Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 29

Król Hedrion siedział przy wielkim, dębowym biurku, przykrytym stosem dokumentów. Odgarnął siwiejące włosy ze swoich zdradzających zmęczenie oczu i z westchnieniem oparł się o drewniane oparcie krzesła. Ciszę przerywały jedynie krzyki mew. Gabinet był dość przytulnym miejscem, z mapami wiszącymi na ścianach, skrzypiącą drewnianą podłogą i wielkim wygodnym fotelem, ustawionym przed oknem. W chwilach, w których potrzebował zebrać myśli, król siadał w nim i wpatrywał się w widoczny w dali ocean.

 

Mężczyzna z niesmakiem spojrzał na to, co zostało mu jeszcze do zrobienia. Zarządzanie tak wielkim królestwem jak Istengard, stawiało ogromne wyzwania, a sił z wiekiem nie przybywało. Rozmasował bolące palce i poruszał zesztywniałą szyją. W momencie gdy znów zabrał się do pracy, rozległo się pukanie do drzwi. Zanim zdążył odpowiedzieć, do środka wszedł jego nadworny mag.

 

– Wzywałeś mnie – powiedział Sinas, przegryzając jabłko.

 

Hedrion westchnął cicho na jego widok. Czarodziej nigdy nie przejmował się etykietą. Przez lata współpracy jedyne, co udało mu się wpoić, to pukanie. Mężczyzna nigdy jednak nie pamiętał, żeby zaczekać na odpowiedź.

 

Sinas, zupełnie ignorując karcące spojrzenie przyjaciela, usiadł na fotelu i z nonszalancją przerzucił nogi przez podłokietnik.

 

– Chciałbym, żebyś wyruszył razem z delegacją na koronację księcia Filippe’a – powiedział król, wstrzymując się od komentarza.

 

– Chcesz zacząć rozszerzać strefę wpływów? – Mag usiadł prosto, zaciekawiony.

 

– Za czasów Króla Azgarra nie mieliśmy z nimi najlepszych stosunków, ale sytuacja była pod kontrolą. Teraz może się tam zacząć robić niespokojnie – stwierdził Hedrion, wstał i przysiadł na krawędzi biurka, zakładając nogę na nogę. Czarodziej był jedyną osobą spoza rodziny, przy której czuł się tak swobodnie. – Trovia jest spokojnym krajem o umiarkowanym klimacie. Mają tam bardzo dobrze rozwinięte rolnictwo. U nas, nawet w czasie pokoju, zdarza się głód. – odwrócił głowę i spojrzał na czarodzieja. – Państwo może tak długo prowadzić wojnę, jak długo jest w stanie wyżywić swoje wojska.

 

Sinas uniósł jedną brew.

 

– Spodziewasz się wojny? Przecież od dwudziestu lat panuje pokój.

 

– Wojna to zawsze tylko kwestia czasu. Im dłużej jest spokojnie, tym silniejszy staje się przeciwnik – odparł Hedrion.

 

Czarodziej pokiwał głową ze zrozumieniem.

 

– Wyruszę wcześniej. Jest w Trovi coś, co chciałbym sprawdzić – przyznał.

 

– Dobrze, pojedzie z tobą Weres – zgodził się król.

 

– Umiem sam sobie radzić. Dlaczego zawsze wysyłasz ze mną kogoś z Gildii Asasynów? – zapytał mag, marszcząc brwi.

 

– Nawet czarodzieje muszą kiedyś spać – stwierdził Hedrion, a przez jego twarz przemknął ledwo dostrzegalny, złośliwy uśmieszek.

 

– W takim razie poproś o którąś z dziewczyn – odparł Sinas. – Może Fesira, albo Elisa. A może...

 

– Weres jest moim synem i ufam mu – przerwał król głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Poza tym przypilnuje cię na dworze w kwestii etykiety

 

– Wiem, że jest twoim synem. Jest tak samo uparty, despotyczny – narzekał mag – i do tego próbuje myśleć samodzielnie.

 

– A to źle? – zdziwił się król.

 

– Tak, bo nie za bardzo mu to wychodzi.

 

Król machnął zirytowany ręką.

 

– Idź i więcej mnie nie denerwuj. Ruszajcie, jak tylko będziecie gotowi.

 

Sinas wyrzucił ogryzek przez okno i wyszedł, wzdychając przy tym teatralnie.

 

*

 

Tesseitha udała się na poszukiwania Rogera. Znalazła go na korytarzu, niedaleko biblioteki. Stał w oknie i przyglądał się czemuś na zewnątrz.

 

– Co cię tak zaciekawiło? – zapytała, podchodząc.

 

– Wygląda na to, że Nero rozniósł mój oddział. Niestety samą walkę przegapiłem – powiedział z rezygnacją w głosie.

 

– Chyba tego nie żałujesz? – zapytała z szelmowskim uśmiechem, spoglądając na niego spod rzęs. Jego oczy śmiały się, gdy przyciągnął ją do siebie. Tesa z przyjemnością oparła głowę na jego ramieniu. Była wykończona. Spojrzała na plac treningowy. Dostrzegła na nim Catrionę. Dziewczyna udzielała łowcom pomocy i wykrzykiwała coś do Nero. Nocny wędrowiec stał z boku i sprawiał wrażenie skruszonego.

 

– Przynajmniej młoda podszkoli się w leczeniu – zauważyła.

 

– Dowiedziałaś się czegoś? Wyglądasz na zmęczoną – odezwał się Roger, spoglądając na nią uważniej.

 

Odsunęła się i uderzyła go żartobliwie w ramię.

 

– Nie powinieneś powiedzieć, że wyglądam pięknie jak zwykle? – zaśmiała się.

 

– Mój błąd – zgodził się, szczerząc się w uśmiechu. – Nawet z tymi cieniami pod oczyma wyglądasz pięknie jak zwykle.

 

Czarodziejka pokręciła głową z udawanym oburzeniem. Po chwili jednak spoważniała i streściła to, co powiedział jej stary mag.

 

– Czyli, pomijając ten naukowy bełkot, mamy egzorcyzmować ducha dziewczynki, albo skończy się świąt w takiej formie, w jakim go znamy? – upewnił się łowca. – To jest jego naukowa opinia?

 

– Tak jak to ująłeś, nie brzmi to najlepiej – przyznała czarodziejka. – Niebawem znów się z nim skontaktuję. Może faktycznie opracuje jakiś sposób, który pomoże nam rozprawić się z materializacją z Pustkowia. Powinnam porozmawiać z Nero. Może wpadnie jeszcze na jakiś inny pomysł.

 

Znów przytuliła się do Rogera i spod półprzymkniętych powiek przyglądała się zamieszaniu na zewnątrz. Objął ją, przytulając twarz do jej włosów. Stali dłuższą chwilę w milczeniu. W końcu westchnęła, odwróciła się do niego i powiedziała:

 

– Zawołaj tych swoich wojaków na śniadanie. Spróbuję skontaktować się z Radą. Mam nadzieję, że podjęli w końcu jakieś decyzje w sprawie przekazania mi śledztwa w folwarku. Spotkamy się w jadalni.

 

Tesseitha wróciła do biblioteki i ponownie wyjęła kryształ komunikacyjny. Skupiła się, próbując nawiązać połączenie. Po chwili kamień zmętniał i pojawiła się w nim twarz mężczyzny w średnim wieku o inteligentnym spojrzeniu. Czarodziejka rozpoznała Igrasila, asystenta przewodniczącego rady. Nie był zbyt uzdolnionym magiem, ale miał niezwykłe umiejętności analityczne i organizacyjne. Tesseitha była prawie pewna, że bez niego gildia już dawno by się rozpadła.

 

– Tesa, cieszę się, że cię widzę. Przynajmniej miałem pretekst, żeby się na chwilę wyrwać – powiedział.

 

– Jak idą obrady? – zapytała, uśmiechając się na przywitanie. Lubiła tego człowieka. Zawsze dobrze jej się z nim współpracowało.

 

– Musieliśmy nałożyć blokadę magiczną, żeby nie było ofiar. Im bardziej są zmęczeni, tym mniej pozorów kultury osobistej są w stanie zachować. Notorycznie dochodzi do pyskówek. Raz nawet przeszli do rękoczynów. – Mężczyzna pokręcił głową zirytowany. – Obecnie są zgodni co do potrzeby powołania stanowiska doradcy króla z ramienia gildii. Coś na kształt instytucji nadwornego maga w Istengardzie. Chcą wyjść z tą propozycją do księcia Filippe’a. Jeśli ten się nie zgodzi, postawią mu ultimatum. Teraz dyskutują nad tym, kto ma pełnić tak prestiżowe stanowisko i jak daleko mogą się posunąć z pogróżkami.

 

– Czyli nie ma szansy, żeby za szybko podjęli decyzję w sprawie Sarezedasa? – dopytała zrezygnowana.

 

– Zajmij się tym, na moją odpowiedzialność. Sporządzę odpowiednie rozporządzenie i dam przewodniczącemu do podpisu – zdecydował Igrasil, przeczesując palcami ciemne włosy.

 

– Dopisz, proszę, że przydziela mi do pomocy oddział Rogera – powiedziała uradowana.

 

– Nie ma problemu – odpowiedział, rozciągając usta w zmęczonym uśmiechu. – Powinienem już znikać. Muszę mieć rękę na pulsie w trakcie obrad. Na szczęście udało mi się dorwać jakiegoś pechowego praktykanta do zapisywaniu przebiegu dyskusji. Biedak utracił już pewnie wiarę w autorytety i porządek świata.

 

– Powiesz mi jeszcze czy wyznaczono już termin koronacji? – spytała Tesseitha, zastanawiając się, czy pod jej oczami znajdują się równie wielkie cienie jak u niego.

 

– Ma się odbyć za dwa tygodnie. Jutro pogrzeb starego króla. Powinna być na nim delegacja z rady, ale w tym tempie nie dojdą do konsensusu przed końcem miesiąca. Na wszelki wypadek sam się szykuję. Najwyżej kogoś ze sobą zgarnę – powiedział poirytowany.

 

– Jeśli mamy mieć szansę na utworzenie stanowiska doradcy, będziesz chyba musiał wystąpić pod iluzją przewodniczącego. Jego nieobecność może być odebrana jako zniewaga – zauważyła.

 

– Żeby to było pierwszy raz, kiedy będę musiał się pod niego podszywać...– westchnął Igrasil, rozłączając się.

 

Co za burdel – westchnęła czarodziejka.

 

W drodze do jadalni Catriona puszczała co chwilę ukradkowe spojrzenia w kierunku Nero. Niestety nie udało jej się z nim porozmawiać, bo Zodan nie odstępował go na krok. Cichy i opanowany dotąd szermierz zachowywał się jak dziecko, które dostało nową zabawkę. Dziewczyna była przekonana, że gdyby miał ogon, to nieustannie by nim merdał. Zasypywał szarookiego chłopaka pytaniami na temat pozycji i technik treningowych, a ten z cierpliwością mu odpowiadał.

 

Zresztą Catriona wcale mu się nie dziwiła. Sama była zszokowana przebiegiem walki. Jeszcze nigdy nie widziała takich umiejętności. Z pewnością wymagały wielu lat treningu. Siadając do stołu, zastanawiała się kto, mógłby go tak wyszkolić. Do głowy przychodziła jej tylko Gildia Asasynów z Instengardu. Przyjmowali w swoje szeregi jedynie dzieci, najczęściej były to sieroty i szkolili na bezlitosnych zabójców. Dziewczyna uważała, że to chore.

 

– Jak podobała ci się walka? – zapytał Filin, dosiadając się do czarodziejki.

 

Spojrzała na niego, uśmiechając się lekko. Chłopak przestał być już tak skrępowany w jej obecności, chociaż wciąż zauważała pewną nerwowość w jego zachowaniu. Siedział teraz sztywno na krawędzi krzesła, odgarniając wpadające do oczu, niesforne kosmyki włosów. Było w tym nawet coś uroczego.

 

– Wydawała się dość jednostronna – zauważyła. – Będę musiała się jeszcze długo trenować – dodała, wzdychając.

 

– Każdy z nas ma podobne odczucia – zaśmiał się. – Jednak takie myślenie to droga donikąd. Nieważne, jak jesteś dobra, zawsze może znaleźć się ktoś lepszy.

 

Popatrzyła na niego uważnie. Nie pierwszy raz zaskakiwał ją swoimi słowami.

 

– Gdzie on się tego nauczył? – zapytała po chwili, zerkając w stronę Nero.

 

– Sama go o to zapytaj – odpowiedział Filin, uśmiechając się tajemniczo.

 

W tym samym momencie weszła Tesseitha i skinęła służącym, żeby zaczęli podawać śniadanie.

 

Catriona przyjrzała się cioci i zauważyła, że ta wyglądała na wykończoną.

 

– Skontaktowałam się z Radą Gildii – odezwała się Tesa sięgając po fantazyjnie przybraną połówkę jajka. – Zgodzili się, żebym zajęła się sprawą Sarezedasa. Poprosiłam również o pomoc waszego oddziału.

 

Roger pokiwał w odpowiedzi głową. Reszta łowców sprawiała wrażenie, jakby nie interesowało ich nic, prócz jedzenia.

 

– Skonsultowałam się również z kimś, kto pomógł mi zrozumieć to, co wydarzyło się w folwarku. Nero, po śniadaniu chciałabym z tobą porozmawiać. Roger i Catriona, myślę, że też powinniście być przy tej rozmowie. – Czarodziejka zawiesiła chwilę dłużej wzrok na dziewczynie. Jej zmęczoną twarz rozświetlił uśmiech.

 

Patrząc na ciocię, Catriona nie potrafiła chować urazy o wcześniejsze tajemnice. Jej serce zabiło za to szybciej, na wieść o rozmowie. Otrząsnęła się już po wydarzeniach w folwarku i nie mogła się doczekać rozwiązania zagadki upiorów.

 

W te wakacje raczej nie będę się nudzić. Mama pewnie dostałaby apopleksji, gdyby się o tym wszystkim dowiedziała – pomyślała dziewczyna, odwzajemniając uśmiech cioci.

 

Po posiłku Catriona poczekała na Tesseithę, Rogera oraz Nero i razem udali się do biblioteki. Po drodze wciąż zerkała na bladego chłopaka, ale ten wydawał się zamyślony i nie zwracał na nią uwagi.

 

Gdy dotarli do celu, z przyjemnością usiadła w wygodnym fotelu, czując wokół charakterystyczny zapach starych książek. Uwielbiała to miejsce, tak jak cały dom cioci. Wszyscy poszli w jej ślady, oprócz Nero, który stanął przy oknie, opierając się o parapet.

 

Tesseitha przetarła w zamyśleniu zmęczone oczy i zaczęła zebranie.

 

– Niestety, nie udało mi się poprawić stanu rannego. Niedługo ma ktoś po niego przyjechać i zabrać go do akademii – powiedziała.

 

– Zdziwiłbym się, gdyby udało ci się mu pomóc – odezwał się Nero. – Upiory są istotami pierwotnie niematerialnymi. Atakują energię życiową ofiary. Znamię jest tylko objawem tego, co się z nią dzieje.

 

Catriona dostrzegła opadające ramiona cioci i wyraz zrezygnowania na jej twarzy.

 

Musiała spędzić przy rannym całą noc – uświadomiła sobie nagle.

 

Przeniosła zagniewane spojrzenie na łowcę, który ze znudzoną miną gapił się za okno.

 

– Jeśli wiedziałeś, to dlaczego wyskakujesz z takimi rewelacjami dopiero teraz? Gdyby ciocia zdawała sobie z tego sprawę, nie zmarnowałaby tyle czasu na nieowocne próby – zawołała oburzona.

 

Nero odwrócił głowę i wbił w nią oczy. Jego usta wykrzywiły się w nieprzyjemnym grymasie.

 

– Miałem nadzieję, że zdechnie w nocy – odpowiedział.

 

Catriona popatrzyła na niego zszokowana. Nie wiedziała, co na to odpowiedzieć.

 

Może jednak Gildia Asasynów? – przemknęło jej przez myśl.

 

– Mam nadzieję, że w Akademii będą umieli mu pomóc – wtrąciła się Tesseitha. Wyraźnie nie chciała ciągnąć tego tematu.

 

– Cóż, przynajmniej tym razem będą mogli poeksperymentować na kimś ze swoich – uśmiechnął się złośliwie Nero i znów odwrócił głowę do okna.

 

– Skontaktowałam się ze znajomym, który jest autorytetem w dziedzinie Teorii Magii i Pustkowia. – Tesseitha przeszła do kolejnego tematu, pozostawiając słowa chłopaka bez komentarza. – Według niego cierpienie, którego doświadczyła dziewczynka, oglądając śmierć swoich rodziców, spowodowało osłabienie więzi pomiędzy jej ciałem fizycznym a duchowym. W momencie pierwszej emanacji wyzwoliła energię, która nie dość, że pozwoliła jej przeniknąć przez zasłonę, to jeszcze sprawiła, że jej lęki zmaterializowały się w Pustkowiu, uwiązując ją do tego miejsca. W trakcie eksplozji zostało zniszczone jej ciało fizyczne, ale dusza wciąż nie może wyruszyć w zaświaty. To, co udało jej się stworzyć na Pustkowiu, próbuje przedostać się do naszego świata, destabilizując zasłonę.

 

– Myślę, że ta teoria jest całkiem prawdopodobna – powiedział Nero zamyślonym głosem. – Normalnie nie byłoby to możliwe, ale eksperymenty Sarezedasa osłabiły zasłonę. Do tego dziecko było potomkiem strażników, więc mogło mieć umiejętność przenikania na drugą stronę.

 

– O czym wy mówicie? Jaka dziewczynka? Nic mi o tym nie mówiliście! – obruszyła się Catriona.

 

– Przepraszam kochana, to przez zmęczenie. Zapomniałam, że o niczym nie wiesz. Chodzi o wnuczkę Sarezedasa. Rektor, przed śmiercią, opowiedział o tym Nero – ciocia rzuciła szybkie spojrzenie w stronę chłopaka, po czym opowiedziała o dramacie, jaki przed laty rozegrał się w folwarku. – Divor twierdził, że odesłanie jej duszy powinno pomóc – dodała na zakończenie.

 

Catriona patrzyła na nią z szeroko otwartymi oczami, starając się przetrawić usłyszane właśnie informacje.

 

– Techniczne nie jest to duży problem, jednak warunki w tamtym miejscu są bardzo trudne – powiedział Nero.

 

– Kim ty właściwie jesteś, że wiesz takie rzeczy? – Nie wytrzymała i wypaliła w końcu Catriona.

 

Nero spojrzał na nią beznamiętnie, po czym przeniósł wzrok na Tesseithę.

 

– Pokażesz jej? – zapytał.

 

Tesa kiwnęła głową i skupiła się na chwilę, zdejmując czary maskujące.

 

Catriona patrzyła zdziwiona, jak szare oczy chłopaka przyjmują lekko skośny kształt i pojawiają się w nich pionowe źrenice.

 

Otwierała i zamykała usta, jak ryba wyjęta z wody.

 

– Och... – wydusiła w końcu.

 

Chłopak wyglądał dziwnie i obco. Wzbudzał w niej jakiś podświadomy niepokój.

 

– Nero jest nocnym wędrowcem – wyjaśnił Roger, widząc konsternację dziewczyny. – Ścigaliśmy jego grupę od posiadłości Sarezedasa aż po Bramę. Po tym, jak udało nam się go schwytać, okazało się, że mamy wspólne cele. W każdym razie postanowiliśmy współpracować w kwestii upiorów i problemów z zasłoną – opowiedział z nutą smutku w głosie.

 

Catrionie przelatywały przez myśli wszystkie zasłyszane opowieści na temat nocnych wędrowców. Szczerze mówiąc, myślała, że występują tylko w legendach.

 

– Ale jak?!! – wykrzyknęła. – Jak to możliwe?

 

Istnienie innych światów i zamieszkujących ją ludzi było dla dziewczyny tak wielką abstrakcją, że podświadomie powątpiewała w ich byt, przez co nie potrafiła połączyć ze sobą oczywistych faktów. Przecież powinna domyślić się wcześniej. Powinna zacząć coś podejrzewać, zdając sobie sprawę z tego, jak dużą wiedzę posiadał na temat zasłony i Pustkowia. Teraz bardziej zrozumiałe stało się też zachowanie rektora, który był przecież znany ze swojej obsesji na temat nocnych wędrowców.

 

– Muszę udać się do mojego świata. Wiedzący powinni się dowiedzieć o naszych ustaleniach – odezwał się Nero, całkowicie ignorując reakcję Catriony.

 

Dziewczyna oblała się rumieńcem i spuściła wzrok.

 

– Myślisz, że podróżowanie przez Pustkowie będzie teraz dla ciebie bezpieczne? – spytała Tesseitha z troską w głosie.

 

– Podróżowanie przez Pustkowie nigdy nie jest bezpieczne – odpowiedział nocny wędrowiec. – Wyruszę wieczorem. Do tego czasu postaram się bardziej wyciszyć.

 

– Tylko nie poturbuj w tym celu moich ludzi – odezwał się Roger.

 

– Sami mnie o to prosili – Nero wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Choć muszę przyznać, że nic tak nie poprawia nastroju, niż pobicie kilku łowców czarownic.

 

Catriona spostrzegła, że kąciki jej warg też zaczynają się unosić. Tesseitha pokręciła głową z udawaną przyganą i powiedziała:

 

– Będziemy musieli przenieść się do folwarku.

 

– Dołączę do was, kiedy czegoś się dowiem – obiecał Nero.

 

– Chcesz, żebym znowu zmieniła twój wygląd? – zapytała czarodziejka.

 

– Myślę, że to dobry pomysł – przytaknął nocny wędrowiec.

 

Po chwili, kiedy czarodziejka skończyła, Nero podziękował i zebrał się do wyjścia.

 

Catriona popatrzyła za nim, po czym odwróciła się do cioci.

 

– Kim jest Divor? – zapytała.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • wolfie 8 miesięcy temu
    Cieszę się, że w końcu mogłam przeczytać dalszą część Twojego opowiadania. Nie należę do zbyt cierlipwych osób :) Fajnie, że pojawiają się coraz to nowe wątki :)
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Trochę nad tym dłubałam w korekcie, ale w ramach rekompensaty wrzucę jutro kolejny rozdział ;)
  • Vespera 8 miesięcy temu
    Zostawiam Taktyczny Komentarz i informuję, iż bardzo podoba mi się ten cały polityczno-magiczny cyrk, który się odbywa na drugim planie.
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Taktyczny Komentarz przyjęty ? Wielka moc to... To pojawia się wielki bałagan ??
  • Vespera 8 miesięcy temu
    OsMiornicaDave Wujek Ben lubi to

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania