Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

cień żołnierza - fragment 20

- A co z trzecim? – spytał kierowca.

- Nie jaki Victor Anderson ma pokoleniowy immunited ONZ – odpowiedział trzy, jeden – Generał Edward Kostan kazał go eskortować do bazy. Ma przeżyć.

 

Poszli dalej. Z kroku, na krok zielony dym był coraz to rzadszy. Ogień z drzew był bliższy ziemi. Po kilkuset metrach zobaczyli duszących się wojowników lasu. Z wyjątkiem kilku, którzy mieli coś na wzór masek przeciwgazowych. Nie zdążyli nawet zareagować, a żołnierzy wystrzeli pierwszą falę prądu. Każdy z nich upadł, a przez ich ciało przechodziło ogromne napięcie.

 

- Canara lasa! - z boku wyskoczył mężczyzna, uzbrojony w bogato zdobioną włócznie. Grot przeszył zbroję i szyję kierowcy. Zwalił się na niego i wycelował w kolejnego żołnierza – Teral!

- Co jest do cholery?! - trzy, jeden przyłożył się do strzału, ale jego dłonie przeszyła strzała. Impet zmienił trajektorie strzału i trafił w Jacoba – kurwa, Jacob – staruszek siłą wyłamał dłońmi przeszytą przez nie strzałą. Pobiegł i rzucił się na żołnierza. Zakrwawionymi palcami prawie musnął uśpione ciało Jacoba. Wtedy twarz przyszył grot włóczni, która wyszła potylicą.

- Ja, nie, zostawcie – zaczął ze strachem wołać trzy, trzy. Cały sparaliżowany, nie potrafił zmusić swojego ciała do ruchu. Jego głowę przyszyła strzała, a potem poprawiła to włócznia.

 

Żołnierz lasu, pobiegł w kierunku miejsca skąd leciały strzały.

 

Victor – nieokreślony czas później

 

- Co z nim? - spytał Victor, siedząc w biurze naprzeciwko generała Edwarda Kostana.

- Wyliże się, ale do służby nie wróci – odpowiedział, w międzyczasie otworzył pudełko cygara – chcesz?

- Czemu nie – sięgnął po podane mu cygaro.

- Palę je gdy żegnam dobrych żołnierzy – uciął kraniec i przyłożył ogień, potem Victor zrobił to samo – ostatnie, już siedem sztuk kubańskich cygar. Szkoda, że palę je przy takich okazjach.

- Przepraszam, że spytam generale. Jednak czym jest Kubań, jeśli tak to odmienić?

- Kuba, mój chłopcze Kuba. Jedno z tych państw, które ucierpiało na sojuszu nowokontynentalnym. Już przedtem było kiepsko, ale po tym po prostu upadło. Tereny zajął Meksyk, nie uczyli was tego?

- Jakoś nie wspominali – posmakował podarunku – co ze mną?

- Odzywali się z rządu, prawdopodobnie tam dołączysz.

- Nienawidzę polityki.

- Ja też, wszystko mi jedno bo jedno robią, drugie się dzieje. Straciłem wielu wspaniałych żołnierzy, tylko po to by zniszczyć grupę, która nikomu nie przeszkadzała – odłożył cygaro na biurku, wstał i podszedł do wiszącej szafki – cholera Victor, oni odtworzyli ekosystem starego świata.

- Wiem, generale. Generale...

- Mów mi Edward – wrócił do biurka, z dwiema lekko brudnymi szklankami i butelkę do połowy pełnej whisky – wybacz, że powiem ci to tak bezpośrednio – nalał obie szklanki nieco mniej niż pół wysokości – chodzi o twoją rodzinę – zamknął butelkę i podał jedną szklankę Victorowi –Jacob nie był twoim ojcem.

- Ellie też nie była jego córką – przy geście toastu, wspólnie wypili zawartość szklanek – w końcu nie każdy zabija własne dzieci, prawda?

- Zaraz – usiadł przy biurku – Jacob zabił Ellie?

- Franka też. Nie jestem dokońca pewien, ale między nimi nie było dobrych relacji. Jeśli zaś chodzi o Ellie, powiedziała mi prawdę. Jej matka była mieszkanką lasu, uciekła do strefy cywilnej. Załatwiła sobie dokumenty i oznaczenie, w zamian za własne ciało – sam chwycił za butelkę i nalał zawartość – dokumenty załatwili jej nie jacy bracia Anderson – powiedział z ironią – jeden z nich zaciążył kobiecinę – wziął łyk – myślę, że resztę historii znasz.

- Tak, tak. Jednak to co mówisz Victorze jest niezwykle interesujące. Sam powiesz to górze, zobaczymy co zrobią – wcisnął przycisk na komunikatorze, zaświeciła się lampka u górze, wpisał sobie znany kod, po czym powiedział w jego kierunku – potwierdzam. Victor Anderson, proszę o informacje o czasie dotarcia transportu.

- Pięć minut, trzydzieści siedem sekund – odezwał się głos z głośnika. Edward rozłączył.

- W porządku, zbieramy się.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • MKP 2 tygodnie temu
    "Co tyle samo czasu ogień z drzew był bliższy ziemi." - lepiej brzmi bez "Co tyle samo czasu"

    "Nie zdążyli nawet zareagować, a żołnierzy wystrzeli pierwszą falę prądu, od razu upadając w konwulsjach." - coś tu się pomieszało

    "staruszek siłą wyciągnął dłonie z strzały." - dłoniami strzałę?

    "Wtedy jego twarz przyszył grot włóczni, która wyszła jego potylicą." - można spokojnie wyrzucić oba "jego"

    "- Czemu, nie" - bez przecinka

    "wypili zawartość swoich szklanek" - bez swoich

    Na początku strasznie chaotycznie napisane i sporo błedów, ale odniosłem wrażenie, że to z ekscytacji sceną, bo potem, w spokojniejszym fragmencie, jest dużo lepiej.

    Pozdrawiam
  • Maksimow 2 tygodnie temu
    Dzięki za ocenę i poprawę błędów. Postaram się poprawić

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania