Boska Makabra: Filozof - Rozdział 6 (Część 4)

Wycieranie tony kurzu, układanie książek i papieru, to było zajęcie Edwarda. Przy okazji również monitorował, czy żadna ważniejsza osobistość wchodząca do zamkniętego działu nie zauważyła pewnego ubytku w zbiorze ksiąg. Co jakiś czas brał sobie również króciutką przerwę, by napić się herbaty z miodem. Nosił i układał sterty książek na półki, kaszlał lub kichał przez kurz. Cieszył się jednak, że Artur da mu połowę swojej dniówki za pomoc, a pieniądze były mu teraz bardzo potrzebne. Oparł się o jedną z półek i znowu się napił. Zostało mu jeszcze nieco książek do przeniesienia i poukładania, więc chciał zebrać siły.

Nagle jego oczom ukazał się dosyć dziwny obraz; ukryty w cieniu czarny kot. Nie zauważyłby go, gdyby nie charakterystyczne, mocno niebieskie i puchate włosy wyrastające z głowy. Kot leżał, subtelnie zamiatając ogonem, miał zamknięte oczy. Ed został oczarowany kolorem tych włosów, uznał, że są doprawdy piękne, a nie miał w zwyczaju komplementować obcej mu osoby, nawet w myślach. Kot ten jednak wyróżniał się czymś, nawet nie tym, że miał niebieskie włosy, przecież każdy zwierzako-człowiek je miał pod zwierzęcą postacią i to odróżniało ich od normalnych zwierząt. Ed czuł coś więcej. Coś, czego raczej racjonalnie wytłumaczyć się nie dało. Jego niewytłumaczalna fascynacja została jednak szybko zakłócona. Przybyło dwóch kolesi, z czego jeden nadepnął na ogon czarnego kota.

– Ajć! – Kot zerwał się jak oparzony i odbiegł w przód.

– Co to ma być? Zjeżdżaj stąd, sierściuchu! – zawarczał jeden z nich. Złotowłosy zauważył wtedy, że posiada on uszy psa, jego towarzysz za to był zwykłym człowiekiem. Czarny kot poruszał ogonem dosyć energicznie i odwrócił się w stronę przybyszy, z niepokojącym spokojem spojrzał im w oczy. Koleś z psimi uszami zawarczał ponownie. Ed wziął jedną z książek, jaką miał pod ręką, po czym z całej siły rzucił nią w jego stronę. Trafił.

– Co, kurwa?! – wykrzyczał do niego.

– To ty stąd zjeżdżaj, kundlu – odpowiedział poważnie Edward. – Nie masz prawa wyganiać stąd kogokolwiek.

– A ty masz?

– Mam. Więc łaskawie idź w swoją stronę i nie przeszkadzaj innym.

Odeszli, przeklinając pod nosem. Złotowłosy czuł się dziwnie, zaczął szukać wzrokiem kotka o niebieskich włosach, jednak jego oczom ukazała się dziewczyna. Nie była zbyt wysoka, zza niebieskich kosmyków wystawała jej para kocich, czarnych uszu. Ubrana była w ciemnoniebieską bluzkę, która z przodu kończyła się na jej biodrach, a z tyłu była przedłużona i sięgała do połowy uda. Nosiła również czarne spodnie i czarne buty z metalowymi wstawkami. Zauważył również, że ma ona zabandażowaną lewą rękę od nadgarstka aż do barku. Wszystko dopełniała nienaturalnie jasna skóra – była mocno biała, nieco tylko zaróżowiona. Dziewczyna nie patrzyła na niego, lecz Ed znowu popadł w zafascynowanie. Postanowił podejść do niej, ta usiadła przy jednym z biurek, trzęsła się. Im Ed był bliżej, jej drgania stawały się coraz silniejsze.

– Hej – zagadnął. Nie odwróciła się. – Wszystko w porządku?

Cisza trwała chwilę.

– Tak – odpowiedziała cicho. Miała delikatny, lecz stanowczy głos. Ed znowu poczuł się dziwnie. Nie mógł oderwać wzroku od jej włosów. Nie widział jeszcze takiego odcienia, były niczym kamień lapis lazuri. Z letargu wyrwał go jej głos; – Dlaczego mi pomogłeś? Nie musiałeś.

– Czułem, że to słuszne. Poza tym w bibliotece powinien panować spokój, zakłócili go.

– Dziękuję – odpowiedziała pusto. – Ale naprawdę nie musiałeś.

– Cóż… Jeżeli będziesz potrzebować mojej pomocy, w czymkolwiek, będę w pobliżu.

Odszedł. Czuł się dziwnie, zbyt dziwnie. Dane mu było spojrzeć przez chwilę w jej oczy. One też go zafascynowały, tęczówki były ciemnofioletowe, a źrenice były kocie, wrzecionowate… i bił z nich smutek. Czuł się oczarowany. Ona miała coś w sobie, coś niezwykłego.

Nigdy czegoś takiego nie czuł.

~

Aru otworzyła drzwi i zajrzała do środka. Dostrzegła na początku dwóch kolesi, jednego z psimi uszami, który siedział z drugim, zwykłym człowiekiem. Czytali jakąś książkę i obrzydliwie się śmiali, ale wtedy to od tyłu zaszedł ich jakiś starzec, który uderzył obydwu ciężkimi encyklopediami w głowę i zabrał lekturę. Był to pracownik biblioteki, a książka jaką im zabrał była o tematyce erotycznej. Aru zaśmiała się pod nosem. Zaczęła chodzić wzdłuż półek, gdy nagle ujrzała Eda stojącego na drabinie i układającego książki na półkach, które unosił z ziemi za pomocą magii.

– Ed! – zawołała. Złotowłosy spojrzał w jej stronę.– Zapisałam najważniejsze informacje.

– No to wyśmienicie! – Uśmiechnął się i zeskoczył z drabiny, po czym ruszył w stronę pobliskiego biurka i usiadł przy nim. Aru usiadła po drugiej stronie. – Cóż, widzę, że trochę tego masz.

– Raczej samobójstwem byłoby przeniesienie tutaj książek – powiedziała, kładąc kolejne kartki na stole. – Musiałam, inaczej czekałabym na ciebie nie wiadomo ile czasu, a działać trzeba szybko. Każda godzina się liczy. – Masz rację. Kyoko znalazła ślady tego drugiego gracza? – spytał.

– Nie, żadnych nowych. Najwidoczniej się maskuje, albo opuścił ten teren. Musimy być jednak czujni.

– Rozumiem. No to mów, co tam masz.

– Najważniejsze rzeczy, jakie znalazłam… Kavaru i Enzernowie. Mam tutaj jeszcze Brando, Yanara…

– Słyszę, że to też to, co Kasei i ja znaleźliśmy.

– Tak – odpowiedziała. – Te pierwsze jednak są najważniejsze. Kavaru są uznawani za „kapłanów bogów”. Podobno to najsilniejsi magowie na świecie. Wyróżnia ich to, że wszyscy bez wyjątku posiadają platynowe blond włosy i jasne, niebieskie oczy.

– Platynowy blond? Jak w ogóle wygląda taki kolor?

– Blond, który jest blisko białego. Ach, faceci i ich znajomość kolorów! – Zaśmiała się. – W sumie mogą oni nam pomóc, skoro to „kapłani bogów”. Ale informacji gdzie ich znaleźć nie ma. Podobno są rozproszeni po całym świecie. – Więc będzie ich cholernie trudno znaleźć... Dobra, dawaj kolejnych.

– Enzernowie… Oni nie mają jakiś charakterystycznych cech w wyglądzie, bardziej w zachowaniu. Pochodzą z Nihorii. Och, w sumie… jest jeden sposób, by łatwo ich rozpoznać. Jednak nie zdarza się to często.

– Hm? Co takiego?

– U nich, co któreś pokolenie, rodzą się ludzie zwani albinosami. Mają oni najczęściej bardzo jasne włosy, nienaturalnie białą skórę, lekko różową. Nihorczycy uważają, że są oni wcieleniem… księżyca. Tej mitycznej skały, która podobno świeciła niegdyś na nocnym niebie tak samo, jak słońce za dnia.

– Ach, słyszałem tą opowieść. Jednak… – zastanowił się – jeszcze raz… Jak wyglądają te… albinosy?

– Jasne włosy, bardzo biała skóra…

– Chwila. Lekko różowa?

– Tak. A co?

– O cholera… – Zerwał się z krzesła. Czerwonowłosa nie rozumiała.

– Co się stało?

– Możliwe, że mamy szczęście, Aru. Chodź, pokażę ci coś. A raczej kogoś.

Poszła za nim, zabierając kartki. Kazał jej wyjrzeć delikatnie zza regału. Zobaczyła wtedy niebieskowłosą dziewczynę, która czytała jakąś książkę. Jej twarz wyglądała pusto, bez emocji.

– Nigdy nie widziałam kogoś aż tak bladego… – przyznała. – Ale nie ma jasnych włosów.

– A koniecznie musi mieć? – spytał. – I tak ma ich niezwykły odcień. Widziałem tylko ciemnoniebieskie, lub bardzo jasne niebieskie włosy, lecz nie takie.

– W sumie masz rację, to może coś znaczyć.

Wtedy jednak blada dziewczyna wstała. Odłożyła książkę, zapłaciła starcowi, który pilnował wejścia, wzięła z wieszaka pelerynę i wyszła. Aru i Ed pobiegli za nią. Peleryna którą się okryła była czarna, zapinana na klamrę z jasnofioletowym kamieniem. Szła przed siebie, gdy nagle czerwonowłosa zatarasowała jej drogę. Tajemnicza dziewczyna patrzyła na nią pustym wzrokiem. Aru nieco przeszły ciarki.

– Jesteś Enzernem? – spytała.

– Może jestem. Może nie – odpowiedziała obojętnie.

– Posłuchaj mnie… – Aru skupiła ogień wzdłuż dłoni, które wycelowała w jej stronę. – Nie mam zamiaru się z tobą cackać. Najpewniej wiesz o grze, wiec albo współpracuj, albo zaraz ci opalę te blade ciałko!

– Aru! – wykrzyczał Ed i lekko ją pchnął. Ta zachwiała się, skupiona magia zniknęła z jej rąk. Niebieskowłosa stała pozornie niewzruszona, lecz była trochę poirytowana.

– Co ty wyrabiasz, Ed?! Przecież musimy się czegokolwiek dowiedzieć!

– Rozumiem – wtrąciła się nagle kocica. – Może jakbyś mi nie groziła, magu ognia, to wtedy bym ci pomogła.

Aru odetchnęła, lecz nadal była nabuzowana. Ed postanowił sam porozmawiać z dziewczyną, gdy na nią spojrzał znowu przeszło go te dziwne uczucie zdziwienia i fascynacji, które starał się od siebie teraz odgonić. – Jesteś albinosem Enzernów, czyż nie? – spytał złotowłosy. Dziewczyna pokiwała głową potwierdzająco.

– A wy graczami – odpowiedziała. – Dobrze. Jeżeli mnie pokonacie, wtedy powiem wam wszystko, co wiem. Ale musicie się zastanowić, bo wcale nie muszę wiedzieć dużo.

– To ile wiesz? – spytała Aru.

– Zawalcz, to wtedy się dowiesz. Jeżeli wygrasz.

Przeszli na puste pole, tam, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał. Kocica stała po środku, po obu jej stronach otoczyli ją Ed i Aru.

„Więc to mag” – dedukowała Aru. Skupili obydwoje magię przy dłoniach, niebieskowłosa za to stała, nie robiła nic. Patrzyła na Eda, znajdującego się naprzeciw. Czerwonowłosa rzuciła się w jej stronę, ta odskoczyła.

– Ten ruch był zbyt oczywisty – powiedziała niewzruszona. Lekko przechyliła głowę w bok, gdy obok niej przeleciał pocisk ognia. – Ten też.

– Dawaj, pokaż, na co ciebie stać! Ed! Nie stój tak! – wrzeszczała Aru.

Ed pierwszy raz czuł się niepewnie w starciu. Wyskoczył razem z towarzyszką w stronę przeciwniczki, która znowu bez trudu uniknęła ich ataki. To było dla nich upokarzające, że omijała ich z taką łatwością, jak mistrz początkującego ucznia.

– Aru, mówiłaś, że Enzernowie mają specyficzne zachowania. A jacy są w walce, wiesz? – dopytał szybko.

– Księgi widocznie nie kłamały. Są świetni.

W fioletowych oczach niebieskowłosej widać było nieco pogardy. Jednak nie była to pogarda wynikająca z poczucia wyższości. To było coś innego, lecz Edward nie mógł domyślić się co. Miał również wrażenie, że to uczucie jest skierowane tylko wobec niego, nie Aru. Z jakiegoś powodu nie czuł się z tym dobrze, co nie było dla niego naturalne. Był osobą, po której opinie innych spływały niczym woda po kaczce, a teraz czuł się źle wewnętrznie z tym, że ta dziewczyna patrzy na niego w ten sposób. Lecz znowu postanowił zignorować te emocje. W tym samym czasie rzucili się w jej stronę, tym razem Aru udało się ją lekko sparzyć. Jednakże jej triumf nie trwał długo, gdy przed jej oczami ukazało się czarne ostrze miecza. Nie wiedząc kiedy znalazła się na ziemi, tak samo jak Ed. Straszne, czarne ostrze celowało prosto w nią, nie było przed nim ucieczki. Czuła manę oręża, nie była to zwykła broń.

– Hej, Ed – szepnęła cicho Aru, z przerażeniem wyczuwalnym w głosie. – Zapomniałam ci powiedzieć, właśnie sobie przypomniałam.

– Co takiego? – spytał równie cicho, przybity do ziemi magią.

– Enzernowie są wyszkolonymi zabójcami.

Nastała cisza. Ostrze, które było przed oczami Aru, rozpłynęło się. Niebieskowłosa stanęła bokiem i poprawiła dłońmi włosy.

– Nie oceniaj mnie źle – poprosiła. – Nie wygraliście, więc nie wchodźcie mi więcej w drogę. Dziękuję tobie, złotowłosy. Za wcześniej. Ale nie pokazuj mi się więcej na oczy.

Odeszła, puszczając ich wolno. Ed usiadł, po czym opuścił głowę nisko z zaciśniętymi zębami. Aru była załamana.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Clariosis tydzień temu
    A się pochwalę czytelnikom:
    28 czerwca była już piąta rocznica, odkąd zaczęłam pisać tą powieść! ;) Z tej okazji wreszcie puściłam ją do druku z ISBN-em, to dorzucę później link ze zdjęciem, jak ktoś będzie ciekaw. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania