Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 26

Chłopiec kończył właśnie obiad, wpychając do buzi ogromne porcje jedzenia.

 

– Kochanie, zaraz się udławisz, gdzie się tak spieszysz? – Śmiała się mama, mierzwiąc jego bujną czuprynę.

 

– Chcę sprawdzić sieci w strumieniu. Nastawiłem je tak, jak pokazał mi tata – odpowiedział mały z przejęciem, nie mogąc usiedzieć w miejscu. Ciągnęło go w las. Jego ojciec uśmiechnął się nostalgicznie i zapatrzył w ośnieżone górskie szczyty, widoczne na horyzoncie za oknem.

 

Chłopczyk od razu wyczuł zmianę nastroju i spojrzał uważnie na tatę. Mama zawsze powtarzała, że naturę włóczęgi odziedziczył właśnie po nim. Ojciec był wcześniej kurierem. Całymi dniami przemierzał szlaki, dostarczając listy pomiędzy siedliskami. Do czasu, kiedy spotkał mamę.

 

Mężczyzna wyczuł spojrzenie syna, odwrócił się do niego i uśmiechnął. Czasami tęsknił za życiem w drodze, ale niczego nie żałował.

 

– No to zmykaj, smyku, może uda ci się coś złowić na kolację – powiedział. Chłopiec uśmiechnął się szeroko i wybiegł z domu.

 

Nie wiedział, że rodzice siedzieli jeszcze przez jakiś czas, patrząc za nim w okno z mieszaniną smutku i dumy.

 

***

 

Roger pochylił się nisko nad szyją konia, czując mięśnie grające w rytm galopu. Mondego wyciągnął się jak struna i gnał przed siebie. Łowca zatracił się zupełnie w tym szalonym pędzie. Na twarzy czuł wiatr i powiewającą grzywę, drzewa wokół nich migały. Nie byli w stanie utrzymać takiego tempa długo, ale teraz dopuszczał do siebie tylko radość i euforię. Kiedy szeroką szyję konia pokrył pot, zwolnili do kłusa. Roger poklepał zwierzę i zaśmiał się cicho.

 

Po chwili westchnął, skupiając się na nowo na obecnej sytuacji. Reszta oddziału podążała wolniej, tempem toczącego się wozu. On sam ruszył przodem. Musiał jak najszybciej dotrzeć do Tesy. Chciał, żeby to ona poinformowała Radę o wydarzeniach w folwarku. Zwiększało to szansę, że Gildia powierzy jej tę sprawę. Nie wyobrażał sobie, żeby jakiś inny mag mógł współpracować z nocnym wędrowcem. Oczywiście pod warunkiem, że ten nie zamienił się w warzywo.

 

Pozostawali jeszcze ludzie Sarezedasa. Jeśli wsparcie nie dotrze do nich przed wieczorem, dawał im marne szanse na przeżycie. Niestety, sprawne podejmowanie decyzji nie było mocną stroną Gildii Magów.

 

Kiedy sierść konia zaczęła wysychać, znowu przeszedł do galopu. Starał się jechać tak szybko, jak tylko się da, nie zajeżdżając przy tym wierzchowca. Podróż zajęła mu pół dnia. Mondego gonił już resztkami sił, kiedy wjechali na podjazd przed domem Tesseithy.

 

Czarodziejka czekała na niego na progu z napiętym wyrazem twarzy. Łowca zeskoczył z konia i oddał wodze stajennemu. Wbiegł po schodach, gdzie zdenerwowana Tesa chwyciła go za ramię i spojrzała prosto w oczy.

 

– Catriona? – zapytała zduszonym głosem. Do Rogera dopiero teraz dotarło, jak przyjaciółka mogła odebrać jego pospieszny przyjazd.

 

– Wszystko z nią w porządku – powiedział, uśmiechając się uspokajająco. – Niedługo tu dojedzie razem z resztą drużyny. Sarezedas nie żyje, musimy porozmawiać.

 

Tesseitha popatrzyła na niego zaskoczona.

 

– Co tam się wydarzyło? Wszyscy są cali? Chodź do gabinetu, wszystko mi opowiesz. – Odwróciła się i pociągnęła go za sobą.

 

Roger z przyjemnością rozsiadł się w wygodnym fotelu, pozwalając rozluźnić się mięśniom, zmęczonym szaloną jazdą. Z przyjemnością przyglądał się czarodziejce, rozlewającej wino do kieliszków.

 

– Śmierć Sarezedasa otwiera nam dużo możliwości – zaczęła Tesseitha. – Co się właściwie stało?

 

Roger opowiedział w skrócie wydarzenia z posiadłości rektora. Tesa dopytała dokładnie o swoją wychowankę, po czym stanęła zamyślona przy oknie.

 

– Spróbuję nakłonić gildię do powierzenia mi tej sprawy, chociaż nie będzie to proste – oznajmiła, patrząc na niego z powagą. – Rada kieruje się przede wszystkim polityką, a śmierć rektora to poważna sprawa. Przejrzę teraz dokumenty, które przywiozłeś. Skontaktuję się z nimi, jak tylko będę gotowa.

 

Rozległo się pukanie i służący wniósł tacę z posiłkiem. Rogerowi ślinka pociekła do ust na widok plastrów pieczeni, sera oraz świeżego chleba.

 

– Tej nocy kiedy zginął rektor, udało mi się zerknąć na jego rzeczy. Zobacz, co znalazłem – Podał czarodziejce pognieciony list i zabrał się za jedzenie.

 

– Musiał być wściekły, kiedy to przeczytał – stwierdziła ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, przeglądając treść. – Chociaż do gorszej osoby nie mógł się zgłosić o pomoc. Boję się, że może ściągnąć uwagę Istengardu na całą tę hecę.

 

– Myślisz, że mieliby się tym zainteresować na poważnie? – zdziwił się Roger.

 

– Trudno powiedzieć. Sinas od zawsze fascynował się magią eksperymentalną. A jeśli on się czymś zaciekawi, Hedrion też się o tym dowie. – Tesa podeszła do stołu i sięgnęła plaster sera. – Zawsze żałowałam, że Azzgarowi nie udało się nawiązać lepszej współpracy z Radą Gildii. Królewski mag stał się potężnym wsparciem dla polityki naszego południowego sąsiada.

 

– Ile spraw byłoby wtedy łatwiejszych… – westchnął Roger, pociągając spory łyk wina. – Wątpię, żeby Filippe miałoby się to kiedykolwiek udać. Już prędzej rada zacznie kontrolować jego, niż on ją.

 

– Poznałeś go osobiście, kiedy byłeś jeszcze na dworze? Jaki on jest? Właściwie to znam księcia tylko z plotek – zaciekawiła się czarodziejka.

 

– Poznać to zdecydowanie za dużo powiedziane, ale był czas, że często go widywałem. To nie jest zły dzieciak, tylko strasznie zagubiony. Nie jest też głupi, brakuje mu jednak wiary w siebie. Zresztą trudno się temu dziwić. Król nigdy nie znajdował dla niego czasu, a młody nie miał szczęścia do piastunek. Za to najróżniejszych bigotów miał wokół siebie na pęczki. A tobie udało się kiedykolwiek poznać Sinasa? Wywiad ma na jego temat bardzo niewiele informacji. Zresztą w pobliżu Hedriona też nigdy nie udało się nikogo umieścić – zapytał łowca, pakując sobie do ust pajdę chleba.

 

– Niestety nie, słyszałam kilka jego referatów na różnych sympozjach, ale nigdy nie wygłaszał ich osobiście. Zawsze w jego imieniu występował ktoś z Wieży Magów.

 

– Ciekawe…

 

Tesseitha przysiadła na krawędzi parapetu, krzyżując ręce na piersi. Utkwiła zamyślone spojrzenie w przyjacielu. Roger czekał, aż czarodziejka zbierze myśli. W milczeniu zabrał się za pachnącą ziołami pieczeń. Odkroił spory plaster i zmrużył ukontentowany oczy, delektując się jej kruchością i smakiem.

 

– Chciałam ci jeszcze o czymś powiedzieć – odezwała się w końcu Tesa. – Kiedy spróbuję wybudzić Nero, bądź przy mnie i zachowaj ostrożność. Obserwuj go potem dyskretnie. – Westchnęła cicho, odwracając głowę w stronę okna. – Trudno jest mi przewidzieć, jak to, czego doświadczył w folwarku, wpłynęło na jego psychikę.

 

– Myślisz, że mu odbije? – zaniepokoił się Roger, przełykając mięso.

 

– Niestety nie możemy tego wykluczyć. Jest empatą, do którego umysłu wdarły się emocje ofiary i prawdopodobnie również oprawcy. – Tesseitha przeczesała palcami włosy. Wyglądała na zmartwioną. – Wiesz... Nie sądzę, żeby polowania na nocnych wędrowców zaczęły się bezpodstawnie. Mówi się, że nie można spoglądać bezkarnie w mrok. W końcu mrok zaczyna spoglądać także na ciebie. Może to banał, niestety zbyt dobrze do nich pasuje – uśmiechnęła się smutno.

 

– Co masz na myśli? – zdziwił się łowca.

 

– Nero wspominał, że strażnicy przechodzą przez zasłonę tam, gdzie wydarzyło się coś strasznego. Mówił, że są w stanie odbierać wspomnienia i uczucia ludzi, którzy zginęli gwałtowną śmiercią. Nie wierzę, że coś takiego nie ma na nich żadnego wpływu.

 

Roger poczuł się nieswojo. Doskonale pamiętał pościg za nocnymi wędrowcami oraz walkę Nero z Czarnookim. Wolałby nie mieć z nim do czynienia, gdyby ten stracił nad sobą panowanie.

 

– Będę miał go na oku – obiecał, zbierając się do wyjścia. Nie chciał marnować czarodziejce więcej czasu.

 

– Wasze kwatery są przygotowane, możesz odpocząć. I pamiętaj, żeby się wykąpać, śmierdzisz koniem – powiedziała Tesa z figlarnym uśmiechem.

 

– Dołączysz?

 

– Chyba dałeś mi za dużo pracy, żebym miała na to czas – westchnęła z żalem, podchodząc do sterty dokumentów.

 

– Chyba tego wcześniej nie przemyślałem – Roger pokręcił głową. Obrzucił ją przeciągłym spojrzeniem i ruszył do wyjścia.

 

Udał się najpierw do stajni sprawdzić, w jakim stanie jest Mondego. Bał się, czy nie przesadził z tą szaloną jazdą. Czarny ogier stał w dużym, solidnie wyściełanym boksie i spokojnie skubał siano. Na widok swojego pana podniósł głowę i zarżał, po czym wrócił do jedzenia. Roger podszedł do niego i poklepał po szyi. Sierść konia była nadal wilgotna, ale dokładnie roztarta słomą i wyszczotkowana. Sprawdził jeszcze kopyta, po czym podsunął pod chrapy zwierzęcia zabrane po drodze jabłko.

 

Zadowolony udał się do przygotowanych dla drużyny pomieszczeń. Z przyjemnością skorzystał z sugestii czarodziejki, wylegując się leniwie w wodzie. Zastanawiał się właśnie jaką strategię przyjmie Rada, kiedy usłyszał pospieszne kroki i odgłos gwałtownie otwieranych drzwi. Odwrócił się i dostrzegł Tesseithę. Nie zdążył rzucić żadnych uwag na temat wspólnej kąpieli, kiedy podeszła i stanęła przed nim. Na widok jej poważnego wyrazu twarzy, wcześniejsze pomysły wyleciały mu z głowy.

 

– Król nie żyje! Właśnie zostałam o tym poinformowana przez gildię – oznajmiła z napięciem.

 

– Cholera! – Roger poczuł przejmujący smutek. Lubił i szanował starego króla.

 

– Nie mam jeszcze żadnych informacji na temat polityki księcia Filippe, ale to tylko kwestia czasu, kiedy zacznie się robić niespokojnie. – Czarodziejka, pomimo powagi sytuacji, nie potrafiła się powstrzymać od błądzenia wzrokiem po ciele łowcy.

 

– Istengard już wykonał ruch – stwierdził Roger, próbując zachować powagę i nadal koncentrować się na rozmowie. Opowiedział w kilku słowach o zdarzeniu w karczmie.

 

– Boję się, że na ciebie też mogą mieć zlecenie – zmartwiła się czarodziejka. – Proszę, uważaj na siebie.

 

Słysząc troskę w jej głosie, zrobiło mu się ciepło na sercu. Fantazje o wspólnej kąpieli wróciły ze zdwojoną siłą. Tesa prychnęła, widząc, co się święci i uśmiechnęła się zawadiacko.

 

– Nie teraz, łobuzie, mam przez ciebie mnóstwo roboty.

 

Łowca spłynął w dół i zaczął puszczać ustami bąbelki na wodzie, patrząc na nią niewinnie.Tesa pokręciła ze śmiechem głową i zmierzwiła mu włosy.

 

Dopiero kiedy wyszła, mógł się na nowo skupić. Niepokoił go los królestwa. Filippe nie brakowało inteligencji, ale nie miał dostatecznej siły woli i wiary w swoje decyzje, żeby rządzić silną ręką. Kierował się opiniami doradców, którzy dbali bardziej o własne interesy, niż o dobro Trovi. Książę nie zdawał sobie sprawy, że wojny nie prowadzi się tylko na polu bitwy. Inteligentny władca przejmował powoli kontrolę nad wrogim krajem, aż w końcu uzależniał go politycznie i gospodarczo. Niestety król Istengardu, był mistrzem w takich posunięciach i Roger podejrzewał, że już zaczął podejmować coraz bardziej zdecydowane kroki.

 

Łowca siedział w balii, rozmyślając jeszcze przez jakiś czas, aż zimna woda zmusiła go do wyjścia. Przebrał się i postanowił wykorzystać czas do przyjazdu towarzyszy w najlepszy możliwy sposób. Wyciągnął się z przyjemnością na łóżku i zapadł w drzemkę.

 

Kiedy ze snu wyrwało go skrzypienie wozu i ludzkie głosy, słońce chyliło się już ku zachodowi.

 

Tesseitha poczuła przypływ ulgi i szczęścia na widok nadjeżdżającej Catriony. Uściskała ją gorąco, kiedy tylko dziewczyna znalazła się na ziemi.

 

– Słyszałam, że świetnie się spisałaś – powiedziała z dumą.

 

– Nic takiego nie zrobiłam – odpowiedziała Cat z wyraźnym zmieszaniem.

 

– Roger mówił co innego. Wspominał, że uratowałaś im życie w walce z upiorem i z powodzeniem odczytałaś magiczną aurę. Chociaż, znając ciebie, wcale cię to nie usatysfakcjonowało – zaśmiała się Tesa.

 

– Chyba dotąd za bardzo się skupiałam na szermierce zamiast na magii – przyznała cicho Catriona.

 

– Och, to z pewnością – potwierdziła starsza czarodziejka, ponownie tuląc wychowankę.

 

Po przywitaniu poprosiła łowców, żeby wnieśli poszkodowanych do przygotowanego uprzednio pomieszczenia, po czym zaprosiła ich na kolację. Sama została przy rannych. Ten wieczór zapowiadał się dla niej bardzo pracowicie. Zdążyła już przejrzeć raport i notatki. Skontaktowała się z Gildią Magów i wymusiła na niej obietnicę rychłego wysłania wsparcia do posiadłości Sarezedasa. Co do decyzji odnośnie zajęcia się sytuacją w folwarku, musiała zaczekać na wynik obrad rady. W obliczu śmierci króla ta sprawa nie stała na szczycie priorytetów Gildii, ale dzięki temu pojawiła się szansa, że faktycznie zlecą jej to zadanie.

 

W pierwszej kolejności zbadała rannego maga. Jego stan nie pogarszał się dzięki interwencji Catriony, ale nie miała też pewności, czy będzie umiała mu pomóc. Miała kilka pomysłów do przetestowania, ale wszystkie były czasochłonne i nie gwarantowały sukcesu.

 

Postanowiła skupić się najpierw na Nero. Mężczyzna wyglądał, jakby spał, oddychając równo i spokojnie. Tesa dostrzegła ślad czaru usypiającego, nałożonego przez Cat. Uśmiechnęła się na wspomnienie dziewczyny. Kiedy znajdzie czas, będzie musiała dłużej z nią porozmawiać.

 

Trochę się obawiała tego, co musiała zrobić, żeby wybudzić Nero. Wiedziała na temat nocnych wędrowców dużo więcej, niż mogła powiedzieć, ze źródeł, do których po latach wstyd było jej się przyznać. W czasach młodości zdarzało jej się popełniać wiele błędów. W porównaniu do niej Catriona była naprawdę ułożoną panienką. Na szczęście przeżyte lata wiele ją nauczyły. Przede wszystkim potrafiła teraz doceniać ludzi, których los postawił na jej drodze.

 

Usłyszała skrzypienie drzwi i do pokoju wślizgnął się Roger. Uśmiechnęła się na jego widok.

 

– Dobrze, że jesteś. Spróbuję go wybudzić. Żeby to zrobić, muszę zanurkować w jego podświadomość w taki sposób, żeby nie skończyć jak Sarezedas. Przygotowałam czar wiążący i zaklęłam w to – podała mu niepozornie wyglądającą gałązkę.

 

– Jeśli zacznie dziać się coś niepokojącego, złam ją. Czar wyciągnie mnie na powierzchnię – powiedziała Tesa.

 

Roger spojrzał na nią z troską, po czym zaczął przeszukiwać ubranie Nero.

 

– W razie czego wolałbym, żeby nie był uzbrojony – powiedział, odkładając na bok duży, groźnie wyglądający nóż i trzy mniejsze, przeznaczone do rzucania.

 

Tesseitha pokiwała ze zrozumieniem głową. Usiadła obok wygodnie i zamknęła oczy, wprowadzając się w trans.

 

***

 

Staruszek był wykończony, ale szczęśliwy. W końcu, po wielu nieprzespanych nocach, udało się zakończyć czar przywołania. Teraz, z niecierpliwością i dumą, czekał, aż jego rozmówca przeanalizuje wynik prac.

 

– Hmm...

 

Kiedy z kryształu rozległ się głos, starzec odwrócił go od wyrysowanych na podłodze znaków i skierował w swoją stronę. Zimne, niebieskie oczy jego wspólnika wydawały się łagodnieć pod wpływem zamyślenia.

 

– Poziom złożoności tego zaklęcia jest bardzo wysoki. Masz pewność, że to zadziała?

 

– Nigdy nie będę jej miał, póki tego nie wypróbujemy. Zniszczona posiadłość Sarezedasa nadawałaby się do tego idealnie. Niestety teraz jest poza naszym zasięgiem. Jesteś pewien, że powiadamianie Gildii było dobrą decyzją? – zafrasował się stary mag.

 

– Tak. Ze względu na upiory. Zaczęło pojawiać się ich zbyt dużo. Nie dało się ich kontrolować. Stanowiły zbyt duże zagrożenie dla okolicznych mieszkańców. Do tego zbytnio przyciągały uwagę. Kiedy pojawili się nocni wędrowcy nie mogłem nie wykorzystać sytuacji.

 

– Przewidziałeś, że Sarezedas się tym zainteresuje?

 

– Oczywiście. Nie wierzyłem, że jego obsesja mogła tak po prostu wygasnąć – mężczyzna z kryształu wzruszył ramionami. Jego zmrużone oczy znów stały się zimne i bezwzględne.

 

– Rzeczywiście, kiedy teraz o tym myślę, wyszło całkiem dobrze. Nikt nie będzie się doszukiwał innych przyczyn problemów. Wszystko zrzucą na karb rektora i jego eksperymentów. Chociaż nadal pozostaje kwestia przeprowadzenia testów. – Staruszek był tak podekscytowany wynikami prac, że nie mógł się doczekać doniesień o ich praktycznym rezultacie.

 

– Nie wierzę, że w Gildii znajdzie się ktokolwiek, kogo nie przerosłaby obecna sytuacja w folwarku. Jestem pewien, że prędzej czy później ktoś się z tobą skontaktuje.

 

Staruszek wykrzywił usta w złym uśmiechu i pokiwał głową z uznaniem.

 

– Wystarczy tylko nakłonić ich, by wykonali całą pracę za nas. To może się udać – stwierdził.

 

– A jeśli coś pójdzie nie tak, nikt nie połączy tego z naszą sprawą – zauważył mężczyzna z kryształu. – Wracając jednak do upiorów, zauważyłem pewną zależność w ich zachowaniu.

 

Mag spojrzał na rozmówcę z nowym zaciekawieniem.

 

– Och, nie wiedziałem, że je obserwowałeś?

 

– Zainteresowały mnie. Kiedy znajdowałem się zbyt blisko, próbowały mnie zaatakować. Jednak gdy nie odnajdywały w bezpośredniej okolicy człowieka, zawsze ruszały w tym samym kierunku – na południowy wschód – wyjaśnił.

 

Staruszek zastanowił się przez chwilę, po czym otworzył ze zdziwienia oczy.

 

– Brama! Myślisz, że są w stanie wyczuć Bramę?!!

 

– Na to wygląda.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • wolfie 9 miesięcy temu
    Intrygują mnie te wspomnienia zawarte na początku rozdziału. Niby domyślam się do kogo mogą one należeć ale tak nie do końca :) Cały czas zachęcasz do czytania dalej :)
  • OsMiornicaDave 9 miesięcy temu
    Niebawem się to wyjaśni ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania