Krwawy Szlak, rozdział trzydziesty ósmy - Dzień Powszedni 1/2

Następny poranek nie należał do przyjemnych. Po całonocnej eskapadzie, Daniel położył się dopiero wczesnym rankiem i spał nie dłużej niż dwie godziny, nim Azail obudził go na śniadanie. Teraz poza normalnym bólem nóg, torsu i ogólnie całego ciała, musiał znosić też kompletne niewyspanie.

Choć w gruncie rzeczy była to raczej niewielka cena za wrażenia z ostatniej nocy. Począwszy od tej dziwnej polany, przez gwiazdy, aż do napoju, który przyniósł im Eliot.

I Eriny. Nie był pewien, co właściwie zaszło wczoraj między nimi, ale na pewno było to coś znaczącego. Popłakała się przy nim, wyznała tyle rzeczy. W życiu nie spodziewałby się, że ze wszystkich ludzi, właśnie przed nim tak się otworzy.

Pytanie tylko, czy to naprawdę było przed nim? Czy nie była jedynie moc polany? Albo gorzej, efekt chwili? Czy gdyby zamiast niego leżał przy niej Eliot, zareagowałaby tak samo?

Nie wiedział. Był za to pewien, że tamtej nocy nie powiedziała mu wszystkiego. Mówiła o swoich problemach, ale ukryła coś, co było naprawdę ważne. Coś, co siedziało głęboko w niej i było prawdziwą przyczyną tego wybuchu.

Daniel chciał poznać ten sekret. Domyślał się, że wchodził przez to na bardzo osobiste terytorium, ale chciał jej pomóc. Po wczorajszym incydencie nie ulegało wątpliwości, że dziewczyna tego potrzebuje. Pytanie tylko, jak? Znali się zaledwie kilka dni. Czy mógł oczekiwać, że tak szybko powierzy mu taki sekret?

To pytanie zaprzątało jego umysł przez cały poranek. Podczas śniadanie zamyślił się nad nim tak głęboko, że nie zauważył nawet, że przy stole nie pojawił się Eliot. Doszło to do niego dopiero w połowie posiłku, gdy chciał poprosić o nałożenie dodatkowej porcji. Zapytał wtedy o niego Azaila, a ten wzruszył ramionami.

– Nie czuł się najlepiej. Powiedział, że wolałby się porządnie przespać, a śniadanie zjeść po południu. Pozwoliłem mu nie wstawać.

Daniel przeklął sam siebie, że sam nie wpadł na tak oczywiste rozwiązanie.

Erina, o dziwo, w ogóle nie wyglądała na zmęczoną. Jadła, mówiła i gotowała, jakby wczorajsza noc w ogóle nie miała miejsca. Być może już przywykła, a może kucharska pasja pomagała jej przezwyciężyć niewyspanie.

Po skończonym posiłku, Azail zapytał Daniela, czy nie zechciałby mu odrobinę pomóc. Chłopak skinął głową, pewien że starzec chciał znów poprosić go o posprzątanie talerzy. Tak jednak nie było.

– Widzisz… – zaczął Azail, uciekając lekko wzrokiem. – Od jakiegoś czasu próbujemy nauczyć Reinera czytać – tu wskazał na dziecko, bawiące się ze swoją siostrą pod stołem – Niestety, jak dotąd nie idzie nam to najlepiej. Próbowałem ja, potem Rien, teraz stara się Eliot. Niestety, raczej bez skutku. Skoro Eliot wciąż śpi, może ty chcesz spróbować? Jesteś z daleka, więc na pewno będziesz miał świeższe spojrzenie na sprawę.

Daniel zdziwił się lekko, ale nie odmówił. W gruncie rzeczy, nie miał tu wielu lepszych rzeczy do roboty.

– W porządku. Zobaczę, co da się zrobić.

Azail uśmiechnął się, po czym wziął młodszego chłopca za rękę i zaprowadził razem z Danielem do pokoju na piętrze. Był to zapewne pokój dzienny Reinera i nie wyglądał zbyt zaskakująco. Proste, małe pomieszczenie z dwoma łóżkami i jednym biurkiem, udekorowane przegniłymi misiami, starymi naklejkami i innymi dołującymi akcesoriami dla dzieci.

– Proszę bardzo. Tu są jego przybory – powiedział Azai, wyjmując z biurka dwa przedwojenne ołówki, małą książeczkę i cienki szkolny zeszyt. – Potrzebujesz czegoś jeszcze?

– Nie, raczej nie…

– Świetnie. W takim razie, już wam nie przeszkadzam.

Azail wyszedł, zostawiając Daniela sam na sam z jego nowym podopiecznym. Chłopak poprawił się na krześle, nie bardzo wiedząc, co ma teraz zrobić. Wziął do ręki jeden z ołówków i przejrzał zostawioną przez Azaila książeczkę. Była to jedna z tych kolorowych zabawek dla dzieci, zawierająca różne litery razem z obrazkami. Niestety, w ich sytuacji była mało pomocna. Stworzono ją jeszcze przed wojną, z myślą o dzieciach z kompletnie innej epoki. Połowa zawartych w niej zwierząt i przedmiotów dzisiaj w ogóle już nie istniała, inne były bardzo rzadkie. Daniel sam nie rozpoznawał niektórych obrazków.

Daniel popukał palcem w zeszyt, dając Reinerowi znak, by go otworzył. Jego oczom ukazał się długi, równy rządek literek. Wskazał palcem na jedną z nich, chcąc by chłopiec powiedział ją na głos. On spojrzał tylko bez krzty zrozumienia.

To będzie trudniejsze, niż się spodziewałem, przeszło Danielowi przez myśl.

Przez kolejne pół godziny, próbował wszystkiego, by sprawić, by jego uczeń połączył że sobą ideę liter i ich znaczenia. Pisał je w grupach, pokazywał na obrazkach, wypowiadał głośno i powoli. Wszystko na darmo. Nieważne jak się starał, chłopak po prostu nie potrafił stworzyć połączenia między obrazkami, a ich alfabetyczną reprezentacją.

– No dobra – powiedział po raz setny Daniel, raz jeszcze kartkując całą książeczkę. Wiedział, że Reiner go nie słyszy, ale w ten sposób łatwiej mu było myśleć. – Może spróbujmy jeszcze raz z "H".

Odnalazł odpowiednią stronę, po czym otworzył ją przed Reinerem. Chciał coś powiedzieć, lecz nim choćby otworzył usta, ten już skończył pisać literkę. Za pierwszym razem gdy tak zrobił, Daniel poczuł ekscytację, ale przy dziesiątym wiedział już, że to żaden postęp – Reiner po prostu siedział tu już tak długo, że umiejscowienie i zapis każdej litery znał na pamięć.

Daniel westchnął ciężko. To było beznadziejne. Co z tego, że jego uczeń znał cały alfabet, skoro nie mógł zrozumieć, do czego on służył? Skoro nie potrafił tworzyć słów, po co mu były same litery?!

I wtedy, pomysł zaświtał nagle w umyśle Daniela. Zamknął książkę i otworzył ją raz jeszcze, na kompletnie losowej stronie.

– Reiner, co to jest? – Zapytał, pokazując mu obrazek kosy. Jednocześnie dokładnie zasłonił literkę dłonią.

Chłopiec popatrzył na niego ze zdziwieniem, ale napisał w zeszycie zgrabne „K”. W jednej chwili, oczy Daniela zaświeciły z podniecenia. Zamknął książeczkę, otworzył ją na kolejnej losowej stronie i pokazał swojemu uczniowi. I tym razem Reiner wpisał odpowiednią literę, nie odrywając nawet wzroku od książki.

– Świetnie! – wykrzyknął Daniel. Reiner nie mógł go usłyszeć, ale na pewno wyczytał podniecenie z jego twarzy. – A teraz, spójrz na to!

Daniel znów chwycił ołówek i narysował na kartce duże koło z czterema mniejszymi w środku. Następnie dodał do wszystkiego kilka linii, starając się jak najlepiej oddać dobrze znany chłopcu symbol.

– Spójrz tylko Reiner – powiedział, po czym szybko postawił na kartce kilka zgrabnych liter. Następnie popukał w znak. Był to ich omówiony sygnał, że Reiner ma pisać.

Chłopiec zdziwił się mocno, ale zaraz powtórzył wszystkie cztery litery. Na kartce przed nim ukazało się krótkie słowo:

"Illo".

– To jest to – powiedział Daniel – Tak możesz pisać!

Przez następne dwie godziny, Daniel kładł na biurku chłopca każdy dostępny obiekt i zapisywał jego nazwę na papierze. Chłopiec następnie przepisywał je po kilka razy, by zapamiętać ułożenie liter. Dzięki temu zamiast uczyć się używania liter, które dla Reinera stanowiły czarną magię, Daniel od razu przedstawiał mu ich znaczenie. Chłopak mógł nie zrozumieć zależności między znakiem a słowem, ale świetnie widział tę między ciągiem znaków a przedmiotem.

Ten tryb edukacji oznaczał oczywiście znacznie więcej pracy, ale tym Daniel się nie przejmował. Mieli czas, a Reiner był wyjątkowo pojętnym uczniem. Zdążył zapamiętać ponad dwa tuziny słów i naprawdę palił się, by dostać ich więcej.

W końcu, po długiej nauce, Daniel uznał wreszcie, że na dziś wystarczy. Poczekał, aż Reiner skończy pisać ostatnie słowo, po czym chwycił ołówek i napisał na kartce krótką wiadomość:

"Koniec. "

Reiner popatrzył błagalnie na Daniela i pokręcił lekko głową. Daniel odpowiedział mu tym samym. Wtedy głuche dziecko westchnęło tylko i znów odwróciło się do swojego zeszytu. Gdy Daniel zobaczył, co jego uczeń napisał tym razem, serce ścisnęło mu się lekko.

"Dziękuję."

Daniel zaśmiał się, pogłaskał chłopaka po głowie i zaraz wyszedł z pokoju. Musiał przyznać, był z siebie dumny. Lekcje dopiero się zaczęły, ale wyglądały naprawdę obiecująco. Reinerowi nie brakowało chęci, a jego postępy były całkiem szybkie. Bardzo możliwe, że już za kilka tygodni będzie w stanie…

Wtedy Daniel przystanął nagle, czując się jakby ktoś zdzielił go pałką. Nie miał kilku tygodni. Już za parę dni miał opuścić Wyzogotę, by znów błąkać się gdzieś po lasach, jedząc zrabowane zapasy, tropiąc Wisenherta i próbując dorwać go z naostrzonym patykiem w dłoni.

Nie zobaczy, jak Reiner się rozwija. Nie dowie się, czy jego metoda zadziałała. Nigdy nie będzie miał okazji, by porozmawiać z nim o czymkolwiek. Daniel oparł się ręką o ścianę, czując się jakby przygniótł go niewidzialny ciężar.

¬¬Przynajmniej przekazać swoje odkrycia Azailowi, pomyślał, uśmiechając się gorzko. Chociaż on będzie w stanie go uczyć.

Daniel wrócił do pokoju, czując się jakby uleciała z niego całą energia. Położył się na łóżku, ale nie był w stanie zasnąć. Mimo zmęczenia, nagłe przygnębienie nie pozwalało mu odpoczywać. Postanowił zamiast tego spróbować serii ćwiczeń, by trochę uspokoić umysł. Już niejednokrotnie przekonał się, że są one lepsze niż leżenie i zadręczanie się myślami.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania