Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pamięć Pustkowia - rozdział 24

Catriona została wyrwana z głębokiego snu energicznym potrząśnięciem za ramię. Otworzyła zaspane oczy i ze zdziwieniem dostrzegła pochylającego się nad nią Rogera. Zerwała się, od razu.

 

– Co się stało? – zapytała.

 

– Posłuchaj – odparł, wskazując w kierunku chaty magów.

 

Ciszę rozdarł nieludzki wrzask.

 

– Co jest – burknął zaspany Wilard.

 

– Nero zniknął – rzucił dowódca.

 

Przeraźliwy krzyk nagle umilkł. Cisza, która po nim nastąpiła, była dziwnie upiorna.

 

– Wiedziałem, że gnojek coś odpierdoli. Jego, kurwa, nigdy nie można spuścić z oka!

 

Czarodziejka spojrzała na niego zdziwiona. Nikt więcej nie skomentował. Dowódca przypasał miecz i spojrzał na nich.

 

– Wilard i Catriona, idziemy to sprawdzić, reszta czekać. Nie ma sensu, żebyśmy wszyscy się tam pchali – powiedział, ruszając w mrok.

 

Dziewczyna poszła za nim, czując ogarniający ją lęk. Folwark nocą wyglądał jeszcze upiorniej. Szczątki budynków przypominały przerażające stwory, szczerzące szyderczo swoje poczerniałe zęby. Na wspomnienie krzyku, który usłyszała przed chwilą, przeszły ją dreszcze. Było w nim coś nieludzkiego, pełnego bólu i szaleństwa. Ścinającego krew w żyłach.

 

Szła, stawiając ostrożnie kroki i niespokojnie rozglądając się dookoła. Idący po bokach łowcy dodawali jej otuchy, chociaż ich ściągnięte niepokojem twarze nie wróżyły niczego dobrego.

 

Po chwili dotarli na miejsce. Roger pchnął drzwi, które okazały się otwarte. W środku było pusto. Jedynie w sąsiedniej izbie paliły się świece, a ich roztańczony blask wpadał przez szparę w kotarze.

 

Łowcy ruszyli w tamtą stronę.

 

– O kurwa – rzucił Wilard, uchylając zasłonę.

 

Dziewczyna wsunęła się tuż za nimi i stanęła jak wryta. Makabryczny widok wyrwał z jej gardła krzyk. Przyciskając dłonie do ust, wpatrywała się w leżące na środku pomieszczenia zwłoki mężczyzny. Jego twarzy, zamienionej w krwawą maskę, nie dało się rozpoznać. Dziewczyna spostrzegła zakrwawione palce i połamane paznokcie. Ze zgrozą uświadomiła sobie, że te potworne obrażenia musiał zadać sobie samodzielnie. Nagle, po ubiorze i sylwetce, rozpoznała w trupie rektora.

 

Walczyła z mdłościami, czując, jak wszystko podjeżdża jej do gardła. Kiedy żołądek trochę jej się uspokoił, zobaczyła, że łowcy przy kimś kucają. Pełna najgorszych przeczuć poszła za nimi. Pod ścianą dostrzegła skuloną postać, przyciskającą kurczowo dłonie do uszu.

 

– Nero – szepnęła.

 

Wilard chwycił delikatnie rękę chłopaka i odsunął. Z sykiem wściekłości wypuścił jego nadgarstek, pokazując reszcie pokrywające go poparzenia.

 

Catriona obserwowała pełna złych przeczuć, jak rudy łowca uniósł twarz towarzysza. Zmartwiała na widok pustego spojrzenia. Z nosa i uszu Nero kapała krew.

 

– Kurwa mać – zaklął Roger.

 

– Musimy go stąd zabrać, zanim pojawią się magowie – rzucił Wilard. Zatrzymał wzrok na pobladłej dziewczynie i dodał: – Tylko się na niego nie porzygaj.

 

Catriona przetarła wzbierające w oczach łzy. Była nawet wdzięczna za złośliwą uwagę łowcy. Pomogła jej się pozbierać.

 

– Dźwignij go. Catriona, ty chodź ze mną – polecił dowódca.

 

Dziewczyna ruszyła za nim posłusznie i ze zdziwieniem dostrzegła, jak zaczął przeglądać rozłożone na stole dokumenty.

 

– Co robisz? – spytała z lekkim oburzeniem.

 

Mężczyzna zerknął na nią dziwnym wzrokiem.

 

– Zerknij tutaj – odpowiedział, wracając do przerwanego zajęcia. – Postaram się wyciągnąć te notatki od pozostałych magów. Bez szefa łatwiej będzie ich urobić. Wątpię jednak, żeby dali nam wszystko, co mają. Umiesz ocenić, co oni tu właściwie robią?

 

Catriona chwyciła bez przekonania plik kartek. Przejrzała je pobieżnie, ale tak jak się tego spodziewała, niewiele potrafiła z nich zrozumieć. Łowca musiał mieć jednak więcej szczęścia, bo po chwili usłyszała jego rozbawiony głos.

 

– Ciekawe – mruknął, chowając do kieszeni jakieś pogniecione pismo.

 

– Nie potrafię zrozumieć idei tych zaklęć. Gdybym miała więcej czasu, może umiałabym coś z tego wywnioskować… – odpowiedziała, widząc jego pytające spojrzenie.

 

Roger kiwnął głową i przeniósł wzrok. Do pomieszczenia wtoczył się właśnie Wilard podpierający młodszego kolegę.

 

– Trudno, musimy się zwijać. – rzucił dowódca i ruszył rudemu łowcy z pomocą.

 

Droga powrotna zajmowała im dużo więcej czasu. Nero nie wydawał żadnego dźwięku i nie reagował na bodźce. Szedł z nimi sztywno jak kukła, bezwolnie przekładając nogi.

 

Catriona rozglądała się z niepokojem. Panująca wokół cisza miała w sobie coś złowieszczego. Blade światło księżyca jedynie podkreślało posępność otoczenia. Pomiędzy ruinami coraz wyraźniej majaczył blask ogniska, kiedy dobiegł ją głos dowódcy:

 

– Przygotujcie się.

 

– Co się dzieje? – zapytała przestraszona. Kątem oka dostrzegła dziwne znaki na mieczu łowcy, pobłyskujące delikatnym, błękitnym blaskiem. Zdziwiona zmarszczyła brwi, ale następne słowa Rogera spowodowały, że przestała zwracać na nie uwagę.

 

– W okolicy pojawił się upiór, odstrasza go ogień – rzucił krótko, starając się jeszcze bardziej przyspieszyć kroku.

 

Dziewczyna poczuła, jak jej serce zabiło gwałtowniej. Nie była pewna, z czym przyjdzie im się zmierzyć. Niepokój malujący się na twarzach towarzyszy wzbudzał w niej coraz większe obawy.

 

Wyczarowała wokół nich delikatne ogniki, nerwowo wpatrując się w noc. Już prawie biegli, ciągnąc za sobą wciąż niekontaktującego towarzysza. Obozowisko było coraz bliżej.

 

Dziewczyna odetchnęła z ulgą, na widok siedzących przy ognisku łowców, kiedy powietrze przeszyło nieludzkie wycie. Ze zgrozą zobaczyła gęsty, falujący mrok, który przelewał się w ich kierunku. Odruchowo wyczarowała linię ognia, oddzielając ich od tego zjawiska. Blask rozświetlił liczne, kotłujące się wybrzuszenia. Jedno nich uwypukliło się gwałtownie w stronę dziewczyny. Przybrało kształt ludzkiej twarzy. Z otwartych ust wydobył się przeszywający skowyt. Dziewczyna zastygła przerażona, a ogień przygasł.

 

– Skup się, do cholery! – wrzasnął Roger.

 

Catriona rzuciła nieobecne, strwożone spojrzenie w kierunku dowódcy. Otaczający ich ogień rozgorzał na nowo.

 

Zostało im do przebycia tylko kilka metrów, kiedy ciemność wystrzeliła gwałtownie w górę i zaczęła opadać w dół mrocznymi mackami. Dziewczyna zadziałała instynktownie, tworząc nad nimi ścianę ognia. Macki odbiły się od niego, a upiór zawył.

 

– Cholera, przypaliłaś mi włosy – stęknął Wilard.

 

Catriona rzuciła mu przestraszone spojrzenie. Otworzyła usta i zamknęła je, nie wiedząc co powiedzieć.

 

Nagle zauważyła biegnących w ich stronę łowców. Pierwszy dotarł do nich Zodan. Odwrócił uwagę upiora, tnąc z obszernego zamachu. Zaraz za nim pojawili się pozostali.

 

– Uciekaj, będziemy was osłaniać – krzyknął Filin w stronę dziewczyny.

 

Catriona spostrzegła, że Roger z Wilardem zdążyli się już od nich oddalić. Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę walczących. Radzili sobie zadziwiająco dobrze. Nie zwlekając więcej, odwróciła się i pobiegła w stronę ogniska. Istota za jej plecami wyła opętańczo.

 

Czarodziejka, gdy tylko przekroczyła szkielet spalonej ściany, poczuła gwałtowny przypływ spokoju. Wraz z oddalającym się lękiem, spięte mięśnie zaczęły się rozluźniać, a rozszalałe serce uspokajać.

 

Jakby nic jej już nie groziło, a na zewnątrz nie toczyła się walka z upiorem Pustkowia.

 

Dziwne – pomyślała.

 

– Dadzą sobie radę? – spytała, zerkając w noc.

 

– Powinni, sprawdź lepiej, co z nim – powiedział dowódca, wskazując na chłopaka.

 

Catriona podeszła i kucnęła obok nich. Nero leżał nieruchomo, wpatrując się przed siebie pustym spojrzeniem. Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze, dostrzegając poparzoną rękę. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego rektor miałby zrobić coś takiego. Zresztą jak Nero znalazł się w budynku magów? Przecież miał trzymać wartę. I co właściwie stało się rektorowi? Tyle pytań... Postanowiła odłożyć je na później i skupić się na chłopaku. Trochę zajęło jej leczenie oparzeń, ale kiedy skończyła, nie było po nich śladu.

 

– Nie jestem zbyt dobra w magii mentalnej. Nie wiem, czy będę potrafiła go wybudzić – przyznała.

 

– Chyba nawet nie powinnaś teraz tego robić. Cokolwiek przydarzyło się rektorowi, na niego też miało wpływ – stwierdził Roger.

 

Catriona spojrzała na niego zaskoczona.

 

– Ale... Nie bardzo rozumiem jak to możliwe?

 

– Ciekawe, co tam się wydarzyło, że ten skurwiel, Sarezedas, tak pięknie przefasonował sobie buźkę – zastanawiał się głośno Wilard, znów bezczelnie wchodząc jej w słowa i nie odpowiadając na pytanie.

 

Poczuła, jak narastający gniew zaczyna wypierać resztki strachu.

 

Nagle na zewnątrz rozległ się przeciągły gwizd, a odgłosy walki ucichły. Po chwili wrócili pozostali łowcy, wyraźnie z siebie zadowoleni.

 

– To dużo lepsze niż machanie płonącym patykiem – oznajmił Zodan, przyglądając się ostrzu swojego miecza. Nagle spoważniał i podszedł do Nero.

 

– Co z nim? – zapytał.

 

– Nie jesteśmy pewni, ale nie wygląda to za dobrze – odpowiedział Roger.

 

– Jest jak wydmuszka – prychnął Wilard. – Ale przynajmniej nie ślini się i nie mamrocze.

 

– Może zupełnie oszalał i zaciuka nas w nocy? – powiedział Nêsper, trącając Nero palcem.

 

Catriona patrzyła na nich, zszokowana. W końcu nie wytrzymała i pozwoliła dojść do głosu nagromadzonym emocjom.

 

– Jak tak można?!! – wrzasnęła. – Jeden człowiek zginął, drugi jest poszkodowany, a wy sobie żarty stroicie?! Przecież to nieludzkie.

 

– Kto zginął? – zainteresował się Zodan, puszczając mimo uszu wybuch dziewczyny.

 

Ta popatrzyła na niego z niedowierzaniem, a w jej oczach stanęły łzy.

 

– Sarezedas – odpowiedział Roger, moszcząc się przy ognisku.

 

– Wydrapał sobie oczy, a potem kipnął. Zapewne na zawał. Widowiskowa śmierć – dodał Wilard. – Ciekawe, co zrobią jego przydupasy, jak to zobaczą.

 

– Pewnie dowiemy się tego pierwsi. Przypuszczam, że przytruchtają tu, jak tylko odkryją zwłoki – stwierdził beznamiętnie dowódca. – Pamiętaj, żeby nie wspominać przy nich o Nero. Nie chcę, żeby się nim zainteresowali. – Dodał, spoglądając na czarodziejkę.

 

– I pewnie nie zamierzasz mi powiedzieć, czemu nie powinni się nim interesować? – zapytała z przekąsem.

 

– To nie tylko moja tajemnica – odpowiedział Roger, spokojnie kiwając głową w kierunku nocnego wędrowca.

 

Łowcy rozsiedli się wokół ogniska i rozmawiali przyciszonymi głosami.

 

Dziewczyna usiadła, obejmując kolana i chowając w nich twarz. Był moment, że czuła się wśród tych ludzi całkiem swojsko. Teraz wydawali jej się jednak zupełnie obcy.

 

W pewnym momencie poczuła, że ktoś kuca obok niej. Podniosła lekko głowę i spostrzegła Filina, uśmiechającego się smutno.

 

– Kiedy wyruszaliśmy kilka dni temu z siedziby zakonu, było nas dziesięciu. Ja przyłączyłem się do oddziału stosunkowo niedawno, ale reszta znała się od lat. W trakcie tej misji straciliśmy czterech towarzyszy. Nie sądź nas zbyt surowo – poprosił. – Radzimy sobie z cierpieniem na swój sposób.

 

Po tych słowach podniósł się i odszedł w stronę swojego posłania. Catriona popatrzyła za nim zamyślona.

 

Może faktycznie nie za bardzo znam się na życiu – pomyślała w końcu i westchnęła.

 

– Spróbujecie się przespać – zaproponował w pewnym momencie Roger, ziewając przeciągle.

 

Catriona spojrzała na niego zszokowana.

 

– Chyba żartujesz, że dam radę teraz zasnąć – powiedziała z niedowierzaniem.

 

Roger uśmiechnął się, układając na derce.

 

– Świetnie, w takim razie trzymasz wartę – rzucił, odwracając się do niej plecami.

 

Reszta poszła w jego ślady. Po chwili w obozowisku zaległa cisza przerywana jedynie pochrapywaniem Wilarda.

 

Dziewczyna pokręciła głową i usiadła bliżej Nero. Leżał tak, jak go zostawili, gapiąc się tępo w niebo. Catriona odgarnęła mu z czoła potargane włosy. Nie zareagował w żaden sposób. Przymknęła na chwilę oczy i przywołała czar snu. Chłopak rozluźnił się zauważalnie i zamknął oczy. Czarodziejka ułożyła jego głowę na kolanach, powstrzymując cisnące się do oczu łzy. Machinalnie zaczęła gładzić mu włosy, wpatrując się w ognisko. Próbowała poukładać wydarzenia z dzisiejszego dnia. Niestety bezowocnie. Niespokojne myśli jedynie kotłowały się w jej głowie, nie przynosząc żadnych pomysłów ani odpowiedzi.

 

Zrezygnowana przymknęła powieki i wsłuchała się w odgłosy nocy. Stopniowo zaczęła się uspokajać, a myśli zwolniły swój bieg. Jakby w odpowiedzi, oddech chłopaka również się wyrównał i pogłębił. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i postanowiła przestać zamartwiać kolejnym dniem.

 

Ciocia Tesseitha na pewno coś wymyśli. Wszystko będzie jeszcze dobrze.

 

Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła odpływać w sen.

 

Jeśli wyjechali w dziesięciu, a zginęło czterech to dlaczego teraz jest ich siedmiu? – przyszło jej do głowy tuż przed zaśnięciem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Vespera 10 miesięcy temu
    Psst, tekst rozdziału wkleił ci się dwa razy.
  • OsMiornicaDave 10 miesięcy temu
    Ups, dzięki ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania