Poprzednie części: wiersz - pasują do wszystkiego.
wiersz - niezawodny
wytężasz umysł i ciało gdy burza
ponad wcześniej poznane miary
takielunek wrzeszczy jak opętany
odgina zmęczony nadgarstek
kusi by krzesać z siebie więcej
lecz płynie z mięśni napięcie
rozsądek zasłania kotara gęsta
potrzebna podpora na już na teraz
warknięciem obroni przed napastnikiem
gorącym mruczeniem rozgrzeje kark
pomocną dłonią służy przy sztormie
pierzastym śpiewem umili czas
Komentarze (30)
A masz coś na komary?
Najlepszy na komary jest twój stary.
Bardzo ciekawy wiersz, bo ten "niezawodny" jest czymś, na co nie ma słowa. Nie jest czymś przypadkowym, co czasem się zdarza, bo jest niezawodny. Nie ma określonej postaci, także nie jest jasne, czy znajduje się zawsze poza peelem. Jest jakby czymś, co ujawnia się, gdy na rozsądek "opada kotara". Trochę jak z Castanedy :D
Jestem zdana, że każdy z nas powinien mieć przynajmniej jednego, takiego kogoś co nigdy nie zawodzi 😁😉
Kogoś, kto w ciężkiej chwili będzie podporą.
Poncki, pewnie, ale niekoniecznie zasługujemy...
Ciekawe: w wielu starych językach nie odróżniano niebieskiego od zielonego, pewnie we wszystkich zresztą. Słowianie to już w ogóle z kolorami byli na bakier, odświeżę to sobie. Ale zbadano plemię, które do dzisiaj ma to samo słowo na zielony i niebieski, i dostrzegli który kwadrat wśród niebieskich jest zielony, ale zajęło im to kupę czasu :D
Właściwe słowa są więc jeszcze ważniejsze, niż sam sądziłem, bo kształtują nam postrzeganie, dokładnie jak u Castanedy :D
Imć Wszesław ciekaw jestem skąd się wzięło słowo "przyjaciel"?
Imć Wszesław sprzyja ciału
Poncki, tak, od "przyjać" (sprzyjać), a końcówka jak w "zbawiciel", nie wiem jeszcze dokładnie, co to znaczy dokładnie. A Słowianie jednak z kolorami jak inni, czyli tęcza miała dla nich trzy kolory, to po wsiach dotrwało do XIX wieku co najmniej :D
Poncki, naprawdę tak widzieli, to jest niesamowite :D
Imć Wszesław widzieli czy po prostu rozróżniali? Ciężko, mi uwierzyć, że niebo i las widzieli jako jeden kolor. Może tylko uważali?
Imć Wszesław a czyli sprzyja zbawiciel? ale w słowianie wiedzieli co to zbawiciel? Mam wrażenie, że to dopiero od chrześcijan przyszło?
Poncki, chodzi tylko o końcówkę, to pierwsze co przyszło mi do głowy. Bo nie ma "sprzyjacz", ani "zbawiacz", więc może ta końcówka jest ważna. A "zbawiciel" i "wybawiciel" to to samo, tylko "zbawiciel" przylgnęło na stałe. "Grzech" na przykład jest starym słowem, i oznaczało "pomieszanie, błąd". Dokładnie to samo co "grzech" w językach starożytnych. Albo "trzeba" o której pisałem, stąd "trzebieniec", co oznacza eunucha. Ale nie oznaczałoby, gdyby już Słowianie nie łączyli wstrzemięźliwości z czystością. Nie było tam żadnej "wolnej miłości", jak niektórzy w opozycji do chrześcijaństwa twierdzą... W Indiach też nie. Nawet tantryzm jako magja sexu to jest o ile pamiętam tylko jeden z nurtów tantryzmu.
Poncki, ciężko uwierzyć, ale w przypadku tego plemienia pokazano im kartkę z paroma niebieskimi kwadratami i jednym zielonym, takim niebieskozielonym, ale wyraźnie innym, i poproszono, aby znaleźli jeden różny. No i podobno bez podpowiedzi nic, pewnie uznali ten zielony za inny odcień niebieskiego. A z tęczą, to ci chłopi mieli słowo "barwa", ale wyróżnili trzy, jest możliwość, że na inne nie mieli po prostu słów, nie wiemy jak brzmiało pytanie, "ile", czy "jakie". Myślę, że jest jeszcze dziwniej: widzieli, ale nie zdawali sobie sprawy. Podobnie można słyszeć dźwięk, ale nie zdawać sobie sprawy póki nie zniknie. No ja czasem po przebudzeniu nie rozpoznaję obiektów, nie wiem, na co patrzę. I raz widziałem drzewo przez okno, i nie wiedziałem na co patrzę, i słowo Ci daję, że ono wyglądało zupełnie inaczej, zanim zdałem sobie sprawę, że to drzewo :D
Poncki, a jeszcze można pamiętać zapachy, z których wtedy nie zdawało się sprawy, a w pamięci okazują się tym, co decydowało o danym przeżyciu, i to intensywnym. My jesteśmy zdominowani przez wzrok, i od dziecka uczymy się mnóstwa kolorów. Wcale tak być nie musi :D
Imć Wszesław
Kolory. Może pytanie było ile widzisz kolorów i odpowiedź była trzy, a chodziło o podstawowe. Reszta to przecież mieszanka trzech głównych. Niebieskiego żółtego i zielonego. Lub cyjanu, magenty i żółtego. Może faktycznie doszło do nieporozumienia w rozmowie.
Imć Wszesław z zapachami jest jednak dość trudno, ponieważ o zapachach.wiemy jeszcze bardzo mało. Da się co prawda odseparować zapachy "podstawowe" lecz jest ich dziesiątki i trzeba ogromnej wprawy, aby zauważyć subtelne różnicę. Mało tego, wszyscy ludzie czują niekompletny zestaw zapachów podstawowych. Co dodatkowo komplikuje sprawę.
Imć Wszesław miewam też tak jak długo leże, że nie umiem rozpoznać kształtów, ale wiążę to raczej z brakiem ostrości w oku w wyniku pragnienia, niż zaburzeń neuralnych, albo pamięci.
Poncki, na pewno trudno jest powiedzieć z całą pewnością, jak inni postrzegają. Ale ja sam kiedyś złapałem się na tym, że widzę trochę inny kolor w zależności od tego, na co myślę, że patrzę. Noworodek widzi do góry nogami. Przestawienie następuje, by wszystko zgadzało się z innymi zmysłami, żeby móc prawidłowo funkcjonować, i przetrwać po prostu. Elastyczność percepcji podejrzewam niewyobrażalną, i że nauka języka również kształtuje ją w dużym stopniu. Z wielu opcji zostaje to, co najbardziej przydatne i co przekazują rodzice. Jeśli dorośli czegoś nie widzą, dziecko również przestaje, już skupiając się na wzroku. Dziecko nie stanie się człowiekiem, jeśli dorośli go nie ukształtują na swoje podobieństwo.
To jest hypnoza, przecież można komuś zasugerować, by czegoś nie zauważał, można niewyobrażalne rzeczy :D
Poncki, a jeszcze o tym drzewie. Uważam, że zobaczyłem drzewo, ale w świecie, w którym nie istnieje ani drwal który je zetnie, ani naukowiec który również będzie się nad nim znęcał i traktował jak przedmiot. Czyli że nauka istnieje tylko w tym świecie, i przekonuje nas, a to wrażenie trudne jest do odparcia, że jest ten świat jedynym nam dostępnym. W tamtym z pewnością również jest niebezpiecznie, pewnie nawet bardziej :D
Imć Wszesław
W szeroko pojętej informatyce, kolory zapisuje się jako liczby. Można w ten sposób łatwo zauważyć że kolorów jest nieskończona ilość. Zatem trzeba chyba współczuć istotom (nie tylko ludziom), które nie widzą jakiegoś zakresu barw. Tymsamym można wnioskować, że raczej nie ma związku widzenie kolorów z uczeniem, prędzej uwarunkowaniami genetycznymi.
Jeśli dziecku będziemy powtarzać, że niebieski i zielony, które widzi to niebieski to dziecko nauczy się, że to jest niebieski w obu przypadkach, ale czy to znaczy, że jego percepcaj nie odróżnia tych kolorów? Moim zdaniem nie.
Imć Wszesław
A odnośnie drzewa, to już raczej wyobraźnia zadziałała na podstawie tego co zobaczyło oko, kiedy było zmęczone 😁Chyba, że faktycznie posiadasz zdolność oglądania istot między wymiarami. W takim razie chapeau bas. Oglądanie świata między wymiarami to raczej rzadka umiejętność.
Poncki, nie ma nieskończonej ilości, bo kolory to jakość, nie ilość. Jego percepcja może odróżnia, ale ono o tym nie wie, przecież mówi się tyle o tym, że do świadomości dociera ułamek tego, co rejestrowane. Potrzeba zdefiniować parę pojęć, żeby rozmawiać, więc trochę nie ma sensu tutaj. Plemię zobaczyło różnicę, ale podobno po długim czasie.
Poncki, o drzewie wspomniałem z pewnego powodu. Jest masa ludzi, co wierzy w znaki i to, że "wszechświat do nich mówi" poprzez różne zdarzenia, i w koincydencje, albo nawet w numerologję. Czyli że oni nie wierzą w stałość wszechświata. Czyli, że nie wierzą we wszechświat tak, jak go pojmuje nauka, że coś było, coś jest i coś będzie, i każdy atom żyje swoim życiem. Jak w symulacji. Niektórzy wierzą, że to Bóg wszystko zaplanował w materji, ale z tym planowaniem też jest kłopot. Zdecydowanie taki pogląd jest przednaukowy i powstaje pytanie o realność innych ludzi, jeśli to symulacja, a musi być, jeśli mają być znaki i omeny. Więc wspominając o drzewie chciałem zakwestjonować rzeczywistość jako taką, i nie jest to umiejętność, bo pamiętam tylko jeden taki przypadek. Celowo napisałem "świat", a nie wymiar, ale nieważne. Wyobraźni nie było, nie potrafiłem przypisać znaczenia do tego co widzę, dopiero po chwili dotarło do mnie, że to drzewo, jednak zanim to się stało, ono wyglądało po prostu inaczej również kolorystycznie. Nie trzeba mi wierzyć, tak jak ja nie wierzę, że widzimy mózgiem i oczami :D
Poncki, a, gdybym naprawdę widział "między wymiarami" z pewnością bym się tym nie chwalił. Po prostu przez chwilę postrzegałem bez przeszkód, jeśli mówię, że to inny świat, to raczej o sposób postrzegania chodzi, tu znowu nie ma słów i pojęć :D
Imć Wszesław obawiam się, że umysłem ścisłym może być ciężko objąć nieścisłości :P
Poncki, na pewno ciężko, i nie uważam, żeby to było potrzebne, najważniejsza jest praktyka. Jednak jeśli przyjmiemy na przykład materjalizm, który nie jest logiczny i jest koncepcją filozoficzną a nie naukową, to nasz świat będzie na podobieństwo tego, w co wierzymy. Rozum logiczny nigdy nie rozwinął skrzydeł, ze strachu przed pozornymi faktami i ograniczany językiem. Oprócz Platona, przynajmniej o Nim tylko wiemy, że jak sądzę pojął, że zapisanie tego co wie będzie przeczyło tej wiedzy :D
Nie ma takich obszarów wypowiedzi twierdzących, gdzie logika nie działa, bo wtedy zdanie przeciwne byłoby również prawdziwe. Umysł ścisły zresztą to taki co lubi reprezentację tego, co naprawdę jest, więc nie jest zdolny objąć niczego :D
Imć Wszesław
Nic też się da zapisać matematycznie :P 0
Imć Wszesław
Wynika z tego, że należy oddzielić doświadczanie (opierające się na dostępnych nam zmysłach - wzrok, słuch, dotyk, powonienie) od pojmowania.
No bo można coś widzieć, lecz nie pojmować. Na przykład góra lodowa. Widzimy tylko czubek na powierzchni oceanu i zakładamy co jest pod wodą na podstawie logiki. Reszta góry lodowej, lecz jeżeli nasz osąd na początku był na podstawie wzroku, a dalszej części nie możemy go już wykorzystać to jest to tylko przypuszczenie - wyobraźnia.
W ten sposób można rozpatrzeć pozostałe relacje z naszymi zmysłami i okazuje się, że faktycznie otaczający nas świat jest jedynie naszą iluzją. Nie znaczy to jednak, że jednocześnie nie jest realny - fizyczny. Góra lodowa faktycznie jest pod wodą górą lodową, ale nie ze wszystkim tak musi być.
Ja mam duży dylemat, żeby uznać i nie uznawać świata duchowego. Niemal wszystko czego w życiu doświadczyłem, działo się w sferze rzeczywistej i dało się wyjaśnić logiką. Jednak gdzieś tak w środku coś mi mówi, że po prostu nie posiadam umiejętności widzenia między wymiarami, dlatego staram się nie ograniczać horyzontu na bodźce inne niż realne z nadzieją, że kiedyś coś się trafi.
Ale to może być jak nasłuchiwanie radiostacją na jakimś paśmie częstotliwości, kiedy cała komunikacja jest przesyłana w zupełnie innym paśmie. Mogę nigdy nie usłyszeć, bo nawet nie wiem w którą stronę kręcić odbiornik.
Poncki, doświadczanie to już sfera duchowa, i naprawdę nie da się doświadczyć niczego, co nie jest duchowe. Zresztą samo słowo "duchowy" i "duchowość" skopałbym i odarł z szat :D
Dalej się nie rozwodzę, bo naprawdę potrzeba innych pojęć.
Z tym odbiornikiem to dobre porównanie, chyba trzeba się nastroić na siebie :D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania