Stary przyjaciel część 22. Star Wars

Yval trzymał Asaro za rękę. Znów był ubrany w elegancki strój senatora a w wolnej dłoni dzierżył opasłą walizkę. Przy wejściu do stojącego za dwójką ludzi statku, czatował ochroniarz a wewnątrz maszyny widać było również pilotów, żywo o czymś dyskutujących.

Dziewczynka patrzyła w stronę swojego najlepszego przyjaciela. Jak zostało jej powiedziane, najprawdopodobniej przez bardzo długi czas się z nim nie zobaczy. Blondynek stał u boku swojej matki, delikatnie gniotąc w palcach skrawek jej białego fartucha.

- No idź – powiedział szpakowaty mężczyzna. – Pożegnaj się z Offim. – Asaro nie potrzebowała, żeby jej powtarzać. Puściła rękę ojca i pomknęła w stronę przyjaciela.

- Przyszłam… przyszłam się pożegnać – zaczęła niepewnie.

- Naprawdę musisz lecieć? – spytał blondynek. Zabandażowaną ręką przetarł oczy, do których najwyraźniej zaczęły napływać łzy. Asaro spojrzała na ranę, pozostałą po pamiętnej, burzy, spędzonej na rozbitym statku. Tej przeklętej burzy, przez którą musi opuścić teraz Arkantanikę, dom, mamę i Offiego.

- Tato mówi, że muszę. Chce zabrać mnie do jakiejś świątyni. Mówił coś o rycerzach i obrońcach galaktyki.

- Mówił o legendarnych Jedi? – Oczy chłopaka nagle się powiększyły.

- Chyba tak… tak. O Jedi. – Asaro uśmiechnęła się na dźwięk nazwy słyszanej wielokrotnie w bajkach; opowiadaniach pełnych opisów strażników pokoju, ładu i harmonii. Nie mogła uwierzyć, że być może będzie miała możliwość ich zobaczyć.

- Ale spotkamy się jeszcze kiedyś? Asaro? Powiedz, że się jeszcze kiedyś spotkamy!

- Oczywiście, że się spotkamy. Ja… ja obiecuję! – Przytuliła się do chłopaka, po czym podbiegła z powrotem w stronę ojca. Yval położył jej dłoń na ramieniu i poprowadził na srebrzysty statek. Wraz z zamknięciem włazu po raz ostatni spojrzała na ojczystą planetę, na dom, na mamę i na Offerusza Kejta.

 

*

 

Wysoki blondyn przeglądał wyświetlane na hologramie plany. Prawą ręką, na której wyraźnie widać było bliznę z dziecięcych lat, przesuwał okienka z parametrami i otwarte pliki. Według ostatniego raportu armia republiki nie podejmowała żadnych działań poza sprowadzeniem jednego niewielkiego pojazdu. Martwił go ten zastój. Doskonale wiedział, że jeżeli dziecko w pokoju obok siedzi cicho, to właśnie podpaliło ozdobną zasłonę. Nie mógł sobie pozwolić na zły ruch. Nie teraz, kiedy jego ogromny projekt był prawie na wykończeniu. Ostatni transport części dotarł szczęśliwie na powierzchnię planety.

Wyświetlił przed sobą mapę. Dwadzieścia pięć punktów oznaczających generatory energii zamigotało tworząc pięć większych skupisk, z czego dwa znajdowały się blisko południowego koła podbiegunowego. Tranzyt mocy skupiał się na dostarczaniu jej właśnie na sam biegun.

Mężczyzna musiał przerwać swoje rozmyślania, gdyż usłyszał cichy dźwięk dobiegający z komunikatora. Wiedział, kto próbuje się z nim połączyć. Natychmiast wstał z fotela i stanął przy panoramicznym oknie w sali obrad qishańskiego rządu. Odpowiedział na wezwanie a na środku pokoju pojawiła się postać wysokiego mężczyzny z siwą brodą.

- Generał Offerusz Kejt – powiedział niski głos.

- Hrabia Dooku.

- Mam nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z planem.

- Oczywiście. Nie mamy żadnych opóźnień a wszystko będzie gotowe na czas.

- Sądzę, iż wiesz, kim jest mistrzyni Jedi wysłana do obrony tej mizernej planety? – głos hrabiego był chłodny.

- Wiem, kim jest ta Jedi. Zapewniam, że Asaro Erhetia nie powstrzyma mnie przed dokończeniem tego, co zaczęliśmy.

- Dawne relacje często prowadzą do nieprzewidywalnych zdarzeń. Bardzo ciekawi mnie fakt spotkania twojej dawnej znajomej.

- Moja dawna relacja ze wspomnianą Jedi nic nie znaczy. Projekt zostanie ukończony w terminie a armia republiki zostanie wygnana z układu.

- Miło mi to słyszeć. W takim razie życzę powodzenia, generale Kejt.

Transmisja została zakończona. Offerusz wypuścił głośno powietrze i przeczesał ręką krótkie włosy. Znów patrzył przez panoramiczne okno a jego wzrok spoczął na odległej dolinie Janori.

 

*

 

Obudzili się wcześnie rano, by jak najszybciej kontynuować podróż. Teraz to Etreetee wysunęła się na przód, dzierżąc w dłoni mapę na holonośniku. Jak się okazało nie były to nowoczesne skany czy zdjęcia satelitarne, a jedynie stare ryciny powyciągane z najróżniejszych danych archiwalnych.

Podróżowali w przyjemnym cieniu piaskowcowych korytarzy. Co chwila ich droga rozwidlała się a kulturoznawczyni szybko wybierała nową trasę. Nie było wątpliwości; bez niej na pewno by się tu zgubili.

Asaro od początku wejścia do Avuno Zefeeroshegsheq czuła coś niezwykłego. Podobne wrażenia zdawała się mieć tylko ich przewodniczka. Dawni członkowie Skorolle nie wykazywali najmniejszych zmian w samopoczuciu. Szarowłosa była przekonana, że ma to związek z mocą. Od kiedy przybyli na tę planetę miewała dziwne wizje. Podczas pierwszego ataku na dolinę Kanori była w stanie przewidywać najbliższą przyszłość. I to nie w sposó jaki robili to Jedi. Ta przyszłość wkradała jej się do głowy. Za każdym razem czuła jakby falę energii wypełniającą jej umysł. Dosłownie traciła panowanie nad otaczającą ją rzeczywistością, wciągnięta w wir realistycznej wizji. Dodatkowo miewała jeszcze te przedziwne sny. W zasadzie to nie tyle sny co wspomnienia. Codziennie śniła o Arkantanice – o domu. Najdziwniejszym było to, że wszystkie mary powiązane były z jej dawnym znajomym: Offim.

Ostatni raz widziała chłopaka gdy miała szesnaście lat. To właśnie wtedy, w wyniku błędnych rozkazów, droidy zbombardowały jej rodzinną wioskę. Rada Jedi nigdy nie pozwoliła jej udać się na grób matki. Właśnie dlatego uciekła z zakonu. Jako zbuntowana szesnastolatka opuściła Curuscant. Oczywiście wiedziała, że to wszystko i tak na nic i że jeżeli poleci na Arkantanikę, ktoś będzie już tam na nią czekał. Wpadła w stworzoną przez siebie pułapkę. Właśnie wtedy, kompletnie przez przypadek, na jednym z kosmicznych portów natrafiła na Offiego. Dzięki rozmowie udało mu się ostatecznie namówić przyjaciółkę do powrotu do zakonu. Dodatkowo po powrocie na Curuscant, kiedy była świadoma popełnionego wykroczenia, znów na pomoc ruszył niezastąpiony tata. Po raz kolejny wplątał politykę w świat Rycerzy Jedi i tym sposobem może udało mu się „wepchnąć” Asaro z powrotem do zakonu, ale i jednocześnie dodatkowo zniszczyć jej i tak już zszarpaną reputację.

Jedi przerwała rozmyślania, kiedy zdała sobie sprawę, że Etreetee stała na rozdrożu już trochę za długo. Drobniutka blondynka wodziła wzrokiem po otaczających ją ścianach. Asaro podszedła do niej bliżej.

- Zgubiliśmy się? – spytała, a kobieta aż podskoczyła, kiedy Jedi położyła rękę na jej ramieniu.

- Ni… nie – wyjąkała Etreetee. – Jesteśmy dokładnie gdzie mamy być. Chodzi tylko o to… chodzi o to… - wzięła głęboki wdech – że wchodzimy na najświętszą ziemię. Tu… tu kiedyś, według starych źródeł stała świątynia. W konstrukcji przypominała Świątynię Brata, która obecnie stoi na Qirinee.

- Rozumiem, że to miejsce ważne dla twojej religii – powiedziała Asaro – ale musimy kontynuować naszą podróż.

- Chodzi o to, że ja nie wiedziałam… nie wiedziałam… ty też to czujesz? – spytała nagle. Asaro skupiła się. Istotnie przestrzeń wypełniona była jakby wibracjami. Jedi zamknęła oczy i skupiła się. W jej umyśle nagle zajaśniał obraz wspaniałej wysokiej budowli, otoczonej przez przedziwne istoty.

- Widzisz ich? – spytała nagle Etreetee a jej głos odbijał się echem w głowie Asaro.

- Tak. A ty ich widzisz? – spytała zdziwiona Jedi.

- Niestety nie, ale potrafię wyczuć ich obecność.

- Jakie rozkazy pani generał? – Obraz natychmiast się rozpłynął. Wielka świątynia zapadła się pod ziemię a otaczający ją strażnicy jakby wyparowali. Asaro otworzyła oczy i zobaczyła stojącego przed sobą Pike’a. Energicznie potrząsnęła głową i popatrzyła na blondynkę.

- No właśnie Etreetee… ekhm… którędy teraz? – spytała próbując otrząsnąć się z szoku. Kulturoznawczyni wskazała ręką kierunek ich podróży.

Cała grupa weszła do kolejnego, wąskiego kanionu i powoli zmierzała w stronę tajemniczej elektrowni. Asaro nie mogła pojąć, co ukazało się jej oczom. Ta planeta musiała mieć jakieś niewyobrażalne powiązanie z mocą. A może to wcale nie wina Qish. Wszyscy już słyszeli o potężnej religii, której kolebką była odizolowana od reszty świata planeta Qirinee. Jak przecież czytała w historii było parę prób dostania się na jej powierzchnię przez Jedi, jednak z mizernym skutkiem. Jeden z rycerzy rzekomo oszalał po krótkim pobycie na tej planecie.

W końcu odważyła się i podeszła do kulturoznawczyni.

- Etreetee, ja… chciałam cię o coś spytać. – Blondynka tylko spojrzała w oczy Asaro. – Jak to jest możliwe, że ty również doświadczasz tego co ja? To znaczy, w jaki sposób jesteś wrażliwa na moc? Nie byłaś przecież nigdy w zakonie Jedi. – Blondynka milczała przez chwilę. W końcu jednak postanowiła się odezwać.

- Pochodzę z Qirinee. Urodziłam się tam i wychowałam. Wybrałam sobie zawód kulturoznawczyni, aby móc zbadać przedziwne relacje naszej planety z planetą Qish. Współczesna nauka nadal pozostawia wiele znaków zapytania… – przerwała spłoszona. Asaro postanowiła dać jej trochę czasu. – Słyszałaś na pewno o tych słowach. O qish i qirinee i o tym, że pomimo braku jakiejkolwiek łączności na dwóch planetach, w dwóch różnych językach występują dokładnie te same słowa. Choć na Qirinee zapisujemy je raczej jako kirinee lub kirini. W niektórych starych księgach pojawiało się nawet xirini… z resztą to nieistotne.

- No dobrze, ale czemu jesteś wrażliwa na moc? – postanowiła ponaglić towarzyszkę, Asaro.

- Moc to nie tylko ciemna i jasna strona. Moc to nie tylko umiejętności szarych Jedi. Posiada ją wiele innych istot jak chociażby wiedźmy z Datomiry – Asaro pokiwała głową, dając znak, że wie o czym mówi blondynka - i jak choćby mieszkańcy Qirinee a zwłaszcza wyznawcy naszej religii. Nie posiadamy umiejętności rycerzy Jedi ale jesteśmy na moc wrażliwi. Według naszej wiary Jedi… - tu nagle urwała i wyraźne się zapeszyła.

- Co Jedi? Co według waszej wiary Jedi?

- Jedi bezczeszczą świętość energii... – Etreetee chyba chciała się teraz zapaść pod ziemię. Asaro w końcu zrozumiała, dlaczego blondynka tak bardzo bała się Jedi. W ten sam sposób wojownicy z zakonu muszą być zagrożeniem dla pozostałych wyznawców tej egzotycznej religii i to właśnie dlatego żaden z rycerzy nie ma wstępu na powierzchnię Qirinee. Asaro postanowiła dodać otuchy kobiecie.

- Nie przejmuj się. Nie obrażę się na ciebie za te słowa ani nie porzucę planu ratowania Qish – zaczęła spokojnie. – Uwierz mi, wiele podobnych rzeczy nasłuchałam się w przeróżnych zakątkach galaktyki. Nie myślę o Jedi jako o idealnych strażnikach pokoju, mogących stawić w pojedynkę czoła całym armią. Może niektóre książki chciałby tak Jedi przedstawiać, lecz nie będzie to nic innego jak bajeczki dla dzieci; te same bajeczki, w które za młodu wierzyłam.

- Więc nie… nie uważasz Jedi za potęgę republiki? – spytała wyraźnie zdziwiona, ale i przelękniona Etreetee.

- Uważałam kiedyś… – Asaro wbiła spojrzenie w dno kanionu. Przypomniały jej się lata przestrzegania bezsensownych praw zawartych w kodeksie Jedi, mieszania się jej ojca w politykę i jej wieczne zawody ze względu na wykreowany za młodu idealistyczny obraz rycerzy. – Dołączyłam do Zakonu, gdy maiłam cztery lata. Od tamtego czasu wyraźnie widzę jak wygląda wewnętrzne życie Jedi. Wiele z obecnych mistrzów jest pyszałkowatych. Są święcie przekonani o swoich nadzwyczajnych zdolnościach walki oraz znajomości mocy. Najedli się przesłodzonego obrazu bohaterów galaktyki i teraz, w czasie wojny, giną jeden za drugim w imię pokoju, którego mieli bronić i w imię życia, które często tak bezmyślnie odbierają. – Ostatnie słowa wypowiedziała z wielkim przygnębieniem. Zdziwiła się, gdy blondynka położyła jej rękę na ramieniu. Doceniła ten gest. Wiedziała, że dla Etreete było to wielkie wyzwanie i przezwyciężenie własnych oporów.

- Jesteś inna – powiedziała po chwili drobna kobieta. – Nie wiedziałam, że Jedi może być inny.

- To dlatego, że dowodzą tylko ci normalni – uśmiechnęła się delikatnie Asaro. Blondynka również rozpromieniła się słysząc niewinny żarcik.

Dalsza część wędrówki ciągnęła się bez większych przeszkód. Asaro wyraźnie poczuła, jak napięcie pomiędzy nią a ich przewodniczką się rozładowało. Etreetee zdawała się być bardziej spokojna. Nawet co jakiś czas informowała wędrowców o ciekawszych aspektach Ziemi Labiryntu. Na swojej drodze widzieli szczątki jakiejś kapliczki, przechodzili przez niewielką pustą przestrzeń, której podłoga wyłożona była zeschniętą gliną, czy mogli zaobserwować stare malowidła naskalne.

Avuno Zefeeroshegsheq okazało się być niesamowite. Czasami czuło się jakby czas stanął w miejscu. Dodatkowo doznania potęgowało niezwykłe wrażenie, którego doświadczały tylko Asaro i Etreetee – wrażenie otoczenia i jedności z mocą, lub też jak wolała ją nazywać blondynka, energią.

Cały region wypełniony był też żywymi istotami. W skalnych jamach swoje gniazda często wiły błękitnopióre ptaki zwane fezoqami. Ich charakterystyczny, lekko miodowy śpiew wypełniał puste korytarze. Co jakiś czas z piaskowcowych ścian zwisało coś na kształt korzeni. Okazywały się to biologiczne systemy do wyłapywania wody z powietrza zwłaszcza podczas chłodnych wieczorów i rześkich poranków. Niewielkie, pomarańczowoskóre stworzonka uciekały w popłochu przed ciężkimi butami żołnierskich kombinezonów. Należało tylko iść i rozkoszować się życiem.

Wieczorem opuścili najświętszą ziemię i po przebyciu jeszcze sporego odcinak drogi, wijącej się wśród skalnych ścian, rozbili ostatecznie obóz. Asaro próbowała sprawdzić ich położenie na elektronicznej mapie, jednak z niewyjaśnionych powodów urządzenie nie dawało się uruchomić. Zrezygnowana, poprosiła tylko Etreetee o pokazanie ich miejsca na mapie i położyła się w końcu na prowizorycznym łóżku a wsłuchując się w odgłosy nocy, zasnęła spowita chłodem pustyni.

 

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Przepraszam za swoją dość długą nieobecność. Była ona spowodowana serią wyjazdów. Teraz odcinki powinny pojawiać się częściej choć jak pewnie wiecie, drodzy czytelnicy, raczej stałych terminów wrzucania prac nie posiadam. Mam nadzieję, że ktoś z was jeszcze tu został i że kolejna część przygód Asaro wam się podobała. Nie powiem, liczę, że udało mi się do tego tekstu wrzucić sporo ciekawych informacji.

Dziękuję za wytrwałość (^ω^)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 tygodnie temu
    Miłe zaskoczenie, że "Stary Przyjaciel" nabrał większego sensu
    5 - fajny powrót
    Dzisiaj pojawi się kolejny odcinek Wroga Republiki
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Moim zamiarem było jak najdłuższe ukrycie prawdziwej tożsamości generała separatystów. Miło mi, że spodobał ci się ten obrót akcji.
    Wroga republiki z chęcią przeczytam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania