Krwawy szlak, prolog

Opowieść ta jest kontynuacją do wydarzeń opisanych w „Epilogu ludzkości", jako że jednak tamto opowiadanie nie było specjalnie udane, zdecydowałem się streścić je dla nowych czytelników.

A więc, w poprzednich częściach:

Pod sam koniec okrutnej, ogólnoświatowej wojny, mającej swój koniec dopiero po wyniszczeniu do maksimum wszystkich krajów świata, rozwianiu się wszelkich dawnych granic, ideologii i religii, Ziemię nawiedził jeszcze okrutniejszy atak stworów z innych, nieznanych wymiarów. Cztery miesiące po ich pojawieniu się, po zgliszczach dawnej Ziemi chodzi już zaledwie siedem milionów ludzi. Jednym z nich jest Mark, który wraz ze swoim podopiecznym Danielem, podróżuje po wyniszczonej planecie. Daniel w przeciwieństwie do Marka nie pamięta dawnego świata, co jest częste wśród tych, którzy przeżyli pogrom. Obaj poszukują legendarnej utopi, która to według podań ma być ostatnim bastionem ludzkości, a w której życie trwa tak, jak trwało przed apokalipsą. Do ich poszukiwań z czasem dołącza się Achis, dawny żołnierz, który dziś wiedzie samotne życie mutanta, przez dawny eksperyment militarny. Razem spotykają oni Binnę, czarownicę i przywódczynię małej, koczowniczej osady ocalonych, złożonej głównie z szaleńców, którzy nie potrafili znieść okrucieństw wojny, lub zostali potraktowani bronią chemiczną, przez co dziś ich inteligencja daleko odstaje od dawnej. Kobieta oferuje im swoją pomoc w odnalezieniu ich celu, jeżeli uda im się zwyciężyć w śmiertelnych igrzyskach ku uciesze jej ludu. Gdy ci wygrywają zawody, w ostatniej rundzie pokonując przywódczynię osady, ta prowadzi ich do wspomnianej utopii, która jednak okazuj się jedynie małym, drewnianym miasteczkiem. Rozczarowani bohaterowie żyją w nim jakiś czas, po czym jednak okazuje się, że niepozorna wioska skrywa wielką tajemnicę, jaką jest portal do innego świata, źródła przemierzających Ziemię monstrum. Ponieważ jednak na próbach zamknięcia go życie straciły już tak wielu śmiałków, że w wiosce nie zostali niemal żadni dorośli mężczyźni, przechodzenie przez portal zostało zakazane. Nasi bohaterowie jednak, za namową miejscowego mędrca decydują się przekroczyć barierę i raz na zawsze zakończyć napływ potworów. Udaje im się to, jednak w boju życie traci Achis, oraz wioskowy wódz, a Mark staje się smoczo-ludzką hybrydą. Bohaterowie budzą się następnego dnia w swoich chatkach, wyrwani ze snu alarmem obwieszczającym nadejście potworów. Tak zaczyna się nowy etap walki o Ziemię i życia pozostałej trójki.

(Ps. Na potrzeby tej opowieści wprowadziłem bardzo drobne zmiany w fabule poprzedniej części.)

No dobra, a teraz czas zacząć tę książkę:

 

Prolog

Można by oczekiwać, że zabicie smoka przyniesie chwałę jego zabójcą.

Można by też myśleć, że przyniesienie umierającym milionom szansy na ratunek będzie oznaczać ich wdzięczność i możliwość zachowania zdobycznych dóbr.

Albo można by spodziewać się, że poświęcenie życia wojownika i mędrca w zamian za cały gatunek to dobra wymiana.

Wreszcie, można by liczyć na to, że w zamian za ocalenie Ziemi przysługuje amnestia za złamanie niepisanej wioskowej zasady.

Można by. Tubylcy jednak, mieli inny pogląd na tę kwestię.

Dlatego właśnie, ich pierwsze pojawienie się w wiosce po ubiciu wyniszczającej Ziemię gadziny, mimo że przyniosło z sobą pogrom watahy atakujących na wioskę potworów, nie zostało zbyt dobrze odebrane. W prawdzie, Mark Binna i Daniel uratowali życie wielu spośród wieśniaków, jednak to nie przeszkadzało im by zaraz po zakończeniu walki z potworami, z równą zaciekłością rzucili się w stronę Marka, kategorycznie domagając się wyjaśnień co do jego dziwnej postaci. Ten łgał jak umiał, ale prawda szybko wyszła na jaw. Nie pomogły ani zapewnienia, że mieli na to pozwolenie, ani argumentacja, że ich to ocaliło, ani nawet stwierdzenie, że nowe ciało Marka ma znacznie potężniejsze moce, które pomogą im w walce i ochronie wioski. Wieśniacy nie okazali żadnej tolerancji wobec zakazu przekraczania portalu, i jednogłośnie uznali, że za złamanie go może tylko jedna kara. Śmierć. Szybko jednak zrozumieli, że wykonanie tego wyroku może być trudniejsze niźli by tego chcieli. Wszakże mieli przed sobą potężną czarownicę, dzielnego wojownika i pół-smoka, a sami byli małą wioską złożoną niemal wyłącznie ze starców i dzieci. Dlatego też odstąpili od kary śmierci, i ogłosili wygnanie zbrodniarzy i zabranie im, a następnie zniszczenie smoczego jaja. Jeszcze tego samego dnia, cała trójka zabrała swój skromny dobytek, i nie mając ani jedzenia, ani chrustu, musieli wyruszyć w nieznane. Oto nagroda jaką dostaje się za walkę za ludzkość.

Nasi bohaterowie prawdopodobnie zmarliby pośród nie mających żadnej zwierzyny i jedynie kilka krzewów gór, gdyby nie Binna, która już po kilku dniach od wygnania odzyskała siły, i ponownie otworzyła telep ort, którym i wróciła do swojej prymitywnej osady ocalonych. Tam też udali się Daniel i Mark, którzy nie mając gdzie iść, zgodnie uznali, że osada czarodziejki będzie najlepszą opcją. Zobaczyli już wszystko co chcieli, osiągnęli o czym marzyli, wskórali co mogli, dokąd więc dokąd jeszcze mieliby iść? Cały świat był teraz dla nich taki sam, więc równie dobrze mogli zostać i z nimi. Przynajmniej było z kim pogadać.

W przeciwieństwie do wieśniaków, ocaleni powrót bohaterów przyjęli ich gromko i honorami, a nowa forma Marka wywołała niemały podziw i respekt wśród koczowników. Z racji ich powrotu wyprawiono nawet małą ucztę. Wszyscy przez całą noc jedli, pili i tańcowali, a następnego dnia ponownie ruszyli w drogę. Potem następne dni nie różniły się już od siebie znacząco. Bohaterowie całe dnie szli do przed siebie, czasem zabijając jakieś potwory, wieczorem jedli i grali, nocą zaś spali. Nie był to ekscytujący żywot, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Tak samo Daniel, jak i Mark mieli już dość przygód jak na razie. Niestety jednak, te wróciły do nich szybciej, niż by tego chcieli.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • fanthomas 03.04.2017
    Widać, że masz pomysł na to opowiadanie, który mógłby mnie zaciekawić. Przeczytałem streszczenie, ale dalej jest już nieco gorzej. Kilkukrotne powtórzenie "można by" z błędem nie zachęca do czytania, zwłaszcza gdy coś takiego jest na samym początku. Pewnie wrócę, ale to zależy jak długa będzie całość.
  • Abbadon 04.04.2017
    Akurat te powtórzenia były celowe, bo chciałem stworzyć taką anaforę. Jednak błąd w wyrazie był już moją pomyłką, i właśnie go poprawiam. Dzięki za komentarz

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania