Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Boska Makabra: Filozof - Rozdział 12 (Część 5)

Świece płonęły jaskrawo, a kadzidła dymiły. Na szarych, odrapanych ścianach, walczyły ze sobą cienie. Po pomieszczeniu roznosił się przeraźliwy wrzask szaleństwa, wymieszanego z gorzką rozpaczą. Haley leżała przywiązana do ołtarza, umiejscowionego po środku tajemniczego pokoju, w którym nie było żadnych okien. Jej drobne nagie ciałko skrępowano magicznymi łańcuchami, a na szyję nałożono obrożę tłumiącą, by nie ranić jej dłużej prętami.

Czterech Yanarów utrzymywało łańcuchy w stałym napięciu, tak, by Haley nie miała ani jednej okazji na wyrwanie się. Był to olbrzymi wysiłek, ale nie mogli sobie pozwolić na spadek czujności teraz, kiedy mieli do czynienia z albinosem, na dokładkę czarnoksiężnikiem, który nie umiał kontrolować swojej mocy. Najbliżej ołtarza stały dwie zakapturzone postaci. Ich jasne, niebieskie oczy odbijały światła świec, a platynowe kosmyki mieniły się niczym gwiazdy. Jeden stał tuż nad głową albinoski, przeczesywał dłońmi jej włosy, masował kocie uszy, skronie, policzki. Gdy próbowała się rzucać, silnie przytrzymywał jej głowę, póki nie przestała. Ścierał krew, która wypływała z jej z oczu w formie łez, spływając powoli po bladej twarzy, teraz pozbawionej różowego odcienia.

– Bogowie! – przemówił wyniośle drugi zakapturzony Kavaru, stojący po boku ołtarza. Unosił ręce wysoko w górę. – Przyjdźcie tu i zlitujcie się nad dziecięciem księżyca, które roni łzy bólu, tak jak jej matka Diana! Wybaczcie jej zejście do cienia, zagubienie waszej drogi!

Położył wtedy dłoń na jej mostku, po czym zamknął oczy. Pierwszy Kavaru skłonił swoją głowę, by zetknąć się z Haley czołami. Wyła, ale nie rzucała się już. Wyła, bo jej serce bolało. Straciła w końcu przyjaciela, a to rana, która goi się stuleciami.

To wycie słyszał Dante, jej dziadek, stojący tuż za zakneblowanymi drzwiami. Nie mogąc nic zrobić, popłakał się z bezsilności i zaczął iść po schodach na górę.

Haley trwała w transie. Nagle wszystko przestało istnieć. Nikt jej nie dotykał, nikt nic nie mówił… została sama. Zdawała się płynąć, niczym marynarz po nieznanych wodach.

"Haley…"

Zaczęła powoli otwierać oczy. Ujrzała coś bardzo dziwnego. Ciemność, a wśród niej jasne, mrugające, przypominające diamenciki punkty. Tysiące, miliardy. To były gwiazdy.

"Haley…"

Wyciągnęła rękę, aby je dotknąć. Były takie piękne, takie jasne, tak bliskie... Nigdy nie widziała gwiazd w całej swojej okazałości, jedynie jako zamazane, białe punkty. Dotknęła delikatnie palcem jedną, a ta znienacka rozłożyła skrzydła i wybiła się ku górze. Dziewczyna wzdrygnęła, nie spodziewała się tego. Gwiazda przyjęła formę srebrnego motyla, który latał tuż nad jej głową. Wystawiła rękę, motyl, jakby na rozkaz, usiadł na jej palcu. Przyjrzała się mu uważnie.

"Haley…"

Usłyszawszy to wreszcie, zaczęła się rozglądać.

"Haley…"

Głos stawał się wyraźniejszy, należał do kobiety.

– Kto tam? – spytała, niecodziennie spokojnym tonem.

"Haley, to ja…"

– Kto taki…? Nie słyszę…

"To ja, Diana."

– Diana…? – Otworzyła oczy szerzej.

Wszystkie gwiazdy zamieniły się w srebrne motyle. Zebrały się razem, tworząc okrąg, który lśnił tajemniczym i chłodnym, lecz przyjemnym blaskiem.

"To ja, Diana. Żyję w tobie.

Otwórz okno w swojej duszy dla mnie

A wtedy będziesz wolna.

Otwórz okno w swojej duszy na miłość

A wtedy będziesz wolna."

Zrobiło się biało. Tak czysto, tak błogo. To wspaniałe uczucie być wolnym. Móc tak beztrosko biegać z Yosuke po polankach, pić z nim herbatę, zajadać się dango i innymi słodkościami. Bez Goro, bez ran i blizn na plecach. Być po prostu sobą. Być szczęśliwym.

Oto Haley Dante via Enzern, w całej swojej okazałości.

Okno w jej duszy otworzyło się.

~

Dante siedział na ziemi, przy otwartej klapie w podłodze, która prowadziła do rytualnego pomieszczenia. Właśnie zrobił coś, co nie wypada. On, wielki wojownik, siedział w ciemnościach i płakał. Musiał wyjść, gdyż jego serce nie mogło wytrzymać wrzasków cierpienia ukochanej wnuczki.

„Jak ja mogłem do tego dopuścić?” – pytał sam siebie. Wiedział, czym są krwawe łzy. Były na całym świecie tematem tabu, tak samo jak magia krwi czy zarażenie czarną magią. Łzy, które pojawiają się jako efekt traumy i niewyobrażalnego cierpienia, czasem zwane „Łzami Diany”, gdyż według legend, bogini księżyca, nie mogąc znieść dłużej widoku Wyznawców Światła zabijających bezlitośnie z powodu życzenia Ra, chwyciła za miecz i płacząc tymi łzami zabijała tych, którzy oddali się mocy bożka.

„Jak mogłem?” – znów spytał sam siebie. To Kavaru odkryli skąd się te łzy biorą. Nazywali to „Szarą Stroną”. Utrzymywali, że wyszkoleni Kavaru są zdolni zajrzeć do wnętrza umysłu i zagłębić się w najbardziej skryte zakamarki, a tam spotykają wyblakłą wersję osoby, do której umysłu zaglądają. To była jedna z największych tajemnic tego klanu, jedynie nieliczni o tym wiedzieli.

„Szara Strona”, według teorii, służy jako pojemnik na wszystko, co smutne i bolesne. Miała występować u każdego, jako jeden z elementów podświadomości, tworzący integralny, sprawnie działający umysł. Gdy bólu upakowanego w środku jest zbyt wiele, przejmuje kontrolę nad świadomością, wzbudzając pierwotne instynkty walki i przetrwania. Od psychopatów osoby, które uległy Szarej Stronie, tym różniły się od psychopatów, że wewnątrz dalej byli sobą. Krwawe łzy to okaz cierpienia, którego nie mogli już dłużej znieść.

Goro nigdy by nimi nie zapłakał.

Drzwi u dołu otworzyły się. Dante czym prędzej przywołał się do porządku, stanął na baczność. Najpierw wyszli Kavaru, jeden po drugim. Ten drugi trzymał w rękach śpiącą Haley, owiniętą w czarny płaszcz, w jakim wcześniej przeprowadzał rytuał. Nie mogąc wytrzymać, Dante rzucił się w stronę wnuczki i chwycił ją mocno w ramiona. Kavaru, który jako główny przeprowadzał rytuał, poprosił brata, by dano mu porozmawiać ze starym Enzernem na osobności. Ten kiwnął głową i poprosił Yanarów, by poszli razem z nim. Wyszli, drzwi zamknięto.

– Dziękuję – przemówił Dante. – Naprawdę…

– Nie ma za co dziękować. Musimy porozmawiać.

Nastała dłuższa cisza. Kavaru ją złamał.

– Nie powinienem przytaczać tego, co jej Szara Strona powiedziała. Jednakże to, co usłyszałem, będzie mi dzwonić w uszach do końca życia.

– Jeżeli coś wiesz, to błagam, powiedz mi! Co wywołało w niej taki obłęd?

– Nic nie zauważyłeś? Spójrz tylko na jej plecy.

Dante lekko odgarnął płaszcz otulający wnuczkę. Zamarł, gdy zobaczył na jej plecach blizny i rany. Jego brwi podskakiwały w przerażeniu.

– Te rany nie powstały dzisiaj – dodał Kavaru. – Wyglądają świeżo, lecz mają kilkanaście godzin. Nie mogła więc ich odnieść podczas tamtego ataku.

– Kto mógłby to zrobić…? – spytał, ledwo co mogąc wydusić z siebie. Zakrył plecy Haley. Nie chciał patrzeć na ich stan.

– Nazwała go potworem w ludzkiej masce. Tym o zielonych ślepiach, który kontroluje demony takie, jak on.

– …Goro Delaunay? On…? To niemożliwe! – Dante zaprotestował. – Wiedziałem, że za nim nie przepada, w końcu go nie wybrała! Ale… Delaunay…? Zrobić taką krzywdę Enz… Nie… Zrobić coś takiego niewinnej dziewczynce…?

– I co masz zamiar teraz zrobić?

– Chyba to oczywiste! – krzyknął, zagryzając wargi i wtulając wnuczkę mocniej w siebie.

– Zabijesz syna Walwana i doprowadzisz do zniszczenia Enzernów? Zerwiesz sojusz Nihorii z Gormilią?

Dante zaczął oddychać głęboko, by się uspokoić.

– Rozumiem – zaśmiał się rozpaczliwie. – To dlatego nic nie mówiła. Co mamy zrobić? Błagam, powiedz mi… Cokolwiek…

– Musisz ją wytrenować, by była silniejsza, niż on – powiedział Kavaru, zamykając oczy. – Walwan ma bardzo dużo asów w rękawie, wiele może was zaskoczyć. Potwory zawsze przetrwają najgorsze, widziałeś przecież, w jakim był stanie jego syn. Przeżył. I wraca do siebie.

Dante przetarł czoło. Spojrzał na śpiącą Haley, której twarz wyglądała bardzo spokojnie.

– Musisz ją przygotować – kontynuował Kavaru. – Tak, jak przygotowałeś Artemidę. Nadchodzą ciężkie czasy, czasy bożka. Ona jest albinosem, Dante. To, na co pozwoliła Masako, jest zbrodnią wobec jej natury. Ona nie należy do ziemskich rodziców, ale do niebios. Nie jest bogiem, ale nosi ich piętno. Czczący siłę Delaunay tylko czekali, by posiąść kogoś takiego. Trzeba im udowodnić, że jest to siła, której muszą ulec. Nalegam też, by Haley została tutaj, aż wydobrzeje. Straciła dużo many, wiele również przeszła. Wolałbym zająć się nią osobiście, niż wydawać ją medykom. Może być?

– Oczywiście. Czy mógłbym również zostać? Odpoczynek od klanu pozwoli mi pomyśleć.

– Naturalnie. Poproszę kogoś o przygotowanie pokoi.

– Dziękuję… – Dante znowu przytulił Haley do siebie.

– Nie ma za co dziękować – Kavaru odpowiedział, tak, jak wcześniej.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania