Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - prolog

Wszędzie po horyzont rozciągała się lodowa równina spowita delikatną mgłą. Nic nie urozmaicało jednostajnego krajobrazu. Nie było tu skał ani pagórków, nie było drzew. Tylko płaska, niekończąca się przestrzeń. Żaden dźwięk nie mącił spokoju tego miejsca. Nawet przemierzający ją mężczyzna, sunący bezszelestnie niczym duch. Buty nie zapadały się w śnieg, a ciemnych włosów nie poruszał wiatr. Szedł szybko, a jego napięta twarz rozpogadzała się z każdym krokiem. W końcu westchnął głęboko, z uśmiechem błąkającym się na ustach.

 

Dobrze jest wrócić do domu, ale jeszcze lepiej znów z niego wyruszyć – pomyślał, ciesząc się spokojem i samotnością.

 

Pomimo mroźnego otoczenia nie odczuwał zimna. Nie czuł też zmęczenia ani głodu. Mógłby tak iść w nieskończoność. Więc szedł. Wiedział, że należy do tego miejsca. Był tutaj szczęśliwy. W tym jednostajnym krajobrazie odnajdywał piękno. Pustkowie bezbłędnie odczytywało jego pragnienia i dostosowywało się do nich. Dla każdego było czymś innym, więc nikt nie wiedział, jak naprawdę wyglądało.

 

W pewnym momencie coś zwróciło jego uwagę. Zwolnił i obrócił głowę. Jeszcze zanim dostrzegł zbliżającą się postać, wyczuł jej emocje i rozpoznał, kim jest.

 

Terifel – pomyślał i ruszył nieśpiesznie na spotkanie.

 

Uniósł dłoń, witając się z napotkanym przyjacielem. Przybysz uśmiechnął się w odpowiedzi.

 

– Witaj, Nero, w tej wysokiej trawie jesteś prawie niezauważalny – odezwał się.

 

– Ciebie za to świetnie widać na tle śniegu.

 

– Chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak każdy z nas widzi tu coś innego. Co za upiorne miejsce.

 

– Przecież to fascynujące.

 

– Za dużo czasu spędziłeś z wiedzącymi, kiedy wkuwałeś te swoje runy. – Mężczyzna pokręcił głową. – Tutaj wszystko jest nienaturalne, martwe. Żadnych zwierząt, roślin, kurde, nie ma nawet wiatru ani deszczu. Przez to, że nigdy nie zapada tu zmrok, nie jestem w stanie ocenić, ile czasu spędzam na patrolach.

 

– To pierwotna magia w najczystszej postaci. Może stać się wszystkim, reagując na intencje i uczucia...

 

– I dlatego jest tak cholernie niebezpieczna – uciął temat Terifel. – Gdzie będziesz się kręcił? Znowu się wybierasz do drugiej granicy?

 

– Pewnie tak. Mało kto się tam zapuszcza, a Trovia nie ma własnych strażników.

 

– Bo mało kto lubi brnąć tak daleko w głąb Pustkowia. Przy granicy zdarzają się przynajmniej przebłyski materialnego świata. Dalej nie ma zupełnie nic. Zawsze mam wrażenie, że zabłądzę tam na zawsze. Nie wiem, co cię tak tam ciągnie. – Terifel wzdrygnął się zauważalnie.

 

Nero rozumiał jego odczucia, ale ich nie podzielał. Sam nigdy nie miał tego problemu. W jakiś sposób zawsze wiedział, gdzie się znajduje, i nie miało to związku jedynie ze zdolnościami empaty, posiadanymi przez każdego ze strażników. Zdolnościami, które były niezbędne, aby móc przeniknąć przez zasłonę chroniącą świat i nie zgubić się w tym niezwykłym miejscu.

 

W pustce nie istniały żadne znaki rozpoznawcze, nie można było zapamiętać drogi ani wytyczyć szlaku. Jedynym kierunkowskazem były właśnie uczucia ludzi zamieszkujących materialne światy. Bardzo silne emocje potrafiły przeniknąć przez zasłonę, a magia Pustkowia reagowała, ukazując obraz ludzkich lęków lub radości. Im bliżej granicy świata, tym częściej można było napotkać przebłyski czasem obecnych, a czasem dawno minionych już zdarzeń.

 

Strażnicy nie umieli czytać w myślach, jak niektórzy podejrzewali. Po prostu czuli to samo, co osoby z ich otoczenia. Robili to spontanicznie od urodzenia. Dopiero w trakcie szkolenia dowiadywali się, jak odróżniać własne emocje od obcych i odcinać się od tych niechcianych wrażeń.

 

Nero wzruszył ramionami.

 

– W głębi Pustkowia jest cisza. Odpoczywam tam – powiedział.

 

Terifel pokiwał ze zrozumieniem głową.

 

– Masz przerąbane. Ja nigdy nie odbierałem ludzkich emocji tak intensywnie. Postawię zasłony i mam spokój. Ile tym razem wytrzymałeś w twierdzy? Dwa dni?

 

– Tydzień.

 

– Rozmawiałem z Arią, martwi się o ciebie. Znikasz na coraz dłużej.

 

– Aria przesadza. Jak zwykle.

 

– No nic, uważaj na siebie. Znowu będziesz przechodził do Trovii?

 

– Nie wiem, chyba nie.

 

Terifel wykrzywił usta w gniewnym grymasie.

 

– Naprawdę nie rozumiem, czemu te gnoje wybiły własnych strażników. Jak oni nas tam nazywają? Nocni wędrowcy?

 

– Też tego nie rozumiem. Pytałem kiedyś Nelfi. Wspominała, że miało to coś wspólnego z wojną domową. Tyle że minęło od niej już z pół wieku, a cholerna Gildia Magów wciąż pluje jadem.

 

– Czasami myślę, że powinniśmy machnąć na nich ręką. Ich świat, ich problem.

 

– Chyba nie tylko ty. I tak jest nas za mało, żeby patrolować własne granice. Ale jakoś tak nie potrafię. – Nero rozłożył bezradnie ręce.

 

– Dobra, dobra. Po prostu lubisz się tam włóczyć.

 

– To też.

 

Terifel machnął ręką na pożegnanie i ruszył w dalszą drogę. Nero śledził przez chwilę jego oddalającą się sylwetkę, po czym przymknął oczy i odchylił głowę w tył. Z jego ust wydobyło się ciche westchnienie ulgi. Znów otaczała go pustka i cisza. Zdolności empatów były jednocześnie darem i przekleństwem.

 

Nero szedł przed siebie, nie wiedząc, jak długo już idzie. Na Pustkowiu nie istniało słońce, które mogłoby pomóc odliczać czas. Nie istniał dzień ani noc.

 

U pasa mężczyzny wisiał miecz, na drugim biodrze długi nóż. Więcej broni kryły specjalnie w tym celu przygotowane kieszenie jego podniszczonej, skórzanej kurtki. Potrzebował tego, ponieważ na Pustkowiu wciąż istniała śmierć.

 

Nagle przystanął, marszcząc brwi. Echa własnego świata pozostawił dawno za sobą, więc to, co odczuwał, musiało pochodzić z Trovii – jedynego kraju w obcym świecie, do którego jak dotąd udało mu się dotrzeć.

 

Ruszył znów przed siebie, a emocje, które odbierał, stawały się coraz silniejsze. Rozpacz, przerażenie, strata.

 

Z każdym krokiem wyraźniejsze. Podniósł osłony, żeby odciąć się od tych wrażeń. Nie pomogło na długo. Obce uczucia wdzierały się do jego umysłu agonalnym krzykiem.

 

Szedł dalej, starając się nie zwracać na nie uwagi. Niebo przed nim zaczęło powoli ciemnieć. Kiedy zbliżył się jeszcze bardziej, dostrzegł na nim łunę pożaru. Głowa zaczęła tętnić bólem. Zacisnął szczęki, stawiając kolejne kroki.

 

Potworny strach, niedowierzanie, żal.

 

Serce zaczęło bić jak oszalałe. Cóż z tego, że odczuwał obce emocje. Ciało nie zdawało sobie z tego sprawy. Gdy wrażenia stawały się zbyt intensywne, reagowało na nie, jak na jego własne uczucia. Oddech stał się urywany i spazmatyczny, w oczach pojawiły się łzy.

 

Strażnik dojrzał w dali wyłaniający się z mroku, płonący budynek. Próbował przyjrzeć się temu wyraźniej, walcząc z bólem rozsadzającym czaszkę. Spędził wiele lat na Pustkowiu, ale nigdy nie natrafił na nic podobnego. Zmusił się, żeby zrobić jeszcze parę kroków. Świat zawirował, z nosa pociekła krew.

 

Udręka i zgroza rozrywały nieprzerwanym lamentem jego duszę.

 

Zamrugał. Budynek płonął na tle czarnego nieba w zupełnej ciszy. Trawione ogniem ściany i dach nie zapadały się. Trwały niezmiennie, poczerniałe, spękane.

 

Wtem dostrzegł odrywające się od ciemności smugi mroku. Jedna, druga, trzecia. Było ich coraz więcej. Za dużo, żeby mógł poradzić sobie z nimi w obecnym stanie. Wciąż pozostawały daleko, wciąż miał szansę na ucieczkę. Odwrócił się i ruszył przed siebie, stawiając chwiejne kroki.

Następne częściPamięć Pustkowia - rozdział I.I

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • natdem1998 5 miesięcy temu
    Cześć, OsMiornicaDave!
    Wow! Naprawdę ciekawie się zapowiada! Podoba mi się ten ciężki klimat Pustkowia. Sam tekst czytało mi się płynnie i przyjemnie. Chętnie zajrzę do kolejnych części.
    Pozdrawiam!
  • OsMiornicaDave 5 miesięcy temu
    Dziękuję i zapraszam :)
  • Vespera 5 miesięcy temu
    Melduję, iż przeczytane.
  • OsMiornicaDave 5 miesięcy temu
    Świetnie, dziękuję ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania