Bo jestem inna 33
Po świętach wielkanocnych Marta, nie mając co robić, postanowiła w końcu urządzić pracownię na strychu. Zrezygnowała z aranżacji pokoju wypoczynkowego. Dużą przestrzeń zaprojektowała tak, że pod oknem postawiła wielką deskę kreślarską, a przy niej krzesło obrotowe i szafkę na potrzebne przyrządy, aby nie musiała ich ciągle szukać. Po drugiej stronie, tam gdzie sufit opadał skosami, wstawiła obszerną sofę, a obok postawiła mały stolik i fotel. Na podłodze, żeby było przytulniej, położyła puszysty dywanik. W ten sposób zyskała i pracownię, i kącik wypoczynkowy. Nad deską zawisła lampa sufitowa z regulowaną wysokością, a nad sofą w ścianę wbudowano LED-y, które dawały bardzo przyjemne, ciepłe światło.
Była zadowolona z tego, co stworzyła, ale jednocześnie czuła smutek, bo była sama. Kuba od pamiętnego wieczoru nie przyjeżdżał do niej. Zadzwonił zaledwie raz czy dwa, tylko po to, by zapytać, jak się czuje. Plany projektów otrzymywała od jego sekretarki i u niej też zostawiała gotowe projekty. Tęskniła za nim i zdawała sobie sprawę, że znów go obraziła, mimo to była zbyt dumna, by go przeprosić.
Siedziała w swojej nowej pracowni nad kolejnym projektem i bezwiednie rozmyślała. Wracała myślami do dziecka, które nie miało szansy rozwinąć się w jej łonie i urodzić, ale szybko odpędzała te obrazy z głowy.
Zeszła na dół, żeby wyciągnąć coś z torebki. Gdy jej dłoń natrafiła na klucze do mieszkania Kuby, zacisnęła je mocno w garści.
„Muszę mu je oddać – pomyślała – mnie już się nie przydadzą”. Zastanawiała się, czy zadzwonić, czy może pojechać jutro do biura i zostawić je osobiście. W końcu wzięła do ręki telefon, wybrała jego numer i wcisnęła zieloną słuchawkę, jednak natychmiast zerwała połączenie. Serce biło jej jak szalone. Była przekonana, że Kuba oddzwoni, ale telefon milczał.
Był już dość późny wieczór, kiedy poszła się kąpać. Napuściła wody do wanny, zrobiła mnóstwo piany i zanurzyła się w ciepłej kąpieli. Tak jak kiedyś, oparła głowę o podgłówek i leżała z zamkniętymi oczami, pod których powiekami przewijały się kadry z jej życia. Nie wiadomo kiedy zasnęła. Nic nie czuła, nic nie słyszała i nie miała pojęcia, co dzieje się wokół niej.
W pewnym momencie poczuła klepanie po twarzy i gwałtowne szarpnięcie za rękę. Otworzyła oczy, a nad nią stał Kuba.
– Co ty tu robisz? – zapytała.
– Ciesz się, że tu jestem – odpowiedział zdenerwowany. – Gdybym nie przyjechał, utopiłabyś się w tej wannie.
– Nie utopiłabym się – spojrzała na niego.
– Wychodź, dosyć tej kąpieli – zarządził.
– Ale ja muszę się opłukać, mam na sobie pełno piany...
– Wyjmij korek, niech woda spłynie. Tu masz ręcznik, opłucz się i wychodź.
Opuścił łazienkę, ale przezornie stanął pod drzwiami na wypadek, gdyby jego pomoc była potrzebna. Marta wyszła po kilku minutach, otulona dużym ręcznikiem kąpielowym, ale bez kapci. Kuba spojrzał na jej szczupłe stopy i niewiele myśląc, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Nie broniła się, bo wiedziała, że dzisiaj i tak jest na straconej pozycji. Położył ją na łóżku, a gołe stopy okrył kocem. Chciała coś powiedzieć, ale ją ubiegł.
– Nic nie mów, dzisiaj masz mnie słuchać. Jadłaś coś? Czy jak zwykle prawie nic?
– Coś tam... – mruknęła.
– Coś tam. Dużo mi to mówi – pokręcił głową. – Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia. Jak zjesz, to sobie pojadę.
– A jak nie zjem?-
– To zostanę – uśmiechnął się nieznacznie.
Wyszedł do kuchni, a po chwili wrócił z pełnym talerzem kanapek i kubkiem herbaty. Spojrzała na talerz – kanapki wyglądały bardzo apetycznie, tylko że jak dla niej było ich o wiele za dużo.
– Ja nie zjem tyle – jęknęła.
– Ja ci pomogę. Myślisz, że to wszystko dla ciebie? Połowa twoja, połowa moja.
– Ale ja nawet połowy nie zjem. Dwie, może trzy... Proszę, nie dręcz mnie już – spojrzała na niego z niemą prośbą w oczach.
– Nie marudź, tylko jedz – odpowiedział z pozoru groźnie.
Wzięła jedną kanapkę, potem drugą, upiła trochę herbaty i położyła się. Kuba jednak był w tej chwili bezlitosny.
– Nie ma spania. Siadasz i jesz.
– Ja już nie mogę, najadłam się. Dziękuję.
– Później podziękujesz, jedz.
– Nie zmuszaj mnie! – zaczynała się denerwować. – Jak mówię, że nie mogę, to nie mogę!
– A jak ja mówię, że masz jeść, to masz jeść – odpowiedział niezrażony.
– Nie! – krzyknęła. – Sam sobie jedz!
– Dobrze, jak chcesz. Schowam do lodówki, będziesz miała na rano. Ja już sobie pójdę.
– Nie odchodź – poprosiła cicho. – Zostań ze mną.
– Dlaczego miałbym zostać?
– Bo cię o to proszę.
Położył się przy niej, przygarnął do siebie i pocałował.
– Kocham cię, wariatko – roześmiał się. – Nie wiem dlaczego, nie wiem za co, ale cię kocham.
– Kuba, tęskniłam za tobą – przytuliła się do niego mocniej.
Ta noc była nocą przeprosin i wzajemnej adoracji. Kochali się, spragnieni siebie, swoich ciał i pieszczot. Zasnęli późno w nocy. Rano Kuba zadzwonił do firmy z wiadomością, że dzisiaj nie będzie go w biurze. Wszystkie sprawy miał załatwiać Wroński, w czym miała mu pomóc Magda, którą Wroński uczynił swoją osobistą sekretarką. Został u Marty. Kiedy chciała oddać mu klucze, powiedział, żeby je zatrzymała – na wypadek, gdyby przyjechała, a jego nie byłoby w domu. Wtedy otworzy sobie i na niego poczeka.
Ta sielanka trwała około miesiąca. Później między nimi znów zaczęło iskrzyć. Pojawiły się sprzeczki o drobiazgi: o źle odłożony talerzyk czy o to, że książka leżała w tym miejscu, a nie tam, gdzie powinna. Któregoś razu Kubie urwał się guzik przy koszuli, którą wyjątkowo lubił. Przyszedł do Marty na górę, akurat gdy była w pracowni.
– Marta, mam problem – powiedział.
– Jaki problem? – zapytała.
– Urwał mi się guzik przy mankiecie. Mogłabyś mi go przyszyć?
Spojrzała na niego tak, jakby zaproponował jej skok ze spadochronem.
– Ja? Mam ci guzik przyszyć?
– No ty. Chyba potrafisz?
– Tak, daj.-
Wzięła tę nieszczęsną koszulę i zeszła na dół. W kuchni miała schowany mały przybornik, w którym leżały jakieś nici, igły i nożyczki. Nawlekła nitkę i przyszyła biały guzik szarą nicią, przez co po skończonej pracy dyndał on smętnie na luźnej pętelce.
– Kuba, proszę – podała mu koszulę, gdy był w łazience.
Wróciła na górę, a po chwili wbiegł za nią wściekły Kuba.
– Co to jest?! – krzyknął, pokazując mankiet.
– Koszula, twoja – wzruszyła ramionami.
– Wiem, że moja! Ale jak ty przyszyłaś ten guzik?!
– No jak? Trzyma się przecież.
– Marta, nie wytrzymam! Do białej koszuli i białego guzika nie dość, że dałaś szarą nić, to jeszcze zwisa on na pół metra!
– Nie przesadzaj, Kuba, nie przesadzaj. Nie na pół metra, może na centymetr.
– Mogłaś po prostu powiedzieć, że nie umiesz przyszyć głupiego guzika!
– Kurwa! – krzyknęła. – Robisz mi awanturę o głupi guzik?! Mogłeś sam go sobie przyszyć i nie pierdolić mi nad uchem!
Kuba nic już nie odpowiedział. Trzasnął tylko drzwiami, zbiegł po schodach na dół i po kilku minutach odjechał z piskiem opon.
Marta była wściekła.
„Co ja zrobię, że igła jest na mnie obrażona? Kurwa, ja jestem stworzona do innych celów, a nie do operowania igłą! Co to, chirurg z bloku operacyjnego jestem? Niech spada, stary kutas. Nie będę nic szyła, bo tego nie cierpię. A nawet nie umiem!”.
Kuba, jadąc do pracy, również rozmyślał nad tą sytuacją.
„Gotować nie umie, prasować też nie, szyć? Też nie. To po co mi taka kobieta? Kocham ją, ale za co? Nie wiem. No dobra, zna się na projektowaniu, w łóżku jest fantastyczna... Co ona jeszcze potrafi? A, no tak, kląć potrafi jak przysłowiowy szewc”.
W biurze zmienił koszulę i dopiero wtedy zjawił się na konferencji z prezesem. Nie wrócił na noc do Józefowa – pojechał prosto do swojego apartamentu. Nie miał już dzisiaj ochoty na kolejne sprzeczki z Martą.
Ona tymczasem spokojnie kończyła projekt, który jutro miała oddać w biurze. Przyjechała przed południem i poszła prosto do gabinetu Kuby. Zapukała, weszła, ale ponieważ go nie zastała, zostawiła teczkę na biurku i wyszła. Pobiegła jeszcze na chwilę do Magdy, która pracowała teraz na trzecim piętrze u Wrońskiego i miała pokój tylko dla siebie.
– Cześć! – ucieszyła się Magda na widok Marty. – Wejdź, siadaj. Co słychać? Chcesz kawy albo herbaty?
– Nie, ja tak tylko na chwilę. Magda, powiedz mi, jak to się stało, że pracujesz u Wrońskiego?
– Marta... my jesteśmy ze sobą – odpowiedziała cicho.
– Że co?! – Marta otworzyła szeroko oczy.
– Jesteśmy parą. Zbyszek to dobry człowiek i wcale nie taki stary, jest między nami tylko dwanaście lat różnicy.
– Ale Magda, ty i on? Przecież jesteś dla niego za ładna!
– Marta, ja już nie mam dużego wyboru, a nie chcę być sama.
– Kochasz go?
– Bardzo go lubię i myślę, że z czasem pokocham – odpowiedziała Magda.
Marta nie wiedziała, co powiedzieć. Pożegnała się i wyszła. Na korytarzu natknęła się na Kubę. Chciała go wyminąć, ale ją zatrzymał.
– Chodź do mnie, chciałbym ci coś pokazać – powiedział.
– Co takiego?
– Zobaczysz. Chodź do gabinetu.
Po wejściu rozłożył na biurku jej projekt. Patrzyła na niego zdumiona.
– O co chodzi? – zapytała.
– Przyjrzyj się.
Projekt był zrobiony po mistrzowsku, ale na samym dole, ołówkiem kreślarskim, widniał dopisek: „Kurwa. Za co ja go tak kocham”.
– Kochasz swój projekt? Czy kogoś innego? – zapytał Kuba, starając się zachować śmiertelną powagę.
– Ciebie kocham, wariacie – zaczęła się śmiać.
– Marta, gdybym tego napisu nie dostrzegł, oddałbym to klientowi. Wyrażaj swoje uczucia na ścianie, a nie na projektach.
Nachylił się nad nią i pocałował ją w szyję.
Marta oparła się o krawędź biurka, czując, że znowu ma go tylko dla siebie.
– Słyszałam o Magdzie i Wrońskim – rzuciła nagle, przyglądając się jego reakcji.
Kuba westchnął ciężko, ale w jego oczach błysnęły rozbawione iskierki.
– No widzisz? Świat się kończy. Wroński ma kobietę, która pewnie potrafi przyszyć guzik idealnie, a ja mam ciebie – artystkę z ołówkiem kreślarskim i niewyparzonym językiem. I wiesz co? Za nic bym się z nim nie zamienił.
Komentarze (2)
Oj lubią się i czubią✌️😀
Kto się lubi ten się czubi . A on jeszcze się kochają . Dziękuję za gwiazdeczki .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania