Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 27

Chłopiec biegł przez łąkę z pękiem ziół. Mama poprosiła rano, żeby je nazbierał. Nauczyła go rozpoznawać lecznicze rośliny i czasami posyłała, aby coś jej zerwał. Wszyscy z okolicy przychodzili do niej po zdrowotne mieszkanki i różne nalewki. Tata chwalił się, że jego żona była w tym najlepsza. Mama nigdy nie komentowała, uśmiechała się tylko i kręciła głową.

 

Powoli przychodził wieczór. Chłopiec nie miał pojęcia, kiedy ten czas tak zleciał. Chwilę gonił za motylami, wspinał się na drzewa, udając, że to górska warownia strażników, potem oglądał mrówki znoszące listki do mrowiska. Wszystko dookoła tak bardzo go ciekawiło.

 

Było późne lato i łąka pachniała schnącymi na słońcu ziołami i ziemią, cykady odzywały się coraz głośniej, a po niebie śmigały jaskółki.

 

Chłopczyk dobiegł do ogrodzenia i przecisnął się pomiędzy poluzowanymi deskami.

 

Nagle stanął i rozejrzał się przestraszony. Dom i gospodarstwo wyglądały na dawno opuszczone. Ogródek mamy zarósł chwastami, drzwi wisiały na zawiasach, skrzypiąc cicho na wietrze.

 

Chłopiec chciał pobiec do domu, ale nie mógł się poruszyć. Nie wiadomo skąd pojawiała się mgła, która zaczęła zasłaniać mu widok.

 

Rozejrzał się zdezorientowany dookoła, uświadamiając sobie, że nie jest już dzieckiem, a jego rodzice od dawna nie żyją.

 

Nagle zaczął słyszeć przejmujący krzyk i zawodzenie, które stopniowo narastało. Obejrzał się za siebie i zobaczył łunę pożaru. Na tle płonących budynków zaczęła gęstnieć falującą ciemność.

 

Wtem poczuł, że ktoś go przyzywa. Skupił się na tym odczuciu, zatracając w nim zupełnie.

 

Roger obserwował Tesseithę z rosnącym niepokojem. Po jej twarzy spływał pot, a oczy poruszały się szybko pod zamkniętymi powiekami. Siedziała sztywna i napięta, nie reagując na wołanie łowcy. Mężczyzna trzymał w dłoni zaklętą gałązkę, zastanawiając się gorączkowo, czy już czas ją przełamać. Czarodziejka znajdowała się w tym stanie ładną chwilę i jego niepokój coraz bardziej narastał. Wstał i zaczął chodzić niespokojnie po pokoju. Nagle Tesa otworzyła oczy, łapiąc się z jękiem za głowę.

 

W tym samym momencie Nero poderwał się z krzykiem na łóżku, przyciskając dłonie do uszu i kuląc się pod ścianą. Oddychał głośno i chrapliwie, rzucając wokół dzikim spojrzeniem.

 

Roger stanął, zasłaniając sobą czarodziejkę. Z niepokojem wpatrywał się w nocnego wędrowca. Mężczyzna wbił w niego wzrok, pełen gniewu i agresji.

 

Kurwa, on nas chyba nie poznaje – zdążył pomyśleć łowca, kiedy ten wypuścił głośno powietrze i rozluźnił się.

 

– Gdzie jesteśmy? Co się stało? – zapytał chrapliwym głosem nocny wędrowiec.

 

Skrzyżował nogi, siadając wygodniej i spojrzał na nich przytomniej.

 

Roger poczuł dłoń na ramieniu. Obejrzał się i dostrzegł uśmiech na twarzy Tesseithy. Odetchnął z ulgą i usiadł ciężko na krześle.

 

– Sarezedas cię dorwał – odpowiedział. – Jak was znaleźliśmy, ty na nic nie reagowałeś, a on wydrapał sobie oczy i zdechł na serce. Zawieźliśmy cię do Tesy. Na szczęście udało jej się ciebie docucić.

 

Nero spojrzał z wdzięcznością na czarodziejkę.

 

– Dziękuję – powiedział.

 

Tesa skinęła mu głową i zapytała:

 

– Jak się czujesz?

 

– Fatalnie – przyznał. – Masz może coś na ból głowy?

 

– Zaraz przyniosę, też mi się przyda. – Wstała i ruszyła trochę chwiejnie w kierunku drzwi.

 

Roger patrzył za nią z niepokojem, po czym odwrócił się do Nero.

 

– Pamiętasz, co się stało? – zapytał.

 

Nocny wędrowiec pokręcił głową.

 

– Nie za bardzo – przyznał. – Pamiętam, że coś działo się z zasłoną. Chciałem to sprawdzić...

 

Przerwał gwałtownie, marszcząc brwi. Wpatrywał się przez chwilę w jeden punkt, po czym jęknął głucho. Położył się na plecach i przycisnął dłonie do oczu. W pewnym momencie uniósł rękę i zaczął ją oglądać.

 

– To akurat zasługa Catriony. Postarała się, bo marnie to wyglądało – wyjaśnił Roger.

 

– Nie widać śladu – stwierdził Nero ze zdziwieniem. Przekręcił głowę w stronę łowcy i dodał: – Opowiedział mi o wypadku. Sarezedas był bardzo gadatliwy.

 

Roger gwizdnął z zadowoleniem.

 

– Już się bałem, że zabrał swoje tajemnice do grobu – przyznał.

 

– Opowiem wam, jak wróci Tesseitha – powiedział nocny wędrowiec, znów przyciskając dłonie do oczu.

 

Łowca przyglądał mu się uważnie. Miał wrażenie, że coś się w nim zmieniło. Nero zawsze dobrze krył się ze swoimi uczuciami, teraz można było z niego czytać jak z otwartej księgi. Zniknął też dystans, który dotąd tworzy wokół siebie.

 

Po chwili weszła Tesa, niosąc niewielką butelkę z grubego, ciemnego szkła.

 

Zdjęła z półki dwa kieliszki i wyjęła korek. Po pokoju rozszedł się ziołowy zapach.

 

Może powinna rozpuścić to w mleku - przemknęło Rogerowi przez myśl.

 

Nero wypił jednak wszystko w kilku łykach i pożądliwym wzrokiem wpatrywał się w butelkę.

 

– Zaraz powinno pomóc – wyjaśniła Tesseitha. – Wzmocniłam działanie ziół magią.

 

– Nie mogłaś po prostu pozbyć się bólu głowy dzięki czarom? – zdziwił się Roger.

 

– Oczywiście, że mogłam – odpowiedziała, uśmiechając się rozbrajająco. – Ale gdzie w tym przyjemność?

 

Łowca parsknął, kręcąc głową.

 

– W sumie wcale mnie to nie dziwi – odpowiedział. – Sarezedas wygadał się przed śmiercią na temat wypadku.

 

– Och! – wykrzyknęła podekscytowana czarodziejka i odwróciła się do nocnego wędrowca. – Opowiadaj! Jestem ciekawa, czy moje domysły okażą się prawdziwe.

 

Nero z żalem oderwał wzrok od butelki.

 

– Sarezedas odkrył, że jego zięć jest potomkiem strażników – zaczął opowieść. Mówił powoli, chrapliwym głosem, zacinając się co jakiś czas i uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Pomimo że używał beznamiętnego tonu, nie wdając się zbytnio w szczegóły, widać było, że te wspomnienia są dla niego trudne.

 

Roger, wysłuchawszy całej historii, gwizdnął głośno.

 

– Niezły był z niego psychol – stwierdził.

 

– Znając go, spodziewałam się po nim czegoś podobnego – westchnęła Tesseitha. – Jednak to niesamowity zbieg okoliczności, że jego córka związała się z potomkiem nocnych wędrowców.

 

– Miał chłopak pecha – powiedział Roger. – Szkoda, że starego szlag nie trafił w trakcie wybuchu.

 

– Wyszło na to, że Catriona faktycznie dobrze odczytała aurę – ucieszyła się za to Tesa. – Niestety nigdy nie interesowałam się zagadnieniem pierwszej emanacji. Będę musiała zajrzeć do ksiąg i skontaktować się ze starymi znajomymi. Zapowiada się długa noc.

 

Gdy skończyła mówić, wstała i podeszła do drugiej części pokoju. Odsunęła znajdujący się tam parawan, ukazując leżącego na łóżku, nieprzytomnego maga.

 

– Konwencjonalne leczenie zupełnie na niego nie działa. Może mógłbyś mu pomóc?– zapytała, spoglądając na nocnego wędrowca.

 

Nero również spojrzał na rannego. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie gniewu.

 

– Raczej nie jestem obecnie w stanie ci pomóc – wysyczał, odwracając głowę.

 

– Wybacz, nie powinnam była cię o to prosić – westchnęła Tesa. – Kolacja pewnie już się skończyła, ale poproszę służącego, żeby coś ci przyniósł.

 

– Nie trzeba, nie jestem głodny. Wolę przejść się po lesie – stwierdził Nero, wstając. Zerknął jeszcze przelotnie na stojącą na biurku butelkę.

 

– Dobra ta nalewka – rzucił, wychodząc.

 

Roger z Trasą popatrzyli po sobie zdziwieni.

 

– Ile to ma procent? – zapytał Roger.

 

– Za mało – odpowiedziała czarodziejka.

 

– Jakoś dziwnie się zachowywał. Jak na niego to trochę za normalnie – zauważył łowca.

 

– Przed chwilą miałam wrażenie, jakby z trudem się powstrzymywał, żeby się na niego nie rzucić – zmartwiła się czarodziejka, wskazując w stronę rannego.

 

– Myślisz, że może coś odwalić? Powinienem za nim pójść? – zapytał Roger.

 

– Lepiej nie. Dajmy mu trochę czasu – odparła. – A teraz znikaj, mam dużo roboty.

 

Nocny wędrowiec przemknął szybko korytarzami, unikając kontaktu z ludźmi. Miał wrażenie, jakby w jego głowie szalała jakaś dzika zgraja. Próbował uspokoić oddech i emocje, ale wyjątkowo mu to nie wychodziło.

 

Nawet nie mogę się upić, jak każdy normalny człowiek – westchnął w myślach. Nie mógł jednak ryzykować utraty tej odrobiny samokontroli, jaką jeszcze posiadał.

 

Wyszedł na zewnątrz i wciągnął głęboko w płuca wieczorne powietrze. Rozejrzał się dookoła. Znajdował się na tyłach domu, w trochę zapuszczonym parku. Z daleka widoczne były mury okalające posiadłość. Ruszył w tamtą stronę, nabierając prędkości. Odbił się w biegu od muru i doskoczył do gałęzi rosnącego tam drzewa. Zakołysał się, wyginając mocno ciało, puścił i wykonując w powietrzu salto, wylądował na murze. Zeskoczył po drugiej stronie i podbiegł na skraj lasu. Słońce właśnie zachodziło, oblewając wszystko złotym kolorem. Widok był piękny i kojący, jednak jedyne co czuł to wściekłość, którą z trudem kontrolował.

 

Ruszył wolno w głąb lasu, stopniowo przyspieszając i przechodząc do biegu. Pędził coraz szybciej i szybciej. Utrzymywał szalone tempo tak długo, jak tylko był w stanie. Ból mięśni i palenie w płucach powodowały, że nie mógł myśleć o niczym innym. Chociaż przez chwilę.

 

Gdzieś z boku doleciał go szum wody i powiew wilgoci. Kierując się w tamtą stronę, znalazł niewielką rzeczkę. Pobiegł dalej wzdłuż jej biegu, aż dotarł do leśnego jeziora.

 

Stanął na brzegu i ściągnął buty. Z przyjemnością poczuł pod stopami trawę pokrytą wieczorną rosą. Nad jeziorem unosiła się mgła, słychać było rechotanie żab. Panował całkowity spokój.

 

Nero poczekał, aż jego serce przestanie bić jak oszalałe, a oddech trochę się uspokoi. Po chwili rozebrał się i wszedł wolno do wody. Wzdrygnął się, czując chłód, ale szedł dalej, póki nad wodę nie wystawała mu jedynie broda. Powoli zapadała noc, a ziąb stawał się coraz bardziej dotkliwy. Zimno pozwalało jednak skupić. Zakotwiczało go. Dzięki niemu mógł zapomnieć o niedawnych doświadczeniach.

 

Pozwolił płynąć rozszalałym myślom, nie koncentrując się na żadnej z nich. Powoli zaczynał się uspokajać. Przerażający krzyk umęczonego dziecka powoli przycichał. Nocny wędrowiec potrzebował czasu, żeby wrócić do równowagi. Miał dużo szczęścia, że w ogóle udało mu się wybudzić. Bez interwencji czarodziejki raczej nie miałby na to szans.

 

W końcu odzyskał jako taki spokój. Wyszedł powoli z wody, wstrząsany dreszczami. Z obrzydzeniem wciągnął na siebie mokrą od potu koszulę. Ubrał się i stał przez chwilę nieruchomo, czując zmęczenie, głód, dreszcze i powracający gniew.

 

Ruszył truchtem w stronę domu Tesseithy, starając się utrzymać kruchą równowagę, którą przed chwilą udało mu się odnaleźć.

 

Wilard chciał jeszcze pospać, ale nie mógł. Jakiś debil postanowił rąbać skoro świt drewno, tuż pod ich oknami.

 

Łowca przewrócił się na drugi bok i zaciągnął poduszkę na głowę.

 

– Nie no, kurwa! – wrzasnął po chwili.

 

Dźwięk nadal doskonale do niego dolatywał, a on prawie się udusił. Ciepłe łóżko przestało być już tak nęcące w tym cholernym hałasie.

 

Niechętnie wstał i klnąc pod nosem, przeszedł do salonu.

 

– Co za idiota wali siekierą o tej godzinie?!! – warknął – Zaraz tam pójdę i sam mu walnę.

 

Odpowiedziało mu niechętne mamrotanie i szuranie stóp. To Nêsper wypełzł właśnie z łóżka i ziewając, drapał się po jajach.

 

Na szezlongu leżał rozwalony Filin. Z zapamiętaniem dłubał w nosie, a ze znalezisk tworzył małe kuleczki.

 

– Ciekawe, kiedy będzie śniadanie – rzucił słowem przywitania.

 

– Dobra pogoda na trening, może poćwiczymy przed jedzeniem? – zapytał Zodan, opłukując twarz wodą z miednicy.

 

Wilard zerknął za okno. Ranek wstał mglisty i zachmurzony.

 

– Chyba cię, kurwa, pojebało – odparł i obwąchał pachy. Z zadowoleniem stwierdził, że nie wymagają jeszcze mycia.

 

Do pokoju wparował Roger. Wykąpany i ogolony, wyglądał na bezczelnie zadowolonego z życia.

 

– A ty co taki wymuskany? – prychnął Wilard.

 

Przyjaciel obrzucił go krytycznym spojrzeniem i uśmiechnął się złośliwie.

 

– Może pomysł Zodana nie jest taki zły. Jak tak dalej pójdzie, to nie upchniesz tego brzuszyska w spodnie – stwierdził.

 

Wilard poklepał się po brzuchu. Może faktycznie trochę się zapuścił? Z pewnością w niczym już nie przypominał wymuskanego studencika sprzed lat.

 

Życie pisze najdziwniejsze opowieści – pomyślał filozoficznie.

 

Z sypialni wyłonił się Vésper, ziewając przeciągle.

 

– Kogo tam licho podkusiło, żeby tak hałasować od rana? – jęknął.

 

– Nero się wyżywa – wyjaśnił Roger.

 

– Ooo, nasza śpiąca królewna się ocknęła? – zaciekawił się Wilard. – Szkoda, że tak wcześnie.

 

Zodanowi, na ich słowa zaświeciły się oczy i zaczął zakładać pospiesznie koszulę.

 

– Jak chce się wyżyć, to na pewno uda mi się go namówić na sparing – rzucił radośnie.

 

Roger zachmurzył się nieznacznie.

 

– Uważaj, wydaje się trochę hmm... roztrzęsiony?

 

– Rozjebany jak wojsko przy rejteradzie? – podsunął usłużnie Wilard.

 

Dowódca uśmiechnął się krzywo i pokiwał głową.

 

– W każdym razie nie zgadzam się na walkę ostrą bronią. Nie chcę, żeby mi jeszcze bardziej oddział przetrzebił – powiedział.

 

– Czyli jednak mu odjebało – skwitował Wilard. – Świetnie, idę popatrzeć, jak rozniesie Chudego.

 

Reszta też się poderwała i zaczęła ubierać.

 

– Dzieciaki. – Roger pokręcił głową, chociaż pewnie sam też chętnie by się przyłączył.

 

Kierując się dźwiękiem uderzeń siekiery, szybko zlokalizowali nocnego wędrowca, który wyglądem przypominał strach na wróble. Włosy miał w nieładzie, ze sterczącymi w nich gałązkami i igliwiem, oczy podkrążone, a koszulę zabrudzoną i rozchełstaną.

 

– Wyglądasz, jakby cię ktoś zeżarł i wyrzygał – rzucił Wilard na przywitanie.

 

Nero łypnął na niego złym okiem.

 

– Czego chcecie? – warknął.

 

– Pomyślałem, że skoro masz za dużo energii, a to rąbanie wszystkich nas wyrwało z łóżka o jakiejś nieludzkiej godzinie, to musisz się zgodzić na sparing – zawyrokował Zodan.

 

Nero rozciągnął usta w wilczym uśmiechu.

 

– Nie ma problemu, tylko niech ci koledzy pomogą, bo nie będzie żadnej zabawy – odparł.

 

– Przestań się tak szczerzyć, bo mam ciary na dupie – fuknął Wilard.

 

Zodan zmarszczył brwi. Pewnie marzył mu się jakiś rycerski pojedynek. Jednak zanim zdążył się odezwać, reszta przytaknęła radośnie i ruszyła w stronę placu treningowego.

 

Po drodze minęli Catrionę, fukającą jak wściekła kotka. Widocznie hałas też dał jej się we znaki.

 

– Co wyczyniacie tak wcześnie rano? – zapytała, ruszając za nimi.

 

Wilard zerknął w stronę Filina. Chłopak od razu znalazł się przy dziewczynie, a lekki rumieniec na jego twarzy na siłę można by zrzucić na karb chłodu poranka.

 

– Zodanowi udało się namówić Nero na sparing. Fajnie, że jesteś. Możliwe, że przydasz się jako medyk – odpowiedział radośnie i nawet całkiem składnie.

 

Po chwili znaleźli się już na placu. Wilard chwycił za broń treningową i wraz z pozostałymi ustawił się wokół nocnego wędrowca. Gnojek wciąż szczerzył się nieprzyjemnie i łypał dziko dookoła. Łowca zaczął nabierać złych przeczuć do całej tej zabawy.

 

– To ma być sparing? Chcecie się rzucić na niego wszyscy na raz? – wykrzyknęła obrończyni uciśnionych.

 

Jej głos jeszcze nie przebrzmiał kiedy Nero zaatakował. Pchnął drewnianym mieczem w tył, nawet nie upewniając się co do pozycji przeciwnika.

 

– Kurwa, ty kutasie! – wycharczał Wilard, zwijając się na ziemi i przyciskając bolący brzuch. Kątem oka dostrzegł, jak gnojek płynnie przeszedł do kolejnego ataku.

 

Nero wykorzystał uderzenie, odbił się i przywalił Filinowi w dół pleców. Młody, jęcząc, zdołał dokończyć pchnięcie, ale gnojka już tam nie było. Odskoczył w tył, przemykając pomiędzy łowcami, przyjął pozycję i spojrzał na nich kpiąco. Długo nie czekał, bo do ataku ruszył Zodan z bliźniakami po bokach. Nero odbił bez problemu jego cięcie, po czym zanurkował pod ramieniem Nêspera. Oparł się dłonią na ziemię i kopiąc w tył, trafił łowcę w kolano. Noga wygięła się pod dziwnym kątem i Nêsper zaklął głośno, upadając.

 

Nero przeturlał się, unikając kolejnego pchnięcia i wystrzelił błyskawicznie w przód. Odbił miecz Chudego i nagle stracił rytm. W ostatnim momencie powstrzymał się przed roztrzaskaniem jego krtani głownią miecza. Wilard wstrzymał oddech, widząc rozszerzone ze strachu oczy Zodana.

 

Kurwa, było blisko. Trzeba to kończyć.

 

Moment zawahania wykorzystał Vésper, waląc gnojka po żebrach. Nero wpadł na Chudego, po czym odepchnął się od niego, odzyskując rytm. Wywinął się pod następnym atakiem bliźniaka, nawet nie próbując go sparować. Ciął z półobrotu, trafiając Véspera w plecy. W ostatnim momencie odbił miecz Zodana i drugą ręką grzmotnął w szczękę Filina, który właśnie próbował wrócić do gry.

 

Zupełnie jak jebany Czarnooki – pomyślał Wilard, przezornie pozostając na ziemi i wyczekując okazji do ataku.

 

Gnojek jakimś cudem dostrzegł pchnięcie Véspera, który nie dawał za wygraną, pomimo problemów z nabraniem powietrza. Wykonał prawie niezauważalny unik. Zakleszczył ramię bliźniaka pod pachą i rzucił nim o ziemię, wykorzystując impet jego ataku. Sekundę później wygiął się mocno w tył, ratując przed uderzeniem w głowę. Błyskawicznie się wyprostował i odskoczył.

 

Kurwa, ale cyrk.

 

Nero zawirował, unikając kolejnego ciosu Zodana i samemu trafił go silnie w nadgarstek. Szermierz krzyknął, wypuszczając miecz i chwycił się kurczowo za przedramię.

 

Jak nic złamał mu tę łapę – sapnął Wilard.

 

Gnojek sparował cięcie Véspera, ale zamiast odskoczyć, podążył za kierunkiem ruchu, wpadł w niego barkiem, odbił się i przywalił mieczem w udo. Zaraz potem okręcił się i ruszył w kierunku Filina. Młody próbował sparować cios, ale będąc lekko zamroczony, nie miał dość siły i jedynie osłabił impet miecza. W następnym momencie wylądował na ziemi, tracąc przytomność od solidnego uderzenia w skroń.

 

Teraz.

 

Wilard przywalił z całej siły w kostkę Nero. Gnojek jakimś cudem zachował równowagę i zaatakował. Błyskawicznie zareagował na unik łowcy, ale zachwiał się, stając na uderzonej nodze. Wilard doskoczył do niego, złapał go za przedramię, pociągnął i przywalił z całej siły w szczękę. Nero wyrżnął na ziemię. Łowca, widząc, jak ten napina mięśnie, chcą zerwać się na nogi, przycisnął go stopą do podłoża. Spoważniał, dostrzegając w jego oczach rozpacz i szał. Widywał już takie spojrzenia. Odezwał się zdecydowanym, spokojnym głosem:

 

– Już wystarczy!

 

Nero utkwił w nim dziki wzrok. Nie poruszał się. Chwila zaczęła się przedłużać, kiedy gnojek westchnął w końcu ciężko i rozluźnił się. Zamknął powieki. Wilard odwrócił wzrok, zauważając łzy spływające powoli po policzkach nocnego wędrowca. W końcu zabrał nogę i wyciągnął rękę.

 

– Koniec tego leżenia, wstawaj wreszcie – zarządził.

 

Kiedy gnojek znów otworzył oczy, był już dużo spokojniejszy. Prychnął, ale chwycił dłoń łowcy. Wilard nie zdążył zareagować, kiedy ten błyskawicznie się podciągnął i podciął mu nogi. Zwalił się na tyłek, klnąc paskudnie, ale uśmiechnął się w duchu, widząc szelmowski uśmieszek nocnego wędrowca.

 

– Następnym razem jak Zodan wspomni o sparingu, to zaknebluję mu gębę – stęknął w końcu i otrzepał się z piasku.

 

Nero rozejrzał się już przytomniej dookoła. Na jego twarzy pojawił się wyraz zmieszania, kiedy dotarło do niego, w jakim stanie znajdują się jego przeciwnicy. Zodan stał, podtrzymując złamany nadgarstek, Filin leżał nieprzytomny, a Nêsper jęczał na ziemi, trzymając się za uszkodzone kolano. Catriona udzielała im pomocy, miotając w jego stronę wściekłe spojrzenia.

 

– I to nazywacie sparingiem? – rzuciła podenerwowana. – Prawie się pozabijaliście! – wykrzykiwała, podenerwowana.

 

Nocny wędrowiec podrapał się po głowie i uśmiechnął niepewnie.

 

– Chyba mnie poniosło – przyznał.

 

Zodan uśmiechał się szeroko, pozwalając czarodziejce wyleczyć swoją rękę.

 

– Następnym razem… – zaczął, ale nie dane mu było skończyć, bo Wilard palnął go na odlew w głowę.

 

– Nie będzie następnego razu!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Vespera 8 miesięcy temu
    Udany opis walki, która idealnie zgrywa się z emocjami odczuwanymi przez Nero - super się czytało.
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Dziękuję☺️ Cieszę się, że się podobało.
  • Vespera 8 miesięcy temu
    OsMiornicaDave Mi się cała ta historia podoba, nie komentuję każdej części, bo bym się bardzo powtarzała :)
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Vespera miło, że jesteś indie odzywasz. Przynajmniej mam motywację, żeby wrzucać ;)
  • Vespera 8 miesięcy temu
    OsMiornicaDave dobra, będę teraz zostawiać Taktyczne Komentarze Dania Znaku, Że Przeczytałam I Było Fajne
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Vespera ???

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania