Boska Makabra: Filozof - Rozdział 2 (Część 6)

Słońce zachodziło, gdy Kasei położyła bukiet kwiatów na grobie Jana. Usiadła przed nim i uśmiechała się.

– Wiesz… – mówiła do jego grobu. – Odkąd odszedłeś zrobiło się… inaczej. Peter się okaleczył, Ed to odkrył, a Mateo… – Westchnęła, robiąc krótką przerwę. – Pewnie powiedziałbyś mi, co zrobić, gdybyś jeszcze żył… Wtedy usłyszała z daleka jakieś dźwięki. Nastawiła uszu, by lepiej je słyszeć; byli to Wyznawcy Światła, którzy krzyczeli znowu coś o apokalipsie, o diable, który spełnia życzenia i o tym, że każdy kto ignoruje słońce jest przeklęty. Kasei była tym nieco zażenowana, lecz nagle coś przyszło jej na myśl.

„Hm… A co by było, gdyby ten bożek naprawdę istniał?” – zastanowiła się, po czym przeszła na inny temat. – „Chyba spróbuję porozmawiać z Edem o Peterze… Przecież nie możemy się tak poddać, trzeba jeszcze zlać Mateo!” Wstała z ziemi, po czym pewnym krokiem zaczęła iść w stronę domu.

~

„Jestem idiotą. Naprawdę, ja oszalałem.”

Ed skończył właśnie pisać kolejną notatkę. Schował ją w jakąś książkę, wiedział, że zbliża się czas, gdy bożek ma wrócić. Myślał o tym cały dzień, miał już przygotowane do niego kilka pytań. W pewnym momencie zaczął rozważać, że może z nerwów to wszystko, co wczoraj się stało, mu się po prostu wydawało. Szybko jednak dostał dowód na to, że nie: świece w pokoju pogasły, a atmosfera zrobiła się ciężka.

„Filozofowie… Zastanawiacie się nad wszystkim tak głęboko, wyszukujecie tysiące teorii i wierzycie w każdą z nich, a potem nie możecie logicznie wytłumaczyć waszego spojrzenia na świat.”

– Nie jestem filozofem. – Odparł spokojnie Edward. – Mam do ciebie kilka pytań, zanim odpowiem ci, czy podjąłem decyzję czy nie.

„Na przykład?”

– Skąd Wyznawcy Światła o tobie wiedzą? Dlaczego nawołują, że wrócisz?

„Oni? Oni zawsze to robią, nie zauważyłeś?” – zaśmiał się. – „A wiedzą, bo ten, który stworzył tą religię wpisał mnie jako diabła, i że skorzystanie z mojej oferty jest grzechem ciężkim. A wiadomo, że są fanatykami.”

– Inna rzecz, czy potrafisz spełnić każde życzenie?

„Każde. Nawet, gdyby ktoś chciał być bogiem, to mogę to sprawić. Choć najczęściej unikam takich ludzi, chyba, że skurczybyki zmienią zdanie podczas gry. To uciążliwe, momentami ludzie na serio są cholernie niezdecydowani.”

– Przyznam ci rację. Kolejne, co ile lat się pojawiasz? Czy pojawiałeś się również za Starej Ery?

„Ha, masz strasznie dużo pytań! Różnie. Mogę się pojawić kolejny raz za pięćset lat, albo za trzy tysiące. Zależy to jak moje moce się regenerują. I owszem, pojawiałem się. Mogę ci nawet zdradzić, że pojawiłem się w czasie, gdy ludzkość ustanowiła Nową Erę, czyli 976 lat temu, gdyż taki teraz mamy rok, prawda? A gdyby nie bawić się w łamanie na jakieś ery, to byłby teraz rok 3789. No, ale dodać jeszcze tę prehistorię i inne czasy, to wyszłaby jeszcze większa liczba. Chociaż ten świat i tak ma o wiele więcej lat, niż wy macie o tym pojęcie.”

– Nie rozgaduj się. Dobrze, inne pytanie. Mówiłeś coś o pieczęciach… O co chodzi z zachowaniem ich?

„To raczej proste. Pieczęć upoważnia do bycia wezwanym przeze mnie do miejsca, w którym rozegra się finał. A zachowanie jej? To logiczne: raczej normalne jest, że niektórzy grający będą chcieli zmniejszyć swoją konkurencję, zdobywając pieczęcie innych. Oczywiście zawsze potem można im ją odebrać, albo ukrywać się do finału, lecz ta druga opcja jest niezwykle tchórzliwa. Im więcej pieczęci zdobędziesz tym lepiej, im mniej konkurencji pod koniec będziesz miał, również.”

– A jak się taką pieczęć zdobywa?

„Musisz poszukać! A jeżeli już ci wszystko sprzątną sprzed nosa, szukaj tych, co je mają! Pieczęć przyłącza się do dłoni, jedni mogą ci oddać ją dobrowolnie po przegranej, jeżeli są typem „honoru”, w innym przypadku po prostu wyrwij im ją magicznie. Albo, najbardziej efektywnie… po prostu odetnij im dłoń.” – Zaśmiał się. Edowi raczej nie było do śmiechu. – Ilu ludzi wybierasz?

„Wybieram najczęściej o jedną bądź dwie osoby więcej niż jest pieczęci. Oczywiście ostatecznie może być was mniej niż dwunastu, jeśli ktoś od razu zdobędzie dwie.”

– Rozumiem.

W tym samym czasie Kasei weszła do domu. Wiedziała, że Ed jest w swojej bibliotece, chciała z nim porozmawiać na temat Petera, że jeszcze nie wszystko stracone i powinni walczyć dalej. Gdy doszła pod drzwi biblioteki, poczuła coś... dziwnego. Nawet jeśli nie była magiem i nie wyczuwała energii magicznej aż tak dobrze, czuła, że coś jest nie tak. Wtedy położyła dłoń na klamce i lekko pociągnęła. Drzwi były otwarte, gdyż bożek upewnił się, by poluzować zamek.

„Sądzę, że mamy gościa.” – Powiedział rozbawionym tonem. Złotowłosy z przerażeniem przesunął wzrok na drzwi.

– Ed? – spytała Kasei. – Wszystko ok…?

– Kasei… Um, tak, jest ok… Mogłabyś… wyjść?

„Ale dlaczego miałaby?” – Usłyszawszy głos znikąd, rudowłosa rzuciła się w stronę Eda, schowała się za nim i zaczęła się trząść. – „Jest twoją bronią, racja? Nie zamierzasz zabrać jej ze sobą do walki? Byłoby to głupie, Edwardzie”

– Ed… C–Co się dzieje…? – spytała przerażona.

– Kasei… Eh… To jest… bożek życzeń. – Wyjaśnił ze wstydem.

– CO?! – krzyknęła. – ALE… JAK TO?!

„Haha! Kocham to przerażenie na wieść o mojej egzystencji!”

– Powiedz mi… Czy grozi jej coś za to, że się o tym dowiedziała?

„Nie. Mówiłem, niektórzy ludzie o tym wiedzą. Więc, jakieś jeszcze pytania, Edwardzie?”

– Tak. Kiedy nas przyzwiesz?

„Kiedy uznam to za stosowne.”

– Więc teraz jeszcze inne pytanie. U kogo mamy szukać tych informacji o tobie?

„Na serio myślisz, że ci odpowiem? Byłoby za łatwo, śmiertelniku. Skoro chcesz życzenie, to zawalcz o nie swoją krwią. Jedyne co ci zdradzę to to, że wybrałem Gormilię jako miejsce zebrania wszystkich i właśnie tu odbędzie się ostateczne rozstrzygniecie. A jeżeli informacje są poza granicami tego kraju, to już nie moja wina.”

– Heh… Tak właśnie myślałem, że nie będzie to proste… Ale to nic. Co w życiu jest proste?

– Ed… To ty chcesz… walczyć o życzenie bożka?! Ty?! Przecież ty… nie wierzysz w bogów... – mówiła Kasei łamiącym się głosem.

– Nie wierzę w bogów? Trudno nie wierzyć, gdy przeżyło się coś takiego… – Wstał ze stołka, na którym cały ten czas siedział. – Wiecznie gardziłem bogami, gardziłem… gardzę Wyznawcami Światła za to, jak fanatycznie podchodzą do swoich wierzeń. Lecz wiesz co? Skoro dostałem dowód na istnienie siły wyższej na tym świecie, to spróbuję ją poznać. Dowiedzieć się, kim jest, jak nas widzi… i dlaczego się nie ujawnia, gdyż sądzę, że jeden bożek nie musi być jedyną istotą, która stoi nad nami, śmiertelnikami. A poza tym… Jestem winien to życzenie Peterowi. Winien tego, że nie mogłem mu w niczym nigdy naprawdę pomóc… Chcę spełnić jego marzenie, przy okazji próbując znaleźć odpowiedź na moje nowe, filozoficzne pytanie: kto stoi nad tym światem, jaka jest prawda.

„Niesamowite!” – zaśmiał się bożek. – „Naprawdę nie żałuję wybrania ciebie. Nie sądziłem, że tak szybko zmienisz swoje nastawienie! Ale no, wy ludzie jesteście przecież nieprzewidywalni. Więc odpowiadaj, Edwardzie z Rebellar: wstępujesz w tę grę, czy nie?”

Kasei spojrzała na Eda, który delikatnie opuścił głowę. Uśmiechnął się.

– Czy muszę odpowiadać, skoro to jasne?

„Ha, masz mnie!” – Znowu się zaśmiał. – „Dam ci jednak jedną, podstawową wskazówkę: Szukaj mojej many po całym państwie, wtedy odnajdziesz pieczęć, a reszty dowiedz się sam. Miłej zabawy, do zobaczenia w finale! Jeśli tylko, oczywiście, do niego przeżyjesz. Nie zawiedź mnie!”

– Ed… Jak to w ogóle jest… możliwe?! – wykrzyczała Kasei, a wtedy ciężka aura opadła, świece znowu się zapaliły.

– Nie wiem. Ale to nie ma znaczenia. Muszę wyruszyć, już teraz.

– A co z Peterem?!

– Powiesz mu, że wyjechałem na trochę, dla odpoczynku… – zaczął iść szybkim krokiem do drzwi, lecz wtedy Kasei zatarasowała mu drogę własnym ciałem, rozkładając szeroko ręce.

– NIE MA OPCJI, DEBILU! – wykrzyczała. – JEŚLI TY WALCZYSZ, TO JA TEŻ!

– Nie Kasei, to zbyt niebezpieczne. Wpakowałem się w boską grę…

– I co z tego?! – rzuciła się na niego i zaczęła szarpać jego ubranie. – Walczysz dla Petera, dla którego ja też chcę walczyć! Walczysz dla Jana, który umarł! Walczysz, by dać nauczkę Mateo! Jesteś moim mistrzem, do cholery jasnej! Mistrzowie w wojsku nie wyruszają na pole bitwy bez swoich broni, nieważne jak dobrymi magami są! Chcę z tobą walczyć, chcę walczyć dla Petera! – Kontynuowała szarpanie go, Ed przymknął wtedy oczy i poklepał ją po głowie. Zaśmiał się cicho.

– Z CZEGO SIĘ ŚMIEJESZ?

– Z tego, że ukazałaś mi swoją miękką stronę. I nazwałaś mnie swoim mistrzem, nie wierzyłem, że kiedykolwiek ten dzień nadejdzie. Ale cóż, coś dużo rzeczy niemożliwych dla mnie się ostatnio dzieje…

Kasei zaczerwieniła się, po czym pchnęła go lekko i odwróciła się.

– P–Przestań się ze mnie nabijać, idioto… Nienawidzę cię. – Prychnęła.

– Tak, wiem. – Uśmiechnął się.

– Ale… Naprawdę… co z Peterem?

– Nie powinien się o tym dowiedzieć, już wystarczająco ma zmartwień na głowie. Skoro masz zamiar się ze mną zabrać, to musimy wcisnąć mu kit, że pojechaliśmy… po coś. Po nowe książki dla mnie, na przykład… Oczywiście, jeśli zajmie to dłużej niż dwa tygodnie, to mamy jego podejrzliwość jak w banku, ale co innego mogę zrobić? Nie chcę, by się w to mieszał.

– Chcesz zniszczyć hemasitus używając bożka?

– Nie. Chcę, by bożek dał Peterowi coś, co leczy hemasitus. Przecież sam powiedział, ze potrafi spełnić każde życzenie, więc czemu nie umiałby tego? – Wtedy wziął karteczkę i zaczął na niej pisać wiadomość dla brata.

– Nadal do mnie nie dociera, że to na serio ma miejsce… Musisz mi dużo wytłumaczyć.

– Zrobię to. Jak dobrze, że Petera nie ma… – Westchnął.

– Siedzi w lecznicy. Widziałam go tam. – Wyszli razem dziedziniec. Zostawili karteczkę w dobrze widocznym miejscu. – Więc, Ed… co teraz?

– Weźmy pieniądze. Musimy zdobyć pieczęć i informacje, co dokładnie jeszcze ta gra za sobą kryje. Podobno są ludzie, którzy to wiedzą… Być może jakieś rody, ale jeśli tak, to jakie?

– Uda się nam! Zobaczysz! – Wykrzyczała pewna siebie, podnosząc wysoko zaciśniętą pięść. Złotowłosy uśmiechnął się lekko.

– Musi. To nasza szansa, która przecież nie zdarza się każdemu. Skoro mogę tak pomóc Peterowi to zrobię to, sam nie mam żadnych życzeń. Więc… jesteś pewna? Naprawdę chcesz ze mną iść?

– Chcę, kretynie. – Wystawiła język.

– No, Kasei… Wyruszajmy, zanim ktoś nas zauważy. Czeka nas najtrudniejsza walka w życiu, prawdziwa boska wojna o jeden cel…

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania