Bo jestem inna 27
Jasiński, zaskoczony telefonem od Marty, szybko wyszedł z firmy. Sekretarce przekazał tylko, że wszelkie sprawy ma kierować do jego zastępcy, bo on sam musi pilnie wyjść. Wsiadł do samochodu i pojechał do Józefowa. Brama była zamknięta. Samochodu Marty nie widział, bo wprowadziła auto prosto do garażu. Tylko Felek przywitał go radośnie.
Kuba nacisnął klamkę furtki – była otwarta. Szybko pobiegł do domu. Drzwi wejściowe również zastał otwarte.
Marty nie było w kuchni. Zajrzał do salonu – też pusto. Poszedł do sypialni.Siedziała na podłodze, wyraźnie przestraszona, z nogami podkulonymi pod samą brodę. Przyklęknął przy niej, ujął jej podbródek i spojrzał prosto w oczy.
– Marta, co się dzieje? – zapytał. – Boisz się? Czego... a może kogoś?
– Tak – pokiwała głową. – Wystraszyłam się.
– Dlaczego? Powiedz mi. Jestem przy tobie, nie musisz już się bać.
– Ktoś za mną jechał. Przyspieszał, kiedy ja przyspieszałam, i zwalniał, gdy zwalniałam. Podjechałam pod bramę, a on stanął swoim autem tuż za mną.
Szybko wyszłam, otworzyłam bramę i wjechałam na podjazd. Zamknęłam bramę i dopiero wtedy on wolno odjechał – odpowiedziała cicho.
– Przestraszyłam się i zadzwoniłam. Sama nie wiedziałam do kogo. Dopiero po rozłączeniu się zobaczyłam, że wybrałam twój numer. Kuba, przepraszam, ale ja naprawdę się wystraszyłam.
– Kto to mógł być? Widziałaś kogoś?
– Nie, nie wiem... – Przytuliła się do niego mocno, a on objął ją i zamknął w swoich ramionach.
– Wstańmy z tej podłogi, Marta.
– Pomógł jej się podnieść.
– Nie bój się, ktoś pewnie po prostu chciał cię nastraszyć. Pobędę z tobą trochę, a potem pojadę do siebie.
– Nie, Kuba, nie zostawiaj mnie samej. Chcę być z tobą. Przy tobie czuję się bezpieczna. Zostań, proszę.–
Na pewno? – zapytał.
– Tak. – Znów się do niego przytuliła.
– Jak dobrze czuć twoje ciepło – szepnęła.
– To może napijemy się herbaty? Będzie nam obojgu jeszcze cieplej – uśmiechnął się.
– Tak, chodź do kuchni. Pewnie jesteś głodny? Mama zostawiła mi dużo jedzenia, napasteryzowała i pozamrażała. Jak mnie nie było, rodzice tu mieszkali i opiekowali się Felkiem – wyjaśniła.
– Zobacz, tu w słoiku jest jakaś... chyba kapusta. Poczekaj, jest nalepka. Gołąbki! Lubisz?– Bardzo lubię – odpowiedział.
– To otwórz ten słoik, ten większy, a ja wstawię wodę. Ale będziemy jedli z pieczywem, dobrze?
Krzątała się po kuchni z tą swoją wrodzoną energią. Strach gdzieś odszedł, znów się uśmiechała. Przyglądał się jej i nie mógł pojąć, że jeszcze przed chwilą tak bardzo się czegoś bała. Każda inna kobieta, ale nie Marta – ona zawsze była silna.
A jednak okazała się taka krucha i delikatna.Usiedli do stołu i zaczęli jeść. Gołąbki były wyśmienite, Jasiński nie mógł się ich nachwalić.
Z czterech zjadł trzy, Marta tylko jednego – zawsze jadła mało i ta jedna sztuka absolutnie jej wystarczyła.
Po jedzeniu zmyła naczynia. Zauważyła, że Kuba dyskretnie ziewa.
– Jesteś zmęczony – powiedziała. – Chodź, zaprowadzę cię na górę, do pokoju gościnnego. Prześpisz się i od razu przestaniesz ziewać.
– Mógłbym się przespać – odpowiedział – ale tylko wtedy, kiedy będziesz przy mnie. Poleżysz ze mną?
– Wariat – roześmiała się w końcu. – Teraz nie, ale później?
– Później to ja będę wyspany, a ty zmęczona. Wolałbym, żeby było odwrotnie. Idziemy? Na górę czy zostajemy na dole?
– Niech ci będzie. – Złapała z sofy jasiek i rzuciła w niego, dokładnie tak, jak kiedyś rzucała w Marka.Odrzucił poduszkę i przygarnął ją do siebie.
Szukał jej ust, a ona ze śmiechem odkręcała głowę. Wygrał to starcie i zaczął ją zachłannie całować, tak jakby chciał zostawić te pocałunki na zapas.
Objęła go za szyję. W tym momencie nic dla nich nie istniało – nic nie było ważniejsze od niej i od niego. Objęci położyli się na sofie, która była na tyle duża, że mogli swobodnie na niej odpocząć.
Tego popołudnia, poza pocałunkami, do niczego więcej nie doszło. Oboje jednak już wiedzieli, że noc będzie należała do nich.Spali do późnego wieczora.
Marta obudziła się pierwsza. Poszła do kuchni przygotować kolację, a przy robieniu kanapek zastał ją Jasiński.
– Skąd wiedziałaś, że będę głodny? – zażartował.
– A nie jesteś? Bo ja tak. Wstaw wodę, proszę. Zrobimy coś do picia. Ja piję herbatę, a ty?– Ja też. A po kolacyjce... mam jechać do siebie?
– Nie. Masz zostać u mnie. Ze mną – odpowiedziała zdecydowanie.
Po kolacji posiedzieli jeszcze chwilę i poszli na górę wziąć prysznic. Na dole była tylko wanna, w której obojgu byłoby zbyt ciasno.
Marta przypomniała sobie nagle wspólny prysznic z Rafałem i uśmiechnęła się pod nosem. Tobie tego nie zrobię – szepnęła cichutko w myślach. To ty przejmiesz inicjatywę, a ja się poddam.Przyglądała mu się.
Mimo swojego wieku miał boskie ciało – wyrzeźbione na siłowni, opalone. Wzbudzał w niej żądzę, tak samo jak ona w nim.
On też jej się przyglądał. Miała te czterdzieści lat, ale sylwetkę młodej dziewczyny. Jej jędrne piersi zaczął całować z namiętnością.
Widział, że jest blisko celu, i ten cel osiągnął.
Oboje, nadzy, położyli się na łóżku w pokoju gościnnym. W domu było ciepło, więc nawet się nie przykrywali. Marta oparła głowę na jego ramieniu, a on delikatnie ją pieścił.
– Kuba... – odezwała się.– Tak? – zapytał.– Powiedz, ile tak naprawdę masz lat? Bo ja za kilka dni skończę czterdzieści, a ty?
– A ja, złotko, skończyłem pięćdziesiąt jeden – odpowiedział.
Usiadła błyskawicznie i spojrzała na niego groźnie.
– Coś nie tak? – zapytał i też się uniósł.
– Tak. Nigdy, ale to nigdy, przenigdy nie mów do mnie „złotko”. Jestem Marta, a nie żadne złotko czy inne sreberko.
– A ja już myślałem, że jestem dla ciebie za stary – udawał zmartwienie.
– Nie jesteś za stary. Jesteś w sam raz, a przygoda z tobą w moim łóżku to coś pięknego.-
Kuba zerwał się na równe nogi i stanął na podłodze.
– Marta, jestem więc tylko przygodą?! – zawołał wzburzony.
– Dziękuję ci pięknie za szczerość. Naprawdę, szczera jesteś do bólu.
Zreflektowała się, że strzeliła gafę. Stanęła przy nim, ucałowała jego zdenerwowaną twarz.– Źle się wyraziłam, Kubusiu, przepraszam. Nie jesteś przygodą. Przepraszam, no nie gniewaj się już... – Zaczęła go łaskotać i tym ostatecznie go udobruchała.
Znów opadli na łóżko. Nie wybaczył jej do końca tych słów, ale było mu z nią dobrze. Nawet gdyby ta noc miała być pierwszą i ostatnią, z pewnością zachowa ją w pamięci na zawsze.
Od tamtej nocy minęło kilka dni. W dzień urodzin Marta dostała od Jasińskiego delikatną, srebrną bransoletkę. Taką biżuterię zawsze lubiła – skromną, która nie rzucała się w oczy. Nie spędzili jednak tej nocy razem. On pojechał do siebie, a ona została sama.
Rodzice przyjechali wcześniej złożyć jej życzenia, a mama zamiast klasycznego prezentu narobiła różnorakiego jedzenia na cały tydzień.
Marta odebrała też życzenia od Kingi i Magdy, a później zadzwonił Łukasz.Wieczorem stanęła przed swoim wiernym powiernikiem – lustrem.
Po drugiej stronie odezwała się ta „druga” Marta.– Stara już jesteś, Marta, a amory ci w głowie. Ten Jasiński... właściwie nic o nim nie wiesz.
– No nie wiem, akurat tylko tyle, ile ma lat. Nic nie mówił, czy ma żonę, dzieci... A nie, czekaj, kiedyś na początku wspomniał, że żony nie ma.
– Seks z nim to było coś. No, kurwa, czułam się jak na karuzeli. Chciałabym to powtórzyć.– -Marta, daj spokój – odezwała się znów ta druga.
– A wiesz, że długo nie przeklinałaś?
– Nie wiem, dlaczego. Chyba po prostu nie nadaję się do bycia grzeczną. No nie potrafię tak jak mój brat czy bratowa: „ą” i „ę”, bułkę przez bibułkę... A tego kut... wiesz co dalej, nie będę kończyła, całą ręką! – roześmiała się do własnego odbicia.
– Daj już spokój. Czy będę grzeczna, czy nie, i tak zawsze będę inna.
Pogadała ze sobą i od razu zrobiło jej się lżej na duszy. Lubiła te swoje intymne rozmowy. Nagle zadzwonił telefon. Odebrała – to był on, Jasiński.
– Hej, co słychać? Jak się czujesz? – zapytał.
– Lepiej niż ostatnio – odpowiedziała. – A ty? Co u ciebie?
– No właśnie... Marta, musimy się zobaczyć. Możesz?
– Chyba mogę. Chcesz przyjechać?
– Nie, Marta, nie dzisiaj. Bądź jutro u mnie w biurze. Jest projekt, musiałabyś go zaakceptować – mówił jakoś dziwnie, nienaturalnie.
– Kuba, ja nigdy nie musiałam akceptować żadnego projektu. Powiedz prawdę, chodzi o coś innego?
– Marta, musimy pogadać o nas. Po tym, co się stało... Wiesz, sam nie wiem, ale mam mętlik w głowie.
– Ty? – zdziwiła się. – Kuba, ty masz mętlik? Dobrze, kiedy chcesz się ze mną zobaczyć?-Coś jej tu mocno nie pasowało. Czyżby następny facet chciał się nią tylko zabawić, a po wszystkim dać kopa w dupę?
Chociaż ona sama nie żałowała, że doszło między nimi do czegoś więcej niż tylko pocałunki. Chciała i pragnęła tej bliskości właśnie z nim.
Pojechała do jego biura następnego dnia około południa. Nie uśmiechnął się na jej widok. Był śmiertelnie poważny, omijał ją wzrokiem. Nie pytała o powód.
– Przyjechałam zobaczyć ten projekt – powiedziała tylko na powitanie.
– Nie ma żadnego projektu. Chciałem po prostu, żebyś przyjechała. Projekt był pretekstem – odpowiedział.
– Mogłeś od razu powiedzieć prawdę, nie marnowałabym czasu na dojazd. Ale dobrze, mów, o co chodzi.
– Marta, chodzi o nas – zaczął. – Powiedziałaś wtedy, że jestem tylko przygodą... I ja po prostu nie mogę sobie z tym poradzić.
– Kuba, nie jesteś przygodą. To też ci przecież wtedy powiedziałam i cię przeprosiłam – zaczęła tłumaczyć cierpliwie. – Dla mnie to nie była przygoda, to było coś znacznie większego. Ale jeżeli nie chcesz ciągnąć tego dalej, zrozumiem. Tylko mogłeś mi to samo powiedzieć przez telefon. Zaoszczędziłabym sobie czasu, który straciłam na drogę do ciebie.
– Marta, dajmy sobie czas, dobrze? Musimy być pewni naszego uczucia.
– Nie ma sprawy, Kuba. Przygoda się skończyła.
– W jej oczach pojawiły się łzy, które teraz bezwładnie spływały po twarzy.Chciał ją przytulić, ale zrobiła szybki unik. Zdjęła z ręki urodzinową bransoletkę i położyła ją przed nim na biurku.
– Nie chcę mieć pamiątek po tobie – powiedziała przez łzy. – Do widzenia.Ruszyła zdecydowanie ku wyjściu.
Kuba zamarł na sekundę, po czym pobiegł za nią. Dopiero teraz, widząc jej oddalające się plecy, zrozumiał, że popełnia życiowy błąd i nie może jej stracić.
Podbiegł i zatrzymał ją tuż przed drzwiami. Marta była jednak zbyt dumna. Spojrzała na niego i w jednej chwili znów stała się dawną, silną sobą. Już nie płakała.
– Nie będziesz się mną bawił, Jasiński – powiedziała twardo.
– Marta, nie wiem, co mnie opętało... Nie pozwolę ci odejść. Kocham cię.
– Tak? – uśmiechnęła się kpiąco. – Ja ciebie chyba też, ale zawiodłeś moje zaufanie.
staraj się. Albo nam wyjdzie, albo nie.Obróciła się na pięcie, wsiadła do auta, zatrzasnęła drzwi i dopiero wtedy całkowicie się rozsypała.
Rozpłakała się, uderzając dłońmi w kierownicę.Kurwa, dlaczego ja mam takie pojebane życie? – pomyślała z wściekłością i żalem. Kocham go i wiem, że kiedyś będziemy w końcu razem. Ale teraz... teraz przez niego cierpię.
Otarła łzy wierzchem dłoni i spojrzała w lusterko wsteczne. Jej oczy były czerwone, a makijaż lekko rozmazany, ale w spojrzeniu znowu tlił się ten dobrze znany, uparty ogień. Wrzuciła bieg i gwałtownie ruszyła z parkingu, zostawiając Jasińskiego stojącego na chodniku. Widziała w lusterku, jak patrzy za jej samochodem, z bransoletką zaciśniętą w dłoni.„Staraj się” – te słowa wciąż dźwięczały jej w głowie.
Nie zamierzała ułatwiać mu zadania. Skoro potrafił tak łatwo zwątpić i schować się za głupią wymówką o „projekcie”, musiał teraz udowodnić, że naprawdę mu zależy. Marta miała swoje lata, swoje przejścia i przede wszystkim swoją dumę. Nie była już naiwną dziewczynką, którą można było rzucić w kąt, gdy facet poczuł się niepewnie.W drodze powrotnej do Józefowa jej telefon zadzwonił dwa razy. Na ekranie wyświetliło się imię Kuby, ale ostentacyjnie wyciszyła dźwięk. Niech poczeka. Niech poczuje, jak to jest, kiedy druga strona milczy.
Gdy skręciła w swoją ulicę, emocje po kłótni z Kubą powoli zaczęły opadać, ustępując miejsca dziwnemu, niepokojącemu przeczuciu. Zwolniła. Podjeżdżając pod dom, odruchowo spojrzała w lusterko, a serce zabiło jej mocniej.Kilka domów dalej, na poboczu, stał zaparkowany ciemny samochód z przyciemnianymi szybami.
Dokładnie taki sam, jaki śledził ją kilka dni temu. Silnik auta pracował cicho, a gdy Marta wjechała na podjazd, reflektory nieznajomego pojazdu błysnęły raz, jakby kierowca dawał jej sygnał, że wciąż tu jest. A potem samochód powoli odjechał w stronę głównej drogi.Marta zatrzasnęła drzwi od domu, przekręciła klucz w zamku i osunęła się po plecach na podłogę w przedpokoju.
Felek podszedł i trącił jej dłoń mokrym nosem. Marta zrozumiała że Kuba nie był jedynym problemem, z jakim przyjdzie jej się zmierzyć w najbliższych dniach. Ktoś z przeszłości uparcie deptał jej po piętach.
Komentarze (2)
Kolejna trzymająca w napięciu odsłona
Dziękuję . Jutro będzie następna .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania