Wiersze <*> Czas Karmienia
––––//––––
przez gęstą ciecz
zamkniętą mazistą zawiesinę
rozpuszczone
pływające jak pontony
na skraju
intensywny zapach
samotnych skórek pomarańczy
wlewają
musisz połknąć
dziwne odgłosy dobiegają zewsząd
wewnątrz
po drugiej stronie spadają obłoki
wyrywane z nieboskłonu
błękitne blizny
rozszarpany horyzont
*
szybuje błyszczący kamień
ostre krawędzie ranią
oderwany
w oddali ziemia
gorące łzy
ogień
woda
wybuchają
pięciopalczaste ślady
wyprostowanych
*
znowu w domu
na jutrzejszym placku
dojrzewa smak pomarańczy
apetyt wzrasta jak dawniej
ostry nóż
miękko
głęboko
ostatnie cięcie
z wnętrza leje się krew
Komentarze (9)
DD czytam chyba piąty raz. I próbuje zrozumieć. Coś tam świta, ale tym razem tak zaszyfroeales, że nie kumam. Ty w tym jesteś lepszy.
JamCi Dzięki. Fakt, trochę za bardzo:) Pozdrawiam:)
Dekaos Dondi nie że nic w ogóle, ale całości nie.
Jeden i trzy, zdecydowanie. Kupiłeś mnie tymi pomarańczami : )
Pozdrawiam
Dzięki Angelo.Pozdrawiam:)
Piękna Odyseja do domu, do marzeń i mimo wszystkiego do miłości żywiołów. Poszukiwanie swojej tożsamości.
Pozdrawiam
Pasjo Dzięki. Ładnie to ujęłaś. Pozdrawiam:)
Czytam jak minimini genezę człowieka. Prekambr (jedynie zapowiedź ludzi), mezozoik - Jukatan - czyszczenie życia, aby zrobić miejsce dla wyprostowanych pięciopalczastych oraz współczesny homo sapiens przed... samozgładą.
Ludzie połówki pomarańczy w szerszym ujęciu.
Pozdro, Dedusiu:)
Wrotuniu Dzięki. Coś w ten deseń kombinowałęm:) Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania