Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 35

Nero obudził się dociśnięty do ściany, przez rozwalającą się na jego łóżku Arię. Głowa bolała go niemiłosiernie, pokój wirował, a w gardle suszyło. Nie do końca pamiętał, co takiego wyczyniali wczoraj, ale wolał nie dociekać. Zanim wytoczył się na podłogę, sprawdził jedynie, czy wszystkie łachy ma na swoim miejscu. Jego przyjaciółka zawinęła się w tym czasie w cały koc i wymamrotała coś przez sen.

 

Nocny wędrowiec z jękiem dopadł dzbanek z wodą i długo gasił pragnienie. Z grymasem obrzydzenia powiódł wzrokiem po pobojowisku, w jakie zamienił się jego pokój. Jedynym plusem czekającej go wyprawy był fakt, że nie będzie musiał tego wszystkiego sprzątać. Na razie.

 

Co się odwlecze, to nie uciecze – pomyślał posępnie.

 

Zaczął właśnie przepychać Arię pod ścianę, kiedy jego nadzieję na drzemkę rozwiało dobijanie się do drzwi. Castor z Geresem potrzebowali zdecydowanie zbyt mało czasu na to, żeby się spakować. Nero wpuścił ich niechętnie i z ociąganiem zaczął szykować się do drogi.

 

Choć planowali wyruszyć z samego rana, słońce stało już wysoko na niebie zanim poczuli się gotowi do podróży. Najbliższe przejście przez zasłonę znajdowało się w miejscu, gdzie ginęły nieszczęsne niewiasty – kochanki byłego pana twierdzy, rozpustnika i mordercy. Żaden z nich nie miał ochoty zbyt wcześnie schodzić po wąskich, niebezpiecznych schodach nad przepaścią, kiedy złapanie równowagi na prostej podłodze stanowiło nie lada wyzwanie.

 

Wyzwaniem okazało się również utrzymanie w środku zawartości żołądka. Nero obrzucił niezbyt przytomnym wzrokiem wartowników. Dwójka kadetów wyprężyła się na widok wychodzących instruktorów, przywołując na twarz wyraz czujności i skupienia.

 

– Dzień dobry. – Odezwał się jeden z nich – krępy chłopak z wesołymi ognikami w oczach. – Wyruszają panowie za zasłonę?

 

– Mała wycieczka krajoznawcza do Trovi. Będziecie mieli zastępstwo przez kilka dni. – wyjaśnił Castor. Zawsze miał dobry kontakt ze swoimi uczniami. Teraz stał wyprostowany, starając się, nie pokazywać po sobie skutków wczorajszego spotkania. Niestety Nero bezpowrotnie zniweczył jego starania.

 

– Kurwa – wyjęczał pomiędzy targającymi nim wymiotami.

 

Castor ruszył pospiesznie w dół, pociągając za sobą wciąż przewieszonego przez barierkę przyjaciela. Machnął tylko młodym na pożegnanie, starając się trzymać dobrą minę do złej gry. Geres podążył za nimi, chichocząc pod nosem. Na szczęście udało im się zejść po schodach, nie zabijając się przy tym. Po chwili byli już na Pustkowiu.

 

– Te kobity strasznie krzyczały, lecąc w dół. Głowa mi od tego pęka – jęknął Geres. – Kurwa Nero, to wszystko twoja wina i twojej przedwczesnej śmierci, którą trzeba było opić.

 

– I jeszcze nas bezwstydnie nawiedzasz zza grobu – dodał Castor.

 

– Trzeba było nie chlać w pokoju denata. Nie wiecie, że duchy przywiązują się do swoich miejsc? – odciął się Nero. – Zresztą sami też wyglądacie jak zwłoki. Chodźcie, zbieramy się.

 

Podążali przez Pustkowie już od jakiegoś czasu. Dawno nie wyruszali wspólnie i każdy z nich cieszył się tą sytuacją. Brnęli przed siebie w milczeniu, lustrując bacznie okolicę. Nero postanowił przejść jak najbliżej folwarku. Pomimo że na Pustkowiu nie było kierunków ani drogowskazów, szedł pewnie, wiedząc instynktownie, dokąd powinien zmierzać. Po tym, czego doświadczył w starych ruinach i po otwarciu się na umysł dziewczynki, miał wrażenie, że odcisnęła ona na nim trwałe piętno. Odczuwał je jako wzywający go zew, z każdym krokiem coraz wyraźniejszy.

 

Nie wiedzieli, ile czasu minęło, gdy gdzieś przed nimi zamajaczyła pomarańczowo brudna łuna pożaru. Na jej tle wił się mrok.

 

– Jasna cholera, ile tego tu jest? To dlatego droga była taka spokojna – wykrzyknął Castor. Jeszcze nigdy nie widzieli tylu upiorów na raz. Ciężko było je policzyć, bo zlewały się w jedną, kotłującą się masę ciemności.

 

– Przyciąga ich uszkodzenie w zasłonie. Czekają na noc, żeby spróbować się przedostać – zgadywał Nero.

 

W jego głowie zaczynał już narastać wibrujący krzyk i uczucie rozpaczy, charakterystyczny dla tego miejsca. Tym razem przebijała się przez nią również nienawiść i gniew.

 

Krato miał rację – pomyślał ze smutkiem.

 

Popatrzył na twarze towarzyszy. Też zaczynali odczuwać skutki zbliżania się do folwarku. Pojedyncze smugi ciemności zaczęły się odrywać i ruszać w ich stronę. Zostali zauważeni przez upiory.

 

– Przynajmniej nie będzie trzeba za tym cholerstwem łazić, możemy załatwić je hurtowo – próbował zażartować Geres, ale w jego głosie słychać było napięcie.

 

Nero zastanawiał się przez chwilę, czy nie spróbować przejścia. Zasłona była tu już dostatecznie osłabiona. Taka ilość upiorów nie rokowała optymistycznie dla wyników walki. Z drugiej strony zniszczenie tych istot tutaj, ograniczy ich wpływ, na prującą się zasłonę. Ryzykowali, ale właśnie do tego byli szkoleni. Ich zadaniem było niedopuszczanie, aby stworzenia Pustkowia dostawały się do świata materialnego.

 

– Ja z Geresem zajmiemy się ich likwidacją, Nero chronisz nam plecy – rzucił Castor, dobywając swój półtoraręczny miecz. Stanęli tyłem do siebie, obserwując z napięciem zbliżające się istoty.

 

Nero zdawał sobie sprawę, że nie będzie w stanie wykorzystać w pełni swoich umiejętności. Jego styl polegał na szybkich atakach i unikach. Walka w takim ustawieniu, wymusi na nim ograniczenie do defensywy. Zupełnie inaczej wyglądało to jednak w przypadku jego towarzyszy.

 

Trening, któremu poddawane były dzieci przyjęte na strażników, różnił się w zależności od ich fizycznych predyspozycji. Nero był zawsze drobny na tle reszty, więc instruktorzy przydzielili go do treningu w grupie dziewczyn, koncentrującym się głównie na szybkości, skoczności i zwinności. Było to powodem licznych docinek ze strony reszty chłopaków, zwłaszcza Geresa, z dumą machających swoimi drewnianymi mieczykami.

 

Nero przez długi czas nie mógł się z tym pogodzić. Trwało to do momentu kiedy instruktor, zirytowany fochami podopiecznego, wysłał go na próbę do grupy chłopców. Po tygodniu machania durnym patykiem i sterczenia na pełnym słońcu, ciągle w tej samej pozycji, Nero został wyleczony z wszelkich kompleksów i z radością wrócił do wcześniejszego treningu, dużo bardziej urozmaiconego i ciekawszego.

 

Istoty zaatakowały, gdy tylko znalazły się dostatecznie blisko. Nocny wędrowiec odsunął od siebie wszelkie wątpliwości i skupił się na walce. Nadążanie za ogromną ilością ramion, które wystrzeliły w ich kierunku, wydawało się prawie niemożliwe. Nero prowadził miecz z maksymalną prędkością, posiłkując się trzymanym w drugiej ręce, krótszym ostrzem. Ciął skośnie, skręcił nadgarstek i poprowadził klingę poziomo. Nożem odciął macki mknące w stronę twarzy, kolejne odrąbał mieczem. Szeroki zamach i krok w tył, bliżej towarzyszy. Wystrzeliły nowe ramiona.

 

Nero zdusił w sobie chęć uniku. Zamiast niego zrobił wypad, atakując obydwoma ostrzami jednocześnie. Znów się cofnął. Wyprowadzał ruchy dłuższe, bardziej obszerne niż zazwyczaj. Starał się dosięgnąć jak największą ilość macek. Mięśnie protestowały bólem. W ostatnim momencie przeciął ramię celujące w plecy Geresa. Krok w tył. Spływający do oczu pot pogarszał widzenie.

 

Zmagali się z ciemnością w milczeniu, słysząc jedynie swoje przyspieszone oddechy i wrzaski mrocznych istot. Nocny wędrowiec koncentrował się na odpieraniu ataków i ochronie pleców towarzyszy, podczas gdy ci likwidowali upiory z zabójczą precyzją. Trójka walczących strażników otaczała się wirującymi z niesamowitą prędkością ostrzami, a wokół nich napierał mrok. Istoty zlewały się ze sobą, tworząc falującą ścianę. Wciąż też nadciągały nowe, wyjąc i jęcząc.

 

Nero nie wiedział, ile upiorów udało im się pokonać. Nie myślał o bólu i zmęczeniu, skupiając się wyłącznie na kolejnej zasłonie, na następnym ataku. Pomału jego ruchy stawały się jednak coraz wolniejsze, a oddech cięższy. Wiedział, że długo tak nie pociągną. Chwila nieuwagi, zbyt wolna reakcja i będą martwi.

 

Wtem dobiegł go krzyk Castora. Mężczyzna zwalił się, charcząc, na ziemię.

 

– Kurwa – rzucił Geres zduszonym głosem.

 

Nero zacisnął mocniej szczęki. Odciął się od targających nim wątpliwości oraz narastającego poczucia winy. Odepchnął od siebie lęk o przyjaciela, próbując nie stracić koncentracji. Wraz z Geresem stanęli nad rannym, chroniąc jego oraz siebie nawzajem. Walczyli dalej, choć zaczynali rozumieć, że nie mają szans. Nie pozostawało im jednak nic innego, jak wytrwać jak najdłużej.

 

Nocny wędrowiec dostrzegł atakujące od góry ramię. Niestety nie zdążył na czas wyprowadzić ciosu, ani uskoczyć. Poczuł piekący ból od prawej łopatki aż po lewe biodro. Zamachnął się, odcinając mackę i cudem zdołał przeciąć kolejną – na wysokości brzucha. Zaczął poruszać się coraz wolniej. Wraz ze ściekającą po plecach krwią tracił wcześniejszą płynność i grację ruchów. Tylko dzięki latom praktyki udało mu się utrzymać skupienie i wciąż nadążać za atakami upiorów.

 

Jak długo jeszcze?

 

Charczenie Castora, zlewało się z chrapliwymi oddechami jego towarzyszy. Pozostawało już tylko kwestią czasu, kiedy i ich dosięgną czarne ramiona. Nic takiego jednak nie następowało. Nero nie od razu zauważył, że coś się zmieniło. Przepełniającą go rozpacz powoli rozwiewał nowy przypływ nadziei. Ataki upiorów stawały się jakby mniej zaciekłe. Wyglądało na to, że zaczynały tracić nimi zainteresowanie. W materialnym świecie zapadała noc.

 

Geres pozbył się ostatniego z atakujących ich istot. Pozostałe nie zbliżały się już do nich, lecz drżąc z ekscytacji, sunęły w stronę łuny ognia. Nero klęknął przy Castorze, ignorując ból mięśni i pleców. Ranny strażnik oddychał z trudem. Z jego ust dobywał się cichy świst i bąbelki krwawej piany. Z boku jego klatki piersiowej zionęła dziura. Nero pośpiesznie rozerwał koszulę przyjaciela, tworząc z niej pasy. Odciął fragment skórzanej kurtki strażnika i utworzył z niego prowizoryczny opatrunek. Przybandażował go na tyle dokładnie, jak tylko się dało, starając się ograniczyć dopływ powietrza do zapadającego się płuca.

 

– Przechodzimy – rzucił, dźwigając Castora. – Musimy szybko znaleźć czarodziejkę. Nie zostało mu dużo czasu.

 

Geres stanął po drugiej stronie, również podpierając rannego. Sam także nie wyszedł z walki bez szwanku. Miał rozcięcie na policzku i krwawiącą szramę na ramieniu. Na szczęście nie wyglądało to zbyt groźnie.

 

Nero skoncentrował się na zasłonie. Była wyjątkowo cienka i drgała niespokojnie. Krzyk i rozpacz dziecka, pomieszane z nienawiścią starego czarodzieja rozchodziły się po niej, jak kręgi na wodzie. Nocny wędrowiec uchylił delikatnie osłony, wczuwając się w te emocje. Momentalnie poczuł ostry, przeszywający ból głowy.

 

Tata leży w kałuży krwi, nie rusza się. Mama stoi przed nim. Próbuje go osłonić. Nagle sama osuwa się na ziemię. Z jej oczu, nosa i uszu kapie krew.

 

– Nieeeee ...

 

Zimny powiew wiatru uświadomił Nero, że przeszli. Ciężko dyszał, ledwo podtrzymując rannego Castora. Geres stał pod drzewem i rzygał.

 

– Kurwa mać – wychrypiał po chwili strażnik. – Ale mnie trzepnęło.

 

Otarł rękawem kurtki resztę wymiocin i pochwycił znowu bezwładne ramię kolegi.

 

Ruszyli przed siebie. Nero coraz mocniej niepokoił się o Castora. Nie mogli przejść zbyt blisko folwarku i teraz mieli przed sobą trochę drogi. Odegnał od siebie niepotrzebne myśli i zmusił się, do jak najszybszego marszu. Po walce był wykończony i czuł krew ściekającą po plecach. Zaczynała ogarniać go złość na myśl, że ratunek jest tak blisko i jednocześnie zbyt daleko. Oddech rannego słabł i stawał się coraz bardziej urywany.

 

Brnęli nieprzerwanie przed siebie, aż stanęli na skraju lasu. Przed nimi roztaczał się widok na ruiny folwarku. Nagle, gdzieś z boku, usłyszeli trzask łamanych gałęzi. Ktoś zbliżał się w ich stronę. Po chwili z lasu wyszło dwóch obcych mężczyzn. Nowoprzybyli zatrzymali się i popatrzyli na nich nieufnie.

 

– Kim jesteście i co tu robicie? – zapytał wyższy z nich.

 

Nocny wędrowiec przypuszczał, że mogą być to czarodzieje przysłani przez Gildię do pomocy w folwarku.

 

– Jesteśmy najemnikami zatrudnionymi przez Panią Tesseithę – palnął pierwsze, co przyszło mu do głowy.

 

Mężczyzna spojrzał na zwisającego im z ramion nieprzytomnego towarzysza oraz rany jego kolegi.

 

– Spotkaliście upiora? Jak to możliwe, że nadal stoisz? – mówiąc to, patrzył uważnie na Geresa.

 

– Chroni mnie światło mojej wiary – odpowiedział bez zastanowienia strażnik.

 

– Co? – zapytał zdziwiony mężczyzna.

 

– Kolega pierdoli od rzeczy – wyjaśnił Nero. – Spotkaliśmy jakąś bandę na trakcie. Napastowali niewinne niewiasty, a towarzysz chciał być rycerski.

 

– Widzę, że ta rycerskość nie wyszła mu na zdrowie – westchnął drugi z mężczyzn. – Połóżcie go na chwilę. Zobaczę, co dam radę zdziałać. Pani Tesseitha będzie pewnie zajęta do rana.

 

Nero odetchnął z ulgą i wraz z towarzyszem ułożyli Castora na trawie. Mag ukląkł przy nieprzytomnym strażniku, położył rękę na jego piersi i zamknął w skupieniu powieki. Po chwili rana zaczęła się zasklepiać, a oddech wyrównał. Czarodziej otworzył oczy i ocenił swoje dzieło.

 

– Mieliście dużo szczęścia. Dobrze, że dzisiaj jest tak spokojnie. Idźcie dalej w tamtym kierunku. Poczekajcie w ruinach folwarku. Rano spotka się z wami pani Tesseitha. – Czarodzieje pożegnali się i zniknęli w lasie.

 

– W dupie tam spokojnie – westchnął Geres, jak tylko się oddalili.

 

– Ciekawe jak tu wyglądało wczoraj – zastanowił się nocny wędrowiec.

 

Ruszyli we wskazanym kierunku. Tym razem przemieszczali się dużo wolniej. Nero, kiedy przestał bać się o przyjaciela, poczuł, jak bardzo jest zmęczony. Rana na plecach cały czas krwawiła, a mięśnie paliły ogniem.

 

W twierdzy przydałyby się umiejętności lecznicze magów – przemknęło mu przez myśl.

 

Już nie pierwszy raz przyszło mu do głowy, że zacieśnienie współpracy pomiędzy magami a strażnikami mogłoby okazać się korzystne. Jednocześnie wszystko w nim buntowało się, przed sprowadzeniem czarodzieja do ich świata. Poza tym Catriona była zbyt trzpiotowata, a Tesseitha miała za dużo tajemnic i trudno było ją rozszyfrować. Chociaż musiał przyznać, że obie nie były takie złe, jak to sobie dotąd wyobrażał. Jeśli istnieje więcej magów takich jak one, może z czasem pozbędzie się swojej niechęci do nich?

 

Chyba jednak nie – doszedł do wniosku.

 

Nero przestał o tym myśleć i skupił się na otoczeniu. Ze zdziwieniem zauważył, że aura folwarku nie przeszkadza mu już tak bardzo, jak poprzednio. Udało mu się nawet uchylić trochę osłony. Wolał móc wyczuć upiora z pewnym wyprzedzeniem. Geres szedł za to wyraźnie skrzywiony.

 

– Co za paskudne miejsce – wymamrotał.

 

Nero poprowadził ich do budynku, który już wcześniej służył magom za schronienie. W środku nikogo nie było. Wszyscy musieli wyruszyć w teren. W izbie panował spory nieład, na stole walały się nieumyte naczynia, a po kątach sienniki z porozrzucanymi kocami.

 

Prawie jak w domu – prychnął w myślach Nero.

 

Położył swój płaszcz pod ścianą i ułożył na nim nieprzytomnego przyjaciela. Rana była już zasklepiona, a pozostałe drobne rozcięcia nie wyglądały zbyt groźnie. Castor spał spokojnie, regenerującym snem. Geres przykrył go i zwalił się na ławę.

 

– Co teraz? – spytał.

 

– Postawię tu barierę. Za dużo upiorów próbuje się przedostać – oznajmił Nero.

 

– W porządku, ja rozejrzę się po okolicy i przypilnuję, żeby twoi znajomi nie pominęli żadnej paskudy – powiedział Geres.

 

– Zawiąż mi to tylko, zanim pójdziesz. Sam nie sięgnę.

 

Nero ściągnął kurtkę i koszulę. Przyjrzał się im z niesmakiem. Ubrania były przecięte i poplamione krwią. Podarł koszulę na pasy i podał przyjacielowi. Nie nadawała się już na nic innego.

 

– Wyglądasz, jakbyś spędził noc z jakąś wyjątkowo ostrą panienką – palnął Geres.

 

– Weź zawiąż i nie pierdol – warknął Nero.

 

Popatrzył w stronę śpiącego Castora.

 

– Tym razem mało brakowało – westchnął po chwili.

 

– Można powiedzieć, że pijaństwo uratowało nam życie – stwierdził radośnie Geres. – Gdybyśmy wyruszyli wcześniej, byłyby z nas już zimne trupy.

 

– A mówi się, że z picia nie może wyniknąć nic dobrego – uśmiechnął się Nero. – Jak skończę, idę spać. Obudź mnie później, to cię zmienię. Tylko nie spiesz się za bardzo.

 

– Jasne – Geres wyszczerzył się i wyszedł.

 

Nocny wędrowiec wstał z westchnieniem, założył podniszczoną kurtkę i wyszedł na zewnątrz. Miał wrażenie, że tworzenie bariery szło mu jeszcze oporniej niż ostatnim razem. Kiedy skończył, ledwo trzymał się na nogach. Castor nadal spał, więc rzucił się na pierwszy lepszy siennik i zasnął jak kamień.

 

Miał wrażenie, że dopiero się położył, kiedy ze snu wyrwał go kopniak w żebra.

 

– Wstawaj, twoja kolej – powiedział Geres rzucając się na sąsiednie posłanie.

 

– Nie mogłeś delikatniej? – oburzył się Nero, rozcierając bok.

 

– Następnym razem cmoknę cię w policzek – obiecał strażnik, odwracając się do niego plecami.

 

Czy zawsze musi się znaleźć jakiś debil, który nie potrafi normalnie człowieka obudzić?!! – marudził w myślach, obrzucając przyjaciela krzywym spojrzeniem.

 

Sen był zbyt krótki, żeby zupełnie pozbyć się zmęczenia, ale Nero poczuł się już trochę lepiej.

 

Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się dookoła. Księżyc jasno świecił, a noc była ciepła. Niedaleko dostrzegł błyski światła. Któryś z magów musiał walczyć z upiorem. Ruszył cicho w tamtą stronę. Przemykał przez mrok, starając się wyczuć ewentualne zagrożenie. Kiedy dotarł do małej polanki, było już po walce.

 

Spostrzegł Catrionę z Rogerem i Wilardem. Bił od nich smutek i żal. Zatrzymał się zdziwiony i popatrzył na nich z ciemności. Dziewczyna siedziała pod drzewem, chowając twarz w dłoniach. Łowcy rozglądali się czujnie dookoła. Wilard mamrotał coś pod nosem.

 

Nero ruszył dalej. Czuł nienawiść i wściekłość istot nacierających na uszkodzoną zasłonę. Świat materialny przyciągał je jak ćmy do ognia. W pewnym momencie jednej z nich udało się przedostać. Ruszył szybko w jej stronę. Miecz zalśnił delikatnym światłem. Upiór wił się w ciemnościach, emanując gniewem. Nero przyskoczył do niego, przecinając w biegu macki i wyskakując w górę ciął przez środek przelewającej się ciemności. Istota zawyła i zapadła się w sobie.

 

Nocny wędrowiec ruszył dalej, zastanawiając się, ile jeszcze wytrzyma zasłona.

 

*

 

Tesseitha wciągnęła głęboko do płuc powietrze, które niosło ze sobą zapach rosy, wilgotnej ziemi i kończącego się lata. Dzisiejsza noc była wyjątkowo spokojna. Nie wiedziała, czy się z tego cieszyć, czy niepokoić dziwnym spadkiem aktywności upiorów? Wczoraj było wyjątkowo trudno. Nêsper, Zodan i Roger wrócili poranieni, więc po całonocnej walce musiała jeszcze zająć się ich leczeniem.

 

Starała się nie pokazywać tego po sobie, ale była wykończona. Musiała być silna. Wszyscy i tak byli już wystarczająco przybici. Śmierć Filina coś w nich złamała.

 

Miała coraz większe wyrzuty sumienia, że zabrała ze sobą Catrionę. Czuła skurcz w sercu za każdym razem, kiedy patrzyła w oczy dziewczyny. Pojawił się w nich smutek i dojrzałość, której wcześniej na próżno było w nich szukać. Tak, jakby zdążyła dorosnąć w tę jedną, feralną noc. Tesa wiedziała, że jej wychowanica obwinia się o śmierć chłopaka, że przeżywa żałobę za nim i uczuciem, które nie zdążyło się rozwinąć. Uczuciem, które miało na zawsze pozostać w strefie marzeń, bez możliwości konfrontacji z rzeczywistością.

 

Tesseitha powtarzała sobie, że to tylko kwestia dni, kiedy Gildia Magów się ruszy i pomoże rozwiązać problem. W głębi serca jednak wiedziała, że wsparcie nie przybędzie na czas. Walczyli już prawie dwa tygodnie, a upiorów systematycznie przybywało. Gdyby nie runy nakreślone przez nocnego wędrowca, mieliby dużo większe straty.

 

Po wczorajszej nocy dotarło do niej, że zajęcie się tą sprawą było błędem. Tragicznym błędem, który może przypłacić życiem ona, Catriona i drużyna Rogera. Powinna rzucić wszystko i wracać, ale resztki przyzwoitości, upór i duma wciąż jej na to nie pozwalały.

 

Postanowiła za to odesłać do domu Catrionę. Niestety na samym postanowieniu się skończyło, bo w rozmowie z dziewczyną natrafiła na mur. Cat nie denerwowała się, nie kłóciła, nie tupała nogami. Po prostu, z lodowatym spokojem i pewnością siebie, ucięła temat, oznajmiając, że zostaje. Do Tesseithy dotarło wtedy, że jej wychowanica przestała być dzieckiem. Napełniło ją to dumą i smutkiem zarazem.

 

Nagle jej rozmyślania przerwał głośny gwizd. To łowcy dawali znać o zbliżającym się zagrożeniu. Zalała polanę światłem, namierzając od razu wijącą się ciemność. Otoczyła ją pierścieniem ognia, a mężczyźni ruszyli do walki. Jej zmęczony umysł zdążył zanotować, że ich broń błyszczy jakoś intensywniej niż zazwyczaj. Rozproszyła część swojego czaru, umożliwiając atak. Ciemność zawyła i po chwili na polanie znów zapanował spokój.

 

– Widzę, że doszliście do wprawy.

 

Głos, który rozległ się znienacka za jej plecami, spowodował, że podskoczyła.

 

– Nero?! – wykrzyknęła, odwracając się.

 

Bijąca od niej nadzieja i ulga spowodowała, że nocny wędrowiec spuścił wzrok.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Vespera 7 miesięcy temu
    "- Chroni mnie światło mojej wiary - odpowiedział bez zastanowienia Geres.
    - Co? - zapytał mężczyzna zdziwiony.
    - Kolega pierdoli od rzeczy - wyjaśnił Nero."

    Dzięki, parsknęłam śmiechem w pracy, na szczęście nikogo nie było w pobliżu.
  • OsMiornicaDave 7 miesięcy temu
    Dobrze, że nie kawą na dokumenty ?
  • Vespera 7 miesięcy temu
    tylko dlatego, że nie piję kawy
  • wolfie 7 miesięcy temu
    Uwielbiam te cięte riposty Nero :) Mimo całej beznadziejności i podłości sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, można się pośmiać z ich świetnych tekstów :)
  • OsMiornicaDave 7 miesięcy temu
    Nie jest najgorzej, póki nie zapomnieli języka w gębie ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania