Stary przyjaciel część 24. Star Wars

- Generale, atakują nas! – usłyszał Treeke gdy tylko wybiegł z namiotu. Syrena alarmowa obudziła go z głębokiego snu i teraz stał pod osłoną gwieździstej nocy, rozświetlanej tylko białym, chłodnym światłem polowych lamp i setkami kolorowych pocisków rozpędzonego gazu.

- Jaka jest sytuacja? – krzyknął mężczyzna do klona.

- Separatyści wysłali komandosów z serii BX.

- Szlag! – zaklął Treeke.

Nie słuchając co klon ma więcej do powiedzenia, puścił się biegiem w kierunku trwającej w najlepsze walki. Gdy tylko dopadł walczących w jego dłoni pojawiła się czarna rękojeść a po chwili zabłysło zielone, smukłe ostrze. Dobiegł do ustawionej na szybko przez żołnierzy barykady i energicznym skokiem ukrył się za jej osłoną. Spotkał tam kilku klonów.

- Ile? – zapytał krótko.

- Powaliliśmy dziesięciu. Widzieliśmy jeszcze przynajmniej z dwudziestu.

- Nie możliwe żeby było ich tylko tyle. Powinniśmy ich już powystrzelać jak kaczki – przerwała mu głośna eksplozja. Huk wstrząsną całą doliną Janori a ze stromych ścian posypały się kamienie. – Jak radzą sobie ludzie generał Hemnan?

- Nie wiemy, sir.

W tym momencie metalowe stopy zastukały w ziemię tuż koło barykady. Treeke nie czekając wyskoczył i w locie przeciął droida w brązowawym pancerzu. Nie przewidział jednak, że maszyna nie będzie sama. Teraz wycelowanych w niego było przynajmniej siedem blasterów.

- Dawajcie chłopaki – usłyszał za sobą głos klona a potem zobaczył morze niebieskich pocisków. Dwóch wrogów zostało zdjętych. Nie mogli jednak zapomnieć, z kim mieli do czynienia. Droidy z serii BX to jedne z najbardziej zaawansowanych modeli jakie posiadali separatyści. Nie były to zwykłe droidy bojowe padające po jednym strzale. Kiedy grupa klonów wyłoniła się zza barykady, przeciwnicy rozpierzchli się i poukrywali w różnych zakątkach obozowiska.

Treeke natychmiast zerwał się z miejsca. On i jego żołnierze stali teraz na środku pustej przestrzeni, byli więc idealnym celem dla droidów-komandosów. Cała grupa podbiegła do zaparkowanych niedaleko kanonierek i ukryła się pomiędzy maszynami. Ku swojemu zaskoczeniu znaleźli tam paru ludzi i twi’laken a jednym z nich okazała się Valkiria. Gdy tylko niebieskoskóra zobaczyła padawana od razu do niego podeszła.

- Gdzie jest twoja mistrzyni? Uciekła teraz, gdy jest nam najbardziej potrzebna i zostawiła dowodzenie tobie?

- Ośmielę się powiedzieć, że jestem bardziej kompetentny od ciebie – wykrzyczał Treeke.

- Na ziemię! – Jeden z żołnierzy rzucił się na Jedi powalając rycerza na ziemię. Dosłownie ułamek sekundy później na poszyciu kanonierki, na wysokości głowy chłopaka, widać było czarny ślad po strzale. Droid BX, który o mało nie ukrócił życia Treeke, skupił na sobie całą uwagę i zakończył swoje funkcjonowanie z powodu dziesiątek dziur po ulach w pancerzu. Treeke otrzepał z siebie czerwony piasek planety.

- Nadal uważasz się za bardziej kompetentnego?!

- Kuźwa nie wytrzymam z tobą! – Nagle coś go zaniepokoiło.

- Jak za słaby jesteś na taką wojnę to może leć do…

- Ciiii – uciszył zezłoszczoną twi’lekankę.

- Co ty robisz!? Ja ci dam…

- Ciiiii…

- Ty mały…

- Jest cicho! – wrzasnął Valkirii prosto w twarz.

- Co to ma znaczyć, że jest cicho… och… jest cicho.

- No właśnie. Walka ustała.

- Dlaczego? – spytała Valkiria wyraźnie zbita z tropu.

- Czyżbyśmy wygrali? – Treeke szybko przyłożył komunikator do ust. – Meldować natychmiast jak sytuacja!

- Ostatnie droidy uciekły z doliny – usłyszał w odpowiedzi.

- Jakie mamy straty?

- Osobowe, prawie żadne. – Treeke nie rozumiał.

- Jak to żadne? Jaki był więc cel ataku?

- Musi pan przyjść i to koniecznie zobaczyć.

 

*

 

Valkiria i Treeke stali nad sporych rozmiarów dziurą, ze środka której nadal unosił się dym. Dwójka generałów stała w środku nocy nad czymś, co kiedyś było magazynem do składowania zapasów. Na terenie całego obozu miało miejsce kilka eksplozji a każda miała na celu pozbawić ich zaopatrzenia.

- Co głównie straciliśmy? – spytał stojącego obok kapitana, Treeke.

- Z resztek da się odzyskać broń a nawet amunicję. Oczywiście w małych ilościach. Straciliśmy za to praktycznie całe jedzenie – z powagą w głosie oznajmił klon.

- Jak to się stało? – spytał sam siebie Treeke.

- Separatyści obeszli nasze zabezpieczenia. Według obecnej analizy wygląda na to, że wykorzystali nasze własne kody do rozbrojenia alarmów i wieżyczek obronnych.

- Skąd mieli nasze kody? Przecież jesteśmy odcięci od republiki. Nie mogliśmy niczego dostać ani wysłać!

- Wygląda na to, że republika próbowała za wszelką cenę przywrócić łączność. Separatystom udało się przechwycić ich sygnał i wykorzystać do własnych celów.

- Świetnie! – dołączyła do rozmowy Valkiria. – To ile teraz mamy dni na uratowanie Qish?

- Według naszych szacunków około trzech dni, sir.

Twi’lekanka wyrzuciła ręce do góry w geście wściekłości.

- Ty! – Wytknęła Treeke palcem. – Za pół godziny przy moim namiocie. Musimy poważnie porozmawiać.

 

*

 

- Nie ma innej opcji jak zaatakować stolicę! – krzyknęła Valkiria uderzając pięścią w holostół.

- Mówiłem już. Nie mamy dość sił – odpowiedział Treeke

- Jeśli nic nie zrobimy umrzemy tu z głodu. To chcesz nazwać pomocą republiki?

- A ty, chcesz poprowadzić wojska przez pustynię, tak by można nas było powybijać jeden po drugim? Sama mówiłaś, że od stolicy dzieli nas pusta przestrzeń.

- Nie można by wykorzystać naszych dwu acclamatorów? – spytał, milczący dotąd Uqviau. Treeke pokiwał głową.

- Jeden z nich jest praktycznie nieużyteczny. Brakuje mu nawet osłon. Ktokolwiek będzie nim leciał pisze się na automatyczne zestrzelenie. Poza tym, ładowanie wszystkich wojsk na dwa krążowniki jest również niedobrym rozwiązaniem. Znów z powodu takiego, że nie wytrzymają one ostrzału.

- A co z generatorem osłon, który zabraliśmy droidom w Dolinie Kanorii. Ponoć inżynierowie zdołali go naprawić i mógłby teraz posłużyć jako prowizoryczna tarcza dla statku kapitana Umbry. – Tu Uqviau spojrzał w stronę brodatego kapitana.

- Nawet jeśli udałoby się go tak wykorzystać, to co zrobić dalej? – podjął kapitan Tancerville*. – Co z tego, że oba statki dolecą do miasta jak nie przełamią się przez obronę. Generał Treeke ma rację. Mamy za mało sił. Nie chodzi tu tylko o żołnierzy, ale i o sam sprzęt. Nasze myśliwce nie mają szans przełamania obrony a kanonierki tym bardziej. Powystrzelają je z łatwością.

- Ale co nam innego zostaje – odezwała się Valkiria. – Bez jedzenia tu i tak nie przetrwamy. Mamy pozwolić się zagłodzić i potem prosić o wzięcie do niewoli? Nawet jeśli plan jest ryzykowny, innego w zasadzie nie mamy.

- Możemy jeszcze zaufać generał Erhetii – wtrącił Treeke. – Może jej uda się rozwiązać nasz problem.

- Właśnie, dlaczego pani generał nie rozmawia z nami? – spytał Talis Tancerville.

- Próbowałem się z nią skontaktować, ale nie ma sygnału. Pewnie separatyści blokują łączność – odpowiedział Treeke.

- Czy powierzanie całej misji jednej osobie i jakiejś kulturoznawczyni uważasz za lepszy plan? – w głosie Valkirii słychać było niechęć.

- Osobiście uważam, że nie możemy polegać jedynie na pani generał – zabrał głos milczący dotąd Nelis Umbra. – Z całym szacunkiem generale, ale sytuacja jest naprawdę skomplikowana. Należy również założyć niepowodzenie misji pana mistrzyni. Jeżeli postawimy wszystko na jedną kartę możemy sporo przegrać.

Zapanowała chwila milczenia. Padawan analizował wszystko, co usłyszał. Kapitan Umbra miał rację. Osobiście wierzył w mistrzynię z całych sił i miał nadzieję, że jej misja się uda. Doskonale jednak zdawał sobie sprawę, że nie mają już czasu.

- Dwa dni – powiedział w końcu.

- Dwa dni na co? – Agresywnie spytała Valkiria.

- Dwa dni dla generał Erhetii. Jeżeli za dwa dni nie przybędzie i nie będzie miała dla nas rozwiązania, ruszymy na stolicę. Wtedy faktycznie będziemy już pod ścianą i nie będzie żadnej innej możliwości.

- No, w końcu rozumiesz – skwitowała Valkiria. Treeke rzucił jej nienawistne spojrzenie.

- Jeżeli ustawimy krążowniki w ten sposób – kapitan Tancerville zaczął zmieniać obraz na holostole tak, że pokazywał dwa trójkątne statki jeden za drugim – tylko jeden będzie obrywał. Statek kapitana Umbry poleci przodem wyposażony w generator osłon ukradziony droidom. W ten sposób tylny statek będzie pod mniejszym ostrzałem.

- Dodatkowo wszystkich można załadować na tylnego acclamatora – dorzucił kapitan Umbra. – Nie musimy brać całego sprzętu. Będzie można go tu zostawić. Jeśli przegramy i tak nie będzie miał kto po niego wracać.

- W ten sposób drugi statek będzie trzeba osłaniać tylko od myśliwców wroga – dodał Treeke.

- Wydaje mi się, że można by też zwiększyć liczbę dział – odezwał się Uqviau. – Powinniśmy dać radę przerobić tak nasze motory, aby służyły jako wieżyczki. Musimy jedynie zwiększyć moc strzałów a to powinno być proste.

- No! I to się nazywa plan, który lubię! – zakrzyczała ochoczo Valkiria.

Kiedy pozostali pogrążyli się w dopracowywaniu strategii, Treeke smętnym wzrokiem popatrzył w stronę wychodzącego z Doliny Janori kanionu. Wierzył w swoją mistrzynię. Był pod jej skrzydłami już niemal rok. Bardzo podziwiał jej znajomość mocy, nieugiętość i wytrwałość. Głęboko wierzył, że uda jej się dotrzeć do elektrowni. Nadal nie wiedział, co zrobić potem. Miał jedynie nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z jej planem.

- Generale Treeke, czy zgadza się pan? – słowa Nelisa Umbry wyrwały go z zamyślenia.

- Dwa dni – powiedział. – Dwa dni. Za dwie doby, o tej samej porze ruszamy na stolicę. – Gdy skończył mówić nad horyzontem pojawiły się pierwsze promienie gorącego, qishańskiego słońca.

 

* Wiem, że nieregularne wstawianie opowiadań nie sprzyja zapamiętywaniu co poniektórych bohaterów dlatego teraz podam ich krótką listę:

Talis Tancerville - kapitan Acclamatora którym przyleciała pierwsza grupa wojsk w tym Asaro i Treeke.

Nelis Umbra - kapitan drugiego Acclamatora, dość mocno uszkodzonego w drugim dniu starć na Qish.

Uqviau Faliq - jest zastępcą Valkirii. Kiedy Valkiria była obrażona na Asaro, to on rozmawiał z Jedi o planie włamania się do elektrowni.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 2 tygodnie temu
    Atak na zaopatrzenie nie ma sensu jeśli separatyści chcą ich trzymać w miejscu, co jest logiczne by wykorzystać jakąś masową broń.
    Jeśli chcieliby ich zniszczyć - ostrzalaliby z orbity
    Acclamatory to nie krążowniki - to szturmowe okręty desantowe/ niszczyciele.
    Użycie generatora osłon droidów ciekawe.
    Valkiria nadal szalona - pozostawienie wszystkiego padawanowi podkreśla niekompetencję jedi.
    Jaki mają plan Separatyści?
    Za ten odcinek 4
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 2 tygodnie temu
    Atak taki na szybko. Najwyraźniej ktoś się wkurzył i nie chce czekać 30 dni aż republikanie się poddadzą. Co do ostrzału orbilnego to chyba trzeba po prostu założyć, że separatyści akurat nie mogli takiego przeprowadzić. Po prostu nie wpadło mi to do głowy zważywszy na to, że żadnych komisków nie znam a jedynie bazuję na clone warsach (tak, wiem że nie lubisz) i na czytaniu biblioteki ossus. Załóżmy, że nie mogli XD
  • Kapelusznik 2 tygodnie temu
    Pontàrú
    ...
    Utrzymują blokadę
    I mają okręty
    Zwyczajnie rozpieprzyć parszywuch Republikanów z góry!
  • Pontàrú 2 tygodnie temu
    Ej to w ogóle czemu ich od razu tak nie wykończyli? Trzeba będzie dodać jakieś osłony w finalnej wersji
  • Kapelusznik 2 tygodnie temu
    Pontàrú
    Nawet osłony mają ograniczenia
    Nawet planetarne mogą paść po wystarczająco długim ostrzale, albo wystarczająco silnym pocisku
    W nowych star warsach i Legends, masz pełno okrętów - stricte - oblężniczych
    Więc potrzebujesz czegoś lepszego niż pole siłowe
    Lepszym wyjaśnieniem, że skoro kanion, to płyty tektoniczne, a jak one, to zagrożenie naruszenia i wywołania masowego trzęsienia ziemi przez bombardowanie planetarne
  • Pontàrú 2 tygodnie temu
    Ok. Kupuję to. Jest bardzo logiczne

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania