Bo jestem inna 41
Marta z ciocią Danką wybrały się na większe zakupy. Pojechały na targ w Otwocku. Chodziły od straganu do straganu, przebierały i wybierały warzywa oraz jabłka na szarlotkę, którą Kuba uwielbiał, a ciocia chciała zrobić mu niespodziankę.
W pewnej chwili Marta zauważyła, że jakiś typek wyciąga rękę w kierunku torebki cioci. Zaszła go od tyłu, złapała za rękę i mocno ją wygięła. Chciał się wyrwać, ale wrzasnęła:
– Nie ruszaj się, bo ci, kurwa, tę łapę połamię!
Kilka osób przystanęło. Patrzyli, ale nikt nie podszedł. Ciocia Danka gwałtownie się odwróciła.
– Marta, co się dzieje? – zawołała.
– Ten skurwiel chciał cię okraść! Nie przewidział tylko, że ja go obserwowałam. Chodził za tobą, ciociu, i wyciągnął łapę do twojej torebki.
Złodziejaszek chciał się szarpnąć, ale nie miał większych szans na uwolnienie się z rąk Marty.
– Puść mnie, ty stara…
Nie dokończył, bo mocniej wygięła mu rękę.
– Jeszcze jedno słowo i będziesz leciał z połamaną łapą na SOR. A wy co tak stoicie i się gapicie? – krzyknęła do gapiów, wśród których było kilku mężczyzn
– Proszę, niech mnie pani puści – skamlał złodziej.
Puściła go, a on tylko spojrzał na nią wilkiem i szybko wtopił się w tłum kupujących.
Ciocia Danka była oszołomiona tym zdarzeniem.
– Marta, ty naprawdę masz jaja. Kto by pomyślał…
Jeden z mężczyzn odezwał się głośno:
– Z takimi to lepiej nie zaczynać.
– A kogo ma pan na myśli? – zapytała go Marta.
– No, tego złodziejaszka, co go pani uziemiła. Odważna z pani kobieta, kto by pomyślał.
-Szkoda, że mężczyźni tacy nie są odparowała – Kurwa, odważniacy pierdoleni. Stoi taki jeden z drugim, mordę rozdziawi i nic!
– Już bez przeszkód zrobiły zakupy, zapakowały wszystko do bagażnika samochodu i pojechały do domu. Ciocia opowiedziała Leonowi, jaką miały przygodę. Obie z Martą śmiały się ze zbolałej miny złodzieja.
– To co? Bierzemy się za obiad? – zapytała ciotka.
– Jak to: bierzemy? – odpowiedziała jej Marta.
– Pomożesz mi, moja droga. A jak ja odejdę, to kto będzie chłopom gotował?
– Ale jak to: odejdziesz, Danusiu? – zaniepokoił się Leon.
– No, nie mówię, że już teraz, ale kiedyś zaświaty mnie wezwą do siebie.
– To nie może się zdarzyć! – śmiała się Marta. – Co mam robić, ciotuchno?
Ciotka tylko na nią spojrzała i machnęła ręką.
– Sama zrobię. Ty jednak tylko do dawania po gębie masz talent. No co? Może kłamię?
– To ja lepiej pójdę do siebie. Muszę nakarmić Felka i trochę posprzątać. Też nie lubię tego robić, ale ktoś musi – uśmiechnęła się.
To akurat nie było prawdą. Zawsze miała w domu idealnie czysto i wszystko na swoim miejscu – po prostu nie znosiła bałaganu.
Któregoś dnia, przeglądając wiadomości w internecie, natrafiła na ogłoszenie.
Poszukiwano rodziny zastępczej dla trzyletniej dziewczynki, z możliwością adopcji.
Długo przyglądała się ślicznej dziewczynce z zamieszczonego zdjęcia. Mała miała takie smutne, wielkie oczy.
– Maleństwo – szepnęła. – Tyle samo lat miałoby moje dziecko, gdyby się urodziło.
Bez zastanowienia wystukała w telefonie numer podany w ogłoszeniu. Odebrała kobieta o bardzo miłym głosie.
Marta przedstawiła się i zapytała, czy sprawa dziewczynki jest aktualna. Powiedziała, że ma partnera – trochę starszego, nie są małżeństwem – i pytała, czy mieliby szansę na stworzenie tej dziewczynce domu, czy mogliby zostać jej rodziną.
Niestety, dziewczynka została już przez kogoś adoptowana.
Marcie zrobiło się trochę smutno. Po powrocie Kuby powiedziała mu o tej małej istotce. Długo przyglądał się zdjęciu, zanim się odezwał.
– Marta, też chciałbym mieć dziecko, ale nie wiem, czy byłbym w stanie pokochać obce. Może jest szansa na to, żebyśmy mieli swoje?
– Kuba, ja mam czterdzieści cztery lata, ty pięćdziesiąt pięć. Nie, ja w ciążę nie chcę zajść – odpowiedziała zdecydowanie.
– No cóż, to nie będziemy rodzicami. Będzie tak jak do tej pory – westchnął.
Na tym zakończyli rozmowę o dziecku. Mimo wszystko Marta rozmyślała o tym.
Miała nawet żal do siebie, że wcześniej, będąc jeszcze żoną Marka, nie chciała mieć dzieci.
Minęło znów kilkanaście dni i coś między nimi zaczęło się psuć. Wciąż była namiętność, wciąż potrafili długo rozmawiać o wszystkim i o niczym, ale w ich relację wkradła się jakaś tęsknota. Za czymś? Za kimś?
Ich sprzeczki, dotąd niewinne, pomaleńku przybierały na sile, często przeradzając się w małe kłótnie. Marta po tych utarczkach płakała w poduszkę.
Jej życie stało się rutyną, a ona pragnęła czegoś więcej. Czego? Tego jeszcze nie wiedziała. Kiedyś pełna energii, szalona, kochająca adrenalinę – od dawna już taka nie była. Tęskniła za tamtą sobą.
Stanęła przed lustrem, z którym od bardzo dawna nie rozmawiała. Popatrzyła na swoje odbicie, na przygaszoną Martę bez dawnego błysku w oczach. Zapukała palcem w szklaną taflę.
– To ja, wysłuchasz mnie? – zapytała. – Zaniedbałam cię, lustereczko ty moje.
Wiesz, ja już jestem inna niż kiedyś.
Wtedy też byłam, ale teraz ta inność jest zupełnie inna od tamtej.
Nie chcę dalej tak żyć. Moje życie od dawna jest takie beznamiętne, wiesz?
Mam Kubę, w łóżku jest nam dobrze, ale to za mało. Czuję się taka bez życia.
Pamiętasz mnie sprzed kilku lat? Pamiętasz. No widzisz, muszę coś zrobić, coś zmienić. Brakuje mi siebie z tamtego okresu, jeszcze sprzed Kuby w moim życiu.
No kurwa, lusterko, doradź mi coś! A ty nie stój jak ta pizda – zwróciła się teraz bezpośrednio do swojego odbicia.
– Musimy coś zrobić. Obie. Musimy.
Skończyła swój monolog i poszła na górę, do pracowni. Nie usiadła jednak przy desce kreślarskiej, nie wzięła ołówka do ręki, tylko położyła się na kanapie i utkwionym w sufit wzrokiem szukała odpowiedzi.
„A może by tak skoczyć ze spadochronem? Kiedyś chciałam to zrobić. To byłby super zastrzyk adrenaliny” – myślała. „Albo nie… Chociaż, w sumie, co mi szkodzi?”.
Taką zamyśloną zastał ją Kuba. Ledwo na niego spojrzała.
– Obiad sobie podgrzej, jest w lodówce – odezwała się chłodno.
Zauważył, że coś jest nie tak. Była dziwnie obojętna. Podszedł do niej i nachylił się, chcąc ją pocałować, ale odwróciła głowę.
– Marta, czy zrobiłem coś nie tak? – zapytał.
– Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Pewnie nic.
– To dlaczego jesteś taka…?
– Taka, to znaczy jaka? – Usiadła gwałtownie. – Inna?
– Tak, jesteś inna. Dlaczego?
– Bo mam dosyć! Życia, tego marazmu. Nic się nie dzieje, żyję według schematu, co dzień tak samo! – wybuchła.
– Znudziłem ci się? – Patrzył na nią.
– Tego nie powiedziałam.
– Ale dajesz mi to do zrozumienia. Chcesz, żebyśmy się rozstali? Mam odejść?
– Nie, tego nie chcę.
– To o co chodzi? Porozmawiajmy, Marta. Chyba stać nas na szczerą rozmowę?
– Kuba, ja czuję się… sama nie wiem, jak to nazwać. Jest mi po prostu źle samej ze sobą. Jeśli chcesz odejść, nie zatrzymam cię.
– Marta, jak teraz odejdę, to już nie wrócę. Pozostanę… a może nie? Wspomnieniem dla ciebie, tak jak wycieczka do Stanów albo wyjazd w góry. Chcesz tego?
– A ty chcesz? – Spojrzała mu prosto w oczy, a on dostrzegł w nich smutek przepełniony żalem i łzy, które lada chwila miały spłynąć po jej twarzy.
– Marta… – Przygarnął ją do siebie. – Nie róbmy sobie krzywdy, wiesz przecież, że cię kocham.
Przytuliła się do niego tak mocno jak zawsze, kiedy było jej źle.
– Nie odchodź, Kuba, przecież ja też ciebie kocham.
Wieczorem, będąc już w łóżku, wrócili do tematu. Marta wylała przed nim wszystkie swoje żale i tęsknoty, a on słuchał uważnie i nie przerywał.
– Obiecuję, że postaram się pomóc ci w odnalezieniu siebie sprzed lat. Marta, w tobie wciąż drzemie ta szalona dziewczyna, którą chciałaś za wszelką cenę poskromić. To się nie udało. Wróć do tej Marty, którą byłaś, gdy cię poznałem. Wtedy podobałaś mi się najbardziej.
– Kuba… – Teraz to ona się do niego przytuliła. – Ja nie chcę, żebyś odszedł, ale daj mi trochę czasu na powrót. Wytrzymasz?
– No pewnie. – Zaczął ją całować i skończyło się tak jak zawsze – dzikim, nieokiełznanym seksem.
Po kolejnych kilku dniach Marta poszła do ginekologa. Miewała uderzenia gorąca, pociła się, opadała z sił. Cały czas stosowała antykoncepcję, więc ciąży się nie obawiała. Lekarz uświadomił jej, że weszła w okres menopauzy. Wyjaśnił, że takie zmiany nastroju – od smutku po wielką radość, stany apatii oraz uderzenia gorąca – są u kobiet zupełnie normalne. Zapisał jej leki na te wszystkie dolegliwości i zalecił wizytę kontrolną za pół roku.
„O kurwa – zaczęła myśleć po swojemu. – Jeśli tak to ma wyglądać, to ja pierdolę. Kuba będzie miał przechlapane”.
Po tym wewnętrznym monologu od razu poczuła się lepiej.
W domu czekała na nią niespodzianka ze strony Kuby.
– Mam ci coś do powiedzenia – uśmiechnął się .
– Co takiego? – Spojrzała na niego zaciekawiona.
– Możesz się pakować, lecisz ze mną na dwa tygodnie do Toronto.
– Gdzie?! – Ucieszyła się. – Naprawdę? Do Kanady?
– Tak, prezes mnie wytypował. Chodzi o rozeznanie i ewentualne podpisanie współpracy z firmą kanadyjską.
– Kuba! – Rzuciła mu się na szyję. – Ale ja z tobą?
– Tak, moja piękna, ty ze mną. Poprosiłem o to prezesa i się zgodził. Wylatujemy w przyszłym tygodniu.
Marta była wniebowzięta. Pobiegła do lustra:
– Lecę do Toronto, wiesz? Dobrze, że sobie z tobą niedawno pogadałam. Będzie jeszcze dobrze!
Po tygodniu siedzieli już w samolocie – wielkim Boeingu 787-9 Dreamlinerze, zajmując miejsca w klasie biznes. Po ośmiu godzinach lotu znaleźli się w porcie lotniczym Toronto-Pearson. Z lotniska odebrał ich przedstawiciel firmy, który miał być również ich przewodnikiem po mieście w czasie wolnym od pracy.
Zamieszkali w pięknym apartamencie w samym centrum, w hotelu Hilton. W czasie, gdy Kuba prowadził rozmowy biznesowe, Marta czekała na niego w hotelu. Kiedy mieli czas dla siebie, wraz z przydzielonym przewodnikiem zwiedzali miasto. Byli w zamku Casa Loma, który bardzo zainteresował Martę ze względu na swoją neogotycką architekturę. Chodziła po komnatach i podziwiała wystrój – zaskoczył ją nawet bidet zamontowany w łazience Lady Mary Pellatt.
Odwiedzili też ogromne akwarium. Podziwiali rekiny pływające tuż nad ich głowami, płaszczki, których pyszczki wyglądały, jakby się śmiały, oraz tysiące różnorodnych ryb i koniki morskie. Marta w końcu znów była w swoim żywiole. Stali na ruchomym chodniku, zapatrzeni w ten piękny, podwodny, kolorowy świat – to było dokładnie to, czego potrzebowała. Nad ogromnym jeziorem Ontario dziwili się, jak można mieszkać na
okolicznych wysepkach, skąd mieszkańcy, by dotrzeć do domu, latali czasami swoimi malutkimi samolotami zastępującymi im auta. Byli też na wieży CN Tower, skąd podziwiali miasto z góry, a w obrotowej restauracji zjedli obiad, zachwycając się panoramą. Te dwa tygodnie zleciały nie wiadomo kiedy. Z żalem wracali do Polski, ale wracali bogatsi o nowe doświadczenia i wspomnienia, które na zawsze schowali w zakamarkach swoich serc.
Gdy kilka dni po powrocie emocje związane z podróżą opadły, Marta znów stanęła przed swoim lustrem w sypialni. Tym razem jednak nie musiała pukać w szklaną taflę, by wybudzić się z letargu. Z odbicia patrzyła na nią ta sama kobieta, ale jej oczy – subtelnie podkreślone kanadyjskim słońcem i nową pewnością siebie – znów miały ten dawny, drapieżny błysk. Menopauza, choć wciąż dawała o sobie znać niespodziewanymi falami gorąca, przestała być wyrokiem.
Stała się po prostu kolejnym etapem, który Marta zamierzała przejść na własnych warunkach.
Przyjęła do wiadomości, że czas płynie, ale zrozumiała też, że dojrzałość nie oznacza nudy.
Z dołu dobiegł ją zapach świeżo parzonej kawy i cichy śpiew Kuby, który krzątał się po kuchni. Marta uśmiechnęła się do siebie.
Spakowała do szuflady pamiątkowy bilet z CN Tower i zeszła po schodach. Gdy weszła do kuchni, Kuba odwrócił się, spojrzał na nią z czułością i bez słowa podał jej kubek. W tym jednym spojrzeniu było wszystko – obietnica, że dotrzyma słowa, i pewność, że to, co najgorsze, mają już za sobą. Marta poczuła, że choć nie ucieknie przed upływającym czasem, to z Kubą u boku uciekać wcale nie musi. Rutyna zniknęła, ustępując miejsca nowemu, wspólnemu początkowi.
Komentarze (2)
Witaj *****
Pozdrawiam i dziękuję za ocenki .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania