Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 21

Dziewczyna zaczynała rozumieć, że zadanie sprawdzenia starej posiadłości rektora ma dużo szersze tło niż myślała i nie będzie tylko przyjemną przejażdżką. Ta świadomość spowodowała, że znów poczuła złość. Gdyby znała wszystkie szczegóły pewnie i tak zdecydowałaby się na tę wyprawę, ale wolałaby mieć możliwość dokonania świadomego wyboru. Miała o to żal do ciotki Tesseithy.

 

Jej irytacja skupiła się teraz na stojących przed nią łowcach. Postanowiła, że jeśli nie uzyska jasnej odpowiedzi, to zawróci, pomimo poczucia obowiązku względem swojej opiekunki. Nie lubiła, jak pogrywa się z nią w taki sposób.

 

– Co się tutaj wydarzyło? Wiecie to, prawda? Możecie mi w końcu powiedzieć, w co się właściwie pakujemy? – zarządzała zdecydowanym tonem.

 

Blady chłopak odwrócił się i utkwił w niej wzrok. Dziewczyna poczuła się dziwnie pod wpływem jego spojrzenia. Odniosła wrażenie, jakby docierał na samo dno jej duszy. Wydawało jej się dotąd, że byli w podobnym wieku, jednak jego oczy zdawały się dźwigać ciężar przeżytych lat.

 

Trochę jak w przypadku cioci. Dziwne, przecież nie jest magiem?

 

Nagle wrażenie minęło, a łowca odezwał się do niej spokojnym głosem:

 

– To, co tu widzisz, jest dziełem upiora Pustkowia. Zasłona musi się już mocno pruć i gdy dotrzemy na miejsce, możemy spotkać więcej tych istot.

 

– Możesz mi to wytłumaczyć dokładniej? – poprosiła. – Starałam się przed wyjazdem przeczytać coś na ten temat, ale nie było tego wiele. To dla mnie zupełnie nowe zagadnienie. Nikt o tym nie uczy w akademii

 

Zdążyła już zauważyć, że chłopak jest raczej małomówny, ale ciocia przedstawiła go jako kogoś w rodzaju eksperta w tej tematyce. Skoro już zaczął coś mówić, musiała koniecznie pociągnąć go za język. Ucieszyła się, kiedy pokiwał głową.

 

– Opowiem ci po drodze. Nie marnujmy tu więcej czasu – rzucił głośniej, wskakując na konia.

 

Catriona poszła w jego ślady, zauważając, że inni też zbierają się już w drogę.

 

– Nie pochowamy ich? – spytała, patrząc na zwłoki.

 

– Niestety nie mamy na to czasu. Po zmroku może nas spotkać to samo, co ich, a jeszcze trochę drogi przed nami – odpowiedział Roger, ruszając na czele oddziału.

 

Czarodziejka spojrzała znowu na ciała podróżnych. Zostawianie ich w ten sposób wydawało jej się mocno nie w porządku. Dziwiła się też bardzo temu, jak lekko łowcy podchodzą do takiego dramatu. Czy rzeczywiście tyle się już naoglądali podobnych obrazów, że ten ich nie dotykał? A może sprawiali tylko takie wrażenie?

 

Polanka wyglądała strasznie i ponuro, a drzewa rzucały długie cienie od chylącego się ku zachodowi słońca. Poczuła na ciele gęsią skórkę i pomyślała, że faktycznie nie chce tu przebywać ani chwili dłużej.

 

Poczekała, aż wszyscy przejadą i ruszyła tuż przed Nero, nie chcąc zostać z tyłu sama. Po chwili wyjechali na główną drogę i dziewczyna zrównała swojego konia z kasztanową klaczą łowcy. Pozostawali w pewnym oddaleniu od reszty drużyny. Catriona uśmiechnęła się pod nosem, licząc na to, że łatwiej będzie jej pociągnąć bladego chłopaka za język, bez podsłuchujących ich towarzyszy.

 

Rzucała na niego ukradkowe spojrzenia, myśląc, że w swoim zachowaniu jest on przeciwieństwem Filina. Od samego początku traktował ją jak natrętnego komara. Teraz też jechał pogrążony w myślach, nie zwracając na nią uwagi. Dziewczyna była przyzwyczajona, że młodzi mężczyźni tracili dla niej głowę lub przynajmniej zabawiali rozmową i zasypywali komplementami. Takie milczenie było dla niej czymś nowym i raczej jej się nie spodobało.

 

– Możesz mi teraz opowiedzieć, czym są te upiory? – zapytała w końcu, przerywając ciszę.

 

Chłopak uniósł głowę, przyglądając się niebu.

 

Zaraz go walnę – pomyślała, kiedy jego milczenie zaczęło się przedłużać.

 

Na szczęście w tej samej chwili odwrócił się do niej i odezwał:

 

– Sam do końca nie wiem, czym one są. Pewnie już wiesz, że istnieje więcej światów niż tylko ten, który znasz?

 

– Czytałam o tym, ale jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić – przyznała szczerze.

 

Chłopak uśmiechnął się, słysząc jej słowa. Catriona spojrzała zdziwiona. Zawsze był taki poważny... Teraz wyglądał dużo sympatyczniej, normalniej.

 

– Trudno jest sobie wyobrazić coś takiego, trzeba tego doświadczyć. W każdym razie pomiędzy światami znajduje się coś, co nazwaliśmy Pustkowiem. Chociaż ta nazwa może mylić, bo pustka w jakiś sposób reaguje na ludzkie uczucia i wspomnienia. Kiedy do niej przenikają, tworzą coś na kształt odbicia naszej rzeczywistości. To, co kształtuje się po tamtej stronie, przypomina trochę krajobraz z marzeń sennych lub raczej z koszmarów – wyjaśnił.

 

Catriona słuchała go zadziwiona. Przeczytała wszystko na ten temat, co dostała od cioci, ale nikt nie opisywał tego zagadnienia tak dokładnie. Chłopak opowiadał, jakby widział to na własne oczy. Zastanawiała się, skąd mógł czerpać tę wiedzę. Zaczynała rozumieć, co ciocia w nim widziała.

 

– I tutaj dochodzimy do kwestii upiorów. Bo widzisz, jeśli ktoś zginie bardzo złą śmiercią, to jego emocje mocno odbijają się na Pustkowiu. Jeśli zginie w ten sposób więcej osób, może to z czasem spowodować powstanie upiora. – Spojrzał na dziewczynę, jakby chciał sprawdzić, czy jest to dla niej zrozumiałe. Patrzyła na niego zafascynowana, roziskrzonym wzrokiem.

 

– Nasz świat od pustki oddziela zasłona – kontynuował. – W miejscach, w których wydarzyło się coś złego, staje się ona osłabiona i nasz świat łatwiej rezonuje z Pustkowiem. Ludzie niekiedy podświadomie wyczuwają takie miejsca. Od wydarzeń mogły minąć lata, ale większość z nich powie, że takie miejsce ma jakąś złą energię.

 

Catriona była zafascynowana.

 

– Rzeczywiście jest coś takiego. Na przykład stare pola bitew. Nikt się tam nigdy nie osiedla, nieważne ile minęło czasu – powiedziała dziewczyna zamyślonym głosem. – Jednak jak to możliwe, że nigdy nie słyszałam o pojawianiu się upiorów? Powinny krążyć na ten temat chociaż jakieś ludowe legendy.

 

Nero westchnął ciężko.

 

– Właśnie w tym problem, że prawie nigdy się nie pojawiają. Nie bez wielkich wojen i ogromnej ilości ofiar, których gwałtowna śmierć mogłaby naruszyć zasłonę. Dlatego tak ważne jest, aby dowiedzieć się, co wydarzyło się w tej starej posiadłości.

 

– Powinni się tym zająć magowie z Gildii – powiedziała Catriona przejętym głosem.

 

– Pewnie tak, ale cała ta sytuacja śmierdzi. Coś wydarzyło się w folwarku rektora akademii, prowadzącego od lat badania i eksperymenty na temat Pustkowia i bram. W wypadku zginęli członkowie jego rodziny, a śledztwo umorzono. Teraz znowu coś się dzieje, a on jest na miejscu i prawdopodobnie tuszuje problem – powiedział Nero zatroskanym tonem. – To nie są jednak moje słowa, tylko ustalenia pani Tesseithy i Rogera. Pewnie sama lepiej się w tym wszystkim orientujesz. – Chłopak spojrzał bezradnie na czarodziejkę. – Wygląda na to, że jesteś jedynym magiem, na którego pomoc możemy w tej chwili liczyć – dodał.

 

Te słowa mocno wstrząsnęły Catrioną. Była przecież dopiero uczennicą akademii. Co prawda został jej jeszcze tylko jeden rok nauki, ale nadal nie miała wielkiego doświadczenia. Nie chciała takiej odpowiedzialności, zwłaszcza, że nie miała pojęcia, czy w ogóle zdoła pomóc. Do tego może się okazać, że będą musieli działać przeciwko zamierzeniom innych magów.

 

Jechali przez jakiś czas w ciszy, oboje pogrążeni we własnych myślach. W końcu łowca przerwał milczenie.

 

– Nie wiemy, jaki cel ma Sarezedas, ale za wszelką cenę musimy zapobiec rozdarciu zasłony. Skutki mogą być katastrofalne. – W jego głosie słychać było wyraźne napięcie.

 

Catriona przyglądała mu się przez chwilę. Po raz kolejny zastanawiała się, kim był ten człowiek, ale nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. W końcu zadała pytanie, które nie dawało jej spokoju odkąd wjechali na polanę.

 

– Skąd wiedziałeś, żeby sprawdzić tamto miejsce? – zapytała.

 

Nero popatrzył na nią zamyślonym wzrokiem. Uśmiechnął się lekko i powiedział:

 

– Bo ptaki nie śpiewały.

 

Czarodziejka prychnęła i pokręciłą głową.

 

– Faktycznie będziesz w stanie ocenić, co dzieje się w folwarku? – odezwała się po chwili.

 

– Nie do końca, ale będę miał o tym jakieś pojęcie.

 

Catriona spojrzała na niego uważniej.

 

Skąd on się w ogóle urwał? Gdzie się uczył na temat Pustkowia? Te wszystkie tajemnice są takie irytujące.

 

– Wiecie, jak naprawić zasłonę?– zapytała zdeterminowana, żeby wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji.

 

– Nie, mamy nadzieję, że ty będziesz mogła nam pomóc –wyznał z rozbrajającą szczerością chłopak.

 

Catriona poczuła, jak opadają jej ramiona. Popatrzyła z niedowierzaniem na mężczyzn, jadących przed nimi.

 

– Oszaleliście!? Ja nawet do końca nie rozumiem, o czym my właściwie rozmawiamy – wykrzyknęła zdenerwowana.

 

Nero uśmiechnął się słabo.

 

– Sarezedas prowadził jakieś eksperymenty, używał w tym celu nieznanej magii. Myślę, że właśnie magia spowodowała anomalię w zasłonie. Jedyne, czego od ciebie potrzebujemy, to próby analizy spektrum magicznego tego miejsca. Umiałabyś tego dokonać? – zapytał.

 

– Nie wiem – odpowiedziała cicho, wpatrując się w końską szyję.

 

Zawsze marzyłam o przygodach i tajemnicach, no to mam teraz za swoje – westchnęła.

 

Jechała zamyślona, zastanawiając się nad tym, co właśnie usłyszała. Zerkała na jadącego obok chłopaka. Wyglądał na rozluźnionego, ale palce błądzące nieprzerwanie w grzywie konia świadczyły o czymś wręcz przeciwnym. Sprawa musiała być rzeczywiście poważna.

 

– Powiesz mi, kim właściwie jesteś i skąd tyle wiesz na te tematy? – wypaliła znienacka.

 

Nero podniósł głowę zaskoczony nagłym pytaniem.

 

– Chyba jestem ci to winien. – przyznał niechętnie. – Obiecuję, że wszystko ci powiem, kiedy nie będziemy mieli już na karku rektora i jego ludzi

 

Catriona kiwnęła głową, usatysfakcjonowana odpowiedzią. Uśmiechnęła się. Przypomniała sobie, jak chłopak bardzo ją na początku drażnił. Teraz nie potrafiła zrozumieć tamtych uczuć. Był małomówny i zdystansowany, ale w tej chwili wydawał jej się nawet całkiem miły.

 

Słońce zaczynało powoli chylić się ku wieczorowi, kiedy Nero poczuł znane mu już uczucia. Dalekie echa rozpaczy, strachu, żalu... Pogonił konia i podjechał do Rogera.

 

– Zbliżamy się – odezwał się napiętym głosem.

 

Dowódca pokiwał głową.

 

– Wiem. Mamy jeszcze z pół świecy, zanim zobaczymy zabudowania – odparł.

 

Nero obrzucił go szybkim, nerwowym spojrzeniem i znów utkwił wzrok w ciągnącej się przed nimi drodze.

 

– Nie powinienem był móc wyczuć tego miejsca z tak dużej odległości. Po tamtej stronie zasłony emocje były tak silne, że nie potrafiłem się tam zbliżyć, pozostając przy zdrowych zmysłach. Jeśli pęknie zasłona, może się okazać, że stanę się dla was bezużyteczny – wyznał.

 

Roger zmarszczył brwi i przyjrzał mu się uważniej.

 

– Chcesz powiedzieć, że staniesz się bełkoczącym świrem, gryzącym paluchy i plującym śliną? – zapytał przysłuchujący się rozmowie Wilard. – Nie martw się. Obiecuję, że własnoręcznie cię wykończę, żeby oszczędzić ci wstydu.

 

– Dzięki – prychnął Nero, ale nieznacznie się rozluźnił. – Dobrze wiedzieć, że zawsze mogę na ciebie liczyć w kwestii wbicia mi noża w plecy.

 

– A tam noża. Mógłbym się jeszcze ubrudzić twoją juchą – odgryzł się łowca. – Utopię w rzece, jak kociaka.

 

Nocny wędrowiec obrzucił go ciężkim spojrzeniem. Nie kontynuował jednak rozmowy. Skupił się za to na oddechu, starając się uspokoić. W folwarku z pewnością będzie nieprzyjemnie, ale przecież nie zostaną tam na długo. Zasłona też z pewnością jeszcze się trzyma, inaczej świat wyglądałby zgoła inaczej. Nero nie potrafił sobie co prawda wyobrazić, co by się stało, gdyby było inaczej, przypuszczał jednak, że zalałaby ich chaotyczna magia Pustkowia. Reagując na ludzkie emocje, zwłaszcza lęki, zaczęłaby spontanicznie materializować ich obrazy, a świat zapełniłby się jej przerażającymi tworami.

 

Słońce chyliło się już ku zachodowi i oświetlało las złotą barwą. Owady leniwie brzęczały, a konie, zmęczone, sztywno przekładały nogi. Nocny wędrowiec z napięciem wpatrywał się przed siebie. W końcu drzewa zaczęły się przerzedzać, ukazując ruiny folwarku. Zachodzące słońce oblało spalone szczątki zabudowań krwistą czerwienią, sprawiając wrażenie, że pożar wciąż jeszcze trwa.

 

Nero wzdrygnął się na wspomnienie podobnego obrazu po stronie Pustkowia. Zasłona była tu tak cienka, że w każdej chwili mógłby przez nią przejść, nawet specjalnie się nad tym nie skupiając.

 

I zwariować tam – pomyślał ponuro.

 

Chociaż wciąż nie była rozdarta, nie umiał przewidzieć, ile właściwie mieli jeszcze czasu.

 

Gdy ruszyli powoli w stronę folwarku, Roger przywołał do siebie Catrionę.

 

– Musimy rozmówić się z Sarezedasem. Postaraj się nie zdradzić ze swoją wiedzą na temat zasłony. Najlepiej za dużo się nie odzywaj i odpowiadaj tylko na pytania zadane wprost do ciebie – poinstruował ją. – Zachowuj się jak typowa panienka z dobrego domu, miło się uśmiechaj, przytakuj i odzywaj jak najmniej.

 

– Nie musisz mi tego mówić – prychnęła zirytowana. – Nie jestem głupia.

 

– Nie, nie jesteś – zgodził się łowca.

 

Nero zacisną silnie szczęki, potrząsnął głową. Upiorny krzyk coraz bardziej wdzierał się w jego czaszkę. Z trudem powstrzymywał odruch skulenia się i przyciśnięcia dłoni do uszu. I tak nic by to nie pomogło. Podniesione osłony też już nie wystarczały. Nocny wędrowiec wpatrywał się z narastającym niepokojem w szczątki zabudowań. Czuł się ślepy. W tej chwili nie był w stanie wyczuć nic więcej ponad to, czym emanowały ruiny. Nieprzerwany wrzask zagłuszał nawet emocje Filina i Catriony.

 

Przeczesywał wzrokiem pozostałości folwarku, którego nikt nie próbował odbudowywać. Brama zwisała na zardzewiałych zawiasach, poskrzypując cicho na wietrze. Zniszczony mur chroniący posiadłość był obrośnięty przez dzikie wino i chwasty. Roślinność rozrastała się bujnie, stopniowo zakrywając scenę dramatu. Spośród porastających wszystko pokrzyw i jeżyn można było jeszcze rozpoznać zarys starego wozu, popękane fragmenty studni, rozpadające się schody. Główny budynek ucierpiał najbardziej. Pozostał po nim tylko sczerniały, popalony szkielet ścian, a w dawnych pokojach rosły drzewa.

 

Wokół jednego z najmniej zniszczonych zabudowań dostrzegli jakiś ruch i tam skierowali konie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Vespera dwa lata temu
    Czas zaczyna gonić bohaterów, robi się coraz bardziej dramatycznie - dobrze :)
  • OsMiornicaDave dwa lata temu
    Nie może być ciągle miło i sielankowo ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania