Pamięć Pustkowia - rozdział 8

Bliźniaki z Zodanem postanowili posiedzieć jeszcze trochę przy piwie. Nero już praktycznie spał z głową opartą na stole.

 

– Schlał się tym kwaśnym mlekiem czy jak? – sapnął Wilard, patrząc na nocnego wędrowca, który po dotarciu do pokoju padł na siennik, nawet nie zdejmując butów.

 

– Dowiedziałeś się czegoś nowego? – zapytał, odwracając się do dowódcy.

 

Roger z przyjemnością zzuł buty i wyciągnął swoje długie nogi.

 

– Chodzą pogłoski o znikających podróżnych oraz martwych zwierzętach. Chyba nic tak spektakularnego jak we wiosce, w której nocowaliśmy. Dosyć, żeby ludzie zaczęli się niepokoić, za mało, żeby wywołać zdecydowaną interwencję króla czy Gildii Magów.

 

– Jakieś wieści ze stolicy? Nie podoba mi się, jak żołdactwo chleje po karczmach, zamiast pilnować gościńców – powiedział Wilard ze zmarszczonymi brwiami.

 

– Ludzie plotkują na temat choroby króla, arystokracja coraz wyżej podnosi głowę, książę spędza czas na balach – wyliczał dowódca.

 

– Czyli sytuacja bez zmian – skwitował jego towarzysz.

 

– Poprosiłem karczmarza, żeby spakował nam rano prowiant i przyszykował konie. Ruszamy o świcie.

 

– Rozalia będzie rozczarowana – roześmiał się krępy łowca.

 

– Spierdalaj – rzucił Roger, szykując się do snu.

 

***

 

Nero zaklął szpetnie w nieznanym łowcom języku, kiedy z rana zbudził go kopniak Wilarda. Nie pamiętał za bardzo, jak znalazł się w łóżku.  Przeciągnął się i wykonał kilka ruchów, żeby rozruszać obolałe mięśnie.

 

– Konie gotowe, zjemy na postoju – rzucił dowódca, wychodząc.

 

Nero rozejrzał się, wszyscy byli już na nogach i szykowali się do wyjścia. Westchnął w duszy, myśląc o kolejnym dniu w siodle. Pocieszył się jednak, myśląc, że lepsze to niż przesłuchanie u magów.

 

Pogoda nie sprzyjała im tego ranka, było pochmurno i siąpił drobny deszczyk.

 

Nero wdrapał się na konia w sposób zupełnie pozbawiony wdzięku. Wolał nie myśleć, jak wyglądają jego łydki, otarte w ciągu poprzedniego dnia. Naciągnął głębiej na głowę kaptur i poklepał Kasztankę po szyi. Wyruszyli spod gospody, żegnani rozczarowanym spojrzeniem Rozalii.

Zła pogoda sprawiła, że ryzyko rozpoznania Nero znacznie spadła. Wszyscy siedzieli zakapturzeni i pozawijani płaszczami łowców. Roger postanowił więc zaryzykować i skrócić drogę, przecinając Lavos, niewielkie miasteczko słynące z najlepszych serów w okolicy.

 

Nero rozglądał się ciekawie na prawo i lewo, chłonąc widoki z ciekawością. Przemieszczali się szybkim tempem przez brukowane uliczki, aż wjechali na placyk, na którym przekupnie rozkładali właśnie swoje stragany.

 

Roger nie byłby sobą, gdyby minął obojętnie krążki serów owinięte białym płótnem. Dał znak do zatrzymania się i zeskoczył z konia. Targował się już ładną chwilę, kiedy wyminęła go jakaś starucha mamrocząca pod nosem i plująca śliną na boki. Nagle zatrzymała się przy koniu Nero i wczepiła w jego łydkę kościstymi paluchami. Ten spojrzał zaskoczony w pokryte bielmem oczy staruchy.

 

– Szukaj zapomnianego dziecka, chodzący pomiędzy – zaskrzeczała i wybuchnęła szalonym śmiechem.

 

Nero zmroziło do szpiku kości, gdy patrzył za oddalającą się staruchą. Nie był w stanie wyczuć żadnych emocji kobiety. Zdejmował pospiesznie kolejne bariery, ale nie poczuł niczego. Było tak, jakby starucha w ogóle nie istniała.

 

– Hej, jedziesz – krzyknął na niego Wilard.

Nocny wędrowiec obrócił się i popatrzył na łowcę nieprzytomnym wzrokiem. Dopiero teraz zauważył, że oddział zdążył już ruszyć w drogę.

 

– Co jest, ducha zobaczyłeś? – zakpił tamten, ruszając do przodu.

 

– Tak jakby – mruknął w odpowiedzi Nero.

 

Po godzinie jazdy mżawka przeszła w ulewny deszcz. Niebo było szare i ponure, błoto pryskało spod kopyt, a Wilard złorzeczył pod nosem. Wspomnienie słów staruchy nie dawało Nero spokoju. Miał wrażenie, że umyka mu coś ważnego.

 

Pomimo, że płaszcze dawały jako taką ochronę, wkrótce wszyscy zostali przemoczeni do suchej nitki. Szare niebo utrudniało ocenę czasu. Roger chciał spędzić noc w wiosce, którą od gospody dzieło około dwu i pół świecy. Wiedział, że jeśli utrzymają szybkie tempo, powinni dotrzeć tam przed zmrokiem. Normalnie nie forsowałby tak ludzi i koni, ale nocowanie w lesie w takim deszczu nikomu nie wydawało się dobrym pomysłem.

 

W końcu, gdy zaczęło szarzeć, zobaczyli w oddali dym z palenisk.

 

Nagle Nero zagwizdał przeciągle, zwracając  na siebie uwagę oddziału. Łowcy zatrzymali i spojrzeli na niego zdziwieni.

 

– W wiosce dzieje się coś złego – wyjaśnił.

 

– A ty co kurwa, wróżka – Wilard był przemoczony i brakowało mu cierpliwości.

 

– Jestem empatą – warknął Nero. – Czuję tam wiele lęku i nienawiści.

 

Ku jego zdziwieniu Roger nie wydawał się zaskoczony. Dowódca już wcześniej podejrzewał nocnego wędrowca o podobne zdolności.

 

– Zjeżdżamy w las – rozkazał. – Nêsper i Vésper, robicie zwiad.

 

Łowcy zatrzymali się w zagajniku niedaleko wioski. Bliźniacy oddali kompanom broń długą i zniknęli bezszelestnie w wilgotnej trawie.

 

Nero siedział w siodle jak zmokła kura. Stwierdził, że jeśli teraz zeskoczy na ziemię, to  już się więcej nie wgramoli na siodło. Chociaż trochę żal mu było Kasztanki. Poklepał ją po szyi, popuścił popręg i wodze. Klacz z ulgą wyciągnęła szyję i podrapała łbem o nogę.

 

Po jakimś czasie bliźniacy pojawili się z powrotem.

 

– Zakon urządził tam sobie polowanie na czarownice – powiedział Vésper z niesmakiem.

 

Nero uniósł brwi, zdziwiony nastawieniem zbrojnych. Bądź co bądź polowanie na czarownice to była ich robota.

 

– Zatłukli jakąś kobiecinę, jej córce udało się zbiec. Siedzą tam teraz i terroryzują wieśniaków. Chyba chcą przeczekać deszcz, zamiast uganiać się za zabiegiem – wyjaśnił Nêsper.

 

Nocny wędrowiec był pod wrażeniem wykonanego zwiadu. Musieli przemykać się przez środek wioski, a nawet nie zapadł jeszcze całkiem zmrok.

 

Roger pokiwał głową i zamyślił się. Wciąganie do wioski Nero nie wchodziło w grę. Z drugiej strony wszyscy byli przemoczeni, a konie potrzebowały odpoczynku. Postanowił zaryzykować spuszczenie nocnego wędrowca z oka. Zresztą, jeśli mają współpracować, muszą zacząć sobie ufać.

 

– Musimy dać koniom odpocząć, jutro raczej nie będzie okazji do noclegu pod dachem. Nero, niestety obecność oddziału zakonu jest dla ciebie zbyt niebezpieczna. Jeśli ścigają czarownice, zapewne jest z nimi mag. Proponuję, żebyś zaszył się gdzieś na noc, a spotkamy się ponownie jutro. Myślę, że w razie czego nie będziesz miał problemu, żeby nas odnaleźć?

 

Nero kiwnął głową na znak zgody. Też nie miał zamiaru pchać się pod nos siepaczom gildii.

 

– Możecie zabrać ze sobą Kasztankę? – zapytał – Bez niej będzie mi łatwiej.

 

– Jasne – odparł dowódca. – I tak mamy już jednego luzaka. Sięgnij sobie coś z zapasów.

 

– Niezależnie od sytuacji Roger nigdy nie zapominał o najważniejszym.

 

Nocny wędrowiec popatrzył chwilę za odjeżdżającymi, po czym zniknął w lesie. Postanowił oddalić się jak najbardziej od wioski. Nie był pewien, czy mag nie byłby w stanie go tutaj wykryć. Zdjął część osłon i pomknął naprzód biegiem. Z pewnością widział po ciemku lepiej niż zwykli ludzie, ale mimo wszystko musiał uważać.

 

Starał się utrzymywać równe tempo tak długo, jak mógł, ale w końcu zmuszony był zwolnić. Zaczął się rozglądać za kryjówką, aż dojrzał przewrócone wiatrem drzewo. Dół pod jego korzeniami może nie był wymarzonym miejscem na nocleg, ale dawał niewielką osłonę. Nero skulił się w nim i wpadł w stan pośredni pomiędzy snem a czuwaniem. Na głęboki, regeneracyjny sen nie mógł sobie dzisiaj pozwolić.

 

Nie wiedział, ile czasu właściwie minęło, gdy poczuł znajomą aurę grozy, znaną mu dobrze z Pustkowia. Nadal panowały ciemności, a niebo nie zaczęło jeszcze szarzeć.

 

Nocny wędrowiec poważnie się zaniepokoił. Szczerze liczył, że incydent z upiorem więcej się nie powtórzy. Jeśli tak szybko natknął się na kolejnego, bał się myśleć, jak wiele tych istot przedostało się do świata ludzi i jak mocno osłabiona jest zasłona.

 

Sięgnął po miecz i uaktywnił runy, po czym zrzucił bariery, namierzając upiora. Twór Pustkowia sunął dokładnie w kierunku wsi, w której zatrzymali się łowcy.

 

Nero wiedział, że nie jest w najlepszej formie i musi zakończyć walkę jak najszybciej. Wynurzył się spod korzeni. Znajdował się na niewielkiej polance, co dawało mu więcej możliwości manewru w walce z upiorem. Drzewa ograniczały możliwość uników, natomiast nie stanowiły żadnej przeszkody dla upiora.

 

Nero skupił się, wyrównał oddech i czekał. Nagle upiór pojawił się przy granicy drzew i pomknął w stronę strażnika, wypuszczając śmiercionośne macki ciemności. Mężczyzna zawirował między nimi jak tancerz. Części macek uniknął, część odciął mieczem. Tuż przed upiorem wykonał gwałtowny zwrot, żeby mieć dogodną pozycję do cięcia. Niestety w tym momencie chora noga zbuntowała się i Nero potknął się, tracąc impet. Wykonał niezgrabne cięcie od dołu, które co prawda osłabiło upiora, ale nie na tyle, żeby uniemożliwić mu kontratak. Nocny łowca poczuł, jak jedna z macek rozrywa mu mięśnie na plecach, jęknął głośno. Zauważył, jak niewidoczne zazwyczaj runy ochronne, znajdujące się na jego ciele, uaktywniają się, neutralizując truciznę upiora. Nero zmusił się do desperackiego ataku i pchnął sztychem. Zdawał sobie sprawę z tego, że ryzykuje. Gdyby cios nie unicestwił potwora, nie miałby możliwości, na wykonanie dostatecznie szybkiego odwrotu. Ku jego uldze ostrze trafiło idealnie, broń zabłysnęła runami, a upiór zafalował i zapadł się z wyciem w sobie.

 

Nero oparł na kolano, dysząc ciężko. Czuł krew ściekającą mu po plecach, ale miał nadzieję, że jest to powierzchowna rana. Nie chciał nadal dopuszczać bólu do świadomości, a tylko tak zorientowałby się w skali obrażeń.

 

Nocny wędrowiec zaczynał mieć już serdecznie dość tego świata, w którym po krzakach szwendają się upiory, a we wioskach grasują psychopatyczni magowie. Kiedy wędrował przez Pustkowie, nie czuł głodu ani zmęczenia. To było bardzo dziwne miejsce, poza czasem i przestrzenią, ale czuł się tam szczęśliwy. Teraz był przemęczony, obolały i zmarznięty. Na głowę padał mu deszcz, a na domiar złego przyszło mu spać w jakiejś wypełnionej błotem i robalami dziurze.

 

Dokuśtykał do miejsca, gdzie wcześniej się ukrył i skulił w pozycji embrionalnej, klnąc pod nosem. Owinął się szczelniej mokrym płaszczem, który zostawił tam na czas walki. Postanowił zaryzykować i zapaść w głębszy sen, żeby dać sobie szansę na regenerację. Wprowadził się w krótki trans, żeby już po chwili zasnąć.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania