Pokaż listęUkryj listę

Niewłaściwy kolor nieba - rozdział 66

Jesień. Minął już rok na Erf. Liście zaczęły zmieniać kolory, dzień się skrócił, a tutejsze śmiesznie szare wiewiórki intensywnie zbierały zapasy na zimę. Życie w wielkiej rezydencji w amerikańskiej stolicy okazało się całkiem znośne. Nikka dostała druty i z zapałem zaczęła dziergać czapki i swetry. Te pierwsze wychodziły jej dobrze, z drugimi początkowo miała problemy. Spruła kilka pierwszych zaczętych robótek i często klęła pod nosem próbując przypomnieć sobie jak robiło się warkocze. Potem szło już gładko, chociaż włóczka czasem stawiała opór. No i druty miały jeszcze jedną zaletę: można się było nimi niepostrzeżenie ukłuć w dłoń czy w zgięcie łokcia. Lekko, żeby nie zostawić śladów, ale tak, żeby poczuć ten ostry koniec na skórze. To pomagało bardziej niż stawianie oczek.

 

Hill tak jakby dał jej spokój. Zwykle był po prostu uprzejmy, czasem nawet trochę przyjazny, a często go po prostu nie było. Nikka wiedziała, że wyjeżdżał spotykać się z synem i dziękowała Panu Reedowi, że postawił tego chłopca na jego drodze. Bogowie mogliby podrzucić mu jeszcze kilkoro dzieci pod opiekę, może wtedy zrezygnowałby z tej pracy… Żeby nie było zbyt pięknie kazał swoim ludziom mieć na nią oko, bo za każdym razem gdy wychodziła do ogrodu, miała ze sobą dyskretne towarzystwo.

 

Kalia wreszcie skończyła portrety bogów i mogły urządzić swoją małą świątynię. Zdecydowała się przedstawić Reeda, Zoyannę, Navarra i Inę klasycznie, w ludzkich postaciach, ale zrobiła to w dość oryginalnym stylu: mieli wąskie twarze i długie kończyny, proporcjami nie przypominali zwykłych śmiertelników. Ograniczyła kolory do tych, które zwyczajowo kojarzono z poszczególnymi bogami. Narysowała im też wielkie oczy i pokolorowała je tak, że od razu przyciągały uwagę. Nikce ten zabieg bardzo się spodobał. Wiadomo, Kalia nie była w stanie oddać tej głębi, tej przenikliwości spojrzenia, którą Selino widziała u Pana Reeda, ale mimo wszystko postarała się i efekt był świetny. Każdy z obrazów ozdobiła ramką z kwiatów, w końcu mówiła, że kwiaty wychodzą jej najlepiej.

 

Hill nie zgodził się na świece, użyły więc lampy, którą Nikka zapalała codziennie z nadejściem zmierzchu i gasiła rano przed zejściem na śniadanie. Udało się jej wykłócić o wolne w dniu jesiennej równonocy. Przełożeni Hilla zaplanowali w tym terminie kolejne wyjście, ale powiedziała, że jej to nie obchodzi, jest święto i trzeba odprawić ceremonię. Tak, wcześniej tego nie robiły, ale teraz mają gdzie, więc wszystko odbędzie się jak należy. Nie, nie będzie poświęcać na to całego dnia; i nie, na pewno nie zrobi tego na odwal się pomiędzy śniadaniem a wyjściem do auta.

 

- Panie Hill, pan też powinien wziąć w tym udział, bogowie byliby zadowoleni - radziła mu, ale nie miała pojęcia czy skorzysta z zaproszenia.

 

Postawiła na swoim, wyjście przesunięto o dzień. W południe zebrały się więc w świątyni ubrane w to, co każda z nich uznała za najlepszy strój: Kalia i Inga w sukniach, Nikka zaś przekornie założyła swój najbardziej udany sweter barwy czerwonej cegły i czarne spodnie.

 

Itan zjawił się tuż przed tym, jak zaczęła wygłaszać mowę. Nie wszedł do środka, stanął w drzwiach i oparł się o futrynę. Nie odezwał się ani słowem, tylko patrzył.

 

- Jesienna równonoc to czas, w którym tradycyjnie dziękujemy Pani Zoyannie za udane zbiory i prosimy ją o łaskę na następny rok, by był pełen szczęścia, zdrowia i obfitości. My tu co prawda nie siejemy, nie hodujemy zwierząt, ani nie wypływamy na połów, ale nie możemy powiedzieć, że brakowało nam jedzenia, więc jak najbardziej mamy za co dziękować. Co do próśb, to każde z nas najlepiej wie czego chce, ale jedno chyba mogę powiedzieć w imieniu wszystkich: Pani, zechciej uczynić nadchodzący rok lepszym dla nas, dla naszych rodzin i naszych przyjaciół.

 

Zrobiła krótką przerwę by słowa mogły należycie wybrzmieć. Spojrzała na boginię narysowaną przez Kalię: miała brązowe, kręcone włosy, oczy w tym samym kolorze, zaskakująco prostą, jak na upodobania autorki, zieloną suknię, a w rękach trzymała wielkie naręcze kwiatów. Nikka najlepiej pamiętała obraz Pani Zoyanny ze świątyni w dzielnicy portowej, gdzie przedstawiono ją wśród kłosów dojrzałego zboża, ale i ten wizerunek był bardzo udany. I pomyśleć, że kiedyś niechętnie uczestniczyła w ceremoniach, a teraz sama taką prowadzi… Matka byłaby dumna. Odpędziła myśli o domu, bo oczy już zaczęły wypełniać się łzami, po czym kontynuowała:

 

- Teraz powinniśmy złożyć ofiary z tego, co udało nam się wypracować przez lato, ale w związku z tym, że nasza sytuacja jest jaka jest, możemy ci, Pani, ofiarować jedynie to - skinęła głową Kalii, która specjalnie na tę okazję przygotowała bukiet z jesiennych liści i gałązek znalezionych w ogrodzie. Bardzo ładny bukiet, dziewczyna miała talent do takich rzeczy. Włożyła go do wazonu ustawionego na podłodze u stóp ołtarza. - Żeby nie przedłużać, pomódlmy się teraz w ciszy, a potem zapraszam wszystkich do salonu, wypijemy sobie tii i porozmawiamy o miłych rzeczach - położyła nacisk na słowo “wszystkich”, żeby Hill nie miał wątpliwości, że on też został zaproszony. Na co dzień może i byli wrogami, ale dziś mogli na chwilę odłożyć wzajemną niechęć.

 

Dziewczyny uklękły, pospuszczały głowy, pogrążyły się w modlitwie. Nikce zajęło to dłuższą chwilę, miała sporo do powiedzenia swojej bogini. Kiedy wstała, Hilla już nie było, i nie widziała go do końca dnia.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • .Ostwind. rok temu
    Bardzo doceniam to, ze, dziewczyny tak oddają czesc ich bogom i chociaż jestem chrześcijanką to bardzo mi to imponuje. Świetnie oddajesz to co tam sie dzieje. I tylko ja mam wrażenie ze Nikka sobie wmawia ze nienawidzi Itana a w środku kiełkuje w niej jakies uczucie do niego?
    W każdym bądź razie ten rozdział napisany świetnie (zreszta jak wszystkie inne) piąteczka to za mało!! Ten rozdział dal mi dużo do myślenia... Zrozumiałam to zr ja za malo kontempluje moja wiarę i musze więcej czasu oddawać Jezusowi (przepraszam za rozpisywanie sie o moich uczuciach) i mam do ciebie wielka prośbę. Czy mogłabym troche zgapić z tego opowiadania do mojego ? Oczywiście naisalabym ze materiał jest w części z tego opowiadania i bym Cie poleciła ;)
    Pozdrawiam :D
  • Vespera rok temu
    Ciekawie to interpretujesz, nie napisałam tego z taką intencją, ale jak pokazuje się swoją twórczość światu, to interpretacja należy już tylko do czytelników, i wszystkie odczytania stają się jednakowo prawdziwe. Co do inspirowania się mną, to proszę bardzo, wspomnij tam gdzieś tylko o mnie i będzie dobrze.
  • .Ostwind. rok temu
    Vespera dzięki :D
  • Vespera rok temu
    .Ostwind. Jak będziesz pisać to coś, to zamieścisz tutaj?
  • .Ostwind. rok temu
    Vespera tak :)
  • Vespera rok temu
    .Ostwind. To będę czytać
  • .Ostwind. rok temu
    Vespera dzieki :D może pojawi sie w tym miesiącu, to zalezy czy będę miec wenę i czas :)
  • zsrrknight 3 miesiące temu
    całkiem ciekawa ceremonia. Wychodzi na to, że podobnie jak u nas, święta na Amarze związane są z przesileniami, równonocami itd.
  • Vespera 3 miesiące temu
    Tak, tam nawet bardziej dosłownie niż u nas.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania