Pokaż listęUkryj listę

Niewłaściwy kolor nieba - rozdział 40

Tak, zdawał sobie sprawę z tego, że nie poinformował nikogo, że przyjedzie z nim jakaś dziewczyna. Sam nie wiedział, że ją ze sobą weźmie. To nie było profesjonalne, przełożeni nie będą zadowoleni, ale kiedy składała mu tę propozycję wiedział, że mówi poważnie i nie będzie próbować go oszukać. Sam bałby się złamać przysięgi złożonej na amarskich bogów, widział już, do czego są zdolni.

 

Mimo wszystko jakoś podświadomie spodziewał się najgorszego i uważnie ją obserwował. Zachowywała się poprawnie, trzymała rączki na wierzchu, powiedziała wszystko, co na razie chciał wiedzieć, i nie zadawała głupich pytań, choć na pewno miała na to ochotę. Może później kupi jej to piwo. Widział jednak jak patrzyła na wszystko, co się wokół niej działo. Nawet teraz, niby potulnie szła tuż obok, dokładnie tak, jak jej kazał, ale reagowała na każdego uzbrojonego żołnierza, jaki pojawiał się w jej polu widzenia. Możliwe też, że analizowała potencjalne trasy ucieczki, bo szczególną uwagą obdarzała mijane drzwi i okna. Było widać, że ma jakieś doświadczenie bojowe, chociaż zdaniem Hilla brakowało jej opanowania. No i wtapianie się w tłum też raczej nie poszłoby jej zbyt dobrze. Nawet pomijając kwestię nieznajomości języka, po prostu była osobą, która z miejsca stara się przejąć kontrolę w każdym pomieszczeniu, w którym się znajdzie, a to się specjalistom od razu rzuca w oczy.

 

Ciekawe, jak to się ma do monarchii, którą przecież jest jej ta cała Akuria - pomyślał i pozwolił sobie na mały uśmieszek. Chętnie zobaczyłby Nikkę zmuszoną do klękania przed szlachetnie urodzonymi, czy co oni tam robią w tym swoim kraju.

 

Gdyby tak wysłać ją na porządne szkolenie, gdzie ktoś oduczyłby ją złych nawyków, to byłaby z niej niezła agentka. Ale Hill nie miał złudzeń, nigdy nie zgodziłaby się na pracę dla amerykańskiego rządu, nawet jakby alternatywą było żebranie na ulicy.

 

Prowadzący ich porucznik oznajmił, że są już na miejscu, wstukał kod przy drzwiach, po czym otworzył je, zamierzając najwidoczniej zostać na zewnątrz. Hill minął go i wszedł do jasno oświetlonego magazynu. Nikka jak cień podążała za nim.

 

Wrak wciąż tu leżał, tak, jak na zdjęciu. Badało go kilku techników i naukowców. Wszystkie głowy odwróciły się w ich stronę, ale nie padło żadne pytanie, szybko wrócili do pracy. Widocznie ten materiał był zbyt cenny i nie chcieli marnować czasu na głupoty, Ech, ci uczeni. Musiał spytać, kto tu jest szefem, i czy chciałby dowiedzieć się czegoś od osoby, która latała czymś podobnym, dopiero wtedy zyskał ich uwagę. Statek Nikki nie był fizycznie podobny do Mewy. To coś przypominało duży szybowiec, Płaszczka wyglądała przy nim obco i organicznie. Poczekał, aż wszyscy podejdą bliżej i polecił dziewczynie:

 

- Mów co widzisz, wszystko, co ci przyjdzie na myśl.

 

Ta z uwagą przyjrzała się strzaskanemu dziobowi maszyny. Dotknęła go, powąchała palce, polizała je.

 

- Spadał prawie pionowo, rozbił się o powierzchnię morza. Nie miał osłon, które przyjęłyby na siebie energię uderzenia - mówiła powoli, a on tłumaczył jej słowa zdumionym naukowcom. Na wieść o osłonach zarzucili go pytaniami.

 

- Powiedz więcej o osłonach - zażądał więc.

 

- Więcej? Ale ja się na tym nie znam. Wiem, że są zasilane z reaktora, pochłaniają i rozpraszają energię kinetyczną, no ale można je w końcu przeciążyć. Nie wiem jak to się robi na Ziemi, ale u nas szczegółowe informacje na takie tematy nie są powszechnie dostępne. Swoją drogą, ktoś zabrał reaktor i silnik, były na obrazku, a teraz zniknęły.

 

Też to zauważył. Naukowcy powiedzieli mu, że zabrano je do laboratorium na dalsze badania. Nikka tymczasem zbliżyła się do kabiny i próbowała dostać się do środka odrzucając na boki kawałki połamanych skrzydeł. Ktoś zwrócił jej uwagę, ale został zignorowany.

 

- Nie ma zasilania, więc nie włączę systemu - usłyszał, kiedy już obejrzała wnętrze. - A szkoda, bo wydaje się, że by zadziałał, chociażby w trybie awaryjnym.

 

Znów zamienił kilka słów z niskim czarnoskórym naukowcem, który zdawał się być nieformalnym liderem tej grupy. Josh Jenkins, tak się przedstawił. Zareagował entuzjastycznie na wieść, że być może da się tu coś uruchomić, ale jego zdaniem oryginalny reaktor nie działał.

 

- Hill, schowki nie są zamknięte, chcesz ze mną zajrzeć do środka? - zawołała go. Wziął więc ze sobą Jenkinsa i podeszli do niej. Nikka wcisnęła się w niewielką przestrzeń za drugim fotelem. Było tam nisko, musiała przykucnąć, żeby nie szorować głową o sufit. Jedne drzwiczki w ścianie, przypominające małą kuchenną szafkę, były otwarte. Zostali na zewnątrz, ale mieli dobry widok, bo ktoś wcześniej zdjął większość przezroczystych paneli kokpitu.

 

- Ten był pusty, ale zawołałam cię, bo w innych może być broń, nie chcę, żebyś miał jakieś pretensje…

 

Broń i ta szalona komandor to zdecydowanie nie było dobre połączenie. Przysięga przysięgą, ale wszystkie instynkty wyostrzone przez lata służby buntowały się przeciwko okazaniu jej pełnego zaufania. Wyjął własny pistolet, wycelował w dziewczynę i oznajmił, że ma otwierać szafki powoli i nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.

 

- A jak tylko czegoś spróbujesz, to cię zastrzelę bez wahania - zakończył tyradę. Jenkins zrobił się nieco niespokojny widząc broń.

 

- Oczywiście Hill, ale proszę, powiedz mi jedno. Byłeś w wojsku, czy tam nadal jesteś, to jasne. Jesteś oficerem, prawda? Albo chociaż podoficerem? - zapytała nienaturalnie powoli.

 

Przytaknął. To, po pierwsze, była prawda, a poza tym był ciekaw do czego dąży.

 

- W takim razie jeśli jeszcze raz zakwestionujesz mój honor, to wyzwę cię na pojedynek, rozumiesz? - głos drżał jej z gniewu? Nie, ze strachu. Bała się go, a mimo wszystko miała czelność mu grozić. Świruska.

 

- Co tylko zechcesz, Selino, ale teraz masz robotę do wykonania, prawda? - uśmiechnął się.

 

Opanowała się, pozwalając sobie tylko na demonstracyjne westchnięcie. Jenkins dopytywał, o co im chodzi, ale Hill nie zamierzał mu wszystkiego wyjaśniać. Selino otworzyła drugą, większą szafkę, w której schowane były dwie metalowe manierki na wodę i dwie drewniane skrzynie.

 

- Racje żywnościowe - wyjaśniła. - Widzę pieczęć, są z Tellarii. Mam podać, czy otwieramy dalej?

 

- Powoli. Opowiedz o tych racjach.

 

- Co tu opowiadać, paskudne pożywne żarcie gotowe do spożycia po zalaniu wodą, nawet zimną. Wygląda jakby ktoś to już raz zjadł, ale się nie przyjęło - skrzywiła się. - Swego czasu karmiłam się prawie wyłącznie tym. Jakbyś miał ochotę spróbować, to śmiało, schowek był szczelny, nic nie zamokło.

 

Czyli wojskowe racje we wszystkich światach były takie same. Przetłumaczył to naukowcowi, który entuzjastycznie chłonął każdy strzęp informacji. Selino wyglądała, jakby nie mogła doczekać się otwarcia kolejnych drzwiczek, więc z przyjemnością trochę ją zastopował.

 

- Teraz mów o pieczęci. O co chodzi z tym, że jest z Tellarii?

 

Zawahała się, więc odrobinę uniósł pistolet, tak dla przypomnienia.

 

- Flaga Tellarii to biały kruk na czarnym tle, który trzyma w dziobie czerwoną wstążkę, i tego kruka mamy tu na skrzyniach. Pozwól, że pominę teraz ee… pięć wersji legendy o kruku i powstaniu tego kraju, bo zapewne żadna z nich nie jest prawdziwa. Co ważne, Tellaria sąsiaduje z Akurią, i mogła stać się cennym sojusznikiem w wojnie. I tak chyba się stało, skoro tellarskie zaopatrzenie znalazło się na naszym statku - zakończyła wyraźnie zadowolona. Teraz pozwolił jej otwierać dalej.

 

A dalej faktycznie była broń. Podobna raczej do rekwizytu z filmu science-fiction, niż do czegoś istniejącego w jego rzeczywistości, ale przecież rozpoznał ją od razu. Wyglądała na plastikową, widocznie oni wszystko robili z plastiku, ale nie sprawiała przy tym wrażenia zabawki, a raczej przedmiotu, który może być użytecznym narzędziem. Nikka przytrzymywała drzwiczki, ale roztropnie nie sięgała do środka.

 

- Karabin plazmowy typu Żar, model szósty. Powszechnie używany na całym świecie, to znaczy na moim świecie. Niektórzy wolą model siódmy, który jest trochę krótszy, albo w ogóle karabiny typu Skra, ale one jak dla mnie mają za mało mocy… Strzelało się ze wszystkiego, co wpadło w ręce, ale ten był zdecydowanie mój ulubiony.

 

- Bardzo ładnie, Selino, a teraz podaj go panu Jenkinsowi, powoli i spokojnie.

 

Odblokowała zaczepy w szafce, żeby wydobyć broń ze środka. Musiał ją pochwalić, trzymała karabin w okolicy lufy i nie wykonała żadnych gwałtownych ruchów. Naukowiec szybko go od niej wziął i przyglądał się ze wszystkich stron. Hill kazał mu się trochę cofnąć, na wszelki wypadek.

 

- Co cię tak bawi? - spytał, widząc nieobecny wzrok Nikki i delikatny uśmiech, który pojawił się na jej twarzy. Przez chwilę wyglądała lepiej, młodziej i bardziej niewinnie.

 

- To tylko wspomnienia. Kiedy ostatni raz miałam taki w ręku, rozwaliłam nim paru Murkey - oznajmiła, a on musiał cofnąć wszystko, co pomyślał o jej niewinności.

 

Otworzyła resztę, ale dwie szafki były puste, a w ostatniej znalazła tylko parę żółtych kamizelek ratunkowych. Jajogłowi będą to analizować godzinami, dla niego najważniejsza była broń. Kazał jej wyjść i zabrał karabin od Jenkinsa. Był szaroniebieski i zaskakująco lekki, ze środkiem ciężkości przesuniętym do przodu. Spust i kolba wyglądały bardzo swojsko, ale nigdzie nie widział magazynka. W przedniej części lufy była bańka z ciemnego przydymionego szkła, chociaż nie, to też był plastik, postukał w to paznokciami i zabrzmiało plastikowo. To było coś dziwnego, ale widocznie właśnie tak wyglądały karabiny plazmowe. Wycelował na próbę w ścianę i ocenił, że całkiem nieźle leży w rękach.

 

- Mogę ci pokazać jak się z tego strzela - zaoferowała Nikka.

 

- Tylko wytłumaczysz, Selino. Myślę, że dam sobie radę.

 

- Teraz jest nieaktywny, musisz go włączyć. Złap za osłonę spustu i pociągnij do dołu, aż ci kliknie.

 

Kliknęło, a na wierzchu kolby rozjarzył się niewielki ekran, na którym wyświetliło się kilka liczb. Wyglądały prawie normalnie. Usłyszał też cichy warkot, jakby w środku odpalił się silniczek elektryczny. Naukowcy zbili się wokół nich w ciasny krąg, szeptem wymieniali uwagi. Przynajmniej mieli tyle rozsądku, by nie stać przed lufą.

 

- Jak tam wskaźnik naładowania? - spytała zerkając ciekawie na wyświetlacz.

 

- Jeśli to jest siódemka, to mamy siedemdziesiąt osiem na sto - odrzekł.

 

- Nie Hill, to czwórka. Spokojnie, starczy na długo, jeszcze sobie postrzelasz.

 

- Co tam jest, jakaś bateria, silnik?

 

Spojrzała na niego w sposób, który sugerował, że właśnie palnął coś głupiego.

 

- Reaktor, taki sam, jak w Płaszczce i w Mewie, tylko mniejszy. Można powiedzieć: miniaturowy.

 

Myśl, że trzyma coś, co w każdej chwili może eksplodować i zabić wszystkich w tym pomieszczeniu, nie była przyjemna, ale mimo wszystko i tak go korciło. Rozejrzał się po magazynie. Tak, nie powinien tego robić tutaj, ale do cholery, miał wielką ochotę wypróbować ten karabin.

 

- Co się stanie, jeśli strzelę z tego do ściany? - zapytał.

 

- Nie wygląda zbyt solidnie, więc odradzam, chyba że chcesz zrobić tu dodatkowe okno - stwierdziła Nikka. - Ale jeśli to krzesło nie będzie wam dłużej potrzebne i przesuniesz je trochę bardziej w prawo, pod ścianę… Resztki krzesła uderzą w mur, ale są małe szanse, że go uszkodzą.

 

A co tam, i tak planował się zwolnić. Nigdy już nie będzie miał szansy zostać pierwszym człowiekiem używającym tej broni w tym świecie. Polecił więc dziewczynie, żeby ustawiła krzesło tam, gdzie jej zdaniem będzie dobrze.

 

- Spust działa dwustopniowo. Naciskasz gdzieś do połowy, jak czujesz opór, to czekasz chwilę, żeby wszystko zdążyło się nagrzać. Dociskasz do końca, karabin strzela. Na górze masz przycisk, jak go wciśniesz, to masz ogień ciągły. Teraz jest ustawiony na pojedynczy, i tak sugerowałabym zostawić.

 

- Cóż za szczegółowe instrukcje, imponujące.

 

- Na tym się akurat dobrze znam. Czy mi się wydaje, czy ty się cieszysz, że będziesz mógł go wypróbować? - zapytała, ale nie uznał za stosowne jej odpowiedzieć. Podniósł broń i wycelował do krzesła. Wcisnął spust i rzeczywiście, poczuł opór. Karabin zasyczał cichutko, pseudoszklana bańka rozjarzyła się stłumionym blaskiem. To dlatego była przyciemniona, żeby nie świecić po nocy jak choinka.

 

- Założę się, że nie trafisz za pierwszym razem - oświadczyła Nikka.

 

A żeby cię szlag, pewnie, że trafię, z takiej odległości… - pomyślał i docisnął spust. Spodziewał się odrzutu, jak u M16, ale go nie było. Sam wystrzał też był dość cichy, taki nieco zduszony huk, jakby w pokoju obok ktoś przebił balon. No i nie trafił. Ładunek, czy jakkolwiek nazwać to, co wyrzucał z siebie ten karabin, minął krzesło o jakieś pięć cali i trafił w mur. Na ścianie pojawił się osmalony ślad, ale wbrew przewidywaniom Nikki nie wybił w niej żadnej dziury.

 

Zaklął i spróbował jeszcze raz. To była już sprawa honoru, musiało się udać. Ale cholera, znów krzesło stało jak wcześniej, przynajmniej tym razem podmuch nim zachwiał.

 

- Mogę spróbować? - spytała komandor. Spojrzał na nią ze złością. Przynajmniej nie śmiała się z jego porażki. - Jeśli chcesz, to możesz wyjąć swój pistolet i mieć mnie na oku.

 

Niech tam, w końcu wygrała ten niby-zakład. Odszedł kilka kroków w bok, wyciągnął karabin w jej stronę, a drugą ręką sięgnął po broń. Oczywiście, że będzie mieć ją na oku.

 

- Tylko raz i kończymy zabawę. I uważaj, bo strzelę do ciebie jak tylko będę mieć cień podejrzenia, że robisz coś niewłaściwego.

 

- Rozumiem - stwierdziła tylko. To słowo go uderzyło, uświadomił sobie, że ona rzeczywiście go rozumie. Nie miała mu za złe przesłuchań i tortur, bała się go, owszem, ale rozumiała powody. Przyszło mu przez myśl, że być może sama byłaby w stanie robić podobne rzeczy. Może już robiła… A teraz mogła wściekać się, że nie dowierza jej przysiędze, ale też rozumiała, dlaczego zachowywał dodatkowe środki ostrożności.

 

Stanęła w tym samym miejscu, z którego przed chwilą strzelał. Trzymała karabin trochę inaczej, tylko oparła lufę na lewej dłoni, nie objęła jej palcami. Zaczęła wciskać spust mierząc wciąż w podłogę, po czym płynnym ruchem podniosła broń i wystrzeliła. Krzesło eksplodowało, płonące szczątki spadły pod ścianę. Szybko opuściła lufę, złapała broń za pasek i oddała ją Hillowi.

 

- Gratuluję - wycedził przez zęby, wciąż zły, że to nie on zabił krzesło.

 

- Dziękuję. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że trafię, ale jednak pewnych nawyków ciężko się pozbyć.

 

Spróbował trzymać karabin jak ona, ale nie strzelał więcej. Sądził, że to faktycznie kwestia wprawy, nie chwytu. Oddał go w końcu Jenkinsowi i polecił Selino wrócić do statku.

 

Od razu skierowała się w stronę ogona maszyny. Wiedział, że bardzo chciała zbadać tę flagę.

 

- Czy masz może nóż? Albo cokolwiek metalowego? Muszę zdrapać trochę farby.

 

Dał jej kluczyki od samochodu. Wystarczyły, już po chwili spod niebieskiego paska flagi jej państwa zaczął wyłaniać się czerwony kolor. Zrobiła drugą rysę, na środku, zobaczył tam też trochę żółci. Jenkins protestował przeciwko niszczeniu obiektu, ale ona oczywiście tego nie rozumiała. Wróciła do niego, cała rozpromieniona.

 

- Więc jest tak, jak myślałam, nasza armia odzyskała tę Mewę. Niedawno, farba jest całkiem świeża. Dziękuję, że zgodziłeś się wziąć mnie ze sobą.

 

- Nie przyjechaliśmy tutaj, żeby cię uszczęśliwić, Selino - z premedytacją zgasił jej zapał. - Opowiedz panom, jak to lata.

 

- Nie zrozum mnie źle, ale chyba nie muszę mówić o ciągu, sile nośnej, i aerodynamice, bo nie dość, że już słabo to pamiętam ze szkoły, to mam wrażenie, że ci panowie znają się na tym o wiele lepiej ode mnie.

 

- W takim razie mów o reaktorze. Wszystko, co wiesz.

 

Spuściła głowę i nie odpowiedziała od razu.

 

- I tak go macie, a z waszym zaawansowaniem technologicznym zaraz sami się wszystkiego dowiecie… Nie wiem, jaką macie wiedzę na temat energii jądrowej, ale sądzę, że wiecie, o co chodzi. Na Amarze robiliśmy próby z gorącą fuzją. Dawało to spektakularne efekty, kilka wysp wyparowało, ale skutki promieniowania okazały się być nie do zaakceptowania. Może i na wojnie ta broń dałaby miażdżącą przewagę, jednak wszyscy władcy wyrzekli się jej stosowania. Próbowano jeszcze stawiać elektrownie, ale koszty były wysokie, a wciąż istniało ryzyko katastrofy i skażenia. Czterdzieści lat temu, nie, przepraszam, już czterdzieści jeden, nasi sąsiedzi odkryli pierwiastek, który umożliwia przeprowadzenie zimnej fuzji - spojrzała na niego badawczo. Kiwnął głową, dając znak, że wie, o czym mówi. Na Ziemi zimna fuzja była jak dotąd hipotezą, czymś możliwym tylko w teorii. Przetłumaczył jej słowa naukowcom, czym wywołał żarliwą dyskusję i lawinę pytań.

 

- Ona zna się na strzelaniu, nie na fizyce - ostudził ich entuzjazm słysząc pytania, z których coraz to mniej rozumiał. - Przecież macie ten reaktor, możecie go sobie rozebrać na części i zobaczyć jak działa. Niech powie, co wie.

 

Hill kazał jej kontynuować. Teraz wyczuwał w jej słowach niechęć i opór, ale nie kłamstwo. Dzieliła się wiedzą, ale nie przychodziło jej to łatwo.

 

- Oczywiście ta technologia nie jest jawna, nie wytłumaczę wam dokładnie, jak to działa. Samo tellarium nie jest specjalnie radioaktywne, ale widocznie w reaktorze dobrze się rozszczepia. A może coś do niego dodają?

 

- Poczekaj, to jest to, co wydobywałaś w kopalni?

 

- Tak… Bo, widzisz Hill, tellarium odkryto w Tellarii, ale tak się jakoś złożyło, że prawie dziewięćdziesiąt procent złóż leży na naszym terenie - uśmiechnęła się, jakby była z tego dumna. Zapewne wojna wybuchła również z tego powodu. Każdy zaatakowałby kraj posiadający strategiczne złoża, gdyby tylko wyczuł jego słabość. Sądząc po protokołach i nagraniach z burzliwych politycznych dyskusji dziewczyn, ich Akuria miała swoje wewnętrzne problemy. Z drugiej strony nic nie jednoczy lepiej, niż wspólny wróg. Ciekawe, czy Nikka zdawała sobie z tego sprawę… W jakimś stopniu na pewno, w końcu nie była głupia.

 

- W każdym razie, reaktory działają, są wydajne i bezpieczne. No, da się je przeciążyć i zamienić w bombę, ale tylko wojskowe systemy mają tę opcję. Używamy ich do statków, pojazdów, broni, ogrzewania domów, produkcji energii. No, po prostu jak jesteś na Amarze, to reaktory są wszędzie.

 

- Nie boicie się, co będzie, kiedy złoża się wyczerpią? - spytał, mając w głowie wszystkie czarne scenariusze dotyczące paliw kopalnych.

 

- Nasi uczeni pracują nad syntetyczną wersją tellarium - wyjaśniła. - Na razie bez sukcesów, ale mają czas, według najbardziej ostrożnych szacunków minie co najmniej sto pięćdziesiąt, sto sześćdziesiąt lat, zanim prawdziwe się skończy.

 

Chyba, że nagle wzrośnie wam zużycie - pomyślał, ale zachował to dla siebie.

 

- Dobra Selino, mówiłaś o systemie. Powtórz mi tu jeszcze raz wszystko, od początku, jakbym nie wiedział, o co chodzi.

 

- System, co ja tu mogę o systemie… Ogólnie służy do komunikacji z maszynami i pojazdami. Sterujesz ręcznie, tak jak ty dziś swoim autem, albo wydajesz systemowi polecenie i on to robi za ciebie. To jest w gruncie rzeczy bardzo proste, i z twoją znajomością języka dałbyś sobie już radę. No nie wypróbujemy tego, bo odłączyli zasilanie - machnęła ręką w stronę kabiny Mewy.

 

- Używacie go tylko do tego? - oczywiste było, że to jakiś odpowiednik komputerów i ograniczanie się do pojazdów byłoby marnotrawstwem.

 

- Jeszcze królewscy urzędnicy komunikują się ze sobą za pomocą sieci odpowiednio zabezpieczonych systemów. Ale Hill, to jest naprawdę niedostępne dla zwykłych ludzi, nie wiem nic więcej… Zresztą teraz cała sieć jest zniszczona, trzeba ją będzie odbudować po wojnie.

 

Cały czas wierzyła w zwycięstwo, co było godne podziwu, ale z jego punktu widzenia także nieco naiwne. Może “wierzyła” to złe słowo, ona była o tym absolutnie przekonana.

 

- Załóżmy, że podłączymy zasilanie. Jak mam włączyć system? Będzie zabezpieczony hasłem?

 

Przymknęła oczy, przestąpiła z nogi na nogę, niespokojnie poruszyła rękami. Dał jej chwilę na wzięcie się w garść, zdawał sobie sprawę, że poruszył trudny temat.

 

- Raczej nie powinno być hasła. Jeśli jednak system jest zabezpieczony, to spróbuj hasła nadrzędnego. Szesnaście, siedemdziesiąt dwa, i tak dalej. Powinno zadziałać. Jeśli nie, no to naprawdę nie wiem. Może ci twoi uczeni złamią kodowanie, ja nie będę już w stanie pomóc.

 

- Skąd wiesz, że twoje hasło tu zadziała? Przecież to inny system.

 

- Nadrzędne, mówi ci to coś? Jeśli nie zostało zmienione, to zadziała na każdym. Wątpię, żeby w warunkach wojennych ktoś nagle zaktualizował wszystkie systemy.

 

- Jeszcze jedna kwestia, skąd ty, Selino, znasz takie hasło? Coś, co może odblokować wszystkie systemy… Nie brzmi jak coś dostępnego dla zwykłych ludzi - drążył, bo intuicja podpowiadała, że tu kryje się coś więcej.

 

- Nawet nie wiesz Hill, jak bardzo nie chcę ci tego mówić… - wyszeptała. - Możemy to odłożyć na później? Nie wiem czemu, ale wolałabym nie mieć publiczności.

 

- Mów, miej to z głowy.

 

- Nie odpuścisz, co? Dobrze, w końcu przysięga to przysięga - westchnęła, po czym wyrzuciła z siebie kilka zdań zduszonym głosem. - Nie uciekłam z kopalni sama. Były ze mną dwie dziewczyny i król Mertin. Znalazłyśmy go w karcerze, nie mogłyśmy go tam zostawić. Uciekaliśmy razem przez góry, potem dziewczyny wróciły do stolicy. Ja odprowadziłam króla do granicy z Tellarią… - zacięła się. Pokiwał głową zachęcając, by kontynuowała. Zauważył, że nerwowo zaciska pięści. Teraz dobrze byłoby ją dotknąć, złapać za rękę albo za ramię, żeby dodać jej otuchy, ale biorąc pod uwagę ich wspólne przejścia mogło to przynieść odwrotny efekt.

 

- Więc twój król szukał sojusznika, i jak widać go znalazł - podsumował. - Dlaczego nie zostałaś z nim?

 

- Chciałam wrócić i walczyć. Ale dałam się głupio złapać, znów wylądowałam w więzieniu, no i znów uciekłam z dwoma dziewczynami - uśmiechnęła się.

 

- Dobrze, wróćmy do statku. Czy jest coś, o czym mi nie mówisz? - na razie nie chciał jej więcej męczyć kwestiami politycznymi. I tak nie miał z tych informacji żadnego pożytku. Ale może kiedyś… Naukowcy w końcu nauczą się otwierać przejście pomiędzy światami, tego był pewien.

 

Nikka starała się, mówiła o tworzywie, z którego Mewa była zbudowana, o jej prędkości, sterowaniu i innych szczegółach, ale było jasne, że nie posiada na ten temat szczegółowej wiedzy, a raczej opiera się na ogólnodostępnych informacjach i własnym, dość mizernym, doświadczeniu ze statkami powietrznymi. Tłumaczył jej słowa, zadawał pytania od naukowców, a kiedy stało się jasne, że nic więcej z niej nie wyciśnie, przerwał przesłuchanie i zarządził przerwę na obiad.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania