Poprzednie części:  Bo jestem inna 1

Bo jestem inna 40

Po powrocie jeszcze przez długi czas żyli wspomnieniami z podróży do USA.

Egzotyczne krajobrazy, wielkie miasta i wolność, którą tam czuli, głęboko zapadły im w pamięć. Ale niestety, rzeczywistość rzadko pyta o zgodę – trzeba było w końcu wrócić do codziennego, polskiego życia.

Aby nieco ułatwić sobie organizację czasu, Marta wpadła na świetny pomysł i zaproponowała cioci Dance układ. Chodziło o to, by gotując obiady dla siebie i wujka Leona, ciotka przygotowywała też porcje dla niej i Kuby.

Uzgodniły, że Marta i Kuba będą robić oraz finansować wszystkie potrzebne zakupy, a ciocia da od siebie tylko serce i talent kulinarny. Ku obopólnemu zadowoleniu, ciotka z miejsca przystała na tę propozycję.

– Ale czy na pewno tego chcecie? – dopytywała dla pewności, wycierając ręce w kuchenny fartuch. – Napiszcie mi na kartce, co byście chcieli jeść, żebym wiedziała, co mam gotować.

– Ciociu, co ugotujesz, to zjemy ze smakiem – zapewniła ją z uśmiechem Marta.

Żeby ułatwić sobie codzienne kursowanie z garnkami i zakupami, postanowili zrobić małą furtkę w ogrodzeniu.

Dzięki temu nie musieli biegać do siebie naokoło, przez ulicę.

Życie szybko wracało do normy. Kuba jak zwykle z samego rana wyjeżdżał do pracy, a Marta zostawała w domu, realizując zlecane jej projekty architektoniczne.

Tego dnia była sama, skupiona na rysunkach, gdy nagle ciszę przerwał dzwonek telefonu. Spojrzała na ekran. Numer był jej zupełnie nieznany, ale po chwili wahania odebrała.

– Słucham? – zapytała.

– To słuchaj – odpowiedział jej głęboki, niepokojący męski głos.

– Kim jesteś i co chcesz?! – rzuciła ostro, czując, jak skacze jej ciśnienie.

W słuchawce zapadła głęboka cisza, a po sekundzie linia zamilkła. Ktoś się rozłączył.

– Co za skurwiel... – zaklęła głośno pod nosem, odkładając telefon na biurko.

Serce uderzyło jej mocniej. Poczuła złość zmieszaną z irytacją. Ktoś ewidentnie próbował ją zastraszyć, ale dlaczego?

- I skąd, do cholery, miał jej prywatny numer? „Muszę go zastrzec” – pomyślała przytomnie. „Nie będę przecież po tylu latach zmieniała numeru, który znają wszyscy moi znajomi”.

Marta nie należała do strachliwych, ale ten krótki incydent lekko ją zaniepokoił.

Do powrotu Kuby z pracy zostało jeszcze trochę czasu, a samotność w czterech ścianach zaczęła jej ciążyć.

Postanowiła wykorzystać nową furtkę i poszła do ciotki.

Usiadły przy dużym, drewnianym stole w kuchni, bo ciocia Danka akurat krzątała się przy garnkach. Marta pociągnęła nosem, a zapach natychmiast poprawił jej humor.

– Ciociu, jakie zapachy! Czyżby ogórkowa? Uwielbiam!

– A Kuba też lubi? – zapytała ciocia, mieszając zupę wielką chochlą.

– On wszystko lubi, co ty ugotujesz. Nie ma wyjścia – zażartowała Marta.

– To dobrze, bo na drugie będą naleśniki z mięsem i grzybami.

– Ciociu, rozpieszczasz nas

– Ale za waszą kasę! – roześmiała się szczerze Danka, po czym spoważniała i dodała cichszym głosem:

– Ale powiem ci, Marta, że dla nas to naprawdę dużo znaczy. Ja lubię gotować, sama wiesz, a emerytura... cóż, wysoka nie jest.

– Ciociu, brakuje wam pieniędzy? – Marta natychmiast zaniepokoiła się losem krewnych. – Czemu nic nie mówisz? Dam tyle, ile wam potrzeba, przecież wiesz, że możecie na nas liczyć.

– Nie, nie! – ciocia energicznie zamachała rękoma. – Nie brakuje nam na podstawowe rzeczy, ale teraz, jak nie wydaję na obiady, bo wy wszystko kupujecie, to udaje mi się odłożyć parę groszy na czarną godzinę. Także układ jest idealny.

Marta pokiwała głową, ciesząc się, że pomogła bliskim, ale wciąż myślała o incydencie sprzed godziny. Postanowiła zmienić temat.

– Wiesz ciociu... miałam dzisiaj dziwny telefon – powiedziała i ze szczegółami zrelacjonowała całą rozmowę.

Danka natychmiast odstawiła garnek na boczny palnik.

– Zmień numer – rzuciła krótko. – Rzeczywiście to jakieś podejrzane. Ktoś musi być na ciebie bardzo zły albo czegoś chce

– Ale kto? To był facet.

– Może ten typ, któremu jakiś czas temu zasunęłaś kopa w dupę?

– Nie, niemożliwe. On nie miał do mnie kontaktu. Wiesz... przez moment pomyślałam, że to może Marek, ale to raczej też nie w jego stylu.

– Na razie nic z tym nie rób, nie daj się sprowokować – ciocia zmrużyła oczy. – Ale ja bym ci radziła założyć podsłuch albo nagrywanie rozmów. Wtedy nakryłabyś gada na gorącym uczynku.

– Ciociu, po co? Musiałabym zgłaszać to na policję, tłumaczyć się, dlaczego, po co i tak dalej... Za dużo zachodu.

Pierwszy mąż ciotki Danki był policjantem z krwi i kości, który przez lata walczył z lokalną przestępczością. Siłą rzeczy ciotka co nieco wiedziała o policyjnych procedurach i sztuczkach.

– To nie jest takie trudne, jak ci się wydaje – prychnęła Danka. – Mogę szepnąć słówko komu trzeba, starzy znajomi mojego świętej pamięci męża wciąż pracują w komendzie. Gdybyś tylko chciała...

– Pogadam jeszcze o tym z Kubą. Zobaczę, co on mi doradzi. W końcu musimy decydować razem.

– Pogadaj, pogadaj. Ale ja myślę, że jakiś patolog wypatrzył cię w internecie albo biznesie i chce cię po prostu szantażować. No dobra, obiad będzie jak zwykle za godzinę. Poczekasz u nas?

– Ciociu, pójdę na chwilę do siebie. Zawołaj mnie przez okno albo machnij ręką, jak będzie gotowy, to od razu przyjdę.

– Dobrze. A co będziesz teraz robiła?

– Trochę posiedzę nad nowym projektem – westchnęła Marta, nagle tracąc zapał do pracy. – Chociaż szczerze mówiąc, nie wiem, czy z tego wszystkiego nie zrezygnuję. Po co i dla kogo mam gromadzić te pieniądze?

– A co wtedy będziesz robiła, jak rzucisz pracę? – ciocia podparła się pod boki.

– Leżała, pachniała i na chłopa czekała! – roześmiała się Marta od ucha do ucha, gwałtownie wstając od stołu.

– Wariatka! – krzyknęła za nią rozbawiona ciocia, kręcąca z niedowierzaniem głową.

Na szczęście czarne scenariusze ciotki Danki się nie sprawdziły. Znów minęło kilka spokojnych dni. Nieznajomy co prawda zadzwonił jeszcze raz, ale Marta zignorowała sygnał i nie odebrała. Po tym facet najwyraźniej dał sobie spokój, a sprawa powoli rozeszła się po kościach.

Czas płynął szybko i nieubłaganie. Zbliżały się kolejne święta, a zaraz po nich Nowy Rok. Zima w tym roku okazała się wyjątkowo kapryśna, ale i piękna – była mroźna, biała i śnieżna, dokładnie taka, jaką pamiętało się z dzieciństwa.

W lutym Marta i Kuba postanowili uciec od codziennych obowiązków i wyjechali odpocząć w góry. Zarezerwowali przytulny, nowoczesny apartament w samym sercu Zakopanego, z pięknym widokiem i pysznymi śniadaniami w cenie pobytu. To był strzał w dziesiątkę. Codziennie rano, po sytym posiłku, ruszali na szlaki i stoki. Jeździli na wyciągu krzesełkowym, dając się ponieść zimowemu szaleństwu. Byli na Gubałówce, a także wjechali na Kasprowy Wierch, skąd rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na całe Podhale.

Podczas spacerów podziwiali malownicze, skute lodem potoczki, które wyglądały jak szklane rzeźby. Wierzchołki Tatr, skąpane w ostrym, zimowym słońcu, mieniły się milionami iskier, jakby ktoś obsypał je prawdziwymi diamentami. Wieczorami, zmęczeni ale szczęśliwi, chodzili po tłumnych Krupówkach, jedli oscypki z żurawiną, pili grzane wino i po prostu napawali się bliskością oraz majestatycznym widokiem Tatr, zapominając o całym świecie.

– Nigdzie na świecie nie jest chyba tak pięknie jak u nas, w Polsce – mówiła zachwycona Marta, opierając głowę o ramię ukochanego, a Kuba z ciepłym uśmiechem potakiwał.

Choć Ameryka miała swój rozmach, to właśnie tutaj, w otoczeniu ośnieżonych Tatr, czuli się naprawdę u siebie. Pamiętali też o bliskich. Na jednym z kolorowych straganów pod Gubałówką kupili cioci Dance piękny, gruby koc z góralskim wzorem – drobny gest w podziękowaniu za to, że pod ich nieobecność zajęła się Felkiem.

Dwa tygodnie na Podhalu minęły błyskawicznie, jak jeden piękny sen. W końcu przyszedł czas pakowania i powrotu do domu, do codziennych obowiązków. Zmęczeni podróżą, ale zregenerowani, leżeli już wieczorem w swojej sypialni, pławiąc się w domowym cieple. Wtedy Kuba, gładząc ją po ramieniu, rzucił niby od niechcenia:

– Wiesz, kogo dzisiaj spotkałem? Kręcił się tutaj, w naszej okolicy.

Marta drgnęła, a w jej głos wdarła się nagła nuta niepokoju. Przed oczami natychmiast stanął jej głuchy telefon sprzed świąt.

– Kto taki? – zapytała, wstrzymując oddech.

– Twój i Magdy kolega. Ten Gregor. Nawet zamieniliśmy kilka słów. Mówił, że dzwonił do ciebie jakiś czas temu z nowego numeru, ale nie odebrałaś.

Marta wypuściła głośno powietrze. Kamień spadł jej z serca z potężnym łomotem.

– Nie słyszałam pewnie... – odpowiedziała cicho, ale w głębi duszy poczuła ogromną ulgę.

Wszystkie czarne scenariusze cioci Danki o groźnych patologach i szantażystach pękły w jednej sekundzie jak bańka mydlana. To był tylko Gregor. Nie miała się czego bać. Całe napięcie, które nieświadomie nosiła w sobie przez ostatnie tygodnie, nagle z niej uleciało. Spojrzała na Kubę, a w jej oczach pojawił się zupełnie inny blask.

– Przytul mnie, Kuba – poprosiła cicho, przysuwając się bliżej jego nagiej klatki piersiowej.

– Tylko przytul? O nie, moja droga, nie ma tak łatwo – zaśmiał się cicho

Zaczął ją delikatnie łaskotać po szyi, schodząc pocałunkami coraz niżej. Marta zwijała się ze śmiechu , radosnego , głośnego .

Z rozkoszą poddała się jego dłoniom. Mimo że z każdym rokiem byli starsi, namiętność między nimi wcale nie przygasała. Wręcz przeciwnie – z czasem pragnęli siebie coraz mocniej i bardziej świadomie, a udany, pełen bliskości seks od zawsze stanowił jeden z najważniejszych fundamentów ich udanego związku.

– Kocham cię – szepnęła, wplatając palce w jego włosy, gdy ich oddechy stały się ciężkie i równe.

– Ja ciebie bardziej – odpowiedział Kuba, patrząc jej głęboko w oczy z tą samą fascynacją co na początku ich drogi. – I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu w życiu bym nie przypuszczał, że zwiążę się z taką narwaną, szaloną dziewczyną.

– I co, żałujesz? – mruknęła z drapieżnym uśmiechem, przyciągając go do siebie.

– Ani jednej sekundy – odpowiedział, nim ostatecznie złączył ich usta w długim pocałunku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria 3 godz. temu

    Witam i pozdrawiam oczywiście z *****

  • Grażyna 2 godz. temu

    Dziękuję bardzo . Odwzajemniam pozdrowienia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania