Pokaż listęUkryj listę

Niewłaściwy kolor nieba - rozdział 49

Owszem, Nikka była zmęczona, ale mniej, niż się spodziewała. Praktycznie cały dzień z Hillem i ani jednego wybuchu gniewu… Ta szczera rozmowa widocznie była potrzebna, po niej Itan przestał ją dręczyć i zajął się swoją pracą. A ona będzie się starać utrzymać współpracę tak długo, jak będzie to dla nich korzystne. Oczywiście Hill próbował wymusić od niej przysięgę na bogów, ale tym razem stanowczo mu odmówiła.

 

- Nie, panie Hill. Uważam, że tym razem żąda pan zbyt wiele. Mogę tylko powiedzieć, że będę współpracować, dopóki będzie to nam przynosić korzyści. Mamy zostać umieszczone w jakimś innym domu, zostać przedstawione ludziom, to świetnie. Zrobię to, czego ode mnie wymagacie, nie będę sprawiać kłopotów. Kiedy otworzycie przejście, pomogę wam, jak to miało być? Nawiązać pokojową współpracę, jeśli tylko będę mieć cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. Na to mogę dać moje oficerskie słowo, ale cofnę je, jeśli tylko nasza sytuacja się pogorszy. Wiem, że pan to rozumie, nawet jeśli to się panu nie podoba - zakończyła przemowę, zaskoczona trochę, że Hill jej nie przerwał.

 

- Przekażę to moim przełożonym - stwierdził tylko, po czym wyjął tę swoją przenośną radiostację i z kimś się skontaktował. Rozmawiał dobre paręnaście minut, w pewnym momencie dołączył się kolonel Margareti. We dwóch odeszli od stołu dyskutując zarówno ze sobą, jak i z kimś po drugiej stronie radia.

 

- Rozmawiają o tym, że wyjedziecie stąd dopiero jutro - wyjaśniła im Kamilla. - Przykro mi, że będziesz musiała współpracować właśnie z nim - spróbowała pocieszyć Nikkę delikatnie nakrywając dłonią jej dłoń.

 

- Wyjaśniliśmy sobie kilka rzeczy, będzie dobrze. Czemu nie można było tak od razu? - pożaliła się, trochę tłumaczce, trochę sobie, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę ze wszystkich okoliczności, które sprawiły, że pobyt na Erf okazał się dla niej tak trudny. Teraz poczuła się trochę lepiej widząc autentyczną troskę Kamilli.

 

Hill wrócił, powtórzył wieść o tym, że jutro wyruszają do stolicy, miasta o nazwie Łaszinton, pożegnał się uprzejmie i wyszedł, nie wdając się już w żadne dyskusje. Po tym głos zabrał Antony Margareti.

 

- Chcę was pożegnać już dziś, jutro możemy na to nie mieć czasu. Mam nadzieję, że pobyt tutaj nie był dla was szczególnie uciążliwy, i że cokolwiek dalej was spotka, będzie od niego lepsze - przetłumaczyła Kamilla, a wojskowy uścisnął dłoń każdej z dziewczyn. Nikka i Inga skinęły mu głową, Kalia zaś ukłoniła się lekko, tak jak zrobiłaby to w domu żegnając starszego oficera.

 

- Dziękujemy. Jestem pewna, że zadbał pan o nasze bezpieczeństwo tak, jak mógł pan najlepiej - odparła mu Nikka.

 

Goście wreszcie sobie poszli. Komandor padła na łóżko, Kalia usiadła przy niej, za to Inga została przy stole i uważnie przejrzała wszystkie notatki.

 

- Jakbyś była parę lat starsza, to oddelegowałabym cię do tej roboty i kłóciłabym się z Hillem tak długo, aż by się zgodził - nagle stwierdziła Nikka.

 

- Naprawdę? Dlaczego? - wydusiła z siebie zaskoczona Kalia.

 

- Bo ja nie do końca nadaję się do takich rzeczy - westchnęła. - Owszem miałam w szkole zajęcia z etykiety i wystąpień publicznych, ale powiedzmy, że niezbyt się przykładałam. Będziesz musiała mi zrobić małe szkolenie, ale to może już nie dziś. Mamy czas, mówili coś o pięciu dniach.

 

- Pewnie Nikka, żaden problem. Mogę wiedzieć, czemu się nie przykładałaś? Mi rodzice zawsze powtarzali, że to są bardzo ważne rzeczy.

 

- Teraz już zdaję sobie z tego sprawę, ale wtedy myślałam, że nigdy w życiu mi się to nie przyda. Za to jakbyś chciała, żeby ktoś dostał w mordę, to jestem do usług - Nikka podniosła się, usiadła obok młodszej koleżanki i żartobliwie szturchnęła ją łokciem.

 

- Świetnie się składa, bo rodzice akurat tego nie kazali mi się uczyć.

 

Inga podeszła do nich z notesem w rękach.

 

- Więc to będzie teraz wersja oficjalna - stwierdziła, nie zapytała. - To nieuczciwe, to cholernie nieuczciwe wobec nas, nikt nie odpowie za to, co się tu działo, nikomu nawet o tym nie powiedzą - w jej głosie wrzał gniew.

 

- Wiem - skwitowała to krótko Nikka. - To oficjalna wersja na Erf, nikt nie powiedział, że będzie też oficjalna na Amarze.

 

Popatrzyły na siebie ze zrozumieniem. Czymkolwiek by jej nie zagrozili, Amerikanie nie powstrzymają Nikki przed złożeniem raportu królowi. Pełnego raportu uwzględniającego wszystkie szczegóły. Komandor nie miała też wątpliwości, że Inga i Kalia zrobiłyby dokładnie to samo, jeśli ona z jakiś powodów nie będzie mogła.

 

- Co powiedziałaś Hillowi, że zrobił się nagle taki grzeczny? - chciała wiedzieć Inga.

 

- Prawdę. Na szczęście zadziałało. Nie, nie chcę wam teraz o tym opowiadać - dodała szybko widząc, że to nie zaspokoiło ciekawości dziewczyn. - Jak myślicie, ile zajmie im otworzenie przejścia? - spytała, by zmienić temat.

 

- Parę miesięcy - obstawiła Kalia.

 

- Ze trzy lata co najmniej - Inga była bardziej pesymistycznie nastawiona.

 

- Będę się modlić, żeby nie trwało to dłużej niż rok - oznajmiła na koniec Nikka.

 

Potem okazało się, że żadna z nich nie miała racji.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania