Krwawy szlak, rozdział trzeci: Przeddzień wyprawy

Kilka dni później

Daniel obudził się z płytkiej drzemki, w jaką zapadł, i popatrzył czerwonymi od łez oczyma w sufit. Czuł się zmęczony, ale wiedział, że we śnie nie ma co liczyć na odpoczynek, więc by odegnać natrętne myśli, podniósł się na łokciach i zobaczył przed sobą mężczyznę, który kilkanaście dni temu uratował jego i jego konia z zasadzki Wisenherta. To był pierwszy raz, gdy obaj byli przytomni w tym samym czasie. Przypomniał sobie, że mężczyzna nazywał się Dante. Wcześniej trochę z nim rozmawiał, ale nie był jego bliskim przyjacielem.

Mężczyzna siedział teraz opierając cały ciężar ciała na łokciach i trzymał w ustach długi, biały przedmiot, na końcu którego błyszczał płomyk. Daniel widział takowe często, ale że Mark zawsze wydawał się gardzić tymi, którzy je palili, więc i on raczej unikał choćby patrzenia na nie. Teraz jednak, gdy pozostał sam i nie widział innego sposobu na zagajenie rozmowy, niby od niechcenia zapytał:

-Dałby mi pan spróbować tego... - nie za bardzo wiedział, jak nazywała się ta rzecz.

-Papierosa? - odparł mężczyzna lekko rozbawionym głosem. - Jasne mały, chodź no tutaj. - zachęcająco machnął ręką w swoją stronę.

Daniel spróbował wstać i niemal natychmiastowo zdjęła go błyskawica bólu, przechodząca, przez jak mu się zdawało, wszystkie jego organy. Przestraszony Dante natychmiast chciał mu pomóc, lecz Daniel zatrzymał go ruchem ręki. Już miał dość pomocy innych. Przez ostatnie kilka dni myślenia zdążył zdecydować, że chce dopaść Wisenherta, a aby to zrobić, musiał zacząć radzić sobie sam.

Dlatego, kuśtykając i uciskając liczne, okryte bandażem rany, blady z bólu i wysiłku pokonał jakoś dzielące ich dwa metry, po czym opadł bez życia na podłogę. Na twarzy Dantego zobaczył niemałe zatroskanie, jednak z dziarską miną wyciągnął rękę po swoją nagrodę. Dante podał mu pałeczkę, a ten z potężnym kaszlnięciem zaciągnął się gryzącym dymem. Smak jaki pojawił się w jego ustach przyprawił go o torsje, ale mimo to zdobycz w pewnym sensie wydała mu się słodka.

-I jak ci smakuje mój papieros? - zapytał jakby z dumą mężczyzna.

-Okropny. - odparł Daniel i jakby na zaprzeczenie tych słów zaciągnął się po raz kolejny. Dym prawie go powalił, nie miał jednak zamiaru okazać słabości.

Dante na widok jego miny niemal się roześmiał, nie chciał jednak wprawiać chłopaka w zakłopotanie, więc tylko odebrał od niego szluga i sam, ku uldze towarzysza dopalił go jednym pociągnięciem.

-Sprawy paskudnie się potoczyły, nie sądzisz? - powiedział Dante, gdy reszta papierosa zniknęła w jego ustach. - Brak żywności, zakażone miasto, wąwóz, Wisenhert i nowy kraj. I jeszcze Fabio, Bonhart i Mark. Szkoda ludzi. Kto pomyślał, że jednego dnia świat może się tak wywrócić.

-Prawda. - powiedział Daniel, nie za bardzo wiedząc, co innego może stwierdzić.

-Szczególnie będę tęschnić za Fabiem. - ciągnął Dante, niezrażony małą rozmownością towarzysza. - Ten mól książkowy miał naprawdę cięty dowcip. Bez jego anegdotek ogniska i wypady już nigdy nie będą takie same. Szkoda. - Dante ku przerażeniu Daniela wyjął z podniszczonej paczki drugiego papierosa, nie miał jednak zamiaru częstować nim swojego towarzysza. - Bonhart też był dobrym towarzyszem. Zawsze był dosyć dziwny, ale lubiłem go. Pamiętasz jak stał na uboczu i strasznie powoli mówił, a do tego wiecznie śmiał się cholera wie z czego? W sumie to bardziej przypominał psa niż człowieka, jeżeli chcesz znać moje zdanie. Ale mimo to był dobrym kolegą. Widać było, że chce się przydać i zawsze jest gotów każdemu pomóc. Niech mu ziemia lekką będzie. - to mówiąc, wypuścił z ust siwy obłoczek dymu i zasalutował na odlew papierosem. Daniel poczuł, że czeka aż coś doda.

-Mnie najbardziej brak Marka. Był dla mnie jak ojciec. A prawdziwego nie pamiętam.

-Marka? - spytał lekko nieprzytomnie Dante. - Fakt, widać było, że jesteście sobie bliscy. Skurczybyk był zagadkową postacią. Zjawia się taki z nikąd, wraz z człowiekiem-potworem i jakimś młodzikiem wygrywa najgorsze igrzyska, omal nie zabija nam królowej, potem idzie z nią bóg wie gdzie, i nagle wraca pokryty łuską i ziejący ogniem. A potem przez kilka lat obraca się w najwyższych kręgach i zostaje niemal uznany za jakiegoś półboga. Przyznaję, przyjacielski to on nie był, ale nie należał też do zimnych skurwielin. W końcu ty się z nim dogadywałeś, co nie?

-Ano dogadywałem. - potwierdził Daniel, powoli czując się już swobodniej w towarzystwie nowego przyjaciela. - I masz rację, nie był zbyt towarzyski, nawet dla nas. Ale to był dobry człowiek. Obronił mnie kiedyś przed wilkami i nauczył wszystkiego co umiem. Gdyby nie on, umarłbym już tysiące razy.

-Dobrze. Więc zdrowie i za ciebie, Mark, tajemniczy sukinsynu. Światłość wiekuista niechaj do końca ci świeci. - to mówiąc, podniósł dopalającego się już papierosa w górę, jakby ogłaszał toast, po czym mocno się nim zaciągnął. - Cholera, szkoda, to byli dobrzy ludzie. Żałuję, że nie możemy zrobić dla nich więcej. Wierz mi, gdyby to o ode mnie zależało, bardzo chętnie wepchnąłbym temu Wisenhertowi moją pałkę prosto w dupę, a potem wyjął z drugiej strony.

-A nie zależy? - Dante poczuł, że jego towarzysz nagle spoważniał. - Nie chcesz chyba powiedzieć, że mu odpuszczasz?

-A ty nie? - w głosie Dantego słychać było zdziwienie.

-Jasne, że nie! - oburzył się szermierz. - znajdę tego kolesia i... I... I zabiję - ostatnie słowo wypowiedział dopiero po chwili, jakby nie był w stu procentach pewien, czy powinien. - Muszę zrobić z nim to, co on zrobił z Markiem. I z Bonhartem oraz Fabiem. Nie powiesz mi chyba, że ty tego nie chcesz?

-Oczywiście, że tego chcę. – Dante wydawał się skonsternowany - Ale przecież wiesz, że to niemożliwe.

-A to niby czemu? Co nasz powstrzymuje? Przecież dorwanie go i danie mu na co zasłużył to nasz obowiązek!

-Daniel, uspokój się. Też chcę zemsty, nie mniej niż ty, naprawdę. Ale przecież obaj wiemy, że to niemożliwe.

-Chcesz mi powiedzieć, że się boisz? - głos Daniela zaczął przemawiać szczerą furią. - Że papieros i durne epitafium wszystko, co dasz tym ludziom?! Twoim przyjaciołom?! Kompanii?! Teraz, gdy umarli i odeszli, ty zamiast tej twojej zemsty dajesz im salut i sztachnięcie się szlugiem!!! To jest twoje pożegnanie?!! Taki masz honor?!!!

-Daniel uspokój się! - powiedział Dante, po poły dlatego, że chciał się wytłumaczyć, na poły ze strachu przed stanem chłopaka.

-Nie uspokoję się!!! Nie możesz tak tego zostawiać, nie możesz ich tak porzucać! Oni odeszli rozumiesz?! Nie żyją i nie pozwolę, żeby tak to zostawić! - Daneil, mimo miękkich nóg, wstał, kierowany niemałą furią. Oni zasłużyli na zemstę, my też na nią zasłużyliśmy, i nie możesz przed tym uciekać!!!! Nie pozwolę na to!!

-To nie ja tego nie chcę, tylko Binna!!! - Wydarł się w końcu nie mogący dłużej znieść tyrady Daniela mężczyzna. - To ta suka!! To ona odmówiła nam prawa do zemsty! Zawarła z Wisenhertem przymierze i przekupiła go, a do tego obiecała płacić te jego podatki! Sprzedała nas wszystkich rozumiesz?!! To jej wina!

-C-co. - Daniel kompletnie oniemiał słysząc coś takiego. Był absolutnie pewien, że Binna poprze jego dążenie do zemsty na zabójcach.

Kompletnie oniemiała była także Binna, która właśnie wchodziła do pomieszczenia. Kompletnie oniemiali byli także wszyscy, a było ich wielu, którzy usłyszeli ją przez otwarte okno mieszkania. Binna szybko wyszła, ale długo jeszcze trawiła usłyszane słowa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • ausek 04.05.2017
    Witaj ;) Trochę zamieszania u Ciebie z przecinkami. W pierwszym zdaniu ''Daniel obudził się z płytkiej drzemki w jaką zapadł, i popatrzył czerwonymi od łez oczyma w sufit.'' - moim zdaniem powinno być troszkę inaczej. - ''Daniel obudził się z płytkiej drzemki, w jaką zapadł i popatrzył...'' Masz więcej takich drobnych wpadek.
    ''nie zrażony'' - niezrażony
    '' nie mogący'' - niemogący
    ''w śnie'' - we śnie
    Czytam od środka, więc nie wypowiem się co do całości historii, ale na ''szybciora'' zauważyłam u Ciebie nadużywanie imion bohaterów. Jeśli dialog to rozmowa dwóch osób, to nie musisz ciągle tego przypominać czytelnikom. Skonstruuj troszkę inaczej dialogi i wszystko będzie zrozumiałe. ;) Uważaj też na powtórzenia. Widać to w końcówce rozdziału. Pozdrawiam :)
  • Abbadon 04.05.2017
    Dzięki za to spostrzeżenie. Przeczytałem ten rozdział tyle razy, że prawie znam go na pamięć, ale nigdy nie wyłapiesz wszystkiego. Zresztą przeczenia to zawsze był mój arcywróg :) Wszystkie byki już ujeżdżone.
    Przecinków raczej nie zamierzam zmieniać, bo nie widzę żadnych błędów w mojej wersji, ale z imionami będę na przyszłość bardziej uważał. Choć myślę, że dzięki temu powtarzaniu łatwiej zapamiętać kto jest kim, a sam zawsze mam z tym problem.
  • Nemezis 04.05.2017
    Dopiero co wpadłam na Twoje opowiadanie, ale już na początku mogę stwierdzić, że świetnie piszesz. Fabuła "wciąga" czytelnika, nie przytłacza go. Jak dls mnie genialne imiona bohaterów (ja nigdy nie mogę znaleźć takich ciekawych dla swoich ;-)). Jedyny błąd, który mnie powalił, z racji tego że jestem na to uczulona było "choć no tutaj" zamiast "chodź no tutaj" .
  • Abbadon 04.05.2017
    Dla mnie imiona to też zawsze droga przez mękę. Każda postać dostaje ich z pięć zanim pójdzie "do druku", i przerzucam po drodze wszystko, od prawdziwych imion spod wszystkich południków (Daniel, Mark), przez imiona znanych mi postaci (Dante), nieraz przechszczone (Wisenhert - Giselhert) po słowa które sam urodziłem (Achis, Binna). Nigdy nic nie chce pasować, wszystko brzmi zbyt prozaicznie lub zbyt wyszukanie. Dlatego cieszę się, że się udało :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania