Poprzednie części:  Bo jestem inna 1

Bo jestem inna 28

Początek listopada był w miarę ciepły i suchy, ale już po Święcie Zmarłych i Zaduszkach pogoda zaczęła się psuć. Wcześnie robiło się ciemno i nieprzyjemnie.

Marta urządziła sobie na strychu małą, prowizoryczną pracownię. Postanowiła, że na wiosnę zrobi tam też pokoik wypoczynkowy – jak się zmęczy pracą, to będzie mogła w nim odpocząć.

Otrzymała właśnie nowy projekt i miała zamiar trochę popracować wieczorem, ale wcześniej zadzwoniła Magda. Zapytała, czy może przyjechać w piątek i posiedzieć do niedzieli. Akurat był piątek i Marta bardzo się ucieszyła.

Chciała po nią jechać, ale przyjaciółka powiedziała, że przyjedzie swoim autem – kupiła małego fiata pandę i jest z tego faktu bardzo zadowolona.Przyjechała już pod wieczór.

Marta otworzyła jej bramę, żeby wjechała na podwórko, i wtedy zobaczyła w ciemności samochód, z którego ktoś ją śledził. Ktoś siedział za kierownicą i nie miał zamiaru odjechać. Podeszła do Magdy, wskazała głową w tamtym kierunku.

– Poczekaj na mnie, podejdę do niego. Śledzi mnie od kilku tygodni. Nie wiem, kim jest i dlaczego to robi. Jakby co, to wypuść Felka za furtkę i krzycz. Podejdę do niego – powiedziała cicho

Magda tylko kiwnęła głową. Marta wyszła na ulicę i podeszła do tajemniczego auta. Zapukała w szybę od strony kierorwcy. Mężczyzna zaskoczony odwrócił głowę w jej stronę. Szarpnęła za klamkę, drzwi się otworzyły, a ich oczy się spotkały.

– To ty?! – zawołała. – Gnoju, sprawia ci przyjemność jeżdżenie za mną? Wystawanie pod moim domem? O co ci chodzi?

Tamten, zaskoczony, nie wiedział, co się dzieje, albo tylko udawał. Nie odzywał się, tylko wlepiał w nią swoje ciemne oczy.

– Wyjdź albo spadaj, bo inaczej...

– Bo inaczej to co? – wycedził. – Uderzysz mnie?

– Magda, chodź! Zobaczysz, kim jest ten gnojek – zawołała, a przyjaciółka szybko do niej podbiegła.

W samochodzie siedział nie kto inny, tylko ich wspólny, szkolny kolega Grzegorz, na którego wszyscy mówili Gregor

– Kto to? Znasz go? – zapytała Magda.

-Nie poznałaś Grzesia? Gregora? – Marta się roześmiała. – To on mnie cały czas prześladował, a ja myślałam o najgorszym. Wyłaź, idioto, z tego auta i chodź do nas.

Ze wszystkiego się wytłumaczysz i nie myśl, że będzie lekko – zwróciła się do kolegi, a ten z ochotą przyjął zaproszenie.

Weszli już we trójkę do domu. Gregor został po drodze obszczekany przez Felka, ale Marta powiedziała, żeby pies już dał spokój z tym szczekaniem, bo kolega i bez tego trzęsie portkami.

Obrażony czworonóg odszedł więc do swojej budy.Dziewczyny zakrzątnęły się w kuchni. Magda przywiozła ciasto i butelkę wina, zrobiły kanapki z serem, wędliną i pomidorem. Marta wyjęła też jakąś sałatkę zrobioną przez mamę. Miała również wino na okazję, gdyby przyjechał Jasiński i chciał zostać na noc – teraz wyjęła je z barku i wszystko zaniosły do salonu. Gregor siedział rozwalony w fotelu.

– Otwórz to wino – Magda podała mu butelkę i korkociąg.Otworzył, nalał do kieliszków, ale najpierw sięgnął po sałatkę i kanapki.

Jadł łapczywie, widać było, że jest potwornie głodny

– Ej, biznesmen! – zaśmiała się Marta. – Nie wypominam, ale my też tu jesteśmy i też chciałybyśmy coś zjeść.

– Sorry, ale jestem potwornie głodny, dlatego tak się rzuciłem – odpowiedział.

– To nie mogłeś pojechać czegoś zjeść? Mnie pilnować nie musiałeś.

A w ogóle, jak ty mnie tu znalazłeś? I po co za mną jeździłeś? Tłumacz się, bo jak nie, to ci z jajek jajecznicę zrobię!

– puściła oczko do Magdy.

– A macie jajka? – zapytał, zupełnie nie zrozumiawszy aluzji.

.Dziewczyny zaczęły się śmiać, patrząc na siebie rozbawione.

– Jeszcze nie mamy, ale zaraz możemy mieć – śmiała się Marta.

– Ale tak prawdę mówiąc, przydałoby się trochę jajek i tego wina też. Posiedźcie, a ja skoczę do sklepu. Tu, pod nosem, mam sklep.

– To może ja skoczę? – zaoferował się Gregor. – Tylko tego... no... kasy mi trochę brakuje.– Dobra, chodź, pójdę z tobą – podniosła się Magda.

Bały się, że jeśli dadzą mu pieniądze, to po prostu ucieknie

Pojechali do sklepu samochodem Magdy. Gregor zamiast dwóch włożył do koszyka cztery butelki wina i zgrzewkę piwa. Magda dołożyła do tego owoce: winogrona, banany i mandarynki. Przy kasie ostro zwróciła się do kolegi:

– Wyskakuj z kasy! Dołóż tyle, ile możesz, nie będziesz siedział z nami na krzywy ryj.

Spojrzał na nią zaskoczony. To była Magda? Zawsze grzeczna i potulna, a teraz wyskakuje z takim tekstem? Rad nie rad wyjął portfel i dał jej sto złotych. Zapłacili i wyszli.Po kilku minutach byli z powrotem w domu.

Marta przez ten czas przyrządziła jeszcze trochę jedzenia z tego, co zostawiła mama. W kuchni Magda opowiedziała jej, jak załatwiła sprawę z Gregorem, a Marta szczerze się ucieszyła i poklepała ją po plecach.

– Czyżby to moja szkoła z ciebie wyszła? Magda, jestem z ciebie dumna!

Poszli do salonu i wtedy się zaczęło. Muzyka, alkohol, tańce – impreza na całego. Gregor pił wino na zmianę z piwem, dziewczyny też już były porządnie podcięte. Marta zaczęła śpiewać, że „te małe piły dziś i są wstawione”, śmiejąc się przy tym głośno.

Magda tańczyła w objęciach Gregora. Nie słyszeli szczekania Felka ani tego, że ktoś pukał do drzwi, które zresztą nie były zamknięte na klucz. Nie widzieli, że ktoś wszedł do salonu. Byli tak zajęci zabawą, że nie liczył się dla nich nic i nikt.

Ktoś w końcu złapał Martę i mocno przytrzymał, bo inaczej na pewno by się przewróciła. Tym kimś był Kuba Jasiński.Spojrzała na niego, zamrugała swoimi wielkimi, skośnymi oczami i zarzuciła mu ręce na szyję.

– Ku... Kubuś? No nie wiem, chyba się, kurwa, upiłam. Mam zwidy czy co?-

-Kimkolwiek jesteś, jesteś bardzo podobny do Kubusia... Napij się z nami! Ej! – zawołała. – Karniaczek dla gościa! Bo mamy gościa! No właśnie!

Jasiński wyłączył muzykę i rozejrzał się po pokoju. Magda, ledwo stojąc na nogach, wydukała:

– Pan dyrektor? Dzień dobry... a może dobry wieczór? A jak pan chce! Bawimy się!

Marta znów zaczęła śpiewać i tańczyć wokół Jasińskiego.

– Ta mała piła dziś i jest wstawionaaaa! A następnie było: daj mi tę noc, tę jedną nooooc!Nie przerwali zabawy. Marta koniecznie chciała, żeby Jasiński się z nią napił.

Niewiele myśląc, wypił duży kielich wina, a ona zaraz nalała mu drugi.

– Brudzia wypijemy, panie dyrektorze! – śmiała się.

– Ja jestem Marta, a pan jak? A, już wiem: Jakub, to znaczy Kuba. No tak...

-Wypijmy za błędy, za błędy w naturze! – znów śpiewała i śmiała się przy tym głośno.

– My nie mamy błędów, sami jesteśmy błędem. Magda, polej! Dyrektora trzeba upić. Gregor, ale z ciebie jest palant...Tyle że Gregor nie odpowiadał – zasnął na podłodze za sofą.

Magda nagle też oznajmiła, że pójdzie do pokoju gościnnego, bo jest jej niedobrze i musi już się położyć.– Przecież jutro do pracy trzeba iść – wybełkotała.

– Nie trzeba – odezwał się Jasiński. – Jutro jest sobota.

– Acha... to dobrze – czknęła. – To ja was zostawię. – I poszła na górę

Marta stała na chwiejących się nogach i patrzyła na Kubę. Już nic nie mówiła ani nie śpiewała. Wzięła go za rękę i zaprowadziła do sypialni.

Jasiński wiedział, że zostanie u niej do rana. Wypił trzy kieliszki wina, a po alkoholu nigdy nie prowadził auta. Zresztą prawie nigdy nie pił.

Położył Martę do łóżka, a sam usiadł w dużym, wygodnym fotelu. Przyglądał się jej, gdy zasypiała, majacząc pod nosem, że kocha.

„Co ja mam z tobą zrobić, Marta?” – myślał. – „Że klniesz jak szewc, to już wiem, ale że pijesz coraz częściej? Może robisz to, bo jesteś samotna? A może jest inny powód?

Dowiem się, jak już wytrzeźwiejesz i będziemy mogli spokojnie porozmawiać”.Marta obudziła się w środku nocy z potwornym bólem głowy. Okropnie chciało jej się pić. Włączyła lampkę i zobaczyła śpiącego w fotelu Jasińskiego. Podeszła bliżej. Nie wiedziała, co ma zrobić. Nie pamiętała, jak znalazła się w łóżku i co on tu właściwie robi. Dotknęła delikatnie jego twarzy, a on gwałtownie się przebudził.

– Kuba... – szepnęła. – Kuba, dlaczego śpisz w fotelu?

– Tu jest mi wygodnie – odpowiedział krótko. – Źle się czujesz? – zapytał przytomnie.

– Tak. Potwornie boli mnie głowa i potwornie chce mi się pić. Spałam w ubraniu, muszę się przebrać...

– Zrobię ci mocną herbatę. Chcesz? – zaproponował.

– Tak, z cytryną – kiwnęła głową.

Gdy poszedł do kuchni, Marta zarzuciła na siebie tylko ciepły sweter i wyszła na dwór. Powietrze było zimne, ale rześkie. Felek natychmiast wyskoczył ze swojego lokum i zaczął ocierać się o jej nogi niczym kot.

– Feluś... – nachyliła się nad nim. – Co ja narobiłam? Psinko mój kochany, twoja pani jest strasznie niegrzeczna – mówiła cicho do psa

Jasiński wszedł z herbatą do sypialni, ale Marty w niej nie zastał. Zaczął jej szukać w łazience i w salonie. W końcu domyślił się, że wyszła z domu, bo drzwi wyjściowe były niedomknięte. Wyszedł za nią. Stała oparta o ścianę budynku i trzęsła się z zimna.

– Marta, chcesz się przeziębić? Cała drżysz, chodź do domu. Wypijesz herbatę, weźmiesz ciepłą kąpiel . Pomogę ci .-

– Objął ją ramieniem i wprowadził do mieszkania. Gorąca herbata zadziałała na nią bardzo dobrze, wypiła prawie jednym haustem. Potem poszła do łazienki, gdzie czekała już na nią gorąca kąpiel. Szybko się wykąpała, umyła zęby i owinęła dużym, grubym ręcznikiem. Kiedy wróciła do sypialni, zastała już pościelone łóżko. Kuba pomógł jej się położyć i troskliwie przykrył kołdrą. Chciał z powrotem usiąść w fotelu, ale poprosiła, żeby położył się przy niej.

– Kuba, chodź do mnie. W fotelu się nie wyśpisz, proszę...

Nie namyślał się długo. Zdjął koszulę oraz spodnie i wślizgnął się do niej pod kołdrę.

– Śpij, Marta. Rano porozmawiamy – powiedział cicho i pocałował ją w czoło.

Kiedy się obudzili, było już prawie południe. Marta wymknęła się z sypialni i zajrzała do salonu oraz kuchni. Magda już nie spała – zdążyła posprzątać całe mieszkanie po wczorajszym szaleństwie i właśnie czekała na nich ze śniadaniem.

Przyjaciółka uznała, że najlepiej będzie, jeśli dzisiaj wróci do siebie. Chciała, żeby Marta i Kuba wyjaśnili sobie wszystko na spokojnie i po prostu cieszyli się swoim towarzystwem. Gregor ulotnił się z samego rana, więc Magda czułaby się teraz jak piąte koło u wozu.Przy śniadaniu oznajmiła, że zaraz zbiera się do domu i że spotkają się innym razem na babskich pogaduchach – ale już zdecydowanie bez alkoholu.

Marta odprowadziła ją do samochodu.

– Magda, zostań – poprosiła jeszcze na podjeździe. – Głupio wyszło, ale naprawdę chciałabym, żebyś została.

– Marta, niech ci nie będzie głupio. Wiesz, wczoraj obie dałyśmy ciała. Nie miałyśmy pojęcia, że dyrektor nagle się zjawi – zachichotała cicho.

– Jak ja się teraz w pracy przed nim pokażę? Trudno, jakoś to będzie.

Wiem, że między wami bywa ciężko. Będziecie mieli teraz czas, żeby to i owo sobie wyjaśnić, a ja bym wam tylko przeszkadzała.

Pożegnały się ciepło i Magda odjechała swoją nową pandą.Kiedy Marta z powrotem weszła do domu, ze zdziwieniem zauważyła, że Kuba też jest już całkowicie ubrany do wyjścia.

– Ty też? – zapytała ze smutkiem w głosie. – Też zostawiasz mnie samą?

– Nie zostawiam cię. Idziemy z Felkiem na spacer, a ty idziesz z nami – uśmiechnął się łagodnie.

– Muszę? – zapytała przekornie.

– Musisz. Ja nie znam tych okolic, a tobie spacer dobrze zrobi. Czy mogę swoje auto wstawić na podjazd?

– Tak, pewnie. Po co pytasz? – Podała mu klucz od bramy.

Ubrała się ciepło, ale wygodnie i wyszła na podwórko. Felek był przeszczęśliwy, kiedy zakładała mu szelki i przypinała smycz. Poszli nad rzekę. Pies biegał radośnie dookoła, a oni szli niespiesznie, trzymając się za ręce.

– Chcesz, żebym został do jutra? – zapytał nagle Kuba, patrząc na nią z ukosa.

– Tak, chcę... Tęskniłam za tobą.

– Ja też, Marta. Bardzo mi ciebie brakowało. A ten tajemniczy samochód? Coś się wyjaśniło w tej sprawie

– Tak. To był Gregor. Nie wiem, po co za mną jeździł, pewnie myślał, że się w nim zakocham. Ale te jego podchody... Sam wiesz, jak to wczoraj wyszło.

– Gregor? A właściwie jak on ma na imię?

– Grzegorz. Nie wiem, kto mu dał taką ksywkę, ale w szkole nawet nauczyciele tak do niego mówili.-

Spacerowali długo, aż nad rzeką zaczęło się ściemniać. Marta poprosiła, żeby już wracali, przypominając sobie, że po drodze muszą kupić jakieś pieczywo, bo jutro zostaną bez chleba. Wstąpili więc do miejscowego sklepu. Marta wzięła chleb, kilka bułek, jajka, kiełbasę i pomidory. Chciała zapłacić, ale Kuba stanowczym ruchem ręki jej na to nie pozwolił

Wrócili do domu zziębnięci i już nieco głodni. Zjedli w kuchni to, co zostało po wczorajszej imprezie, czując, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po ich ciałach.

– Co teraz będziemy robić? – zapytał Kuba, opierając się o blat.

– Teraz? Teraz mam ochotę na chwileczkę zapomnienia – uśmiechnęła się, patrząc mu prosto w oczy. – A ty nie?

– Ja też, Marta. Ja też.

Chwileczka zamieniła się w dłuższą chwilkę, a potem w już bardzo długą chwilę. Kochali się tak jak za pierwszym razem – byli niesamowicie szczęśliwi i wciąż nie mieli siebie dość. Nie było między nimi żadnych wielkich deklaracji, żadnych obietnic i zbędnych słów. Byli tylko oni, cisza uśpionego domu i cała noc przed nimi.

Za oknem listopadowy wiatr smagał gałęzie drzew, a w sypialni panował błogi spokój.

Marta leżała z głową na piersi Kuby, słuchając miarowego bicia jego serca. Przejechała palcem po jego ramieniu, czując ogarniające ją bezpieczeństwo, którego tak bardzo jej brakowało przez ostatnie tygodnie. Wszystkie lęki, strach przed nieznajomym , teraz juz wiadomo kim był prześladowca i zmęczenie pracą całkowicie odpłynęły. Zanim zamknęła oczy i zapadła w głęboki, spokojny sen, pomyślała, że strych i nowa pracownia mogą poczekać na wiosnę. Najważniejsze było to, co miała obok siebie tu i teraz.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria godzinę temu

    Jako komentarz podwóje gwiazdki *****/*****

  • Grażyna

    Dziękuję .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania