Poprzednie częściPamięć Pustkowia - opis

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 23

– Jak poszło? – spytał Wilard, żując potrawkę.

 

Catriona miała na końcu języka uwagę na temat mówienia z pełnymi ustami, ale w ostatnim momencie ugryzła się w język.

 

– Stary coś kombinuje. Spodziewałem się, że zostaniemy bardziej przyciśnięci – odpowiedział dowódca, dosiadając się do ognia.

 

Nero, sprawiający wcześniej wrażenie śpiącego, otworzył teraz oczy i przysłuchiwał im się spod półprzymkniętych powiek. Po chwili przeniósł spojrzenie na dziewczynę.

 

– Epicentrum wydarzeń znajdowało się w budynku mieszkalnym. Będziemy musieli go sprawdzić – zwrócił się do niej dziwnie zachrypniętym głosem.

 

– Możemy poczekać z tym do rana? – zapytała z nadzieją.

 

– Jeśli chcesz się tłumaczyć magom, co tam robimy, to tak.

 

Catriona skinęła głową na znak zgody.

 

– Skończę tylko kolację – powiedziała, wciągając nosem zapach jedzenia.

 

Dopiero teraz, z parującą miską w dłoniach, zorientowała się, jak bardzo jest głodna. Cały obiad zwymiotowała, a po drodze nie zatrzymywali się więcej na posiłek. Puścił w końcu stres z całego dnia, a do głosu przyszło zmęczenie. Zupełnie nie chciało jej się już ruszać. Siedząc przy ognisku, wśród tych starych ścian, czuła się bezpieczna i rozluźniona.

 

Dziwne – pomyślała. – Obawiałam się, że przez te ruiny będę miała koszmary, a mam tylko ochotę zawinąć się w koc i zasnąć.

 

W końcu, gdy skrobała już tylko puste dno miski, ponaglający wzrok bladego łowcy zmusił ją, żeby się ruszyć.

 

– Pójdę z wami – zaoferował się dowódca.

 

Nero wzruszył ramionami i zniknął w mroku. Catriona ruszyła za nim, ale zatrzymała się gwałtownie, gdy tylko znalazła się na zewnątrz murów. Jej oczy musiały przyzwyczaić się do ciemności. Na nowo poczuła się przytłoczona tym miejscem. Cały jej spokój nagle prysnął, zastąpiony przez nieokreślone poczucie zagrożenia.

 

– Nie będziemy nic widzieć – powiedziała. – Może powinnam przywołać ognik?

 

– Będziemy wtedy widoczni jak na dłoni – sprzeciwił się Roger.

 

– Nie musisz nic widzieć. Skup się na odczuciach – powiedział Nero. – Daj rękę, poprowadzę cię.

 

Zanim dziewczyna zdążyła zareagować, złapał ją i pociągnął za sobą. Czarodziejka, zdziwiona taką bezpośredniością, ruszyła za nim bez słowa. Jego dłoń była ciepła i szorstka.

 

Skup się na odczuciach, hm... – pomyślała, ciesząc się w głębi ducha, że towarzysze nie są w stanie zobaczyć jej rumieńca.

 

Nero prowadził ich pewnie, pomimo ciemności. Kiedy kazał uważać im na leżące w trawie grabie, do dziewczyny dotarło, że radzi sobie zdecydowanie zbyt dobrze. Ona widziała jedynie zarys budynków i drzew, pomimo że jej wzrok zaczynał się powoli przyzwyczajać do mroku.

 

Po chwili znaleźli się przy głównym budynku. Catriona stanęła nieruchomo, próbując coś wyczuć. Z wykładów pamiętała, że trzeba skupić się na energii danego miejsca, pozwolić jej płynąć i skoncentrować się na własnej magii. Jeśli otoczenie ma silną aurę magiczną, czarodziej powinien poczuć, jak jego ciało zaczyna z nią rezonować. Bardziej doświadczony mag potrafił stwierdzić, jaki element został użyty, a prawdziwi specjaliści rozpoznawali nawet rzucane zaklęcia. Catriona dawała sobie radę w tej dziedzinie na tyle, żeby zaliczyć przedmiot. Teraz jednak nic jej nie wychodziło. Tak bardzo chciała być przydatna, spełnić pokładane w niej oczekiwania. Jednak im bardziej się starała, tym było gorzej.

 

W końcu zrezygnowana pokręciła głową. Wstyd jej było spojrzeć w oczy łowców. Zawiodła wszystkich tak, jak się tego obawiała.

 

Nagle poczuła ciepłą dłoń na ramieniu.

 

– Usiądź ze mną – powiedział Nero, spokojnym głosem. – Staraj się o niczym nie myśleć. Wyciszyć się i wsłuchać w mój głos.

 

Specjalista od magii się znalazł? – pomyślała zniechęcona czarodziejka.

 

Nie miała jednak lepszego pomysłu, więc zrobiła to, o co prosił. Usiadła na wciąż jeszcze ciepłej trawie i spróbowała się odprężyć. Łowca miał melodyjny, hipnotyczny głos, na którym z łatwością mogła się skupić. Opowiadał jej o odgłosach nocy, o blasku księżyca, zapachu trawy, o wietrze muskającym skórę.

 

Po chwili dziewczyna rozluźniła się i zaczęła chłonąć otaczające ją wrażenia. Nawet nie zauważyła, kiedy głos łowcy umilkł. Stała się jednością z tą ziemią, z jej rytmem i witalnością. I wtedy to dostrzegła coś, co mogłaby określić jako pulsowanie wokół zranionego miejsca. Jakiś dysonans w spokoju nocy. Pozwoliła myślom podryfować w tym kierunku, a wrażenie narastało. Poczuła, jak każda komórka jej ciała zaczyna drżeć, a aura mocy robi się coraz potężniejsza. Gdyby miała z czymś ją porównać, byłby to szum strumienia zmieniający się powoli w huk wodospadu. Zatraciła się w tym zupełnie, aż nagle usłyszała zdecydowany głos bladego łowcy:

 

– Wystarczy, zaczynasz tracić kontrolę.

 

Zaskoczona czarodziejka otworzyła oczy. Rozejrzała się wokół zagubiona, zdezorientowana. Nero znów złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

 

– Porozmawiamy w obozowisku, udało ci się zestroić z tym miejscem aż za dobrze. Obawiam się, że mogłaś ściągnąć do nas upiory – wyjaśnił.

 

Catriona poszła za nim posłusznie, dochodząc pomału do siebie. Po chwili znaleźli się znowu przy ognisku, w otoczeniu reszty drużyny. Momentalnie zeszło z niej całe napięcie, powrócił spokój i senność.

 

– Poczułaś to, prawda? – zagadnął ją blady łowca.

 

Dziewczyna westchnęła cicho.

 

– To było niesamowite! Pierwszy raz doświadczyłam dzikiej magii. Jej aura nadal jest bardzo silna – powiedziała, wciąż lekko nieobecnym tonem.

 

– Dzikiej magii? – zdziwił się Roger.

 

– Tak, potężna emanacja dzikiej magii. Jak przy przebudzeniu – stwierdziła.

 

– Co masz na myśli? W tej dziedzinie zupełnie się nie orientuję – zaciekawił się Nero.

 

– Dzieci z rodzin magicznych są testowane od małego i uczone kontroli, jeśli tylko wykazują jakieś predyspozycje. Czasami zdarza się jednak, że zdolności pojawiają się u osób, które nie mają czarodziejów wśród swoich krewnych. Do przebudzenia dochodzi wtedy pod wpływem silnego stresu. Są to osoby o nadzwyczaj potężnych możliwościach magicznych. U mniej uzdolnionych magia może się nigdy nie przebudzić i nie potrafią używać jej świadomie. Chociaż tak naprawdę jest ona zawsze obecna w ich życiu. Na przykład ogrodnik, cieszący się nadzwyczaj obfitymi plonami, akuszerka, której udaje się każdy poród…

 

– Dziwka, która ma nadzwyczajne powodzenie – wtrącił się Wilard.

 

– Właśnie – podsumowała Catriona, nie zwracając uwagi na słaby żart. – W każdym razie takie przebudzenie jest zawsze bardzo silnym wybuchem energii magicznej. Chociaż nigdy nie słyszałam, żeby spowodowało aż takie zniszczenia.

 

Łowcy siedzieli przez chwilę w ciszy.

 

W końcu głos znów zabrał Nero.

 

– Czy taka emanacja ma jakieś nakierowanie intencjonalne? Czy teoretycznie istnieje możliwość, że powstało zaklęcie aktywne aż do teraz? – zapytał.

 

Dziewczyna spojrzała na niego zakłopotana.

 

– Dzicy nie stosują zaklęć, nie znają ich. Nie wiem do końca, co tu się wydarzyło. To, co wykryłam, mogło być efektem aktywności jakiegoś wyjątkowo potężnego, dzikiego maga, chociaż bardziej przypomina to pierwszą emanację. Aura jest zbyt chaotyczna na celowe działanie – wyjaśniła. – Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ślad był tak silny po dwudziestu latach. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że cokolwiek tutaj wyczuję. Wygląda jednak na to, że w jakiś sposób czar nadal jest aktywny. Czar lub klątwa.

 

– Szkoda, że nie możemy przesłuchać Sarezedasa – odezwał się Wilard. – Myślę, że doskonale wie, co się tutaj odpierdoliło.

 

– Niestety, póki co, to rektor trzyma w ręku wszystkie sznurki – powiedział Roger – i jest zbyt wytrawnym graczem, żeby się go dało łatwo podejść i pociągnąć za język.

 

– Miałam nadzieję, że będę bardziej przydatna – westchnęła Catriona. Znów poczuła się zniechęcona. Cała ta wyprawa zbyt dużo im nie dała.

 

– Nikt więcej od ciebie nie oczekiwał. Informacje, które zdobyłaś, mogą okazać się bardzo pomocne. Męczy mnie natomiast to, że nie udało mi się niczego wycisnąć z rektora. Jutro spróbuję znów z nim porozmawiać – odparł dowódca.

 

– Dobra, teraz nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Poszedłbym już spać. Jak dzielimy warty? – Zabrał głos Wilard.

 

– Ja i tak dzisiaj nie zasnę, mogę was popilnować – zaproponował Nero.

 

– Ty??? Nie wiem, czy ze świadomością, że to ty masz nas pilnować, sam dzisiaj zasnę – w głosie rudego łowcy słychać było zdziwienie i niechęć.

 

Ciekawe co oni do siebie mają?

 

Catriona już wcześniej zauważyła, że stosunki tej dwójki są mocno napięte.

 

– Zresztą ciebie to raczej nigdy dobudzić nie idzie, więc jakoś tak powątpiewam w tę twoją czujność. Zwłaszcza że jakiś taki zmiętolony dzisiaj jesteś – Wilard dalej roztrząsał sprawę, krzywiąc się w nieprzyjemnym grymasie.

 

Dziewczyna zerknęła uważniej na bladego. Faktycznie wyglądał jakoś niezdrowo. Oczy miał zaczerwienione, a na czole perlił mu się pot. Usta zacisnął w wąską kreskę, a wzrok utkwił w mroku nocy.

 

– Jesteś tego pewien? – wtrącił się Roger.

 

Nero skinął tylko głową. Popatrzyła na nich, po czym wzruszyła ramionami. Była zbyt zmęczona, żeby roztrząsać relacje panujące wśród łowców czarownic.

 

– W porządku – zgodził się dowódca w akompaniamencie niezadowolonego mamrotania swojego zastępcy.

 

Sarezedas wodził wzrokiem po posępnych pozostałościach swojej letniej posiadłości. Przed laty nie udało mu się dokończyć badań, jednak teraz będzie inaczej. Był tego pewien.

 

Współpracujący z nim czarodzieje krążyli gdzieś wokół, polując na upiory. Wiedział, że byli zmęczeni i zniechęceni, ale nie śmieli przyznać tego na głos. Pojawienie się istot z Pustkowia stanowiło nieprzewidzianą komplikację. Pomimo starań, rozłaziły się po okolicy. Przyciągały uwagę ludzi, których zainteresowania Sarezedas próbował uniknąć za wszelką cenę. Był już tak blisko przełomu.

 

Jednak tej nocy nie zamierzał się tym martwić. Tej nocy miał inne zadanie. Uśmiechnął się, czując rozpierającą go ekscytację. Co prawda mógłby przyznać się już wcześniej do swojej wiedzy. Miałby prawo pojmać cały oddział łowców wraz z upatrzoną ofiarą. Nie byliby w stanie stawić mu oporu. Jednak nie doświadczyłby wtedy tego dreszczyku, który czuł teraz. Nie, najpierw zapoluje na nocnego wędrowca, a resztą zajmie się jutro.

 

Mag podszedł niezauważony do obozowiska ludzi zakonu. Uśmiechnął się drapieżnie i rzucił zaklęcie snu. Zaintrygowany poczuł, że coś zakłóciło jego magię. Jakaś dziwna bariera, chroniła stare mury. Spróbował ponownie. Znów z tym samym efektem.

 

Cóż, będzie trzeba wywabić ptaszka z gniazdka.

 

Nocni wędrowcy byli strażnikami zasłony. Sarezedas dowiedział się, że w jakiś sposób potrafią wyczuć zachodzące w niej zmiany.

 

Chyba czas znów poeksperymentować z zaklęciem otwierającym przejście na Pustkowie.

 

Nero zapatrzył się w ogień, starając się rozluźnić i odpocząć choć trochę, pomimo silnego bólu głowy i złej aury panującej dookoła. Zapach ogniska, odgłosy pękającego drewna i widok tańczących płomieni działały na niego uspokajająco. Czas jednak wlókł się niemiłosiernie.

 

W pewnym momencie wyczuł delikatne drganie zasłony. Wrażenie było dziwne. Nie towarzyszyło mu nic, co mogłoby wywołać taki efekt. Wstał zaciekawiony, przeciągnął się i przypinając miecz, ruszył na zewnątrz. Poza runiczną barierą zawodzenie i druzgocąca rozpacz przybrały znacznie na sile.

 

Wszędzie wokół panował spokój. Jedynie lekki wiatr szumiał w liściach drzew. Nero ruszył bezszelestnie w noc, wytężając wzrok i słuch. Nie mógł tutaj liczyć na swoje umiejętności empaty. Jakakolwiek próba zdjęcia osłon źle by się dla niego skończyła. Czuł się przez to jak ślepiec. Zasłona nadal drgała niespokojnie w sposób dla niego niezrozumiały i niepokojący. Miał nadzieję, że nie zwiastuje to jej rychłego rozdarcia.

 

Mijał spalone szczątki budynków, kierując się ostrożnie do głównego domu, gdy z przerażeniem spostrzegł, że nie może się poruszyć. Spróbował napiąć mięśnie, zmusić się do ruchu. Nie był w stanie. Wypuścił powoli powietrze, walcząc o zachowanie resztek spokoju. Zaczęło ogarniać go przerażenie. Zlewało się z szaleństwem i rozpaczą, jakie panowały w tym miejscu.

 

Nero nie wyczuł wcześniej przeciwnika, który teraz wyszedł z cienia, z szalonym uśmiechem na ustach. Sarezedas, cholerny szalony mag. Gorzej być nie mogło.

 

Kurwa, kurwa, kurwa!

 

Napięte mięśnie zaczynały boleć, ale zaklęte członki i tak nie mogły się poruszyć. Mag podszedł powolnym krokiem i chwycił nocnego wędrowca za podbródek. Uniósł mu głowę w górę i przypatrzył się jego oczom.

 

– Widzę, że Tesa się postarała – powiedział. – Chyba będę musiał złożyć jej wizytę.

 

Nero zastanawiał się, co go zdradziło. Mag zdawał sobie doskonale sprawę z jego tożsamości. Był zły na siebie, że dał się tak łatwo podejść. Niestety, w tej chwili był zupełnie bezsilny. Drżał na całym ciele, ale nie był w stanie przełamać czaru wiążącego. Jego najgorszy koszmar właśnie się ziszczał.

 

– Nie stójmy tak. – Znów ten obrzydliwy uśmieszek i pozory grzeczności. – Chodźmy sobie porozmawiać. Już dawno nie miałem okazji spotkać żadnego z was.

 

Odwrócił się i ruszył przodem. Nero poczuł, jak nogi same go niosą. Próbował z tym walczyć, ale nie miał żadnej kontroli nad swoim ciałem. Zmierzał prosto do siedziby czarowników. Wątpił, żeby wyszedł stamtąd żywy.

 

Poczerniałe szczątki budynków i walające się sprzęty nie były widokiem, który chciał zapamiętać przed śmiercią. Podniósł oczy i zapatrzył się w tak obcy, samotny księżyc. Jego serce przeszył smutek. Starał się nie myśleć o niczym, kiedy weszli do chaty magów. Wewnątrz nie było nikogo.

 

Rektor akademii tryskał dobrym humorem. Udawał dobrego gospodarza, rozglądając się wokół.

 

– Rozesłałem wszystkich po okolicy. Ostatnio mamy coraz więcej upiorów. Cóż, skutki uboczne – westchnął. – Pozwoliłbym ci się rozgościć, ale nie mogę się doczekać naszej pogawędki.

 

Weszli do mniejszego pomieszczenia, w którym znajdowało się biurko i krzesła. Nero został zmuszony do zajęcia miejsca na jednym z nich. Siedział nienaturalnie sztywno, nie mogąc się ruszyć.

 

W tym czasie mag ustawił na środku świecznik, wziął też karafkę wina i puchar. Usiadł naprzeciwko w nonszalanckiej pozie. Nalał sobie i wypił powoli, uważnie przyglądając się więźniowi.

 

Nero czuł się jak mucha w sieci pająka. Starał się oddychać głęboko i równo, ale uczucie paniki pomału narastało. Sarezedas pstryknął palcami i świece na stole zapłonęły żywszym ogniem. W jego oczach błyszczało szaleństwo i okrutne zadowolenie. Nie pozostało w nich nic ludzkiego.

 

Nocny wędrowiec bezwolnie podniósł rękę i podwinął sobie rękaw, aż po łokieć. Szeroko otwartymi oczami obserwował, jak dłoń nienaturalnie powoli zbliża się do płomienia. Serce tłukło w piersi jak oszalałe, oddech przyspieszył. Próby uwolnienia się spod zaklęcia nie przynosiły efektu.

 

– Jako dziecko lubiłem się czasem bawić, przesuwając szybko dłoń nad płomieniem – mówił mag, tonem towarzyskiej pogawędki. – Czułem się wtedy taki odważny. Wiesz, co się stanie, jeśli nie zrobisz tego dostatecznie szybko? No cóż, zaraz się przekonamy...

 

Nero mógł tylko patrzeć, jak jego dłoń zatrzymuje się w płomieniu świecy. Jak skóra na dłoni zaczęła robić się czerwona i powoli ciemniała. Pomimo prób ignorowania płynących z ciała wrażeń, czuł coraz silniejsze igły bólu. Ponowił bezowocne próby cofnięcia ręki.

 

– Ach te wasze dziwne zdolności – westchnął mag. – Musiałem wykazać się dużą pomysłowością przy poprzednim przesłuchaniu.

 

Czyżbym trafił na tego samego gnoja, który dorwał Kiliana? – Nienawiść na chwilę złagodziła przerażenie i ból.

 

Mag rozwalony wygodnie na krześle, popijał wino, przyglądając się z zafascynowaniem nocnemu wędrowcy. Machnął ręką, uwalniając szyję i głowę więźnia z paraliżu.

 

– Ale ja tu sobie gadam, a może ty też chciałbyś coś powiedzieć? – Twarz mężczyzny przybrała wyraz sztucznej uprzejmości.

 

Nero starał się nie jęczeć i myśleć trzeźwo. Nie był w stanie nic zrobić, ale wciąż jeszcze potrafił odcinać się od bólu. Na ratunek nie miał co liczyć. Łowcy raczej za szybko nie zorientują się, że zniknął. Nawet jeśli próbowaliby mu pomóc, przeciwstawiając się przy tym rektorowi, to raczej nie mieliby szans ze starym magiem. Mimo wszystko nadal czuł ciekawość, co takiego wydarzyło się w tej okolicy i czym był ten przerażający krzyk, który wdzierał mu się do wnętrza umysłu. Chociaż z nikim nie miał się już podzielić zdobytą wiedzą, musiał zapytać.

 

Zagryzł do krwi dolną wargę, starając się uspokoić i skupić.

 

– Co się tutaj wydarzyło, że byłeś w stanie tak osłabić barierę? – Zadał pytanie chrapliwym głosem.

 

Mag zaśmiał się radośnie. Dolał sobie trochę wina i pociągnął spory łyk. Nero poczuł, jak jego ręka przesuwa się i ogień zaczyna lizać przedramię. Zapach palonego mięsa wywoływał odruch wymiotny. Pot ściekał z czoła, napływał do oczu, mieszał się z łzami. Mięśnie napięły się do granic możliwości. Nero starał się nie patrzeć na własną rękę i skupić się na magu, póki jeszcze mógł się na czymkolwiek skupić.

 

– Podobasz mi się – zaśmiał się mag. – Cieszy mnie, że również masz ochotę na rozmowę przy pieczeniu.

 

Pociągnął sporego łyka z pucharu i zamyślił się na moment. W końcu zaczął opowiadać:

 

– Zawsze interesowała mnie kwestia zasłony i możliwość podróżowania do innych światów. Moja wcześniejsza fascynacja zmieniła się jednak w cel życia dopiero po przesłuchaniu jednego z was. Kiedy jeszcze usłyszałem o istnieniu bramy, wiedziałem, czego muszę dokonać i że jest to teoretycznie możliwe. Niestety, lata badań nie przynosiły efektu. Powoli pogrążałem się w coraz większej frustracji, aż moja własna córka wywinęła pod moim nosem niezły numer. Zapewne wiesz, że kiedyś i u nas zdarzali się ludzie, którzy mieli naturalną zdolność przenikania przez zasłonę? Otóż okazało się, że mąż mojej córki był właśnie kimś takim. Poznała go na akademii. Byłem przeciwny temu związkowi, bo chłopczyna miał marny talent magiczny. Dopiero później, kiedy urodziła im się córka, zacząłem coś podejrzewać. Okazało się, że jest magiem i empatą. Niesamowite, że ktoś taki znalazł się w moich rękach. Oczywiście, nie miał pojęcia o Pustkowiu, ani o swoich możliwościach, nie miał go kto wyszkolić. – Sarezedas zrobił przerwę i spojrzał za okno na ruiny folwarku.

 

Nero starał się skupić na słowach rektora, czując, że długo już nie wytrzyma. Z trudem łapał oddech, przed oczami zaczynały mu latać czarne płaty, a ból coraz trudniej dawał się ignorować.

 

W końcu Sarezedas zaczął znowu mówić:

 

– Trochę czasu zajęło mi przygotowanie się do eksperymentu. Wiedziałem, że córka mnie za to znienawidzi, ale była to cena za stworzenie przejścia. Niestety, nie wziąłem pod uwagę jej determinacji i dziecka. Mała miała wtedy pięć lat i okazało się, że ma naturalny, niesamowicie silny talent magiczny, który wcześniej nie zdążył się jeszcze ujawnić. Tego dnia wszystko poszło nie tak. Chłopak wyczuł, co zamierzam, a moja córka stanęła w jego obronie. W wyniku eksperymentu oboje zginęli na oczach dzieciaka. U małej pojawiła się wtedy pierwsza, naturalna emanacja, rozsadzając wszystko wokół. Cudem przeżyłem, ale straciłem współpracowników oraz wszystkie notatki. Przepadło tyle lat pracy... Byłem załamany i na pewien czas porzuciłem moje badania.

 

Co za pieprzony psychol – pomyślał Nero.

 

Czarodziej sprawiał wrażenie bardziej zmartwionego niepowodzeniem eksperymentu, niż śmiercią własnej córki i wnuczki.

 

– Tak, to było bardzo niefortunne. – Podjął opowieść mag. – Wyobraź więc sobie moje zdziwienie, gdy po latach usłyszałem, że tym miejscem interesuje się grupa nocnych wędrowców. Pojawiłem się tu tak szybko, jak tylko mogłem. Coś faktycznie musiało się zadziać z zasłoną, bo zaczęły przez nią przenikać te upiorne istoty.

 

Stary człowiek zaśmiał się przerażająco.

 

– To, czego nie udało mi się dokonać po latach badań, dokonała moja pięcioletnia wnuczka. W przedśmiertnej emanacji rzuciła spontaniczny czar, mający zwrócić jej rodziców. Nie udało jej się to oczywiście, ale wygląda na to, że w jakiś sposób nadal istnieje w tamtej chwili. Zawieszona między światem materialnym a Pustkowiem nie może odejść w zaświaty. Fascynujące.

 

Nero poczuł przypływ mdłości. Nie mógł sobie wyobrazić, co czuło dziecko zapętlone w czasie, w chwili śmierci własnych rodziców. Rozumiał teraz, dlaczego zasłona się rozpadała.

 

Niestety, jego osłony też właśnie się rozpadały. Dopiero po chwili zorientował się, że wrzask, jaki słyszał, wydobywał się z jego własnego gardła. Potworny ból palonej ręki i przerażającą rozpacz tego miejsca odbierały rozum.

 

– Och widzę, że już czas. Szybko poszło. – Uśmiechnął się brzydko mag. – Teraz, kiedy twoja osłona jest już osłabiona, mogę wniknąć ci do głowy i poszukać jakiś ciekawych informacji.

 

– Ty gnoju – wycharczał Nero.

 

Wiedział, że pewnie od tego oszaleje, ale czuł chorą satysfakcję, mogąc pokazać dziadkowi to, co czuje przez cały ten czas jego wnuczka. W momencie, kiedy obca świadomość zaczęła wdzierać się do jego umysłu, zrzucił wszystkie pozostałe osłony i skupił się na tym, od czego do tej pory z całych sił próbował się odciąć. Bezdenna rozpacz i żal zaczęły rozszarpywać jego duszę. W tym samym momencie obaj wraz z magiem zaczęli krzyczeć.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • wolfie 03.02.2021
    Czepić się muszę kilku rzeczy, ale to kwestia jedynie błędnego zapisu.
    "– Jak poszło – spytał Wilard" - brak znaku zapytania.
    "Catriona miała na końcu języka uwagę na temat mówienia z pełnymi ustami, ale w ostatnim momencie ugryzła się w język." - języka, język
    Gdzieś jeszcze widziałam jakiś błąd, ale teraz nie umiem go odnaleźć ;) Przyznaję, że nadal trzymasz wysoki poziom. To "przebudzenie", o którym piszesz trochę skojarzyło mi się z Obskurusem ze świata HP. Czekam na więcej :)
  • OsMiornicaDave 03.02.2021
    Dzięki, poprawię. HP akurat nie czytałam, ale coś podobnego faktycznie gdzieś było. Niestety nie pamiętam już gdzie. Za dużo tych książek ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania