nie słyszałem przekleństw w tej sadze :D Czy to w grach czy to w filmach. Ale to tylko drobna uwaga, która nie zmniejsza końcowej oceny, jaką jest 5. Pozdrawiam :)
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    No wiem, wiem, że przekleństwa to w Star Wars to rzadkość ale no zależało mi na oddaniu uczuć bohatera. Pomyślę. Może zmienię. Już raz zdążyło mi się "cenzurować" tekst ze Star Wars :)
    Dzięki za wizytę

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania