Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 32

Wszędzie wokół panowała zupełna cisza. Pomimo lodowego otoczenia i mgły Nero nie odczuwał chłodu. Nie słyszał też szumu wiatru ani skrzypienia śniegu. Na Pustkowiu nie istniało nic, co można by było porównać do materialnego świata. Wielu młodych strażników wpadało przez to w panikę. Był to irracjonalny lęk, kiedy ich umysł nie potrafił odnaleźć żadnego punktu odniesienia.

 

Nocny wędrowiec pogrążył się w myślach. Już nieraz zastanawiał się, dlaczego mogą odwiedzać tylko jeden ze światów. Czy w ogóle istnieją jeszcze inne miejsca tak, jak nauczali o tym kapłani Śniących Bogów? Być może strażnicy potrafili dotrzeć tylko do tego, ze względu na jego podobieństwo? Kultura i zwyczaje obu tych miejsc były bardzo do siebie zbliżone. Być może kiedyś, gdy istnieli tam jeszcze strażnicy, oba światy łączyła ze sobą większa współpraca?

 

Być może Pustkowie zajmuje stopniowo coraz większą przestrzeń i w rzeczywistości oba światy były kiedyś jednym, który został przez nie rozdarty? Być może te dwa wciąż pozostają ze sobą w kontakcie ze względu na istniejącą pomiędzy nimi bramę?

 

Nie, to brzmiało zbyt nieprawdopodobnie. Chociaż… Może Pustkowie, rozrastając się, pochłonęło już okoliczne światy i pozostały tylko te dwa? Co jakiś czas znajdowali się śmiałkowie, pragnący odkrywać nowe miejsca, ale żaden z nich nigdy nie powrócił. Czy obecny kryzys, owocujący uszkodzeniem zasłony, może doprowadzić do pochłonięcia kolejnego świata przez Pustkowie?

 

Nero potrząsnął głową. Takie rozmyślania do niczego nie prowadziły, a tylko go rozpraszały.

 

Od tego są wiedzący, żeby stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi.

 

Nie potrafił określić, jak długo szedł. Nie był w stanie ocenić upływu czasu na Pustkowiu, ponieważ czas tutaj nie istniał. Nie czuł zmęczenia, ponieważ w miejscu, gdzie ciało nie starzało się, nie ulegało też zmęczeniu. Mimo wszystko zaczynał odczuwać pewne znużenie, jakby jego umysł męczył się monotonnością i przedłużającym się marszem.

 

W pewnym momencie dotarły do niego echa ludzkich emocji, w których dominowały ekscytacja i niepokój. Jakiś czas później we mgle zamajaczyły trzy ludzkie sylwetki. Nocny wędrowiec podążył w ich stronę. Po chwili mógł już dokładnie zobaczyć dwóch chłopaków i dziewczynę. Mieli na sobie typowy strój i ekwipunek strażników.

 

Nero kojarzył ich z jakiejś wyprawy szkoleniowej. Przybyła trójka musiała kojarzyć go jednak znacznie lepiej, bo dziewczyna zaraz poczerwieniała na twarzy, a chłopacy sprawiali wrażenie, jakby chcieli się zapaść pod ziemię.

 

Nero próbował sobie przypomnieć, czy na treningu ochrzanił ich jakoś szczególnie, ale chyba tylko nieszczególnie, bo nic mu nie przychodziło do głowy.

 

– Dzień dobry, eee, to znaczy dobry wieczór... chyba – plątał się jeden z młodych – wysoki chłopak z burzą kasztanowych włosów, wpadających mu do oczu. Był chyba szefem patrolu, bo reszta sprawiała wrażenie, jakby chciała schować się za jego plecami.

 

Chyba rzeczywiście byłem dla nich za ostry – jęknął w duchu Nero. Ich emocje trochę go zabolały. Nigdy nie chciał się na nich wyżywać, czy jakoś przesadnie straszyć. Zależało mu jedynie na tym, żeby nauczyli się jak najwięcej i wrócili z Pustkowia żywi. Chociaż rzeczywiście nie miał do nich zbyt wiele cierpliwości...

 

– Jak mija patrol? – zagadnął przyjaznym tonem. Spojrzeli na niego dziwnie.

 

– Dziękuję, jest spokojnie – odpowiedział chłopak, prężąc się jak struna.

 

Nero obrzucił ich uważnym spojrzeniem. Pod wpływem jego wzroku ich niepewność jeszcze się spotęgowała.

 

Cholera.

 

– Uważajcie na siebie. – Nocny wędrowiec machnął im na pożegnanie, odchodząc.

 

Westchnął, czuł bijącą od nich ulgę.

 

– Wolałabym już chyba spotkać upiora – dobiegł go cichy szept za plecami.

 

Nero jęknął i zakrył oczy dłonią. Może faktycznie był za dużym perfekcjonistą, kiedy chodziło o pracę? Będzie musiał trochę nad sobą popracować, bo zestresowane dzieciaki niczego się nie nauczą. Przecież tłumaczył Alvorowi, że się do tego nie nadaje. Nie posiadał takiej charyzmy jak Castor, ani tym bardziej opiekuńczego podejścia Arii.

 

Po chwili uśmiechnął się, wspominając czasy, kiedy sam był w wieku spotkanych kadetów. Z czasem strażnicy zżywali się jak prawdziwa rodzina. Było ich niewielu, trenowali razem od dziecka, a wspólna walka cementowała te więzi. Jednak początki nie były łatwe. Cała jego grupa, oprócz niego, pochodziła z nizin społecznych, a on sam, dystansując się od wszystkich, też nie ułatwiał im zadania.

 

W końcu na Pustkowiu zaczęło pojawiać się coraz więcej kształtów – mar uformowanych z emocji i wspomnień ludzi zamieszkujących materialny świat. Nero zbliżał się do zasłony.

 

Dziewczyna czuje się zdradzona w najgorszy możliwy sposób. Oprócz skrajnego przerażenie targa nią również gniew, żal i chęć zemsty. Wieje silny wiatr, szarpie jej włosami i sukienkę. Jest jej zimno. Gołe stopy pieką. Zapierała się nimi całą drogę po skałach, a teraz patrzy przerażona w przepaść. Nie może w to uwierzyć. To nie może się tak skończyć. Szarpie się ze wszystkich sił.

 

– Proszę, nie!!! – próbuje krzyczeć przez zduszone gardło.

 

Żołdak śmieje się szyderczo. Trzyma ją swoją silną łapą za związane ręce.

 

– Nie byłaś za dobra. Nasz pan rzadko się nudzi po jednej nocy. Sam bym się z tobą zabawił, ale trochę za zimno na takie zero jak ty – mówi i popycha dziewczynę w przepaść. Przeraźliwy krzyk nagle się urywa.

 

Nero znalazł się pod ścianą urwiska. Uniósł twarz, czując chłodny powiew wiatru. Na nocnym niebie świeciły jasno dwa księżyce. Wrócił do domu!

 

Jego serce zabiło radośnie na widok wznoszącej się w górze twierdzy. Wyrastała nieprzystępna na poszarpanych skałach, tuż nad przepaścią. Jej wysokie mury odcinały się czernią na tle ośnieżonych szczytów. Nocny wędrowiec sam nie miał pojęcia, jak była stara. Ponoć istniała tu już na długo przed tym, zanim została zajęta i rozbudowana na potrzeby strażników.

 

Nieopodal znajdowały się wyryte w skale schodki. Nie było to zbyt wygodne wejście i rzecz jasna niejedyne. Strażnicy wykorzystywali je ze względu na znajdujące się tutaj osłabienie w zasłonie.

 

Według legend poprzedni właściciel twierdzy był człowiekiem niesamowicie przystojnym, szalenie bogatym i zepsutym do szpiku kości. Czarował wszystkie panny, a żadna nie mogła mu się oprzeć. Zabierał je ze sobą, obiecując złote góry. Baraszkowali razem w pościeli, aż panna czymś mu podpadła lub po prostu go znudziła. Wzywał wtedy straż i kazał zrzucić nieszczęsną w przepaść.

 

Nero zaczęło nagle coś świtać. Czy nie palnął napotkanej za zasłoną dziewczynie, że nadaje się tylko do zepchnięcia z urwiska w celu utrzymania przejścia w zasłonie? Hmmm, to byłoby mocno nietaktowne, niestosowne i niemiłe. Można by nawet powiedzieć, że chamskie. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, czym go tak zdenerwowała. No cóż, młodzi irytowali go samą swoją obecnością na Pustkowiu i faktem, że musi ich za sobą targać. Mając uczniów czuł, że stawał się innym człowiekiem. Odbieranie uczuć całego tego rozemocjonowanego stadka szybko wyprowadzało go z równowagi, a im bardziej był rozdrażniony, tym mocniej stresował kadetów. Zdecydowanie nie nadawał się na nauczyciela.

 

Po mozolnej wspinaczce po schodach znalazł się w końcu przed drewnianymi drzwiami o żelaznych okuciach. Jego kroki musiały zbudzić trzymających wartę chłopaków, bo stali teraz wyprostowani, wpatrując się napiętym wzrokiem przed siebie. Przydział przy schodach zazwyczaj trafiał się jako karniak. Nikt nie lubił stać na wąskim tarasie nad przepaścią, gdzie ciągle hulał wiatr. Nero też nieraz tu trafiał i też przysypiał skulony na progu, starając się jak najszczelniej zawinąć płaszczem. Do tych wysokich gór nigdy w pełni nie docierało lato z nizin. Śnieg tylko się cofał, lecz nie odpuszczał do końca. Kiwnął głową wartownikom i wszedł do wnętrza twierdzy.

 

Była to niezamieszkała część, w której panował ciągły chłód i przeciągi. Jego kroki niosły się echem po kamiennych korytarzach. Kochał te stare, zimne mury. Były jego domem.

 

Dwie trzecie pomieszczeń zamczyska stało obecnie pustych. Coraz rzadziej przysyłano tutaj dzieci wykazujące cechy empatów. Pomimo że tak nakazywało prawo, władze nie kwapiły się do jego egzekwowania. Ludzie pomału zapominali, jak ważna jest praca strażników.

 

Wiele lat temu, tak dawno, że nie zachowały się z tych czasów żadne zapiski, przez Tozir przetoczyła się okrutna wojna, niszcząc wszystko na swojej drodze. Ogromne pola bitew, spalone wsie, egzekucje i gwałty spowodowały osłabienie zasłony w wielu miejscach. Ponieważ strażników była w tamtych czasach tylko garstka, nie dali rady poradzić sobie z wielką ilością upiorów, szukających możliwości na przedostanie się do materialnego świata. Niektórym z nich udawało się to, siejąc śmierć i przerażenie wśród niedobitków wojny.

 

W odbudowującym się z trudem królestwo ustanowiono w końcu prawo, nakazujące szkolić na strażników wszystkie dzieci spełniające odpowiednie warunki. Rozbudowano starą twierdzę w górach, a okoliczne wsie i miasteczka miały w obowiązku wyżywić ich mieszkańców. Jednak z biegiem lat i stuleci wiedza, przekazywana z ust do ust, stała się legendą, a strażników zaczęto uważać za niepotrzebnych.

 

Coraz rzadziej pojawiały się dzieci, chcące się szkolić w twierdzy, a większość z nich i tak trzeba było odesłać. Obecni strażnicy wywodzili się głównie z nizin społecznych – dołączenie do kadetów stanowiło dla nich sposób na poprawę dotychczasowego życia. Również dostawy żywności stawały się coraz rzadsze i bardziej skąpe.

 

Nocny wędrowiec zdawał sobie sprawę, że Alvor zamartwiał się tym przez ostatnie lata i stawał na głowie, żeby wszystko funkcjonowało, jak należy. Czasami miewał krótkie przypływy wyrzutów sumienia, że nie potrafi być dla dziadka większym wsparciem. Szybko jednak dochodził do wniosku, że przy jego wsparciu wszystko błyskawicznie wzięłoby w łeb.

 

Westchnął przemieszczając się cicho opustoszałymi korytarzami. Kierował się prosto do Krato – przełożonego wiedzących. Staruszek mało spał i nie powinien mieć nic przeciwko niespodziewanej pobudce.

 

Nocny wędrowiec zapukał cicho do jego drzwi. Odpowiedziało mu milczenie, więc pchnął je delikatnie. W środku paliła się wesoło świeca, a Krato chrapał w najlepsze z głową opartą na biurku.

 

Nero uśmiechnął się szeroko, zdjął buty i podszedł do kominka. Ogień już dogasał i w pomieszczeniu czuć było przenikliwy chłód. Dołożył kilka szczap i dmuchnął do środka, rozpalając ogień na nowo. Nalał wody do małego czajniczka i położył na kratce, umieszczonej wewnątrz specjalnie do tego celu. Staruszek uwielbiał popijać swoje wywary w trakcie rozmowy. Właściwie to cały czas je popijał. Nero brakowało tego specyficznego zapachu zaparzonych ziół, zrywanych na stokach pod twierdzą. Kiedy był młodszy nieraz sam po nie biegał. Zdecydował, że da mu jeszcze pospać i obudzi go dopiero, jak herbata gotowa.

 

Ułożył się z ulgą na podłodze, pokrytej ciepłym, grubym dywanem. Krato pracował często na ziemi. Rozkładał wszędzie dookoła różne dokumenty oraz księgi i przerzucał je, siedząc pomiędzy nimi. Kiedy zaczął narzekać na kolana i korzonki, Alvor zorganizował jakoś ten dywan.

 

Nero wpatrywał się w sufit i wsłuchiwał w spokojny oddech starego człowieka oraz odgłos palącego się drewna. Dobrze było wrócić do domu.

 

Po chwili, kiedy wywar była już gotowy, podszedł i potrząsnął delikatnie ramieniem wiedzącego. Z plątaniny zdecydowanie zbyt długich, rzadkich, siwych włosów oraz głębokich zmarszczek spojrzały na niego zupełnie niepasujące do reszty, płonące młodzieńczą pasją oczy.

 

Krato zamrugał i zagapił się z niedowierzaniem na budzącą go osobę.

 

– Nero? – wykrzyknął. – Kiedy wróciłeś, chłopcze?

 

– Dopiero co – odpowiedział z uśmiechem nocny wędrowiec, wręczając mu parujący kubeczek. Staruszek przyjął go automatycznie, nadal nie wierząc własnym oczom.

 

– Udałem się prosto do ciebie. Mam informacje, które chciałem ci od razu przekazać – wyjaśnił Nero.

 

Krato pokiwał głową ze zrozumieniem i usadowił się na podłodze w okolicy kominka. Nocny wędrowiec usiadł naprzeciwko i zaczął opowiadać.

 

***

 

Roger stał oparty o fragment muru. Z ramionami skrzyżowanymi na piersi przyglądał się poczynaniom Tesseithy. Czarodziejka, przy użyciu magii, oczyściła wnętrze jednego ze zrujnowanych budynków i wyrównała stare klepisko. Teraz kucała na nim od dłuższego czasu, wyrysowując skomplikowane znaki.

 

– Co to właściwie będzie? – zaciekawił się.

 

– Jakiś ptak.

 

– Hee?

 

– To zaklęcie przywołania, które opracował Divor – wyjaśniła, nie przerywając pracy. Mówiła zmęczonym głosem, a w jej postawie widać było napięcie. – Istnieje ryzyko, że zmaterializowana przez dziewczynkę rzeczywistość zacznie przenikać do nas z Pustkowia. W takim wypadku będę zmuszona rozłożyć ją na czystą energię, z której powstała. Gdybym tego nie zrobiła, zasłona ulegnie rozdarciu. Przynajmniej tak twierdził Divor.

 

– Tylko po co w tym wszystkim przywoływać jakiegoś ptaka? – Łowca uniósł pytająco brew.

 

– Żeby spożytkować energię, która wtedy powstanie – wyjaśniła Tesseitha, podnosząc na niego zmęczone spojrzenie.

 

– Nie możesz jej po prostu, no nie wiem... Puścić w przestrzeń?

 

– Jeśli tak po prostu ją uwolnię, to dokona jeszcze większe zniszczenia niż te, które tutaj widzisz, a z nas nie zostanie zbyt wiele – odparła, pochylając się znów nad klepiskiem.

 

Roger zmarszczył brwi. Zupełnie mu się to wszystko nie podobało. Przybyli do folwarku poprzedniego dnia. Na miejscu zastali czterech czarowników przysłanych tutaj z Gildii. Łowca odbył o świcie krótką rozmowę z Fratelem, mężczyzną, który zdawał się im przewodzić. Według słów maga ilość upiorów co noc się zwiększała. Nie wróżyło to niczego dobrego.

 

– To zaklęcie jest pewne? – zapytał po chwili milczenia, wskazując wyryte na klepisku znaki. – Bo wiesz... W końcu stworzył je jakiś morderczy staruch zamknięty za niebezpieczne eksperymenty i znęcanie się nad studentami.

 

– Nie jest – westchnęła czarodziejka – i mam nadzieję, że nie będę zmuszona go użyć.

 

Mam wrażenie, że wyjdzie z tego chuj nie ptak – pomyślał Roger, kręcąc głową.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Vespera 8 miesięcy temu
    Nero boomer terroryzujący młodzież :)
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Gnojek normalnie ?
  • Vespera 8 miesięcy temu
    OsMiornicaDave i już nawet nie pamiętał za co ich tak cisnął
  • OsMiornicaDave 8 miesięcy temu
    Vespera za to, że są i zawracają mu głowę zapewne ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania