Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 33

Krato wysłuchał uważnie wszystkiego, co Nero miał do powiedzenia. Bardzo zainteresowały go informacje na temat pierwszej emanacji i losów dziewczynki. Kiedy nocny wędrowiec skończył, zamyślił się głęboko, popijając w milczeniu herbatkę.

 

Nero wstał i znowu dorzucił do ognia. W twierdzy w górach było zawsze chłodno. Nawet w środku lata. W środku zimy najchętniej przeprowadziłby się na stałe na Pustkowie. Widok lodu na ścianach sypialni sprawiał, że odechciewało mu się czegokolwiek, a już w szczególności wychodzenia spod ciepłego futra. Jego pokój znajdował się w najdalszym zakątku twierdzy, w opuszczonej części, więc było tam wyjątkowo zimno.

 

Nero był najbardziej czułym empatą wśród strażników. Żeby móc spokojnie odpocząć, lubił zaszyć się gdzieś, jak najdalej od ludzi.

 

Jego rodzice dotkliwie to odczuli, kiedy nowo narodzone niemowlę płakało praktycznie cały czas, nie mogąc sobie poradzić z ilością odczuwanych emocji. Po trzech miesiącach zgodnie stwierdzili, że wyprowadzka na wieś to cudowny pomysł. Zamieszkali razem w starym gospodarstwie, odziedziczonym przez ojca Nero, w malowniczej dolinie u stóp gór.

 

Dzieci nie potrafiły odróżniać swoich emocji od uczuć otaczających je ludzi. Ta umiejętność przychodziła dopiero z wiekiem. Trening strażników od samego początku skupiał się na stawianiu osłon i odgrodzeniu się od tych niechcianych emocji.

 

Wiedzący podniósł wreszcie wzrok i popatrzył z powagą na Nero.

 

– Zasłona jest uszkodzona w bardzo dużym stopniu. To tylko kwestia godzin lub dni, kiedy zacznie się rozrywać. Musicie się spieszyć.

 

– Co możemy zrobić, żeby zapobiec jej całkowitemu przerwaniu? – zapytał nocny wędrowiec.

 

– Strażnicy nic nie mogą z tym zrobić. Musimy zaufać czarodziejom z tamtego świata. Materializacja z Pustkowia nie może przedostać się przez zasłonę, inaczej ją zniszczy. Potrzebujemy pomocy maga, który dokona ponownego jej rozkładu na energię w momencie kontaktu z zasłoną. Niestety, energia ta będzie ogromna. Jeśli czarodziej nie będzie umiał jej skanalizować, dojdzie do wybuchu dużo potężniejszego, niż wydarzył się wcześnie. Nie wiem, czy twoja znajoma poradzi sobie z tym zadaniem.

 

– A co z duchem dziewczynki?

 

– Obawiam się, że nie ma już dla niej ratunku. Dotąd nie zamieniała się w upiora, ponieważ dzieci są czyste, nieskażone. W normalnej sytuacji nie miałaby problemu z przejściem w zaświaty, po zniszczeniu materializacji jej leków. Jednak teraz dokonała już swojej zemsty i tym samym połączyła się z duchem swojego oprawcy. Myślę, że w momencie przenikania jej tworu przez zasłonę możecie spodziewać się wyjątkowo potężnego upiora.

 

– Jeśli nam się uda, czy zasłona się zregeneruje? – Nero zadał nurtujące go pytanie.

 

Wiedzący pokręcił ze smutkiem głową.

 

– Niestety, uszkodzonej zasłony nie można już naprawić. Obawiam się, że wciąż będzie stanowiła drogę przejścia dla upiorów.

 

– Ale zniknie ryzyko jej rozerwania?

 

– Myślę, że raczej się odwlecze. Być może na wiele lat, ale przedostające się przez nią istoty będą ją nadal osłabiać.

 

– Czy można cokolwiek na to poradzić?

 

Staruszek westchnął ciężko.

 

– Dawniej w takich miejscach stawiano bramy.

 

Nero spojrzał z zaciekawieniem i nadzieją.

 

– Dlaczego tam też nie można stworzyć bramy? – zapytał.

 

– Ponieważ do zbudowania bramy potrzebna jest współpraca pomiędzy strażnikiem władającym magią run z naszego świata oraz strażnikiem władającym magią z tamtej strony. Z tego, co mi wiadomo, nikt taki już nie istnieje.

 

Nero oklapł zmartwiony.

 

– Czyli mówisz, że możemy tylko odwlec nieuniknione?

 

Staruszek podszedł do okna, wychodzącego na ośnieżone szczyty i zamyślił się głęboko.

 

– Istniała kiedyś legenda o Pierwszym Strażniku. Ponoć lud, zamieszkujący dawniej Pustkowie, obiecał strzec światy, które otaczało. Jednak mijały lata, a oni byli już zmęczeni wiecznym życiem. Wtedy zaczęli kształcić strażników. Odchodząc obiecali, że jeśli światu będzie grozić niebezpieczeństwo, przebudzi się Pierwszy Strażnik. W każdym ze światów jeden z nich postanowił poświęcić się i zapadł w głęboki sen, aby móc powrócić, kiedy będziemy go potrzebować.

 

– Brzmi jak bajka dla dzieci – zmarkotniał nocny wędrowiec.

 

– Być może faktycznie to tylko bajka. Opowiedziałem ci ją, żebyś nie tracił nadziei – powiedział starzec.

 

– Nero! – wrzask dowódcy twierdzy poniósł się nagle echem po kamiennych korytarzach. Chwilę później drzwi otworzyły się gwałtownie, uderzając z impetem o ścianę.

 

Drobny starzec, który stanął w drzwiach, wyglądał jak uosobienie furii.

 

– Po tym, jak strażnicy mi donieśli, że wróciłeś, ganiam za tobą po całej twierdzy! Powinienieś gnać prosto do mnie z raportem, a nie chlać herbatki przy kominku! Coś ty sobie myślał, do jasnej cholery!!! Że umrzesz bohaterską śmiercią i będą o tobie pieśni w karczmach śpiewać?! Jak pozwalam ci dowodzić misją, to masz ją doprowadzić do końca! – wrzeszczał dowódca twierdzy.

 

– W tamtym momencie nie przyszło mi nic innego do głowy – tłumaczył się Nero. Jedyny, poza nim, doświadczony strażnik, został poważnie ranny. Reszta była dzieciakami, które niedawno ukończyły szkolenie. Do bramy prowadził otwarty teren, a łowcy zdążyli już udowodnić, jak sprawnie potrafili posługiwać się kuszami. Chciał zająć ich na tyle, żeby reszta zdołała dotrzeć do bramy. Szczerze mówiąc, zadziałał instynktownie, nie zastanawiając się nad tym za dużo.

 

– I to był twój sprytny plan? Gówno, a nie plan! – darł się dalej dowódca twierdzy. – Ty to naprawdę masz głowę tylko po to, żeby ci deszcz do środka nie napadał. Kiedy powierzam ci oddział, masz mieć przygotowaną strategię na każdą sytuację. Ile razy mam ci to tłumaczyć, baranie jeden.

 

Nero patrzył z niepokojem na wkurzonego staruszka. Miał nadzieję, że nie pęknie mu z tych nerwów jakaś żyłka w głowie.

 

W chwili, kiedy Alvor przerwał monolog, łapiąc oddech, Nero uśmiechnął się niewinnie i wtrącił:

 

– Też się cieszę, że cię widzę, dziadku.

 

Staruszek spojrzał na niego, sprawiając wrażenie, jakby nagle uszło z niego całe powietrze.

 

– Nie mam na ciebie sił, dzieciaku – powiedział. – Dobrze, że wróciłeś.

 

Wiedzący potraktował wybuch Alvora ze stoickim spokojem, popijający w tym czasie herbatkę z glinianego kubeczka.

 

– Gdzie ty się szwendałeś tyle czasu? Dowiedziałeś się chociaż czegoś ciekawego? – zapytał Alvor już spokojniejszym tonem.

 

Bez pytania nalał sobie herbaty i usiadł obok Krato.

 

Nero popatrzył z troską na dowódcę twierdzy. Wyglądał, jakby przez tych parę dni postarzał się o kilka lat.

 

Nero musiał po raz kolejny powtórzyć wszystko, co wydarzyło się od momentu oddzielenia się od reszty ekipy. Dowódca twierdzy co chwilę dopytywał o kolejne szczegóły, które wydawały się być zupełnie nieistotne.

 

W końcu Nero dokończył relację i oparł się o ścianę przy kominku. Starsi panowie dyskutowali jeszcze długo, wymyślając różne teorie i wytykając mu wszystko, co zrobił nie tak. Nocny wędrowiec w pewnym momencie przestał słuchać i wyłączył się zupełnie. Po chwili, już przez sen, zsunął się na dywan i ułożył wygodniej.

 

Alvor przerwał rozmowę i zapatrzył się na śpiącego wnuka. Był taki podobny do matki.

 

– Tym razem bałem się, że naprawdę już nie wróci – powiedział cicho.

 

*

 

Catriona nie pamiętała, czy kiedykolwiek była aż tak zmęczona. Od kilku dni walczyli co noc z upiorami, a istot nie ubywało. Wiedziała, że powinna pójść spać, ale nie miała sił się zebrać.

 

Tesseitha podzieliła ich na cztery drużyny. Walczyli przez pół nocy, dwie drużyny naraz. Ona współpracowała z Filinem, Wilardem i Rogerem. Tesseitha z bliźniakami i Zodanem. Kolejne ekipy składały się z dwóch par czarodziei, przysłanych tu przez Gildię.

 

Dawni współpracownicy Sarezedasa zostali wezwani na przesłuchanie. Odjeżdżali z wyraźną ulgą. Tesa wolała trzymać czarodziei Gildii w osobnych ekipach. Nie chciała się im tłumaczyć z posiadania runicznej broni. W końcu mogłaby wypłynąć kwestia jej współpracy z nocnym wędrowcem, a czarodzieje nie byli jeszcze gotowi na takie rewelacje.

 

Pierwsza noc była najtrudniejsza. Catriona była przerażona i działała raczej instynktownie niż zgodnie z jakimkolwiek planem. Większość roboty wykonali łowcy, ona tylko ciskała kulami ognia w upiora, starając się przy tym nie usmażyć towarzyszy. To była katastrofa. Miała wrażenie, że bardziej przeszkadza, niż pomaga. Następnego wieczoru Roger zebrał ich razem i przedyskutowali strategię.

 

Uzgodnili, że Catriona ma przede wszystkim oświetlać teren i ograniczać upiorom możliwości ataku. Upiory Pustkowia były niebezpieczne głównie przez ich nieobliczalność. Macki mogły wydłużać się na różne odległości, atakować z różnych kierunków i w różnej ilości. Czarodziejka musiała stworzyć barierę ognia, ograniczającą te możliwości i zostawić łowcom miejsce do przypuszczenia ataku.

 

Spędzili trochę czasu, rysując patykiem na piasku i dyskutując nad różnymi konfiguracjami. W końcu i tak wszystko musieli sprawdzić w akcji. Postanowili zamknąć istotę w pierścieniu ognia i rozchylać go tylko w momencie ataku łowców. Skuteczność tej strategii zależała głównie od ich możliwości zgrania się w czasie i wzajemnego zaufania.

 

Kolejne noce przynosiły pewne modyfikacje planu, a oni współpracowali ze sobą coraz lepiej. Niestety, zmęczenie zaczynało ich powoli pokonywać. Początkowe pół nocy zaczęło zmieniać się w całą, a i tak wszystkie ekipy miały co robić. Nawet Wilard nie miał ostatnio sił na swoje złośliwe komentarze, co szczerze mówiąc, bardzo młodej czarodziejce pasowało.

 

Tesseitha wznawiała prośby o wsparcie, ale Gildia była zajęta walką polityczną po śmierci króla i ciągle ją zbywała.

 

Catriona usłyszała za sobą kroki. Ktoś przysiadł się obok, wręczając jej parującą herbatę. Podniosła wzrok i zobaczyła Filina, który troszczył się o nią jak mógł. Uśmiechnęła się w podziękowaniu i oparła mu głowę na ramieniu.

 

To niesamowite, jak wspólna walka zbliża do siebie ludzi – pomyślała.

 

Zniknęła istniejąca wcześniej pomiędzy nimi niezręczność. Zaczęli się dobrze rozumieć i ufać sobie. Catriona nie była pewna, czy podziela uczucia chłopaka, ale była wdzięczna, że jest obok niej.

 

Kolejna noc przyszła zdecydowanie za szybko. Obudziło ją potrząsanie za ramię.

 

– Wstawaj, księżniczko. – Wilard pochylał się nad nią, już przyszykowany do wyjścia. Widocznie chcieli dać jej jak najwięcej czasu na sen. Ziewnęła potężnie i wstała. Od dwóch dni spała w ubraniu. Wolała nie myśleć, co na ten temat powiedziałaby jej matka, ale miała to gdzieś. Dzięki temu mogła pospać chwilę dłużej. Wszyscy siedzieli już przy stole, jedząc w milczeniu kolację. Morale było dość niskie. Zwłaszcza wśród przybyłych magów, którzy zostali wplątani w tę sytuację dość nagle, nie znając wcześniej powagi sytuacji. Teraz, przy braku pomocy ze strony Gildii, czuli się porzuceni.

 

Tesseitha nie za bardzo ich kojarzyła. Zdolności mieli dość przeciętne, ale nadrabiali doświadczeniem.

 

Catriona zjadła bez apetytu ciepłą owsiankę, wstała i zarzuciła skórzany płaszcz z kapturem. Reszta jej ekipy była już gotowa. Filin rzucił jej radosny uśmiech. Nie wiedziała, skąd on czerpie tyle energii, ale jego wiecznie dobry humor podnosił ją na duchu.

 

Wyszli w noc, kierując się w stronę przebiegającej za folwarkiem rzeczki. Każda z ekip miała przydzielony osobny teren. Roger nie budził jej na odprawę, po prostu przekazywał szybko najważniejsze informacje. Nie było tego dużo. Głównie sprowadzało się do wyznaczenia obszaru dla każdej z ekip i wymienianiu doświadczeń z walki.

 

Noc zaczęła się spokojnie. Na bezchmurnym niebie widać było tysiące gwiazd, woda w strumieniu połyskiwała światłem księżyca, gdzieś w lesie pohukiwała sowa. Spokój zakłócało jedynie bzyczenie komarów.

 

Catriona starała się utrzymać w górze, nad ich głowami, kilka ogników, w taki sposób, aby rozświetlały teren, nie oślepiając przy tym łowców.

 

Oparła się o drzewo i przymknęła oczy. Obok niej kucnął Filin, pogwizdując coś cicho. Roger z Wilardem krążyli dookoła, wypatrując upiora. Nagle rozległ się głośny gwizd. Był to sygnał, który ustalili w razie pojawienia się zagrożenia. Ruszyli szybko w tamtą stronę. Zanim przedarli się przez krzaki, Roger z Wilardem krążyli już wokół upiora, wymieniając szybkie ciosy i uskakując przed mackami ciemności. Catriona posłała w środek istoty kulę ognia, dając łowcom czas na przegrupowanie się. Kiedy wycofali się, otoczyła istotę pierścieniem ognia, ograniczającym jej ruchy. Upiór zafalował niespokojnie i zawył. Roger gwizdnął, dając znak, że jest gotowy do ataku. Łowcy ruszyli w trójkę, wprost na ognistą barierę. W ostatnim momencie, gdy prawie wpadli w płomienie, Catriona zlikwidowała część pierścienia, umożliwiając atak. Po chwili było już po wszystkim.

 

Roger pokazał w jej stronę uniesiony kciuk.

 

– Coraz lepiej młoda, jeszcze będą z ciebie ludzie – skomentował Wilard.

 

Czarodziejka poczuła rozpierającą ją dumę i uśmiechnęła się radośnie.

 

Reszta nocy mijała spokojnie. Dziewczyna praktycznie spała na stojąco. W końcu zdecydowała się obejść rewir, bojąc się, że faktycznie zaraz zaśnie. Filin ruszył za nią, z wyciągniętym mieczem.

 

– Ciekawe, jak długo to jeszcze potrwa – odezwała się Catriona, przerywając ciszę.

 

– Gildia w końcu będzie musiała przysłać tu więcej ludzi. Myślę, że to kwestia tylko kilku dni – odpowiedział chłopak. – Poza tym, może Nero też wymyśli coś ciekawego, tam u siebie.

 

– Myślisz, że wróci? – zapytała.

 

– Kto wie – odpowiedział chłopak.

 

Nagle gwizdnął głośno, widząc połyskujący miecz. Ogniki wystrzeliły wszędzie wokół nich, namierzając upiora. Catriona działała już prawie automatycznie, otaczając go barierą i umożliwiając Filinowi atak. Chwilę później dotarli do nich Roger z Wilardem.

 

Filin stanął obok dziewczyny, oddychając ciężko i pozwalając nowoprzybyłym zająć się upiorem.

 

Catriona była skupiona na odpowiedniej koordynacji z atakami łowców. Starała się unieść barierę w ostatniej chwili tak, żeby nie dać istocie czasu na kontratak. Nagle poczuła silne pchnięcie w bok. Krzyknęła przestraszona upadając i wtedy zobaczyła, że nad nimi zawisł kolejny upiór Pustkowia, który wyłonił się niezauważony z mroku nocy. Filin próbował usunąć ją z drogi szarżującej istoty. Zamachnął się, starając się rozpaczliwie ściąć nadlatujące macki. Niestety był zbyt wolny.

 

Catriona zobaczyła z przerażeniem czerń, zagłębiają się w jego pierś. Macki nagle zniknęły, pozostawiając po sobie dziurę. Z ust i z rany chłopaka polała się krew, a jego bezwładne ciało zwaliło się obok dziewczyny. Czarodziejka patrzyła z niedowierzaniem, jak pełne życia i radości oczy chłopaka mętnieje i gasną. Catriona otworzyła usta do krzyku, ale ze zduszonego gardła wydobył się tylko skowyt.

 

Żal, rozpacz i gniew kotłowały się w niej wraz ze zbierającą się energią. Nie myślała w tej chwili o żadnych zaklęciach czy zasadach. Była w niej tylko czysta wściekłość i chęć niszczenia, a magia odpowiedziała. Uderzyła w upiora wszystkim, co miała. Istota wyła i wiła się w ogniu, po czym zapadła się w sobie i znikła. Dziewczyna, wykończona, opadła na kolana obok Filina. Nie zwracając uwagi na kapiącą jej z nosa krew, położyła dłoń na ranie, rozpoczynając czar leczniczy. Nie mogła uwierzyć, że to koniec. Z jej policzków kapały łzy, mieszając się z krwią.

 

Roger kucnął obok, kładąc swoją dłoń na jej. Pokręcił głową, dając znać, że czas przestać.

 

Catriona załkała, wstając chwiejnie.

 

Nagle poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Podniosła wzrok i ze zdziwieniem zobaczyła Wilarda. Z jego twarzy zniknęła kpiąca maska. W jego oczach zobaczyła bezdenny smutek, tęsknotę i zrozumienie. Dziewczyna odwróciła się i wtuliła w jego pierś, szlochając cicho. Łowca przytulił ją delikatnie, nic nie mówiąc. Wokół nich zaczął wstawać świt.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • wolfie 2 miesiące temu
    W końcu nadrobiłam zaległości :) widzę że nie stoisz w miejscu, cały czas rozwijasz opowieść :) "Ty to naprawdę masz głowę tylko po to, żeby ci deszcz do środka nie napadał." - uwielbiam ten tekst :D
  • OsMiornicaDave 2 miesiące temu
    Dziadek nie przebierał w słowach ;)
  • Vespera 2 miesiące temu
    Jest jeszcze podobny w stylu "masz głowę tylko po to, żeby mieć na czym czapkę nosić", uwielbiam oba
  • OsMiornicaDave 2 miesiące temu
    Vespera a wogóle to kij mu w oko 😁

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania