Bo jestem inna 38
Od kilku dni w domu Marty w Józefowie gościli Hania z mężem. Na czas ich pobytu Marta udostępniła im swoją sypialnię, a ona z Kubą przenieśli się na piętro. Gościom wszystko się bardzo podobało. Hania przejęła we władanie kuchnię, dzięki czemu codziennie był świeży, domowy obiad. Zakolegowała się też i niemalże zaprzyjaźniła z ciocią Danką – były prawie w tym samym wieku i świetnie się ze sobą dogadywały.
Kuba jeździł do pracy, a Marta robiła nowy projekt. W pewnym momencie przybiegła do niej na górę Hania. Wcześniej nie była jeszcze w jej pracowni.
– Marta, świetnie się tu urządziłaś! – pochwaliła. – Wiesz, wybieram się z Danką na zakupy. Podobno dziś jest dzień targowy czy coś w Otwocku. Nigdy tam nie byłam, pojadę z nią bardzo chętnie.
– Nie ma sprawy. Ryszard, rozumiem, jedzie z wami? – zapytała Marta
– No właśnie nie. Mówi, że trochę boli go głowa, a zresztą po co nam się będzie plątał pod nogami. Może zostać? Nie będzie ci przeszkadzało, że siedzi na dole?
– Absolutnie. Jak widzisz, ja pracuję. Muszę skończyć ten projekt, bo czas mnie goni, Kuba też już się o niego pytał. Ryszard niech odpoczywa, nikt mu nie będzie przeszkadzał.
– Fajnie, to lecę, bo Danusia już chyba trąbi na mnie!
Ciotka miała prawo jazdy od dawna, a od niedawna własne auto, za kierownicą którego czuła się jak ryba w wodzie.
Marta znów zabrała się do swojego projektu. Była tak całkowicie pochłonięta pracą, że nawet nie usłyszała kroków na schodach ani tego, jak ktoś za nią stanął. Tym kimś był Ryszard. Poczuła jego oddech na swojej szyi i gwałtownie się odwróciła.
– Co ty tu robisz? – zapytała. – Podobno miałeś się źle czuć.
Uśmiechnął się jakoś tak dziwnie
– Drzwi były otwarte, dlatego wszedłem. Pracujesz tutaj?
– Tak – kiwnęła głową. – Tu sobie zrobiłam pracownię. Kiedyś robiłam to na stole w kuchni, ale od dłuższego czasu pracuję tutaj.
– Na stole w kuchni? Jak w tym filmie „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”. Też tam pracowali na stole w kuchni.
– Rysiu, czy ty nie za często oglądasz ten film?
– Oglądam tylko tę scenę – uśmiechnął się. – Jestem przecież mężczyzną. Tak, w wieku dosyć słusznym, ale potrzeby są... i to niezaspokojone.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – wstała ze swojego krzesła i stanęła naprzeciwko niego, na tyle blisko, że mógł ją dotknąć
Patrzył na jej falujący oddechem biust, który mimo szczupłej sylwetki był dosyć obfity.
– Masz piękne piersi – niespodziewanie dotknął jej ręką.
Miała na sobie tylko podkoszulek na ramiączkach, była bez biustonosza. Spodnie dresowe zakrywały dół, ale góra była prawie naga. Nie odsunęła się – zaintrygowało ją jego zachowanie i była ciekawa, jaka będzie jego reakcja. A on włożył obie dłonie pod koszulkę i zaczął gładzić jej piersi. Po chwili opuścił ramiączka podkoszulka i zaczął je całować. Był nieco wyższy od Marty. Po chwili oderwał się od jej piersi, zaczął całować jej usta i jednocześnie włożył rękę za pasek jej spodni. Wtedy go odepchnęła.
– Ryszard, nie wstyd ci? – zapytała. – Chcesz zdradzić swoją żonę, będąc gościem w moim domu?
– Marta... podniecasz mnie – szeptał. – Zobacz, co się ze mną dzieje. Spójrz
Spojrzała. Miał rozpięty rozporek, z którego wystawał penis. Marta zaczęła się śmiać.
– Schowaj go, bo jeszcze ci się przeziębi. I wiesz co? Wypierdalaj stąd, napalony kutasie! – krzyczała, śmiejąc się. – Mam powiedzieć o tym Hani czy Kubie? Myślisz, że zdradziłabym go z tobą? Nigdy w życiu, rozumiesz?
– Ale Marta...
– Co Marta? Dałam ci się pobawić moimi cyckami, bo byłam ciekawa, jak daleko się posuniesz, a teraz wypierdalasz stąd. Z mojego domu też.
– Marta, zrozum mnie, jestem tylko facetem, a ty... ty tak apetycznie wyglądasz.
– Tylko ze względu na Hanię nic nie powiem, ale zapamiętaj sobie, że masz się do mnie nie zbliżać – ostrzegła go.
– Dobrze, myślałem, że...
– Że co? Że się zabawisz i będziesz tam, w tej swojej Ameryce, chwalił się, że wydymałeś ,prawie szwagierkę Hani? Spadaj.
Wyszedł z ociąganiem. Miał jeszcze nadzieję, że ona się nad nim zlituje, że zawoła, że mu ulży, ale nie zrobiła tego. Marta postanowiła nikomu nie mówić o tym zajściu.
Zresztą po dwóch dniach Ryszard przekonał Hanię, żeby wrócili do Warszawy. Jakiś czas później Marta spotkała się z Hanią na zakupach w Złotych Tarasach. Nie chciała widzieć Ryszarda. Pochodziły sobie po butikach, a na koniec weszły do kawiarni. Tam porozmawiały szczerze, jak kobieta z kobietą. Hania wiedziała, że jej mąż jest kobieciarzem i wybaczała mu te drobne romanse.
– Wiesz, Marta – mówiła Hania. – Ryszard jest dobrym mężem, tyle że wciąż bardzo aktywnym w łóżku. A ja już po prostu nie mogę, wiesz, o co chodzi.
Nie śpimy ze sobą, mamy oddzielne sypialnie. Wiem, że mnie zdradza, ale też wiem, że nigdy ode mnie nie odejdzie, chociażby ze względu na Marinę i tak ogólnie.
Nie mam mu tego za złe, bo wiem, że tego potrzebuje.
– Nie boisz się, że któregoś dnia odejdzie? – zapytała Marta.
– Nie. Odejdzie wtedy, kiedy będzie musiał, mam na myśli jego śmierć. Ale przez ten etap i tak wszyscy przejdziemy.
– Mieszkacie w Nowym Jorku? – Marta zmieniła temat
– Mieszkaliśmy, ale postanowiliśmy zostawić nasze mieszkanie Marinie. Ona jest już dorosła, ma partnera.
A my kupiliśmy mały domek w takiej miejscowości, właściwie to wsi, która nazywa się Warsaw w hrabstwie Wyoming, w stanie Nowy Jork.
Mieszka się tam sielsko i anielsko. Dużo zieleni, rzeka, cisza, spokój.
Do Nowego Jorku jeżdżę po zakupy, chociaż trochę się boję przejazdu tunelem zbudowanym pod wodą. Żeby go pokonać w godzinach szczytu, jak zrobi się korek, to nieraz stoi się nawet godzinę.
Musicie do nas przyjechać, wyślę wam zaproszenia. Byłaś już w Stanach? – zapytała.
– Nie, nie byłam i chyba raczej nie będę – odpowiedziała Marta. – A jak poznałaś Ryszarda, Haniu?
– Był w Polsce. Zaczepił mnie na Marszałkowskiej i o coś zapytał, no i tak to się zaczęło. Krótko się znaliśmy, wzięliśmy błyskawiczny ślub cywilny.
Kuba był już po studiach, zaczął pracować, więc mogłam go zostawić. Jako żona obywatela Stanów Zjednoczonych szybko dostałam paszport i poleciałam za nim.
Wiesz, Marta, byłam już w poważnym wieku, ale zaszłam w ciążę i urodziła się nam Marina. To był cud.
– Podziwiam cię, Haniu. Musisz być bardzo tolerancyjną osobą, skoro przymykasz oczy na romanse męża.
Musisz być też bardzo odważna – poleciałaś do obcego kraju, gdzie praktycznie nikogo nie znałaś. Naprawdę wielki szacunek dla ciebie.
Hania tylko się uśmiechnęła. Pobyły jeszcze trochę ze sobą, po czym Marta odprowadziła ją do apartamentu Kuby, ale nie wchodziła do środka – nie chciała widzieć Ryszarda. Pożegnały się i rozeszły. Marta wróciła prosto do Józefowa, gdzie Kuba już na nią czekał
– Hania dzwoniła przed chwilą – powiedział, całując ją w usta. – Jest pod wielkim wrażeniem twojej osoby.
– Miło słyszeć – uśmiechnęła się i przytuliła do niego. – Kocham cię, Kubusiu. Tak chyba kochałam tylko Marka, mojego byłego męża.
Spojrzał na nią zdziwiony. „Dlaczego wspomina Marka?” – pomyślał.
– Kochałaś go bardzo?
– Tak, ale ciebie jeszcze bardziej.
– Jak bardziej?
– Bardziej, bardziej. Zobaczysz wieczorem
Nie mogli doczekać się tego wieczoru. Była wspólna kąpiel, a po kąpieli dzika namiętność. Kochali się długo i namiętnie, i cały czas było im siebie za mało.
– Jesteś wspaniały – szepnęła, opadłszy na poduszkę. – Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze jak dzisiaj. Przeszedłeś samego siebie.
– Ty też – uśmiechnął się. – Miałem romanse, ale takiego jak z tobą nigdy. Śpij, moja kochana. Może rano wykonamy jakiś szybki numerek na dobry dzień?
Roześmiała się.
– Kuba nienasycony? Zobaczymy. Dobranoc, kochany.
Ostatni, czuły całus i zasnęli – zmęczeni i szczęśliwi.
Święta Wielkanocne spędzili w dużym gronie. W domu Marty pojawili się jej rodzice, ciocia Danka z mężem, pani Zosia, Łukasz z Kingą i dziećmi oraz Hania z Ryszardem.
Każdy przyniósł ze sobą coś dobrego do jedzenia, bo wiedzieli, że Marta za gotowaniem nie przepada. Oprócz tego Kuba zamówił świąteczny catering – były flaczki, rosół, pieczone mięsa, domowy pasztet, różne potrawy robione na bazie jajek oraz różnego rodzaju ciasta. Śniadanie zorganizowali w salonie, przy dużym, pięknie nakrytym stole zmieścili się wszyscy.
Mama przywiozła sporych rozmiarów koszyczek z piękną święconką, bo wiedziała, że Marta akurat do tego nie przywiązuje wagi.
Jedli, rozmawiali, wspominali, było gwarnie i wesoło. Wieczorem wszyscy się rozeszli. Kuba odwiózł do Warszawy Hanię i Ryszarda, którzy za dwa dni mieli odlatywać do Stanów. Przy pożegnaniu Ryszard podszedł do Marty.
– Przepraszam cię, Marta – powiedział cicho. – Bardzo cię przepraszam za to moje zachowanie i dziękuję, że nic nie powiedziałaś Hani.
– Przeprosiny przyjęte – odpowiedziała. – Zapomnijmy o tym, tym bardziej że być może już się nigdy nie zobaczymy.
Uściskali się na pozór serdecznie, choć z pewną dozą powściągliwości.
Dwa dni później oboje odwieźli Hanię i Ryszarda na lotnisko. Kubie łzy zakręciły się pod powiekami przy pożegnaniu z siostrą, a ona sama się popłakała.
– Kuba, masz wspaniałą kobietę, szanuj ją – powiedziała. – I nie próbuj jej zmieniać, bo wtedy nie będzie sobą, będzie inna niż do tej pory.
Wyściskała też Martę.
– Przylecisz do nas, obiecaj – poprosiła. – Oboje musicie nas odwiedzić.
– Dobrze. Kocham cię, Haniu.
Musieli się już rozstać. Przed gośćmi była odprawa, a przed Martą i Kubą powrót do domu.
– Będę tęskniła za Hanią – szepnęła już w samochodzie Marta.
– Ja też, ale za rok, jak się uda, polecimy do nich – odpowiedział.
Podjeżdżając pod bramę w Józefowie, zobaczyli, że jakiś mężczyzna kręci się przy furtce. Po drugiej stronie ogrodzenia szczekał na niego Felek. Kuba wysiadł pierwszy, za nim Marta
– Czego pan tu szuka? – zapytała podchodząc bliżej.
Mężczyzna odwrócił się gwałtownie.
– Ciebie – odpowiedział.
– A konkretnie? – teraz podszedł też do niego Kuba.
– Bez konkretów, pomyliłem się – rzucił nieznajomy i szybko odszedł.
– Kto to mógł być? Znasz go? – zapytał Martę .
– Kogoś mi przypomina... Wjedź na podjazd i zamknij bramę. Pogadamy w domu.
Długo nie mogła skojarzyć, kim mógł być ów mężczyzna. W końcu uderzyła się dłonią w czoło.
– Wiem! To był Jacek. Bywał u mnie, jak jeszcze chodziliśmy razem do ogólniaka. Ale po co dzisiaj przyszedł?
– Co to za Jacek? Rozumiem, że kolega szkolny, ale czy tylko? – Kuba był nieco podejrzliwy.
– Razem się uczyliśmy w jednym liceum, później poszliśmy na studia. Byliśmy niby parą, ale to dawne dzieje, nie chcę o nich pamiętać.
– Dlaczego? Był kimś ważnym?
– Był moim pierwszym chłopakiem, bardzo krótko zresztą. Nie mówmy o nim, jest moją przeszłością i nikim więcej.
– A ty jesteś moją teraźniejszością – Kuba przygarnął ją mocno do siebie – i moją przyszłością też.
Marta wtuliła się w jego ramiona, chłonąc znajomy zapach i ciepło jego ciała. Słowa Kuby przyniosły jej spokój, którego tak bardzo w tej chwili potrzebowała.
Choć atmosfera w salonie szybko wróciła do normy, a wieczór upłynął im na cichych rozmowach o planach na nowy projekt, w głowie Marty wciąż tlił się niepokój.
Gwałtowny zwrot Jacka, jego pewny głos i nagła ucieczka nie dawały jej spać. Józefów powoli pogrążał się w mroku, a ona leżała w ciemności, zastanawiając się, czy przeszłość naprawdę potrafi tak po prostu odejść – czy może właśnie pukała do jej drzwi
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania