Stary przyjaciel część 26. Star Wars

W końcu udało im się dostać pod sam płot elektrowni. Siedzieli ukryci w norze pozostawionej przez qurraka a ogrodzenie znajdowało się pięć metrów od jej wejścia. Dotarcie do tego punktu było nie lada wyzwaniem ze względu na zwiększoną ilość wartowników i częste patrole droidów.

Pi ostrożnie wyjrzał z zagłębienia skalnego. Uważnie obserwował teren dookoła elektrowni. Na ścianach zauważył linię czujników. Dookoła budynku porozstawiane były kamery a po wąskim pasie piachu, oddzielającym konstrukcję od ogrodzenia, przetaczały się roboty naprawcze.

- Nie wygląda to dobrze – skomentował.

- Obrona jest mocna? – spytał Pike.

- Nie. Nawet powiedziałbym, że jedna ze słabszych.

- To niby czemu niedobrze? – dorzucił zirytowany Lifted.

- Niedobrze, bo znaczy to tyle, że nie znajdziemy w elektrowni cennych informacji. Gdyby separatyści mieli coś do ukrycia, ten budynek byłby fortecą nie do zdobycia – wytłumaczył Pike.

- Niekoniecznie – odpowiedział Pi. – Powiedziałem „niedobrze” gdyż nawet przy tak słabych zabezpieczeniach nie mamy jak przedostać się za płot. Maskowanie nam nic nie da gdyż jest tylko częściowe a poza tym jakoś musimy wejść do środka. Nasz ruch zostałby zauważony. Co prawda czujniki mają jedne z tańszych, o ile się nie mylę. Teoretycznie gdybyśmy poruszali się naprawdę powoli, mogłyby nas nie wykryć. Kamery też są słabe, więc nie zobaczyłyby maskowania.

- W czym więc problem? – odezwał się Lightning.

- Teren jest przeczesywany przez strażników i roboty naprawcze. Gdybyśmy mieli poruszać się powoli, na pewno ktoś by nas zauważył lub przynajmniej na nas wpadł.

- Zatem tędy droga zamknięta – mruknął Shad.

Znów zapanowało milczenie. Pi ostrożnie kontynuował obserwowanie elektrowni. Musiał przyznać, że budynek mu zaimponował. Doceniał pomysł modułowej konstrukcji. Takie rozwiązanie pozwalało na przygotowanie części na przyjaznej planecie, by później w mgnieniu oka postawić molocha na nogi.

Jego uwagę przykuły wystające ze ściany, wysokotransmisyjne kable. Elektrownia musiała produkować naprawdę dużo mocy.

- Hej, widzieliście te kable? – spytał Pi.

- Nie, tylko ty jesteś przy wyjściu – odezwał się głos z głębi jamy, po którym nie można było zidentyfikować nadawcy. Pi pomyślał, że taki sarkastyczny ton mógł wydać tylko Lifted.

- Przy całej mizerocie sprzętu, te kable wydają się być wysokiej jakości. Na pewno nie były tanie. Skoro są wysokotransmisyjne oznacza to tyle, że budynek wytwarza niewiarygodne ilości energii.

- To teraz żeś odkrył… - Pi nie miał wątpliwości co do tego, że słowa te wypowiedział Lifted.

- Nie rozumiesz? Gdzieś musi być chłodzenie. Dodatkowo planeta jest gorąca, co utrudnia utrzymanie dobrej kondycji. Separatyści skądś muszą brać materiały chłodzące. Czy gdzieś niedaleko jest jakiś zbiornik wodny lub rzeka?

- Jesteśmy na pustyni. Mapy na nic nie wskazują – odezwał się Pike.

- Wątpię by chłodzili elektrownię z naturalnych źródeł – z ciemności doleciał głos najprawdopodobniej Shada. – Musieliby wtedy mieć do nich łatwy dostęp a wiemy, że elektrownie przygotowano wcześniej w kawałkach i złożono na miejscu. Nie mogli w tak krótkim czasie stworzyć chłodzenia z wykorzystaniem naturalnych źródeł. Jeśli planowałeś wejść od ich strony, to niestety się to nie uda.

Kolejny pomysł upadł. Znów zapanowało milczenie przerywane tylko sporadycznymi bipnięciami Q4-S4.

 

*

 

- Co takiego było w tej jaskini? – spytała Asaro obracając holoprzekaźnikeim zaczepionym na palcu. Etreetee odjęła butelkę z wodą od ust i wytarła resztki cieczy rękawem.

- Tej, co przez przypadek odkryliśmy w Ziemi Labiryntu?

- Tak.

- Trudno powiedzieć. Zrobiłam szybko parę zdjęć i notatek, ale… rozszyfrowanie tego to bardzo skomplikowane i… dość uciążliwe zajęcie.

- Nie rozpoznawałam słów z qishańskiego. Znam co prawda parę podstaw, ale liczyłam na to, że znajdę choć jedno znajome słowo.

- Nic dziwnego. Wszystko było zapisane staroqishańskim a ten bardzo różni się od wersji współczesnej. Przede wszystkim mieli inną pisownię. Składnia też się trochę różniła.

- Jako kulturoznawczyni raczej nie sprawia ci to chyba problemu? – spytała uśmiechając się Asaro.

- Słownictwo i konstrukcja faktycznie nie jest problemem. Gorzej z czasem.

- Nie rozumiem. Nie masz czasu?

- Nie o to chodzi. W staroqishańskim oprócz zwykłego czasu teraźniejszego, przeszłego i przyszłego jest jeszcze czas początku i czas końca. Używa się ich głównie do pisania przepowiedni oraz do pisania o wydarzeniach ważnych pod kątem religii. Do dzisiaj nie wiadomo jak odróżnić jeden od drugiego.

- To jak kiedyś je odróżniali? – Po pytaniu holoprzekaźnik zsunął się z palca i uderzył w ziemię.

- Sądzi się, że poprzez wymowę. Tej jednak nie da się zapisać. – Etreetee obserwowała jak urządzenie zaczyna unosić się nad ziemią i delikatnie ląduje w ręce Jedi. – Są jeszcze inne aspekty. Czasami niektóre czasowniki mają inne formy, lecz to występuje sporadycznie. Czasami uwzględnia się też aspekt stylistyczny. W czasie początku czasami nad „i” zamiast zwykłej kropki pisze się kółko, a w czasie końca nad „i” pojawiają się trzy kropki. Jest do dość ciekawy element estetyczny, który czasami pomaga nam zidentyfikować, którym z czasów posługiwał się pisarz.

- Czyli główna trudność polega na tym, że nie da się odróżnić treści historycznych od przepowiedni przyszłości? – Asaro znów leniwie obracała holoprzekaźnikiem dookoła palca.

- Tak. To jest jeden z głównych problemów.

- A te napisy w jaskini. Myślisz, że są przepowiednią?

- Wolałabym żeby nie…

Urządzenie znów upadło na ziemię zanurzając się do połowy w piasku.

 

*

 

- Mam pomysł! – o mało nie wykrzyczał Pi. Wszystkie spojrzenia skupiły się na nim, lub przynajmniej mógł tak podejrzewać, gdyż wyraźnie widział tylko sylwetkę Pike’a. – Stworzymy bombę kodową.

- Mów jaśniej – polecił kapitan.

- Wykorzystamy Q4-S4. Widziałem, że wśród droidów naprawczych występują też astomechy. Pewnie są to ich przerobione wersje, ale nikt nie powinien zauważyć różnicy. Sprawimy, aby nasz kochany, zielony koleżka dostał się do środka. Kiedy już będzie w elektrowni, obejdzie zabezpieczenia i wyłączy czujniki i kamery przy naszym wejściu. Niedaleko stąd są drzwi do stacji droidów. Zaobserwowałem, że praktycznie przez cały czas są otwarte. Przez nie wślizgniemy się do środka.

- Przecież zauważą wyłączone kamery.

- Nie, jeśli tylko trochę pogorszymy jakość obrazu. Takie spadki zdarzają się często, zwłaszcza przy niskobudżetowym sprzęcie. Kiedy wejdziemy do środka wszystko wróci do normy. Dodatkowo, zanim deaktywujemy czujniki Q4 wyśle nam plany budynku. Ustalimy miejsce ukrycia i zastanowimy się nad dalszymi krokami.

- A jak chcesz wpuścić Q4 do elektrowni? – spytał Lightning.

- Co jakiś czas grupa droidów opuszcza teren elektrowni. Wydaje mi się, że zmierzają do statków przywożących części. Wtedy Q4 wmiesza się w ich grupę. – Astromech radośnie zatupotał nóżkami.

- Nie wpuszczą go. Nie ma kodów.

- Właśnie dlatego nazwałem to bombą kodową. Załaduję do Q4 program, który pozwoli przejąć kod od innego droida.

- To znaczy, że trzeba się będzie pozbyć jednego z droidów separatystów.

- To chyba nie problem dla naszego malucha – uśmiechnął się Pi.

- Biiiiiiiip – rozległo się w głębi jamy.

- Och, daj spokój. Dasz radę.

- Faktycznie to się może udać – skomentował Pike. – No, Pi, do roboty. Uzbrój naszego małego zabójcę.

 

*

 

Kiedy słońce miało się ku zachodowi brama elektrowni została otwarta. Zza ogrodzenia wyszła grupa różnorakich droidów i skierowała się do stojącego niedaleko od ogrodzenia statku. Maszyny miały tylko sprawdzić czy nie ma powierzchownych usterek i wyposażyć statek w hasło pozwalające przelecieć przez blokadę separatystów. To był zwykły dzień pracy; wyjście z budynku, rutynowe sprawdzenie, szybka implementacja danych i w końcu wymarzony czas odpoczynku. No, może z tym odpoczynkiem to lekka przesada. Szybkie ładowanie akumulatorów i zaprzęganie do kolejnych robót.

Żadna z maszyn nie mogła podejrzewać tak spokojnego wieczora o niespokojne wydarzenia. To właśnie w takie spokojne wieczory, gdzie wiatr nie porywa piasku, słońce nie wypala zmęczonych obwodów a setki gwiazd pojawiają się na niebie, najczęściej zdarzają się morderstwa.

Niczego nieświadome droidy, bo jakże maszyna może być świadoma, nie zdawały sobie sprawy, że w cieniu sporego głazu czekała na jednego z nich śmierć.

Szarej barwy astromech oddalił się trochę od swojej grupy. Ostatnie co zobaczył to niebieskie wyładowania elektryczne i setki świecących gwiazd na niebie.

 

*

 

- Mówiłaś… mówiłaś, że masz jakieś podstawy qishańskiego – zaczęła Etreetee. Narzuconą miała na siebie bluzę. Wieczory na pustyni zawsze bywały chłodne.

- O nie! Nie będę ci tu dukać – zaśmiała się Asaro.

- No proszę. Zawsze przyjemnie słucha się, gdy ktoś stara się mówić w twoim ojczystym języku.

- Przecież twoim ojczystym językiem jest qiriński – żachnęła się Jedi.

- Ale qishański też świetnie znam – uśmiechnęła się blondynka. Asaro była zadowolona z poprawienia się ich wspólnych relacji.

- Eh, no dobrze… Ostrzegam, to będą absolutne podstawy. – Nie usłyszała słów sprzeciwu ze strony kulturoznawczyni. – Mi nar af Asaro. Mi af eeh peqqa Qish a mi gahri ge luorifetkush Etreetee.

- Tre feekri.

- Mi apoffaqa ko.

- Qo.

- A co za różnica?

- No nie słyszysz? Jedno jest „qo” a drugie „ko”.

- To wy macie jakieś coś nie halo, że dwa różne „k” słyszycie!

Obie kobiety wybuchły śmiechem.

- Muszę przyznać, że nawet nieźle – odezwała się po chwili Etreetee. Asaro jednak nie odpowiedziała. Patrzyła przez lornetkę w stronę elektrowni. Ściemniało się a ona nadal nie miała wieści od Pike. Miała nadzieję, że wszystko idzie po ich myśli.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bartek 5 miesięcy temu
    Chyba lubisz to star wars (; 5/5
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Ooo, widzę, że ktoś nowy. Bardzo mi miło, że wpadłeś
  • Kapelusznik 5 miesięcy temu
    Plan ryzykowny, ale może zadziałać
    Jakoś sprzętu zrozumiała
    Mam nadzieję że przepowiednia nie jest zbyt przesadzona
    5
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Przepowiednia to tylko taki smaczek. Nie spodziewaj się usłyszeć niczego więcej… no przynajmniej niczego wielkiego.
    Co do ryzykownego planu spytam tak: co w tej wojnie na qish nie jest ryzykowne? XD
  • Cofftee 5 miesięcy temu
    Pontaru, wybacz, że tak pod tekstem, ale na forum chyba nie zaglądasz.
    Bardzo chętnie coś bym od Ciebie poczytała, ale niestety nie odnajduje się w klimatach Gwiezdnych Wojen. Chciałam dlatego zapytać, czy planujesz może jakiś tekst o nieco innej tematyce? Baaardzo chciałabym Cię w takiej przeczytać bo widzę ogromny potencjał i trzymam za to kciuki, dlatego pytam :-)
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Myślę o tym. Mam jeszcze inną serię pod tytułem 'Arena Multiświatów' i myślę, że będzie kontynuowana po Star Wars. Stary przyjaciel ma się ku końcowi i po tym ruszę z nowym tematem. Nie ukrywam, że pisanie o świecie Star Wars sprawia mi frajdę i mam jeszcze mnóstwo pomysłów na kolejne części.
    Dziękuję za tak miły komentarz :)
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    A jeszcze spytam, na które forum? W sensie na którym wątku najlepiej się odnaleźć?
  • Cofftee 5 miesięcy temu
    Pontàrú http://www.opowi.pl/forum/pitolenie-14-w928/#reply :-) Tutaj zawsze można się próbować łapać.
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Cofftee
    ooo, ok. Dzięki :)
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Jeszcze jakieś wprowadzenie poproszę. To jest po prostu takie pitolenie o Chopinie czyli rozmowy na każdy temat?
  • Cofftee 5 miesięcy temu
    Pontàrú Tak, można pisać co się chce, takie pitu pitu :-)
  • krajew34 5 miesięcy temu
    Miałem pisać, że nie wyłapałem powtórzeń, a jednak: Zza ogrodzenia wyszła grupa różnorakich droidów i skierowała się do stojącego niedaleko od ogrodzenia statku. - Na szczęście tylko to znalazłem.
    Mam wątpliwości co do śmierci... Śmierć dotyczy raczej istot żywych, a nie mechanicznych. Może lepiej zniszczenie, destrukcja?
    Podsumowując do fabuły zarzutu nie mam, no może oprócz tej śmierci, nadal ciekawe. :)
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Śmierć była taka nazwijmy to symboliczna. Służyła lekkiemu zmienieniu narracji ale rozumiem twoje obawy. :)
  • Nefer 2 miesiące temu
    Pomysł z wysłaniem "konia trojańskiego" całkiem zgrabny i może okazać się skuteczny, skoro identyfikacja opiera się na kodach.Pytanie, co takiego komandosi znajdą w elektrowni?
    Pozdrawiam
  • Pontàrú miesiąc temu
    No co konik to konik. Muszę powiedzieć, że nieźle się rzuciłeś na moje teksty. Nalot dzień za dniem. Mam nadzieję, że świadczy to tylko o tym, że są dla Ciebie zajmujące/interesujące. Dzięki za wizytę i również pozdrawiam ;)
  • Nefer miesiąc temu
    Pontàrú Mam trochę czasu ostatnio, wróciłem z podróży, to nadrabiam zaległości. Piszesz z werwą i czytam z przyjemnością. Oczywiscie, gdy coś zauważę, to wytknę. :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania