Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 35

Nero planował wyruszyć z samego rana, ale zanim udało im się pozbierać, słońce stało już wysoko. Żaden z nich nie miał ochoty schodzić po wąskich, niebezpiecznych schodach nad przepaścią, kiedy złapanie równowagi na podłodze pokoju było wyzwaniem. Przejście przez zasłonę znajdowało się w miejscu, gdzie ginęły nieszczęsne niewiasty, kochanki byłego pana twierdzy, rozpustnika i mordercy.

 

Geres rozwiał ich wyrzutu sumienia, tłumacząc, że wczorajsze spotkanie należy

potraktować jako profilaktykę zdrowia psychicznego. Podsłuchał kiedyś to sformułowanie u wiedzących i po tym, jak wytłumaczyli mu, co ono właściwie oznacza, zaadoptował je na swój użytek.

 

Nero obudził się dociśnięty do ściany, przez rozwalającą się na jego łóżku Arię. Głowa bolała go niemiłosiernie, pokój wirował, a w gardle suszyło. Nie do końca pamiętał, co takiego wyprawiali wczoraj w ramach owej profilaktyki, ale wolał nie dociekać.

 

Miał nadzieję na jeszcze jedną, krótką drzemkę, ale Castor z Geresem potrzebowali zdecydowanie zbyt mało czasu na to, żeby spakować się i zacząć walić w jego drzwi. Nocny wędrowiec z westchnieniem założył skórzaną kurtkę oraz płaszcz podróżny, zabrał broń i dołączył do czekających przyjaciół.

 

Dwójka pechowych kadetów, trzymających wartę przy wrotach nad przepaścią, wyprężyło się, na widok wychodzących instruktorów, z udawaną czujnością i skupieniem.

 

Castor przypomniał sobie, że sam ich tutaj wysłał za brak koncentracji na treningu. Zamiast machać kijem z należytą werwą, gapili się ciągle na rozciągające się obok dziewczyny.

 

- Dzień dobry. - Odezwał się jeden z winowajców, krępy chłopak z wesołymi ognikami w oczach. - Wyruszają panowie za zasłonę?

 

- Mała wycieczka krajoznawcza do Trovi. Będziecie mieli zastępstwo przez kilka dni. - Chłopak widocznie nie trzymał urazy.

 

Zresztą Castor zawsze miał dobry kontakt ze swoimi uczniami. Teraz stał wyprostowany, starając się, nie pokazywać po sobie skutków wczorajszego spotkania. Niestety jego starania zakłócił odgłos gwałtownych wymiotów.

 

- Kurwa - jęknął Nero, rujnując do reszty ich i tak już nadszarpnięty wizerunek.

 

- Musimy się zbierać, dajcie z siebie wszystko następnym razem! - rzucił Castor, starając się trzymać dobrą minę do złej gry.

 

Ruszył pospiesznie w dół, pociągając za sobą Nero. Geres podążył za nimi, chichocząc cicho pod nosem.

 

Na szczęście udało im się zejść po schodach, nie zabijając się przy tym. Po chwili byli już na Pustkowiu.

 

- Te kobity strasznie krzyczały, lecąc w dół. Głowa mi od tego pęka - jęknął Geres. - Kurwa Nero, to wszystko twoja wina i twojej przedwczesnej śmierci, którą trzeba było opić.

 

- I jeszcze nas bezwstydnie nawiedzasz zza grobu - dodał Castor.

 

- Trzeba było nie chlać w pokoju denata. Nie wiecie, że duchy przywiązują się do swoich miejsc? - odciął się Nero. - Zresztą sami też wyglądacie jak zwłoki. Chodźcie, Zbieramy się.

 

Podążali przez Pustkowie już od jakiegoś czasu. Dawno nie wyruszali wspólnie i każdy z nich cieszył się tą sytuacją. Brnęli przed siebie w milczeniu, lustrując bacznie okolicę. Nero postanowił przejść jak najbliżej folwarku. Pomimo że na Pustkowiu nie było kierunków ani drogowskazów, szedł pewnie, wiedząc instynktownie, dokąd powinien zmierzać. Po tym, czego doświadczył w starych ruinach i po otwarciu się na umysł dziewczynki, miał wrażenie, że odcisnęła ona na nim trwałe piętno. Odczuwał je jako wzywający go zew, z każdym krokiem coraz wyraźniejszy.

 

Nie wiedzieli, ile czasu minęło, gdy gdzieś przed nimi zamajaczyła pomarańczowo brudna łuna pożaru. Na jej tle wił się mrok.

 

- Jasna cholera, ile tego tu jest? To dlatego droga była taka spokojna - powiedział Castor.

 

Jeszcze nigdy nie widzieli tyłu upiorów na raz. Ciężko było je policzyć, bo zlewały się w jedną, kotłującą się masę ciemności.

 

- Przyciąga ich uszkodzenie w zasłonie. Czekają na noc, żeby spróbować się przedostać - stwierdził Nero.

 

W jego głowie zaczynał już narastać wibrujący krzyk i uczucie rozpaczy, charakterystyczny dla tego miejsca. Tym razem przebijała się przez nią również nienawiść i gniew.

 

Krato miał rację - pomyślał Nero ze smutkiem.

 

Popatrzył na twarze towarzyszy. Też zaczynali odczuwać skutki zbliżania się do folwarku. Nagle pojedyncze smugi ciemności zaczęły się odrywać i ruszać w ich stronę. Zostali zauważeni przez upiory.

 

- Przynajmniej nie będzie trzeba za tym cholerstwem łazić, możemy załatwić je hurtowo - próbował zażartować Geres, ale w jego głosie słychać było napięcie.

 

Nero zastanawiał się przez chwilę, czy nie spróbować przejścia. Zasłona była tu już dostatecznie osłabiona. Taka ilość upiorów nie rokowała optymistycznie dla wyników walki. Z drugiej strony zniszczenie tych istot tutaj, ograniczy ich wpływ, na prującą się zasłonę. Ryzykowali, ale właśnie do tego byli szkoleni. Ich zadaniem było niedopuszczanie, aby stworzenia Pustkowia dostawały się do świata materialnego.

 

Nero aktywował runy na broni swojej i towarzyszy. Dzięki temu stawała się dużo skuteczniejsza, chociaż walka kosztowała go więcej energii. W jednej ręce trzymał miecz, w drugiej długi nóż. Geres z Castorem wyciągnęli swoje półtoraręczne miecze. Stanęli w kręgu odwróceni do siebie plecami. Jeszcze nigdy nie przyszło im walczyć z tyloma upiorów na raz. Nie mogli dopuścić, aby istoty oddzieliły ich od siebie i otoczyły.

 

Upiory zaatakowały kiedy tylko znalazły się dostatecznie blisko. Nero odsunął od siebie wszelkie wątpliwości i skupił się wyłącznie na obronie. Ilość upiorów i zajadłość z jaką napierały, wymagała od nich maksymalnej koncentracji i szybkości. Walczyli w ciszy, słysząc jedynie swoje przyspieszone oddechy, świst ostrzy i wycie mrocznych istot.

 

Nero skupił się na odpieraniu ataków i ochronie pleców towarzyszy, podczas gdy Castor z Geresem likwidowali upiory z zabójczą precyzją. Walcząc w takim ustawieniu, nocny wędrowiec nie był w stanie wykorzystać w pełni swoich umiejętności. Jego styl polegał na szybkich atakach i unikach. Posługiwał się bronią o mniejszym zasięgu niż macki upiorów i nie mogąc opuścić pozycji, musiał ograniczyć się głównie do defensywy.

 

Trening, któremu poddawane były dzieci przyjęte na strażników, różnił się w zależności od ich fizycznych predyspozycji. Nero był zawsze drobny na tle reszty grupy, więc instruktorzy przydzielili go do treningu w grupie dziewczyn, koncentrującym się głównie na szybkości, skoczności i zwinności. Było to powodem licznych docinek ze strony reszty chłopaków, zwłaszcza Geresa, z dumą machających swoimi drewnianymi mieczykami. Nero był z tego powodu nieszczęśliwy i naburmuszony. Trwało to do momentu kiedy instruktor, zirytowany fochami podopiecznego, wysłał go na próbę do grupy chłopców. Po tygodniu machania durnym patykiem, na pełnym słońcu, ciągle w tej samej pozycji, Nero został wyleczony z wszelkich kompleksów i z radością wrócił do wcześniejszego treningu, dużo bardziej urozmaiconego i ciekawszego.

 

Styl walki Nero przypominał jakiś szalony taniec, podczas gdy technika Castora i Geresa cechowała się oszczędnością w ruchach, precyzją i siłą.

 

Trójka walczących strażników otaczała się wirującymi z niesamowitą prędkością ostrzami, a wokół nich napierała ciemność.

 

Nero nie wiedział, ile istot udało im się pokonać. Upiory zlewały się ze sobą, tworząc ścianę ciemność. Wciąż napierały, wyjąć i jęcząc. Nocny wędrowiec odciął się od bólu i zmęczenia, skupiając się wyłącznie na kolejnej zasłonie i cięciu. Pomału jego ruchy stawały się jednak wolniejsze, oddech cięższy, a do oczu ściekał mu pot. Wiedział, że długo tak nie pociągną. Chwila nieuwagi, zbyt wolna reakcja i będą martwi.

 

Nagle usłyszał zduszony krzyk i Castor zwalił się, charcząc, na ziemię.

 

- Kurwa - rzucił Geres zduszonym głosem.

 

Nero odepchnął od siebie niepokój o przyjaciela, starając się nie tracić koncentracji. Stanęli nad nim z Geresem, próbując osłaniać rannego towarzysza oraz siebie nawzajem. Walczyli dalej, świadomi, że nie wygrają tej walki. Nie zostało im jednak nic innego, jak wytrwać jak najdłużej.

 

Wtem jedna z macek zaatakowała od góry. Nero zauważył ją kątem oka, ale nie zdążył wyprowadzić ruchu. Poczuł palący ból od prawej łopatki po lewe biodro. Zamachnął się w górę, odcinając mackę i cudem zdążył przeciąć kolejną, na wysokości brzucha.

Jego ruchy zaczynały tracić grację i szybkość. Tylko dzięki latom praktyki udało mu się utrzymać koncentrację i dalej walczyć.

 

W pewnym momencie poczuł przypływ nadziei, zauważając, że ataki upiorów stały się trochę mniej zaciekłe. Odniósł wrażenie, jakby twory Pustkowia zaczynały tracić nimi zainteresowanie. W materialnym świecie zapadała noc.

 

Geresa pozbył się ostatniego z atakujących ich istot. Pozostałe nie zbliżały się już do nich, lecz drżąc z ekscytacji, sunęły w stronę łuny ognia.

 

Nero klęknął przy Castorze, ignorując ból mięśni i pleców.

 

Strażnik oddychał z trudem. Z jego ust dobywał się cichy świst i bąbelki krwawej piany. W klatce piersiowej zionęła dziura. Nero pośpiesznie rozerwał koszulę rannego, tworząc z niej pasy. Pociął fragment skórzanej kurtki Castora i utworzył z niej prowizoryczny opatrunek. Przybandażował go na tyle dokładnie, jak tylko się dało, starając się ograniczyć dopływ powietrza do zapadającego się płuca.

 

- Przechodzimy - powiedział, zarzucając sobie na kark ramię rannego towarzysza. - Musimy szybko znaleźć czarodziejkę. Nie zostało mu dużo czasu.

 

Geres stanął po drugiej stronie, również podpierając rannego. Sam także nie wyszedł z walki bez szwanku. Miał rozcięcie na policzku i poszarpaną ranę na ramieniu. Na szczęście nie wyglądało to zbyt groźnie.

 

Nero skoncentrował się na zasłonie. Była wyjątkowo cienka i drgała niespokojnie. Krzyk i rozpacz dziecka, pomieszane z nienawiścią starego czarodzieja rozchodziły się po niej jak kręgi po wodzie. Nocny wędrowiec uchylił delikatnie osłony, wczuwając się w te emocje. Momentalnie poczuł ostry, przeszywający ból głowy.

 

Tata leży w kałuży krwi, nie rusza się. Mama stoi przed nim. Próbuje go osłonić. Nagle sama osuwa się na ziemię. Z jej oczu, nosa i uszu kapie krew.

- Nieeeee ...

 

Zimny powiew wiatru uświadomił Nero, że przeszli. Ciężko dyszał, ledwo podtrzymując rannego Castora. Geres stał pod drzewem i rzygał.

 

- Kurwa mać - wychrypiał po chwili strażnik. - Ale mnie trzepnęło.

 

Otarł rękawem kurtki resztę wymiocin i pochwycił znowu bezwładne ramię kolegi.

 

Ruszyli przed siebie. Nero coraz mocniej niepokoił się o Castora. Nie mogli przejść zbyt blisko folwarku i teraz mieli przed sobą trochę drogi. Odegnał od siebie niepotrzebne myśli i zmusił się, do jak najszybszego marszu. Po walce był wykończony i czuł krew ściekającą po plecach. Zaczynała ogarniać go złość na myśl, że ratunek jest tak blisko i jednocześnie zbyt daleko. Oddech rannego słabł i stawał się bardziej urywany.

 

Brnęli nieprzerwanie przed siebie, aż stanęli na skraju lasu. Przed nimi roztaczał się widok na ruiny folwarku. Nagle, gdzieś z boku, usłyszeli trzask łamanych gałęzi. Ktoś zbliżał się w ich stronę. Po chwili z lasu wyszło dwóch obcych mężczyzn.

 

Nowoprzybyli zatrzymali się i popatrzyli na nich nieufnie.

 

- Kim jesteście i co tu robocie? - zapytał wyższy z nich.

 

Nocny wędrowiec przypuszczał, że mogą być to czarodzieje przysłani przez Gildię do pomocy w folwarku.

 

- Jesteśmy najemnikami zatrudnionymi przez Panią Tesseithę - palnął pierwsze, co przyszło mu do głowy.

 

Mężczyzna spojrzał na zwisającego im z ramion nieprzytomnego towarzysza oraz rany Geresa.

 

- Spotkaliście upiora? Jak to możliwe, że nadal stoisz? - mężczyzna popatrzył uważnie na Geresa.

 

- Chroni mnie światło mojej wiary - odpowiedział bez zastanowienia Geres.

 

- Co? - zapytał mężczyzna zdziwiony.

 

- Kolega pierdoli od rzeczy - wyjaśnił Nero.

 

- Spotkaliśmy jakąś bandę na trakcie. Napastowali niewinne niewiasty, a towarzych chciał być rycerski.

 

- Widzę, że ta rycerskość nie wyszła wam na zdrowie - westchnął drugi mężczyzna. - Połóżcie go na chwilę. Zobaczę, co dam radę zdziałać. Pani Tesseitha będzie pewnie zajęta do rana.

 

Nero odetchnął z ulgą i dał znać towarzyszowi, żeby położyli Castora. Mag ukląkł przy nieprzytomnym mężczyźnie, położył rękę na ranie i zamknął oczy w skupieniu. Po chwili rana zaczęła się zasklepiać, a oddech rannego wyrównał się. Czarodziej otworzył oczy, oceniając swoje dzieło i wstał.

 

- Mieliście dużo szczęścia. Dobrze, że dzisiaj jest tak spokojnie. Idźcie dalej w tamtym kierunku. Poczekajcie w ruinach folwarku. Rano spotka się z wami pani Tesseitha. - Czarodzieje pożegnali się i ruszyli dalej w las.

 

- W dupie tam spokojnie - westchnął Geres, jak tylko się oddalili.

 

- Ciekawe jak tu wyglądało wczoraj - zastanowił się Nero.

 

Ruszyli we wskazanym kierunku. Tym razem poruszali się dużo wolniej. Nero, kiedy przestał bać się o przyjaciela, poczuł, jak bardzo jest zmęczony. Rana na plecach cały czas krwawiła, a mięśnie paliły ogniem. Geresa też nie wyglądał dużo lepiej.

 

Przydałyby się możliwości lecznicze magów w twierdzy - przemknęło mu przez myśl.

 

Już nie pierwszy raz przyszło mu do głowy, że zacieśnienie współpracy pomiędzy magami a twierdzą mogłoby okazać się korzystne. Jednocześnie wszystko w nim buntowało się, przed sprowadzeniem maga do ich świata. Poza tym Catriona była zbyt trzpiotowata, a Tesseitha miała za dużo tajemnic i trudno było ją rozszyfrować.

 

Nero przestał o tym myśleć i skupił się na otoczeniu. Ze zdziwieniem zauważył, że aura folwarku nie przeszkadza mu już tak bardzo, jak poprzednio. Udało mu się nawet uchylić trochę osłony. Wolał móc wyczuć upiora z pewnym wyprzedzeniem. Geres szedł za to wyraźnie skrzywiony.

 

- Co za paskudne miejsce - powiedział.

 

Nero poprowadził ich do budynku, który już wcześniej służył magom za schronienie. W środku nikogo nie było. Wszyscy musieli wyruszyć w teren. W izbie panował spory nieład, na stole walały nie nieumyte naczynia, a po kątach sienniki z porozrzucanymi kocami.

 

Nero położył swój płaszcz pod ścianą i ułożył na nim nieprzytomnego przyjaciela. Rana była już zasklepiona, a pozostałe drobne rozcięcia nie wyglądały za groźnie. Castor spał spokojnie regenerującym snem. Geres przykrył go swoim płaszczem i zwalił się na ławę.

 

- Co teraz? - spytał.

 

- Postawię tu barierę, za dużo upiorów próbuje się przedostać - powiedział Nero.

 

- W porządku, ja rozejrzę się po okolicy i przypilnuję, żeby nie pominęli żadnej paskudy - powiedział Geres.

 

- Ok, zawiąż mi to tylko, bo sam nie sięgnę. - Nero ściągnął kurtkę i koszulę. Przyjrzał się im z niesmakiem. Ubrania były przecięte i poplamione krwią.

 

Podarł koszulę na pasy i podał przyjacielowi. Nie nadawała się już na nic innego.

 

- Wyglądasz, jakbyś spędził noc z jakąś wyjątkowo ostrą laską - palnął Geres.

 

- Weź zawiąż i nie pierdol - warknął Nero.

 

Popatrzył w stronę śpiącego Castora.

 

- Tym razem mało brakowało - powiedział cicho.

 

- Można powiedzieć, że piwo uratowało nam życie - stwierdził radośnie Geres. - Gdybyśmy wyruszyli wcześniej, byłyby z nas już zimne trupy.

 

- A mówi się, że z picia nie może wyniknąć nic dobrego - uśmiechnął się Nero. - Jak skończę, idę spać. Obudź mnie później, to cię zmienię. Tylko nie spiesz się za bardzo.

 

- Jasne - Geres wyszczerzył się i wyszedł.

 

Nocny wędrowiec wstał z westchnieniem, założył podniszczoną kurtkę i wyszedł na zewnątrz. Miał wrażenie, że tworzenie bariery szło mu jeszcze oporniej niż ostatnim razem. Kiedy skończył, ledwo trzymał się na nogach. Castor nadal spał, więc rzucił się na pierwszy lepszy siennik i zasnął jak kamień.

 

Miał wrażenie, że dopiero się położył, kiedy ze snu wyrwał go kopniak w żebra.

 

- Wstawaj, twoja kolej - powiedział Geres rzucając się na sąsiedni siennik.

 

- Kurwa, nie mogłeś delikatniej - Nero gramolił się, rozcierając bok.

 

- Następnym razem cmoknę cię w policzek - obiecał strażnik, odwracając się do niego plecami.

 

Sen był zbyt krótki, żeby zupełnie pozbyć się zmęczenia, ale Nero poczuł się już trochę lepiej.

 

Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się dookoła. Księżyc jasno świecił, a noc była ciepła. Niedaleko dostrzegł błyski światła. Któryś z magów musiał walczyć z upiorem. Ruszył cicho w tamtą stronę. Przemykał przez noc, starając się wyczuć ewentualne zagrożenie. Kiedy dotarł do małej polanki, było już po walce.

 

Spostrzegł Catrionę z Rogerem i Wilardem. Bił od nich smutek i żal. Zatrzymał się zdziwiony i popatrzył na nich z ciemności. Dziewczyna siedziała pod drzewem, chowając twarz w dłoniach. Łowcy rozglądali się czujnie dookoła. Wilard wymamrotał coś pod nosem.

 

Nero ruszył dalej. Czuł nienawiść i wściekłość istot nacierających na uszkodzoną zasłonę. Świat materialny przyciągał je jak ćmy do światła. Nagle jednej z nich udało się przedostać. Ruszył szybko w tym kierunku. Miecz zalśnił delikatnym światłem. Upiór wił się w ciemnościach, emanując gniewem. Nero przyskoczył do niego, przecinając w biegu macki i wykonał szerokie cięcie przez środek przelewającej się ciemności. Istota zawyła i zapadła się w sobie.

 

Nocny wędrowiec ruszył dalej, zastanawiając się, ile jeszcze wytrzyma zasłona.

 

***

 

Tesseitha wciągnęła głęboko do płuc powietrze, które niosło ze sobą zapach rosy, wilgotnej ziemi i kończącego się lata. Dzisiejsza noc była wyjątkowo spokojna. Nie wiedziała, czy cieszyć się z tego, czy niepokoić dziwnym spadkiem aktywności upiorów. Wczoraj było wyjątkowo trudno. Nêsper, Zodan i Roger wrócili poranieni, więc po całonocnej walce musiała jeszcze zająć się magią leczniczą.

 

Starała się nie pokazywać tego po sobie, ale była wykończona. Musiała być silna i nie okazywać wątpliwości. Wszyscy i tak byli już wystarczająco przybici. Śmierć Filina coś w nich złamała.

 

Miała coraz większe wyrzuty sumienia, że zabrała ze sobą Catrionę. Czuła skurcz w sercu za każdym razem, kiedy patrzyła w oczy dziewczyny. Pojawił się w nich smutek i dojrzałość, której wcześniej nie posiadała. Tak, jakby zdążyła dorosnąć w tę jedną, feralną noc. Tesa wiedziała, że jej wychowanica obwinia się o śmierć chłopaka, że przeżywa żałobę za nim i uczuciem, które nie zdążyło się rozwinąć. Uczuciem, które miało na zawsze pozostać w strefie marzeń, bez możliwości konfrontacji z rzeczywistością.

 

Tesseitha powtarzała sobie, że to tylko kwestia dni, kiedy Gildia Magów się ruszy i pomoże rozwiązać problem. W głębi serca jednak wiedziała, że gildia nie przybędzie na czas. Walczyli już prawie dwa tygodnie, a upiorów systematycznie przybywało. Gdyby nie runy nakreślone przez nocnego wędrowca, mieliby dużo większe straty.

 

Po wczorajszej nocy dotarło do niej, że zajęcie się tą sprawą było błędem. Tragicznym błędem, który może przypłacić życiem ona, Catriona i drużyna Rogera. Powinna rzucić wszystko i wracać, ale resztki przyzwoitości, upór i duma nie pozwoliły jej na to.

 

Postanowiła za to odesłać do domu Catrionę. Niestety na samym postanowieniu się skończyło, bo w rozmowie z dziewczyną natrafiła na mur. Cat nie denerwowała się, nie kłóciła, nie tupała nogami. Po prostu, z lodowatym spokojem i pewnością siebie, ucięła temat, oznajmiając, że zostaje. Do Tesseithy dotarło wtedy, że jej wychowanica przestała być dzieckiem. Napełniło ją to dumą i smutkiem zarazem.

 

Nagle jej rozmyślania przerwał głośny gwizd. To łowcy dawali znać o zbliżającym się zagrożeniu. Zalała polanę światłem, namierzając od razu wijącą się ciemność. Otoczyła ją pierścieniem ognia, a mężczyźni ruszyli do walki. Jej zmęczony umysł zdążył zanotować, że ich broń błyszczy jakoś intensywniej niż zazwyczaj. Rozproszyła część swojego czaru, umożliwiając atak. Ciemność zawyła i po chwili na polanie znów zapanował spokój.

 

- Widzę, że doszliście do wprawy. - Głos, który rozległ się znienacka za jej plecami, spowodował, że podskoczyła.

 

- Nero?! - powiedziała odwracając się. Bijąca od niej nadzieja i ulga spowodowała, że nocny wędrowiec spuścił wzrok.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Vespera miesiąc temu
    "- Chroni mnie światło mojej wiary - odpowiedział bez zastanowienia Geres.
    - Co? - zapytał mężczyzna zdziwiony.
    - Kolega pierdoli od rzeczy - wyjaśnił Nero."

    Dzięki, parsknęłam śmiechem w pracy, na szczęście nikogo nie było w pobliżu.
  • OsMiornicaDave miesiąc temu
    Dobrze, że nie kawą na dokumenty 😁
  • Vespera miesiąc temu
    tylko dlatego, że nie piję kawy
  • wolfie miesiąc temu
    Uwielbiam te cięte riposty Nero :) Mimo całej beznadziejności i podłości sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, można się pośmiać z ich świetnych tekstów :)
  • OsMiornicaDave miesiąc temu
    Nie jest najgorzej, póki nie zapomnieli języka w gębie ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania