Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 39

Nero leżał na ziemi, próbując złapać oddech. Przyciskał kurczowo dłoń do paskudnej dziury w brzuchu, czując w ustach metaliczny posmak. Starał się odciąć od wrażeń płynących z ciała, zanim zemdleje z bólu. Wokół siebie widział walczących desperacko towarzyszy. Zdawał sobie sprawę, że rana jest bardzo poważna i nie wróży niczego dobrego. Po chwili udało mu się stłumić ból, ale nadal czuł się fatalnie. Przed oczami przelatywały mu mroczki, ciałem wstrząsały dreszcze, nogi były jak z waty. Nero spróbował się podnieść, podpierając mieczem i przyciskając brzuch drugą ręką. Samo wstanie kosztowało go tyle wysiłku, co przebiegnięcie sporego dystansu.

 

Stanął w końcu na roztrzęsionych nogach, z czołem zroszonym potem. Wszystko wirowało mu przed oczami i powrót do walki wydawał się być szaleństwem. Nie chciał jednak zginąć, wykrwawiając się powoli na piach. Skupił się, próbując uspokoić krótki, urywany oddech.

 

*

 

Roger walczył automatycznie, z sercem przepełnionym pustką. Wszystko dookoła się waliło, a on miał wrażenie, jakby był rozbitkiem miotanym przez rozszalałe fale. Większość jego ludzi zginęła, a reszta pewnie też nie dożyje świtu. Wmieszali się w coś, co zdecydowanie ich przerastało. Zrobili to przez jego decyzję i to z jej powodu ginęli.

 

Od śmierci króla Roger czuł, że traci grunt pod nogami. Na rozkaz Azgarra porzucił służbę w gwardii, wplątał się w skandal towarzyski i ostatecznie przyłączył do Zakonu Jasnego Światła. Król od zawsze obawiał się Gildii Magów i zadaniem Rogera było zbieranie na jej temat wszelkich informacji. Niestety teraz Azgarr był martwy, Filippe tracił stopniowo kontrolę nad państwem, a siatkę wywiadowczą likwidowali Czarnoocy.

 

Roger czuł się odpowiedzialny za swoich ludzi, których ściągnął ze sobą do oddziału łowców. Stracił już tylu z nich. Uśmiechnął się smutno, przypominając sobie nieudolną próbę pocieszenia go przez Nero.

 

Nie ma co się martwić, bo sami nie wyjdziemy z tego cało? – pomyślał. – Od razu mi się kurwa lżej zrobiło na duchu.

 

W tej samej chwili poczuł przeszywający ból. Jedna z macek zagłębiała się w jego barku, zostawiając po sobie obficie krwawiącą ranę. Zaskoczony zatoczył się w tył. Na jego miejsce wysunął się Nero.

 

*

 

Wilard spojrzał w bok kątem oka. Nocny wędrowiec był lekko zgięty i splunął krwią, ale dołączył do walczących. Jego ruchy stały się jednak podejrzanie wolne i pozbawione wcześniejszej gracji.

 

– Nie zdechniesz za chwilę? – rzucił w jego stronę łowca.

 

– Za chwilę – odparł Nero zduszonym głosem.

 

– Mam nadzieję, że nam tu chociaż jakiś pierdolony pomnik postawią – stęknął Wilard.

 

*

 

Sytuacja prezentowała się beznadziejnie.

 

Jeśli nie zabiją nas wcześniej upiory, to za chwilę spopieli nas ta gigantyczna kula ognia – pomyślała Tesseitha, czując ból, jakby wyrywający spod kontroli żywioł płynął również w jej żyłach. Zdawała sobie sprawę, że zaczyna osiągać kres swoich możliwości.

 

Nagle czarodziej, który pierwszy rozpoczął czar, krzyknął rozdzierająco. Tesa pozwoliła sobie na szybkie spojrzenie w jego stronę i zamarła z przerażenia. Z oczu i ust mężczyzny buchnął płomień. Mag wrzeszczał w męczarniach, zamieniając się w płonącą pochodnię. Całe jego ciało zaczęło ciemnieć i kurczyć się, opinając kości poczerniałą skórą.

 

Trup zwalił się z łoskotem na ziemię. To, co przed chwilą było ludzką ręką, stało się szponem skierowanym oskarżycielsko w kierunku czarodziejki. Poczerniałe zęby szczerzyły się w parodii uśmiechu. Mężczyzna leżał u ich stóp, patrząc w niebo pustką wypalonych oczodołów.

 

– Skup się do cholery – wrzasnął Fratel.

 

Tesseitha wzięła się w garść, ale wiedziała, że zaczyna osiągać swój limit. Z nosa kapała jej krew, całe ciało bolało i z coraz większym trudem utrzymywała koncentrację. Czarodziej też musiał czuć się podobnie, bo nagle jęknął głośno i osunął się na kolana. Na szczęście nie stracił skupienia i wciąż wspomagał ją w przetwarzaniu magii.

 

Nie mamy już nic do stracenia – pomyślała z przerażeniem. – Czas wypróbować zaklęcie przywołania.

 

Przeniosła spojrzenie na wyrysowane na posadzce symbole. Rozmazującym się przez łzy wzrokiem odszukała sekwencję inicjującą. Spróbowała wyryć sobie jej obraz w umyśle, przelać weń moc. Niestety narastający ból pomału przeszkadzał jej w zebraniu myśli, a tworzony przez nich ogień buzował i rósł.

 

To nie może się tak skończyć. Catriona, Roger, wszyscy…

 

Zagryzła do krwi wnętrze policzka, odszukując w sobie choć odrobinę spokoju i pewności siebie. Wbiła wzrok w znaki i spróbowała ponownie. Poczuła odpływającą z niej moc. Miała wrażenie, że sekwencja zaczyna delikatnie lśnić. Wtedy dobiegł ją głośny jęk. Fratel. Spojrzała na wykrzywioną bólem twarz mężczyzny. Z jego nosa i uszu pociekła krew. Z oczu czarodziejki popłynęły łzy.

 

Już prawie się udało. Muszę spróbować. Jeszcze raz – zdecydowała, choć zaczynała coraz bardziej wątpić, czy da radę. Nie powinna tyle czekać. Znów przeniosła spojrzenie na znaki, zacisnęła zęby. Ból szarpał jej ciało, utrudniał skupienie.

 

Nagle poczuła delikatne muśnięcia czyjejś magi. Było ono jak pajęcze nici w babie lato. Otoczyły ją, przeniknęły do ognia i pomknęły w kierunku składających się na zaklęcie symboli. Wrażenie ustało, gdy tylko zalśniła sekwencja inicjująca. Czarodziejka poczuła wypływającą z siebie moc, a ból momentalnie zelżał. Z fascynacją i lękiem obserwowała, jak kolejne znaki zaczynają mienić się blaskiem – jeden za drugim, aż lśniły już wszystkie symbole zewnętrznego kręgu. W tym samym momencie zaklęcie ożyło i odcięło ją od szalejących płomieni. Tesseitha straciła nad nim kontrolę.

 

Divor, coś ty zaplanował?

 

Przez myśli zaczęły przepływać jej najróżniejsze podejrzenia i dopiero po chwili dotarło do niej, że coś się zmienia. Początkowo powoli, prawie niezauważalnie, kula ognia zaczęła maleć, gęstnieć i formować się w… jajko? Właściwie to w wielkie jajo, stworzone z płomieni. Jajo stawało się coraz bardziej wyraziste, coraz bardziej materialne. Teraz korzystało już nie tylko z przetworzonej przez magów energii – zasysało również energię zza zasłony.

 

Tesseitha patrzyła z lękiem i fascynacją, jak znaki wewnętrznego kręgu także zaczynały mienić się blaskiem. Był to pokaz magii na poziomie, o którym nigdy nawet nie śniła. Nigdy nie sądziła, że może być świadkiem czegoś podobnego. Skorupa jaja pękła nagle, ukazując wykluwającego się, ognistego ptaka, wielkości bojowego ogiera. Powietrze rozdarł jego przeszywający krzyk.

 

– Ognisty Feniks??! – Tesa nie wierzyła własnym oczom.

 

Kiedyś czytała o tych stworzonych z magii istotach, ale myślała, że to tylko bajki.

 

Ptak rozpostarł swoje gorejące skrzydła i zamachał nimi. Czarodziejka poczuła żar, niesiony podmuchem powietrza. Bestia przekrzywiła głowę i spojrzała na nią.

 

Tesseitha z niedowierzaniem spostrzegła inteligencję w spojrzeniu zwierzęcia. Ta istota faktycznie żyła, a w jej piersi biło gorejące serce.

 

Nagle ptak wzbił się w przestworza, ciągnąc za sobą jęzory ognia. Ciągle wchłaniał energię zza zasłony, stając się coraz większy i potężniejszy. W pewnym momencie feniks wrzasnął rozdzierająco i pomknął w stronę ściany wijącej się ciemności.

 

***

 

Catriona robiła to, o co prosił ją Roger. Starała się ubezpieczać magów przed upiorami. Dawała z siebie wszystko, wiedząc, że nie podoła. Przeciwników było zbyt dużo. Walczyła ogniem i mieczem. Stawiała tarcze i atakowała.

 

Przez moment, odkrywając nowe możliwości i ciesząc się kolejnymi zwycięstwami, poczuła radość i uniesienie. Początkowa euforia szybko została jednak wyparta przez zmęczenie, a z nim przyszedł strach.

 

Wtedy dostrzegła, jak fala ciemności pochłania walczących z nią magów. Przerażenie zacisnęło jej gardło, a w oczach stanęły łzy. Wiedziała już, że nikt z nich nie przeżyje. Nie mieli szans w walce z czymś takim.

 

Chwilową dekoncentrację prawie przypłaciła życiem. Uskoczyła w ostatnim momencie. Macka przecięła tylko skórę na jej biodrze. Catriona zamrugała i zagryzła zęby. Jeśli miała tu zginąć, nie podda się łatwo. Ognista smuga pomknęła w stronę upiorów, tnąc atakujące ramiona. Czarodziejka była tuż za nią. Wyskoczyła w górę i z rozmachem wbiła pokryty runami miecz w czerń upiora. Szybki obrót. Ostrze wgryzło się w kolejne monstrum. Lecące w jej stronę macki zadrżały spazmatycznie rozbijając się na ognistej barierze. Uciekły w tył. Bariera zniknęła, a na jej miejscu pojawiła się dziewczyna.

 

Cat zerknęła szybko w kierunku magów. Zobaczyła sunącego w ich stronę upiora. Posłała w niego kulę ognia, czując, jak wypływa z niej moc. Musiała być ostrożna. Nie miała zbyt wiele energii na takie czary.

 

Miecz znów zawirował, płonące smugi bezlitośnie wbijały się w nadciągającą czerń. Catriona czuła, że słabnie.

 

Czy ten miecz zawsze był taki ciężki? – jęknęła w myślach.

 

Otoczyła się na moment barierą i rozejrzała wokół. Poczuła dumę i smutek na widok cioci. Twarz Tesseity była napięta i spocona, a tworzona przez nią kula ognia, przyjęła już bardzo niebezpieczne rozmiary. Drugi czarodziej też nie wyglądał za dobrze. Ściągnięte usta, krew kapiąca z nosa, drżące dłonie.

 

Cat dostrzegła nagle sunące w ich stronę upiory. Wzmocniła swoją barierę ogniem i staranowała nią najbliższe istoty. Cisnęła ognisty pocisk w stronę bliższego potwora i pognała w stronę dalszego.

 

Uskok, cięcie, płomień.

 

Walczyła, czując sztywność w mięśniach i pot spływający do oczu. Istot nie ubywało. Następny zamach i nagle przeszywający ból. Skąd? Błyskawicznie postawiła barierę. Okręciła się i zaatakowała. Tak dużo upiorów. Zbyt wiele.

 

Catriona straciła poczucie czasu. Nie potrafiła powiedzieć, czy minęła tylko chwila, czy walczy już od wielu godzin. Płonące mięśnie i rozpaczliwe bicie serca mówiły, że walka trwa już zdecydowanie za długo.

 

Wtem usłyszała krzyk drapieżnego ptaka. W pierwszym momencie nie zwróciła na niego uwagi. Po chwili jednak zorientowała się, że dzieje się coś dziwnego. Większość upiorów zaczęła się wycofywać, a te, które zostały, atakowały z mniejszą zajadłością. Otoczyła się barierą i rozejrzała.

 

Och – wykrztusiła, wytrzeszczając oczy na widok Ognistego Feniksa.

 

Istota była piękna i przerażająca jednocześnie. Dziewczyna mogłaby patrzeć na nią w nieskończoność, ale zmusiła się, żeby odwrócić wzrok.

 

Spojrzała w kierunku cioci. Tesseitha siedziała zdyszana w trawie, a kula ognia zniknęła. Catriona przeniosła spojrzeniem na łowców. Strach powrócił na nowo. Widać było, że mężczyźni ledwo trzymają się na nogach.

 

Większość ciemności zlała się w jedną całość i próbowała ugasić ogień płomiennego ptaka. Niestety nie cała. Część upiorów pozostała na ziemi i drżała w niepewności, jakby nie była pewna, czy zaatakować stworzenia z krwi i kości, czy istotę z płomienia. Po chwili zdecydowała się i ruszyła znów w stronę ludzi. Catriona krzyknęła ostrzegawczo. Mężczyźni dosłyszeli ją i stanęli w gotowości. Dziewczyna pobiegła w ich kierunku.

 

***

 

Wilard nie wierzył, że wciąż jeszcze walczą. Sam przestał już liczyć wszystkie drobne obrażenia, które otrzymał. Nie widział, w jakim stanie są jego towarzysze, ale słyszał, że nadal się bronią. Z jednej strony stał Castor, starając się oszczędzać zranioną nogę, z drugiej Nero, coraz bardziej zgięty w pół. Nagle nocny wędrowiec zwalił się z jękiem na ziemię. Jego miejsce zajął ponownie Roger.

 

Wtem dobiegł ich ptasi krzyk i dostrzegli coś przypominającego wielką, płonącą strzałę mknącą w kierunku ciemności. Przed spotkaniem z upiorem płomień wyhamował, rozpostarł skrzydła, krzyknął ponownie i zaatakował. Większość upiorów odstąpiła od walczących i na nowo zaczęły łączyć się w jedną całość. Fala ciemności uniosła się i zalała płonącego ptaka

 

tak, jak wcześniej magów Gildii. Żywioł ognia nie dawał się jednak łatwo zdusić. Po chwili ciemność zaczęła pękać, przywodząc na myśl gorejącą lawę.

 

– Co to kurwa jest? – zapytał Wilard z niedowierzaniem.

 

Łowca obejrzał się na Tesseithę. Roger napomknął wcześniej o jakimś podejrzanym zaklęciu, które przygotowywała, ale nie spodziewał się takiego widowiska.

 

Wilard ponownie zerknął na rozgrywającą się na niebie bitwę. Raz wygrywał ogień, raz przewagę zyskiwała ciemność. Mrok pulsował i zmieniał kształty. W pewnym momencie ptak znowu wyrwał się na wolność. Zamachał mocno skrzydłami, unosząc się wyżej.

 

Łowcę dobiegł ostrzegawczy krzyk Catriony. Rozejrzał się szybko i zamarł. Dostrzegł, że nie wszystkie upiory przyłączyły się do walki z ognistym ptakiem. W mroku nocy nie dostrzegł tego od razu. Teraz wyłoniły się z ciemności, oświetlone magicznymi płomykami Cat.

 

Jęknął w myślach i skupił się na nadchodzącej walce. Przesunął się do przodu, żeby zamknąć w kręgu nieprzytomnego Nero. Kątem oka zauważył, jak Castor marszczy brwi, patrząc z niepokojem na przyjaciela.

 

Mam nadzieję, że knypek przeżyje.

 

Na dalsze rozmyślania nie miał czasu. Upiory, sunące powoli, jakby z wahaniem, pomknęły nagle w ich stronę. Walka rozgorzała na nowo.

 

***

 

Tesseita była wykończona. Z troską obserwowała, jak Catriona wraz z resztą zespołu ponownie szykuje się do walki z upiorami. Musiała zebrać siły i spróbować im pomóc. Na razie, starając się uspokoić oddech i rozluźnić mięśnie, przeniosła spojrzenie na podniebne widowisko. Dostrzegła, że płomień feniksa wyraźnie przygasł. Ciemność poniżej wiła się, próbując dosięgnąć go swoimi mackami. Ptak zamarł w powietrzu, odzyskując na nowo swój blask.

 

Czarodziejka ze zdziwieniem i radością zauważyła, jak upiorne pęknięcie, przez które przedostawały się upiory, zaczyna się zamykać. Po chwili niebo znów wyglądało jak dawniej. Zniknęła upiorna łuna pożaru i duszące uczucie zagrożenia. Magiczna bestia, złożyła skrzydła i zanurkowała w stronę ciemności. Walka znów się rozpoczęła – mrok próbował otoczyć ognistą istotę, ale wyraźnie przegrywał. Feniks szarpał upiora pazurami i rozrywał dziobem z zajadłością płomienia trawiącego suche igliwie. Widowisko trwało jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu z mrocznej, kotłującej się masy nie zostało już nic.

 

Ptak wzbił się w powietrze i wrzasnął triumfalnie. Płomienie po walce znów przygasły, ukazując jego czerwono-pomarańczowe pióra i długi ogon. Tesseitha z przerażeniem pomyślała o tak potężnej istocie pozostawionej bez kontroli. W starciu z nim nie miała jednak żadnych szans.

 

Divor, co ty planujesz?

 

Obserwując efekt zaklęcia przestała wierzyć, że był to jedynie sposób na nudę starego człowieka. Nie do końca potrafiła też przyjąć, że uwięziony mag stworzył je samodzielnie. Było zbyt złożone, wymagające zbyt wiele wiedzy i czasu.

 

Tylko kto mógłby ci pomagać? I dlaczego?

 

Feniks spojrzał w stronę linii lasu i zaskrzeczał donośnie. Nagle uderzył potężnie skrzydłami, wzbił się wysoko w powietrze i zniknął w oddali.

 

Czarodziejka opuściła głowę, rozglądając się za towarzyszami. Jęknęła, widząc, że starcie z upiorami wciąż jeszcze trwało. Jej przyjaciele wciąż walczyli zaciekle, choć gonili już resztkami sił.

 

Tesseita stanęła chwiejnie na nogach i ruszyła w stronę walczących.

 

Widok Catriony ścisnął jej serce. Poczuła przypływ dumy i nostalgii. Przypomniały jej się czasy wojny i własne bitwy. Dziewczyna radziła sobie świetnie. Widać było, że w końcu zrozumiała jak walczyć, używając jednocześnie magii i miecza. Upiorów było jednak wciąż bardzo dużo, a Cat i reszta wyglądali na wycieńczonych.

 

Czarodziejka zdawała sobie sprawę, że w obecnym stanie w bezpośrednim starciu nie zda się na nic. Ograniczyła się więc do obserwacji i ochrony walczących stawianymi szybko tarczami w sytuacjach, gdy nie mieli oni szansy obronić się sami. W ciemnościach nocy nie dało się ocenić dokładnej ilości upiorów. Kiedy zniknęła kula ognia oraz feniks, mrok rozświetlały jedynie księżyc i ogniki Catriony.

 

Tesseitha obejrzała się na czarodzieja. Siedział przygarbiony ze spuszczoną głową, sprawiając wrażenie zupełnie niezainteresowanego przebiegiem walki. Tesa zmarszczyła brwi i otoczyła go tarczą. Miała nadzieję, że jej podejrzenia co do niego nie sprawdzą się.

 

Skupiła się znów na ochronie reszty towarzyszy. Osłoniła bok Rogera. Ramię upiora wycofało się, nadleciało kolejne. Te łowca zdołał już przeciąć i zaatakował jądro istoty. Przenikliwy wrzask umierającego potwora poprzedził błysk ostrza. Na jego miejscu był już jednak kolejny upiór, a nowe macki pomknęły w kierunku walczących. Bronili się bez chwili wytchnienia.

 

Czarodziejka zobaczyła płomienne smugi wgryzające się w atakujące upiory. Catriona powinna z nimi uważać. Żywioł ognia był bardzo wyczerpujący. Ciemność falowała głodna życia i ciepła. Jej drogę przecinały runiczne ostrza. Walka trwała nadal, choć wszyscy byli już na granicy wytrzymałości. Tesseitha w ostatnim momencie postawiła tarczę, chroniąc Castora. Ruchy strażnika zrobiły się podejrzenie wolne i nieporadne. Coraz bardziej rozpaczliwe.

 

Raz po raz ciszę nocy przeszywały agonalne wrzaski kolejnych upiorów. Ludzie ginęli w ciszy. Czarodziejka nie mogła znaleźć nigdzie Zodana, nie dostrzegała też Nero, ani obu magów. Poczuła przeszywający smutek, ale nie było teraz czasu na żal.

 

W pewnym momencie uświadomiła sobie, że ataki upiorów zrobiły się mniej zaciekłe. Walczący też to zauważyli. Pojawiła się w nich nowa energia. Nowa nadzieja. Niebo na wschodzie zaczęło szarzeć.

 

Catriona znów posłała ogniste smugi w stronę ciemności. Teraz wyraźnie można było już zobaczyć, że przeciwników ubywało. Nareszcie! Tesseita dostrzegła jak Geres odrywa się od reszty towarzyszy. Jego miecz błyszczał w ciemności, śmigając z szaloną prędkością. Koło niego pojawiła się Cat. Dziewczyna oświetliła teren wokół nich. Przywołała rezerwy mocy i wyczarowała kule ognia. Upiorów pozostało już bardzo niewiele, gdy płonące pociski pomknęły w ich stronę. Powietrze przeszyły ostatnie wrzaski, a potem nastała cisza.

 

Tesseitha nie mogła uwierzyć, że to już koniec, że nadal żyją. W jej oczach stanęły łzy ulgi i radości. Obejrzała się na pomagającego jej wcześniej maga. Zawołała go. Nie zareagował. Ruszyła chwiejnie w stronę towarzyszy. Musiała się jeszcze zdobyć na czary lecznicze. Potem będzie mogła odpocząć.

 

***

 

Fratel siedział nieruchomo, a z jego uszu i nosa ściekała krew. Powinien odłączyć się wcześniej od czaru, który daleko wykraczał poza jego możliwości, ale wtedy skończyłby tak samo, jak Tormes – spalony żywcem przez szalejący żywioł. Chociaż może tak byłoby lepiej? Zbyt potężna energia, która przepływała przez jego ciało, zniszczyła kanały energetyczne. Mężczyzna nie mógł już używać magi.

 

Czuł się jak ślepiec, któremu w jednej chwili zabrano całe światło i nadzieję. Rozdzierająca go rozpacz wyparła radość zwycięstwa. Stracił coś, co stanowiło jego nierozerwalną część, definiowało jego przydatność i miejsce w społeczeństwie. Coś, czemu poświęcił całe życie. Siedział, patrząc przed siebie pustym wzrokiem, nie reagując na wołanie Tesseithy.

 

***

 

Wilard rozejrzał się po towarzyszach. Większość z nich usiadła na ziemi, mając trudność w utrzymaniu się na nogach. Byli wykończeni i poranieni.

 

Nero leżał nieprzytomny w kałuży krwi. Obok niego stanęli zaniepokojeni strażnicy. Castor sam wyglądał na półżywego. Przyciskał dłoń do uda, starając się zatamować cieknąca między palcami krew. Vésper stał koło siedzącego na ziemi brata, przyciskając poharatane przedramię. Roger klęczał, podpierając się zdrową ręką o swój wbity w ziemię miecz i spoglądał zaniepokojony w stronę Tesseithy. Właśnie podeszła do niej Catriona i czarodziejka mocno ją objęła. Po chwili obie zbliżyły się do nocnego wędrowca.

 

Oby nie było za późno – pomyślał z niepokojem Wilard, przyglądając się Nero. Z ulgą zauważył, że jego klatka piersiowa wciąż delikatnie unosiła się w rytm oddechu.

 

Wschodzącego słońce zalało ich swoimi promieniami.

 

***

 

Wares patrzył na towarzysza, obserwując spod zmarszczonych brwi jego ściągnięte usta i spocone czoło. Irytował go fakt, że musi się o niego niepokoić. To miejsce wyraźnie Sinasowi nie służyło. Uparcie jednak siedział w tych jebanych krzakach, wyglądając, jakby miał zaraz wyzionąć pierdolonego ducha. Cholerny czarownik.

 

Weres odwrócił wzrok i przeniósł spojrzenie na odbywający się w ruinach spektakl. Zupełnie mu się to wszystko nie podobało. Śmierdziało kłopotami na odległość. Jakby tych zasranych, mackowatych upiorów było mało, to na niebie szybowało jeszcze jakieś płonące cholerstwo. I znając Sinasa na pewno maczał w tym wszystkim swoje chude paluchy.

 

Choć musiał przyznać, że było na co popatrzeć. Może i lepiej, że mag szukał rozrywek za granicami królestwa, niż rozpierdalał coś w Istengardzie. Książę stłumił ziewnięcie. Mimo wszystko siedzenie po nocy w jakichś krzakach było chujowe i żaden pierdolony ptak mu tego nie wynagrodzi.

 

Czemu ojciec zawsze mnie karze towarzystwem tego pochrzanionego czarownika – jęknął w duchu.

 

W pewnym momencie płonące cholerstwo zaskrzeczało jak zarzynany kurczak i odleciało.

 

– Co ty kurwa wyczyniasz? – warknął Weres, patrząc na wyszczerzonego w uśmiechu towarzysza. – Co to za kurewskie ptaszydło i czemu pozwoliłeś mu odlecieć?

 

Mag podniósł na niego te swoje jadowicie zielone ślepia, które wręcz świeciły się z ekscytacji.

 

– Piękny był, prawda?

 

– W dupę tam piękny. Jak zacznie palić wioski, to będziemy mieli problem – zdenerwował się książę.

 

– Nie zacznie. Feniksy wybierają do życia niedostępne miejsca w górach, z dala od ludzkich siedzib – wyjaśnił czarodziej. – Ale lepiej się stąd zwijajmy – dodał po chwili.

 

– Najwyższy, kurwa, czas – warknął jego towarzysz, zbierając się do drogi.

 

***

 

Śniady mężczyzna siedział w najdalszym kącie karczmy, chowając twarz pod kapturem płaszcza. Przed nim stało nietknięte piwo, którego zdawał się nie zauważać.

 

Zaciskał mocno zęby, gniotąc zawzięcie świstek papieru. Na środku izby stała młoda dziewczyna o interesującej urodzie. Śpiewała właśnie jakąś wesołą piosenkę wyjątkowo ładnym, melodyjnym głosem. Mężczyzna nie słuchał jej jednak, wbijając nieruchomy wzrok w podłogę. W tej chwili nic nie było w stanie poprawić mu humoru.

 

Nienawidził, kiedy pracodawca zmieniał zdanie. Tygodnie przygotowań miały właśnie pójść na marne. Słowa na kartce mówiły jednak jasno.

 

„Zlecenie na Rogera de Amargo zostaje wycofane."

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Vespera pół roku temu
    Apokaliptycznie się zrobiło...
  • OsMiornicaDave pół roku temu
    Tylko jeźdźców brakuje ?
  • Vespera pół roku temu
    OsMiornicaDave mniejsze demony nie jeżdżą na większych?
  • OsMiornicaDave pół roku temu
    Vespera w sumie może tak ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania