Bo jestem inna 31
Po wyjściu Jasińskiego Marta zadzwoniła do Magdy. Nie mogła sobie dać rady, musiała z kimś pogadać.
– Magda – powiedziała – zawaliłam. Nie ma już Kuby w moim życiu, zostawił mnie.
– Jak to zostawił? – zdziwiła się Magda.
– No normalnie, przywiózł do domu, a potem pojechał, zostawił.
– Mam przyjechać?
– Magda, już jest późno, a ty jutro do pracy idziesz. Ale w piątek przyjedź, jak będziesz miała ochotę. Posiedzisz ze mną?
– Tak. W piątek prosto po pracy będę.
Magda, tak jak obiecała, przyjechała w piątek. Przywitały się i od razu Marta zabrała ją do kuchni.
– Zjemy zupę pomidorową, lubisz? – zapytała.
– Pewnie, sama gotowałaś?
– Skądże! Mama nagotowała tyle jedzenia... Jak zawsze wszystko w słoiczkach, pojemnikach. Dała mi, jak pojechałam z Jasińskim po Felka.
– Jak to z Jasińskim? – zdziwiła się Magda.
– Zabrał mnie ze szpitala, zawiózł do Radości, akurat na obiad.
Ojciec chciał mnie odwieźć, ale on się uparł, że to zrobi. Mama przy okazji wcisnęła mu torbę z jedzeniem, mamy wszystko na jutro i na niedzielę.
Jutro tylko świeże pieczywo kupię i coś tam jeszcze. Wykorzystam cię, bo masz samochód, a ja muszę swój wstawić do warsztatu. Stoi jeszcze na parkingu u was?
– Marta, twój samochód jest naprawiony. Przód ładnie wyklepany, wygląda jak nowy!
– Jak to? – zdziwiła się. – Nic o tym nie wiem.
– Podobno Jasiński zlecił. Wezwał mechaników, zabrali, zrobili i odstawili następnego dnia.-
Marta uśmiechnęła się nieznacznie. Teraz miała pretekst, żeby pojechać do firmy jeszcze przed świętami.
– A co tam w ogóle słychać? – zapytała.
– Tam chyba dobrze, ale o które „tam” ci chodzi? – roześmiała się Magda.
– No wiesz, w firmie... Jak Jasiński się zachowuje?
– No to w firmie przygotowują się do bankietu noworocznego, ale już po sylwestrze. Będą zaproszeni pracownicy i... – Magda wstrzymała oddech.
– I kto jeszcze? – ponagliła ją Marta.
– Niejaka pani Marta Makowska, kojarzysz ją? – śmiała się Magda.
– Kojarzę, nawet znam bardzo dobrze, tylko że ja nie jestem waszym pracownikiem.
– Poniekąd jesteś. A ja mam nadzieję, że zaszczycisz nas swoją obecnością.
– Gdzie ten bankiet będzie się odbywał?
– U nas, w biurze. Sala, ogromna, bankietowa została odnowiona. Będzie jedzenie z cateringu, jakieś alkohole pewnie będą, jakaś muzyka też.
No i co, Marta? Będziemy się bawić, tak?
– Nie wiem, Magda. Nie wiem, czy po tym wszystkim jeszcze się odważę.
Zawaliłam, obraziłam... i nie chodzi mi o tego całego Wrońskiego.
Bardzo skrzywdziłam słowem Kubę.
Były ze sobą przez dwa dni. W niedzielę wieczorem Magda zaproponowała, żeby Marta pojechała z nią do Warszawy, prześpi się i rano, jadąc do pracy, zabierze się z nią.
Ale odmówiła. Powiedziała, że przyjedzie około południa – zamówi sobie taksówkę i przyjedzie.
W poniedziałek zjawiła się w firmie. Stres zżerał ją od środka, ale musiała zobaczyć się z Jasińskim. Poprosiła jego sekretarkę, żeby zapytała, czy ją przyjmie. Wyraził zgodę, poszła. Zapukała
– Proszę – usłyszała.
Weszła, nie patrząc na niego.
– Dzień dobry. Przyjechałam po auto. Widzę, że szkody zostały naprawione, chciałam zapytać, jaką kwotę mam zwrócić za tę naprawę.
Bawił się długopisem i przyglądał się jej. Zauważył, że jest zdenerwowana i bardzo blada. Wydawało mu się, że przez te kilka dni znów schudła. Było mu jej strasznie żal, wiedział, że ona też żałuje, ale wiedział również, że Marta się nie zmieni.
Będzie zawsze taka impulsywna, porywcza i pyskata jak przed wypadkiem. Tylko żeby tak nie raniła tymi słowami..
– To mógłbyś... przepraszam... czy mógłby mi pan powiedzieć, ile pieniędzy mam zwrócić? – zapytała znów, nie patrząc na niego.
– A jak myślisz? Przepraszam, jak pani myśli? – celowo powiedział „pani”, tak jak ona do niego „pan”
– Nie wiem, proszę mi powiedzieć. Dwa, trzy tysiące, więcej? Nie wiem. – Wzruszyła ramionami, ale w środku już się gotowała.
„W co on, kurwa, gra?” – myślała po swojemu. – „O co mu chodzi?”.
– Pani Marto – podniósł się zza biurka.
– Nie będziemy rozmawiać tutaj o pieniądzach.
– Podszedł do niej tak blisko, że prawie się o nią ocierał. Mimo to Marta uparcie nie patrzyła na niego, jej wzrok błądził po podłodze, po ścianach, byleby tylko nie spojrzeć mu w twarz.
– Ja przyszłam tu z konkretnym pytaniem i w konkretnym celu – wycedziła przez zęby.
– Ach tak? Rozumiem. Nic nie musi nam pani oddawać, naprawa na koszt firmy. Proszę tylko uważać na bramy – roześmiał się w końcu.
Marta podniosła głowę i powiedziała tylko:
– Dziękuję-
Chciała wyjść, ale jeszcze ją zatrzymał. Chciał ją objąć, przytulić, tylko że jej słowa wciąż go bolały.
– Do widzenia – powiedział tylko.
Opuściła biurowiec i poszła do auta, smutna jak nigdy dotąd.
Święta jak zawsze spędziła u rodziców. Był Łukasz z Kingą i już z dwójką dzieci oraz siostra jej mamy, która niedawno owdowiała.
Bardzo lubiła ciotkę Dankę. Porozmawiały sobie obie serdecznie. Marta zwierzyła się ciotce ze swoich problemów sercowych, a ta wspierała ją słowem.
– Martusiu, życie niestety nie jest bajką – mówiła.
– Są wzloty i są upadki. Ale nie martw się, kochanie, jeszcze nie jesteś taka stara.
- Kiedyś kobieta czterdziestoletnia już była traktowana jak starsza pani, ale dzisiaj? Wyglądasz młodziutko, jesteś niebrzydka, znajdziesz sobie jeszcze kogoś. Tylko wiesz co? Nie wychodź za mąż, nie warto.
– Ciociu, ty tak naprawdę mi to mówisz? – zdziwiła się.
– Tak, kochanie, naprawdę. Ja swojego męża kochałam, a wiesz, że wujek... no, co ci mam mówić, był upierdliwy, mniejsza z tym.
Ale jak zmarł, to szczerze ci powiem, że nawet płakać mi się nie chciało. Jak to się kiedyś mówiło: „Chłop w chałupie, to wrzód na dupie”.
Mój wrzód pękł i wiesz co?
No, Marta, teraz jestem bardzo zadowolona z życia.
No, kurwa, co ja będę przed tobą ukrywała, że jest inaczej!
Ciocia Danka też nie przebierała w słowach i Marta zawsze się śmiała, że wszystkie złe cechy odziedziczyła właśnie po niej.
Wróciła do siebie drugiego dnia wieczorem. Felek, jak tylko wyskoczył z auta, od razu pobiegł do swojego domku, a Marta do swojego
Po Nowym Roku Marta dostała zaproszenie na bankiet, który miał się odbyć za dziesięć dni, w sobotę. Początek o godzinie osiemnastej. Obiecano świetną zabawę.
Biła się z myślami – jechać czy nie jechać? – ale Magda ją przekonała.
Będą siedzieć razem i będą się bawić nawet bez mężczyzn.
Ubrana w piękną, rozkloszowaną sukienkę do połowy łydek w kolorze czerwonego wina, na nogach miała czerwone pantofle z mięciutkiej skóry, a do tego małą torebkę, tak zwaną kopertówkę.
Włosy miała związane w koński ogon sięgający do ramion i cały w lokach. Delikatny makijaż, w uszach delikatne kolczyki z mieniącymi się diamencikami, a na ręce delikatna, srebrna bransoletka – prezent od Jasińskiego, który mu kiedyś oddała, ale później znów przyjęła.
Wyglądała pięknie, jak amerykańska gwiazda z lat sześćdziesiątych
Dyrektor Jasiński siedział razem z grupką mężczyzn zajmujących w firmie wysokie stanowiska. Równo o osiemnastej wszyscy zostali przywitani przez prezesa firmy.
Po krótkim przemówieniu na środek wyszły dwie panie. Jedna miała koszyk w ręce, a w nim kotyliony.
– Proszę państwa o uwagę – odezwała się druga z pań.
– Ponieważ mamy się dobrze bawić, proponuję, żeby stworzyć pary w oparciu o pary znane z filmów, literatury i tak dalej. Będziemy podchodziły kolejno i będą państwo losować kotyliony. Jest taka sama ilość dla pań i dla panów.
Każdy z państwa będzie miał swój kotylion przypięty, a panowie muszą odnaleźć swoją partnerkę. Na przykład Romeo szuka Julii, Oliver szuka Jenny i tak dalej.
Koleżanka będzie podchodziła do panów, a ja do pań.
Zabawa niby dziecinna, ale wszyscy byli ciekawi, jak to będzie. Brali kotyliony i przypinali je sobie malutkimi szpileczkami. Marta została Jenny.
„Ciekawe, kto będzie Oliverem” – myślała
Zaczęło się szukanie partnerek, było przy tym dużo śmiechu i trochę zawiedzionych głosów. Magda była Fioną i Shrek szybko ją odnalazł – okazał się nim Zbigniew Wroński.
Marta parsknęła śmiechem, ale Magda zrobiła dobrą minę do złej gry i po prostu udawała zadowoloną z tego wyboru.
Marta rozglądała się za swoim partnerem. Okazało się, że był nim dyrektor Jasiński. Roześmiał się.– Jenny, moja Jenny... tylko mi tu nie umieraj – śmiał się z jej zdziwionej miny. – Chodź, zatańczymy.
Poszli na duży parkiet. Objął ją mocno i zaczęli tańczyć. Początkowo sztywna, zaczęła się rozluźniać w jego ramionach.
Gładził ją delikatnie po plecach, nachylał się i muskał płatek ucha. Był szczęśliwy, że ma ją tak blisko.
Zagrano melodię z Love Story, wokalistka zespołu zaczęła śpiewać. Marta wtuliła się w Jasińskiego całą sobą.
– Chwilo, trwaj – szepnęła, a on usłyszał ten szept.Pochylił się nad nią.
– Może trwać dłużej niż tylko chwila – odszepnął i nie patrząc na to, że większość tańczących ich obserwuje, pocałował ją w usta
Byli znów w sobie bardzo zakochani. Bankiet skończył się około drugiej w nocy. Jasiński, nic sobie nie robiąc z protestów Marty, złapał ją za rękę i pobiegli do jego auta.
– Kuba, ja jestem samochodem! – powiedziała.
– To nic – odpowiedział.
– Dzisiaj jedziemy do mnie. Będziemy się godzić, moja ty złośliwa Jenny.
Pojechali do niego. Noc się dla nich nie skończyła. Po wspólnej kąpieli i po wielu czułościach, zmęczeni zasnęli w jego ogromnym łóżku – przytuleni i szczęśliwi.
Komentarze (4)
Z nieba do piekła i z powrotem *****
Chya pora kończyć to pisanie . Chociaż mi szkoda .Dziekuje za ocenki .
Mam nadzieję, że będzie Hapy End
Będzie , ale jednak jeszcze troszkę trzeba będzie pozcekać . Pozdrawiam .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania