Boska Makabra: Filozof - Rozdział 4 (Część 4)

– Jak widać wszystko wskazuje na to, że Catherin jest tym słynnym kanibalem. – Rzekła Aru. Wszyscy siedzieli przy niej, tam, gdzie pożegnali się wczoraj.

– Jeśli dobrze zauważyłem, to pegaz posiadał dwie pary skrzydeł… Chyba właśnie dlatego był w stanie mówić ludzkim głosem, to magiczny pegaz, prawda? – spytał Edward.

– Zwierzęta mówiące ludzkim głosem to żadna nowość. – Powiedziała Kyoko.– Jednakże magiczne pegazy, jak i demoniczne bronie, nie posiadają formy człowieka, a jednak mówią. Cóż, aktualnie najbardziej niepokojące jest to, że ten pegaz jest zarażony czarną magią, a żyje, więc może roznosić zarazę dalej. Jeżeli zaraził Catherin, może to tłumaczyć, dlaczego stała się kanibalką. Z powodu obłędu, jaki zarażenie wywołuje. Z drugiej strony gdyby faktycznie była zarażona, wyglądałaby jak ten pegaz. Sądzę, że magia, z jaką ma do czynienia, wpływa na nią, ale skoro tak… widać, że Catherin musi mieć już coś na sumieniu.

– Podaj mi człowieka, który nie ma. – Westchnął Ed.

– Jest inna rzecz – odezwała się czerwonowłosa. – W tym mieście jest ktoś jeszcze prócz nas i Catherin.

– Gracz?

– Jestem tego pewna. Wyczułam to dziś w nocy, chyba szlajał się niedaleko. Przez to, że tylu się nas tu zebrało, może przybyć ich więcej. Musimy być więc ostrożni.

– Jeszcze informacje o grze by się przydały... – Ed ponownie westchnął.

– Aktualnie… właśnie po to przybyliśmy do stolicy. – Powiedział Lorenzo, który siedział cicho cały ten czas. – Tutaj jest duża biblioteka. Mieliśmy zamiar znaleźć coś na temat rodów szlacheckich, które mogłyby wiedzieć o grze. Próbowaliśmy rozmawiać z Delaunay, ale… cóż, nie są oni zbyt przyjemni.

– LORENZO! – wykrzyczała Eris. – NIE PRZEKAZUJ WROGOWI WSKAZÓWEK!

– Ale co ja takiego powiedziałem?!

– ŻE JAKIEŚ RODY SZLACHECKIE MOGĄ WIEDZIEĆ O BOŻKU, DURNIU! I ŻE TAKIE INFORMACJE MOGĄ BYĆ W BILBIOTECE!

– Hahaha! – zaśmiał się Ed.

– Z czego się śmiejesz, śmieciu?! – warknęła czarnowłosa.

– Tak się składa, że mam w tej bibliotece znajomości. I dokładnie takich ksiąg szukam. Pradawnych, tam, gdzie tylko królowa i najwyższa szlachta ma dostęp.

– I po kiego nam to mówisz?! Pewnie kłamiesz!

– Nie – uśmiechnął się. – Sądzę, że nawet możemy się podzielić informacjami. I tak prędzej czy później dojdzie do finału, a chciałbym, by nawet mój przeciwnik był doinformowany.

– Zabawne. – Fuknęła i odwróciła się.

– Naprawdę? – spytała podejrzliwie Aru.

– Co mi tam, niech stracę. Nie wydajesz mi się osobą złą, uważam, że takie samo jest twoje życzenie. O właśnie, jakie one więc jest?

– Wolę… nie mówić. – Odpowiedziała nieco smutno. – W każdym razie… jakie księgi? – Chciałem religijne, skoro Wyznawcy Światła gadają o bożku, ale skoro tak… to o najważniejszych rodach, hm?

– Byłoby to bardziej rozsądne. Religie to religie, każdy mógł sobie to zapisać jak chce, a rody… Cóż. Możemy przejrzeć, jakie są i jakie mogą mieć informacje.

– Rozumiem, zaraz mogę tam zajść, jeśli nie masz dla mnie żadnych innych poleceń. Co do religii, wierzysz w jakąkolwiek? Ja nie wierzyłem, jednak bożek zburzył mi światopogląd.

– Hm… mi nie za bardzo. Wierzę w Marsa, ognistego boga wojny, wy, gormilijczycy, nazywacie go Aresem… no i, że po śmierci dusza odchodzi do innego świata. Jednak jeśli było się złym, to jest kara. Kara musi być.

– Inny świat po śmierci, co?

– Tak. Wierzę jeszcze w to, że dla każdego człowieka z góry jest zaplanowane wiele rzeczy.

– Więc co z wolną wolą? – spytał.

– Huh? Jak to co?

– Cóż, spójrzmy na to tak… skoro według twojego wierzenia wiele rzeczy jest zaplanowanych z góry, znaczy to, iż człowiek, nieważne, jakie akcje podejmie, i tak na nie trafi. Jednak wiadomo, że nic nie dzieje się z przypadku; wszystko ma swój początek w przeszłości, najmniejszy szczegół wpływa na przyszłość, jedna najmniejsza decyzja. A skoro wiele rzeczy jest zaplanowanych z góry, oznacza to, że człowiek musi podejmować decyzje, które mają nakierować na jeden określony tor. Oznacza to, że nasza wolna wola jest tak naprawdę kontrolowana, ustawiona tak, byśmy wybierali opcje mające naprowadzić nas na to, co jest nam przeznaczone. Więc nie kontrolujemy naszego życia, ale życie kontroluje nas?

Aru i jej grupa patrzyli na niego oniemiali. Ed wzruszył ramionami.

– Jesteś… filozofem? – spytał Lorenzo. Ed zachichotał.

– Nie, nie jestem. Jestem tylko szaleńcem, który interesuje się filozofią.

– Ale ty właśnie… powiedziałeś wszystko tak… – Aru nie mogła znaleźć słów. – A tak robią filozofowie!

– No cóż… to nadal nie czyni ze mnie filozofa, chyba?

– No, uh… Możliwe. Jednak… Trudno mi wyjaśnić jak to widzę. Jak dla mnie… tak po prostu jest, jednak nie zakłóca to wolnej woli.

– Jak wolisz. – Uśmiechnął się. – Co teraz? Ja i Kasei mamy iść do biblioteki, a wy?

– Hm… Sądzę, że nieco pomyszkujemy. Wpadniemy do ciebie niedługo.

– No dobrze, sprzymierzeńcu. – Uśmiechnął się, po czym razem z Kasei poszli. Aru i jej grupa odeszli w drugą stronę.

~

Ed i Kasei weszli do ogromnego budynku: była to biblioteka Yodiary, największy zbiór ksiąg na terenie całego kraju. Budynek, który ją mieścił, był całościowo zbudowany z białego kamienia, który lśnił w blasku słońca. Resztę uroku budowli nadawał szklany dach i duże, pięknie ozdobione kolumny. Książki ułożone były na szerokich półkach, posortowane według odpowiednich kategorii. Po całym pomieszczeniu krzątali się pracownicy i mieszkańcy, którzy albo chcieli się uczyć, albo poczytać coś dla rozrywki. Daleko przed nimi widać było duże, masywne drzwi; tuż za nimi znajdowały się księgi pradawne, całościowo należące do królowej. Nikt prócz specjalnie uprawnionych pracowników lub wysoko postawionej szlachty nie mógł tam wejść. Edwardowi było jednak już dane przeczytać kilka książek z tamtego działu, a to wszystko dzięki Arturowi, który nielegalnie mu je przekazywał.

Artur siedział przy recepcji, zapisywał coś.

– Ed? A ty tu co robisz? – spytał.

– Ach, taka mała zmiana planów. Mógłbyś… – schylił się i zaczął mówić szeptem. – Załatwić mi księgi o rodach szlacheckich?

– Edward… kamień spadł mi z serca! – odetchnął jasnorudy.

– Huh?

– Te księgi będzie mi łatwiej zdobyć niż o religiach! Religijne są chronione magią, sprawdziłem dzisiaj. Jednak nie będę mógł załatwić ich od razu, gdyż… no wiesz. Byłoby to podejrzane, gdybym wlazł tam dwa razy. Jednak je załatwię, dobra?

– Ok. Dzięki, że w ogóle chcesz to zrobić. – Uśmiechnął się.

– Hm… Możesz na razie poczytać trochę o szlachcie tutaj. Musisz pójść na lewo, tam będzie cała masa ksiąg o rodach szlacheckich.

– No, Kasei, to pójdziemy to sprawdzić. Dzięki jeszcze raz, Artur.

– Proszę bardzo! – ucieszył się. Ed i Kasei poszli we wskazane miejsce. Rudowłosa zmieniła się w fenka, wspięła się po półkach i ściągnęła kilka książek z góry. Spędzili kilkanaście minut na czytaniu.

– Delaunay… – zastanowił się Edward. – Najważniejsi z Gormilli, ale jak słyszałem dogadać to się z nimi raczej nie da.

– Hej Ed, ty na serio masz zamiar się dzielić z nimi informacjami? – spytała Kasei. – Wiadomo, że większa wiedza o grze jest ważna… ale oni nadal mogą być… Nie, oni nadal są naszymi wrogami.

– Nawet jeśli, to tak będzie ciekawiej – uśmiechnął się. – A poza tym, widzisz w nich coś złego? Według mnie to tak samo obłąkana banda jak my.

– Ciekawi mnie o co walczą… Z jakiegoś powodu nie chciała tego zdradzić.

– Twoja fanka? Chyba widziałaś ten smutek, gdy ją o to spytałem. Wiesz, ja też posiadam coś, co można nazwać… empatią. Przypominają mi nieco Petera, wyglądają jakby o coś ciągle walczyli, ale jednak nie przynosi to skutku.

– Huh… Nie sądziłam, że taki debil jak ty może coś takiego zauważyć.

– Widzisz, jaki jestem genialny?~ – uśmiechnął się głupio. – Oczywiście, nie mam zamiaru ufać im zupełnie… Jednak odrobina zaufania jest tutaj potrzebna.

– W sumie masz racje, deklu. A teraz słuchaj!

– Hm? Znalazłaś coś?

– Jest tu napisane o rodzie Kavaru. Uważani są oni za kapłanów bogów.

– Kavaru... – Wziął od niej książkę. – Tylko gdzie ich znaleźć… Za dużo tutaj napisane nie ma.

– Tuż za nimi jest jeszcze jeden ród, Enzernowie.

– Enzernowie są z Nihorii. Jednak są uważani za jeden z najważniejszych rodów… Ta cała Kyoko jest stamtąd, nie?

– No chyba tak.

– Cóż, to sobie zapiszmy… Sprawdzimy potem dokładniej, jak Artur załatwi książki. Dobra, szukaj dalej. – Ed zaczął zapisywać, Kasei za to wzięła kolejną książkę. Nagle kącikiem oka ujrzała coś podejrzanego. Odwróciła wzrok i zobaczyła w jednym z okien kruka. Kruk ten patrzył cały czas w ich stronę, lecz gdy tylko Kasei spojrzała na niego, natychmiast odleciał.

– Coś się stało, Kasei? – Spytał Ed, widząc jej zatroskaną minę.

– Nie, nic. Jakiś kruk tylko tam siedział.

– Kruk… Mam nadzieję, że to nie żaden zły znak.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Targówek 2 tygodnie temu
    Clar, celujesz w powieści fantastyczne? Bo zauważyłem, że tylko tą jedną serię masz na profilu.
  • Clariosis 2 tygodnie temu
    Witaj Targówku, dziękuję za odwiedziny. :)
    Tak, głównie w powieści fantastyczne, gdyż jest to mój ulubiony gatunek, ale nie ograniczam się tylko do tego. Z biegiem czasu pojawią się też inne powieści i inne gatunki. c:
  • Targówek 2 tygodnie temu
    Clariosis *Tomku

    W porządku, z chęcią zajrzę jak coś dodasz.
  • Clariosis 2 tygodnie temu
    Targówek Wybacz, bedę pamiętać, by nazywać po imieniu ^^
  • Onyx 2 tygodnie temu
    Clari, powtórzenie kruk, jest przy końcu celowe? Jeśli tak, to zwracam honor, jeśli nie, poszukaj synonimów. A tak ogólnie to tekst jest naprawdę fajny, przyjemnie się go czyta :)
  • Clariosis 2 tygodnie temu
    Oczywiście, że jest celowe, bo bohater powtarza po drugiej postaci, zaznaczając, że ją słucha. Nie każde powtórzenie to błąd. ;)
    Dziękuję za odwiedziny Nyxiu!
  • Onyx 2 tygodnie temu
    To, Clari zwracam honor
    Na rewolucję wpadnij

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania