Poprzednie części:  Bo jestem inna 1

Bo jestem inna 30

Do świąt zostało tylko dwa tygodnie. Szał zakupów w sklepach i na straganach był czasami nie do zniesienia.

Marta miała natomiast inny dylemat – nie wiedziała, jak ma traktować Kubę Jasińskiego, była w rozterce.

Wprawdzie od czasów pamiętnych Andrzejek byli jeszcze raz bardzo blisko, ale od kilku dni się nie widzieli. Marta nie wiedziała, co ma o tym myśleć.

Postanowiła do niego zadzwonić. Odebrał telefon.– Cześć – rzucił zdawkowo.

– Czy coś się dzieje?

– Kuba, chcę cię zapytać o to samo – odpowiedziała

.– Wszystko w porządku. Mam trochę więcej pracy niż zwykle. Dyrektorowanie to, wbrew pozorom, nie tylko siedzenie za biurkiem.

– Acha – bąknęła tylko. – No to nie będę ci przeszkadzać. Do widzenia. – Rozłączyła się.

Nie oddzwonił już, a ona robiła się coraz bardziej smutna. „Bawi się mną czy testuje?” – przypomniała sobie słowa starszej pani spod Pałacu Kultury. Tęskniła, ale nie chciała mu się narzucać.

Następnego dnia pojechała do biura. Pierwszą osobą, na którą natknęła się w dużym holu, był nie kto inny, jak niedawno poznany Zbigniew Wroński.

Chciała udać, że go nie poznaje i wyminąć, ale on rozpoznał ją od razu.

– Dzień dobry, pani Marta, prawda? Poznałem. Takich kobiet szybko się nie zapomina – uśmiechał się obleśnie.

Marta zmierzyła go wzrokiem z góry. Był od niej sporo niższy, z brzuszkiem wystającym spod koszuli i marynarki.

– Nie poznaje mnie pani? – udał zasmuconego.

– Owszem, poznaję. Myślałam, że jest pan wyższy, a tu proszę, taki z pana mały wróbelek Elemelek – to miał być żart, ale bardzo złośliwy.

– No cóż, droga pani, jednym bozia dała duży wzrost, a innych obdarowała urokiem osobistym – krygował się.

Marta, zła już nie tylko na niego, wypaliła:– Szkoda, że panu nie dała ani jednego, ani drugiego.

Pracownicy ciekawie im się przyglądali, przechodząc obok, bo rzeczywiście tworzyli śmieszną parę – on niski, z brzuchem dużym jak beczka, a ona wysoka i chuda jak tyczka. Nie wiadomo było, czy ktoś powiadomił dyrektora Jasińskiego, że Marta przyszła i rozmawia z Wrońskim, czy sam z siebie zszedł na dół.

Akurat podszedł do nich w momencie, kiedy Wroński, czerwony na twarzy, groził Marcie:– Ja pani jeszcze pokażę...

– A co pan mi może pokazać? Niech pan lepiej popatrzy na swój brzuch. Co to? Oj, żegnaj kusiu, witaj brzusiu. Spadaj, stary capie!Odwróciła się.

Za nią stał Jasiński. Nic nie mówił, tylko ujął ją pod ramię i zaprowadził do swojego gabinetu na pierwszym piętrze. Zamknął drzwi i długo, przeciągle na nią patrzył.– Zadowolona jesteś z siebie? – zapytał.

Co ty w ogóle tu robisz i co wyprawiasz? Wiesz, że on jest moim zastępcą?

– Wiem, i co z tego? – odpowiedziała hardo.

– A to z tego, Marta, że nie można tak traktować ludzi! Czy ty każdego musisz traktować w ten sposób?

– Nie, nie każdego. I nie wydzieraj się tu na mnie, dobrze?

- Marta, doprowadzasz mnie czasami swoim zachowaniem do szewskiej pasji. Albo się zmienisz, albo...

– Albo co? – wycedziła wolno. – No powiedz? Zerwiesz ze mną? Nie, bo nie jesteśmy parą. Pozwoliłam ci, żebyś mnie przeleciał, robiłam to z tobą tak dla sportu, jak z wieloma innymi. Nigdy więcej nie próbuj mi grozić, Jasiński. Nigdy więcej.

Chciała wyjść, ale złapał ją za rękę i mocno trzymał. Uraziła jego męską dumę.

– Wiesz co, Marta? Żałuję, że cię poznałem, że cię pokochałem. Nie warto było – mówił,

A ona coraz szerzej otwierała oczy.Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że bardzo go uraziła. Po prostu bardzo, ale to bardzo przegięła.

Spuściła głowę, nie patrzyła już na niego, było jej strasznie przykro.

Puścił jej rękę, a ona pomału, ze spuszczoną głową, wyszła. Już nic nie mówiła. Poszła prosto do samochodu.

Oparła głowę o kierownicę i zaczęła głośno szlochać. Ktoś zapukał w szybę raz, drugi, trzeci. Włączyła silnik i ruszyła.

Nic nie widząc przez łzy, które spływały po jej twarzy, z impetem wjechała w ciężką, jak na złość dzisiaj zamkniętą bramę.

Przód auta został zniszczony, a jej głowa opadła na kierownicę. Z czoła sączyła się krew, straciła przytomność.

Ktoś widział wypadek. Z biura wybiegło kilka osób, ktoś zawiadomił dyrektora i ktoś wezwał pogotowie.

Jasiński podbiegł do auta, próbował otworzyć drzwi, ale były zablokowane. Pukał w szybę.

– Marta, obudź się! Marta! – wołał przestraszony.

W końcu komuś udało się otworzyć tylne drzwi, a później przednie od strony kierowcy. Przyjechało pogotowie. Wyjęto ją z auta i położono na noszach. Wtedy się ocknęła.

– Co się stało? – zapytała słabo.

– Marta, coś ty zrobiła... – usłyszała przerażony głos Jasińskiego

Zamknęła oczy i znów zemdlała. Obudziła się w szpitalu.

Lekarz poinformował ją, że zostanie na obserwacji i że już zawiadomiono jej rodziców. Dotknęła czoła i poczuła, że ma założony opatrunek.

– Co to za szpital? – zapytała cicho.

– Przy Szaserów – odpowiedziała pielęgniarka, która podłączała jej kroplówkę

.Tego samego dnia przyjechali do niej rodzice, była też Magda. Nie było tylko człowieka, którego tak bardzo kochała i przez własną głupotę obraziła.

Tego samego dnia postanowiła, że zerwie kontrakt z firmą.

W szpitalu przebywała przez trzy dni. Jej samochód został na biurowym parkingu, a zresztą i tak był uszkodzony, więc nigdzie by nim nie pojechała. Była pewna, że będzie musiała wracać do domu taksówką. Zadzwoniła ze szpitalnego telefonu do Magdy, która obiecała, że zwolni się z pracy, przyjedzie po nią i odwiezie do domu

– Magda, wyjmij z auta moją torebkę – poprosiła. – Mam w niej telefon, klucze i dokumenty.

– Oczywiście, nie martw się, wyjmę.

Ale Magda niestety nie przyjechała. Ze szpitala odebrał ją Jasiński.

Dowiedział się od Magdy, że Marta wychodzi, wziął torebkę i przyjechał. Była w szoku, gdy go zobaczyła. Nie wierzyła, że to on we własnej osobie.

– Ty? – zdziwiła się. – Magda miała być.

– Ale jestem ja – odpowiedział. – Mam cię zabrać do domu czy zostawić? Poradzisz sobie sama?

– Kuba, ja... Jest mi tak strasznie wstyd. Nie chciałam cię obrazić, naprawdę – tłumaczyła się cicho. – Wiem, że to jest niewybaczalne.

Jest mi tak bardzo przykro.

Patrzył na nią i nic nie mówił. Nie przerywał, słuchał, co ma jeszcze do powiedzenia.

– Kuba, wybacz mi – poprosiła.

– Ubierz się, pójdę po wypis – powiedział tylko

Gdy wrócił, Marty nie było. Wyszła ze szpitala i udała się na postój taksówek. Domyślił się, że pewnie tak zrobiła. Szybko pobiegł do auta i dogonił ją, gdy już miała wsiadać do taksówki. Złapał ją za rękę.

– Pojedziesz ze mną – powiedział stanowczo

.Bez oporu wsiadła do jego auta. Zawiózł ją do Radości, uzgadniając to wcześniej z rodzicami, którzy zabrali Felka do siebie. Nie znał jej rodziców osobiście, numer do nich znalazł w telefonie Marty.Felek z piskiem zaczął ją witać.

Mama zaprosiła Jasińskiego do domu na obiad, który właśnie ugotowała, dziękując mu za opiekę nad córką. Po obiedzie Marta chciała się pożegnać. Ojciec zaoferował się, że ją odwiezie, ale Jasiński się temu sprzeciwił.

– Proszę być spokojnym, ja odwiozę i Martę, i Felka – powiedział łagodnie

.Mama Marty podała mu dużą torbę, jak zawsze wypełnioną domowym jedzeniem.

– Bo Martusia pewnie nic w domu nie ma – powiedziała cicho.

– Dziękuję panu za opiekę nad tą naszą postrzeloną córką

Pojechali. W domu Marty najpierw przygotował jej łóżko i kazał się położyć.

– Nie chcę – odezwała się. – Nie chcę leżeć.

– A co chcesz robić? – zapytał.

– Nie wiem... Kuba, daj się przeprosić

– Marta, nie możemy się tak zachowywać – powiedział, siadając na sofie w salonie. – Kobieto, ty masz czterdzieści lat, ale rozum roztrzepanej nastolatki.

Rozumiem, że nie chcesz się zmieniać, ale przynajmniej nie rań.

A mnie zraniłaś bardzo, mówiąc, że kochałaś się ze mną dla sportu. Czy z każdym byłaś dla sportu? Jak ja mam ciebie teraz traktować?

Jak matę treningową czy jako partnerkę życiową? Powiedz mi-

.Słuchała go ze spuszczoną głową, a łzy ciekły jej po policzkach. Wiedziała, że ma rację, tylko nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.

– Słucham cię, Marta – dodał, widząc jej łzy.

– Płaczem nic nie wskórasz, a ja mam dosyć twoich humorów i twojego zachowania wobec mojego zastępcy...

– Ale on mnie sprowokował! – odezwała się w końcu.

– To mogłaś puścić to mimo uszu. Nie musiałaś wdawać się w pyskówkę.

Moi pracownicy domyślają się, że coś między nami było. Wiesz, jak ja teraz przez ciebie świecę oczami?

– Coś między nami było? Czy to znaczy, że już nie będzie? – zapytała, patrząc mu prosto w oczy.

– Nie wiem, Marta. Muszę od ciebie odpocząć.

– Przecież cię chyba nie męczę? Nie widujemy się codziennie, tylko raz na jakiś czas, i ty musisz odpocząć ode mnie? Dobrze, Kuba.

Nie będę cię nagabywała. Nie będziemy się widywać. Może to rzeczywiście będzie najlepsze wyjście z sytuacji.

Przyślę tylko kogoś po mój samochód, żeby nie kłuł cię w oczy. A zresztą i tak musi iść do warsztatu.

Podniósł się i miał spojrzeć na nią po raz ostatni, ale coś go podkusiło. Wziął jej głowę w dłonie i mocno pocałował. Przylgnęła do niego natychmiast.

– Nie odchodź, Kuba, proszę – szeptała. – Zostań ze mną.

Stał taki niezdecydowany. Nie wiedział, co ma zrobić, jak postąpić.

Ten Jasiński, któremu kobiety zawsze ulegały, pewny siebie i swojej męskości, teraz, w tym momencie, zupełnie się pogubił.

Kochał tę zwariowaną kobietę, w której było więcej cech niesfornej dziewczynki i która była zupełnie inna od tych wszystkich, które przeszły przez jego łóżko.

Chciał zostać z nią, być przy niej, kochać się, ale miał też swoją męską dumę, którą tak bardzo uraziła

Odsunął ją delikatnie od siebie.

– Muszę jechać, Marta. Dobranoc, dbaj o siebie.

Zostawił ją samą i pojechał. Marcie nie chciało się dzisiaj zupełnie nic – nawet pogadać z własnym odbiciem w lusterku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria

    No to znowu się dzieje*****

  • Grażyna

    Dzieje się , ale jakby się nie działo to byłoby nudno . Pozrawiam i dziękuję za piąteczkę .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania