Krwawy Szlak, rozdział trzydziesty - Pobudka

Gdy znów się obudził, pierwszym co poczuł był mały przedmiot w ustach i przyjemnie słony smak na języku. Otworzył oczy i pokonując zawroty głowy, zobaczył że jest karmiony drobną, metalową łyżeczką. Trzymała ją dziewczyna, która wcześniej była przy jego rozmowie z Azailem, ale wtedy nie odezwała się ani słowem. Z tego co pamiętał, miała na imię Erina.

Siedziała na łóżku przy jego kolanach, spokojnie i metodycznie wlewając zupę do jego ust. Chyba w ogóle nie zauważyła, że się obudził, bo nie zaczęła, tak jak poprzednio, w zdenerwowaniu miętosić swojej spódnicy, ani nie zasłoniła twarzy swoimi długimi blond włosami.

Teraz, gdy nie peszyła się jego obecnością, Daniel mógł jasno zrozumieć, skąd brało się jej wcześniejsze zdenerwowanie.

Przyczyna była prosta. Na samym środku twarzy, zaczynając się tuż ponad nasadą nosa, a kończąc w połowie czoła, ciągnęła się rozległa, poszarpana blizna. Tam, gdzie sięgała, nie było nic poza przypaloną skórą.

Dziewczyna w ogóle nie miała oczu.

Daniel zagryzł wargę, by stłumić zdziwione westchnienie. Erina zdawała się tego nie zauważyć. Dalej spokojnie zanurzała łyżeczkę zawartości małej, drewnianej miski i karmiła Daniela, gdy ten przyglądał się jej ze zgrozą.

Szczerze zastanawiał się, co mogło zostawić taką bliznę. W życiu wiedział wielu rannych, ale nikogo, kto miałby coś podobnego na twarzy. Chociaż, w warunkach w jakich dotąd żył, ta dziewczyna na pewno nie przeżyłaby do momentu, w którym rana mogłaby przyjąć obecną formę. Bądź co bądź najgorszym obrażeniem, jakie kiedykolwiek widział, a jego właściciel przeżył, była złamana ręka. Jakie to porównanie do…

- Skoro już się obudziłeś, mógłbyś coś powiedzieć. – Wysoki, ostry kobiecy głos przerwał mu rozmyślania. - Miałam cię karmić, bo byłeś nieprzytomny, nie dlatego, że nie mam nic innego do roboty.

Daniel drgnął w zaskoczeniu, przez co fala bólu omal nie pozbawiła go przytomności. Żywym ogniem zapalił go właściwie cały korpus i cześć ramion, a przecież poruszył się tylko odrobinę.

-Argh! Auuu... - jęknął, kuląc się w spazmie bólu. – Ja… Ach…

- W porządku, nic nie już mów. - odparła Erina, wycierając drobinkę zupy, którą rozlał podczas swojego zrywu. – Chyba nieco cię zaskoczyłam.

Daniel nic już nie odpowiedział. Był ledwie żywy, wolał oszczędzać siły.

- Teraz, gdy już nie śpisz, i tak będzie znacznie prościej.

Podniosła ze stojącego kawałek dalej stołu znacznie większą, metalową łyżkę i zanurzyła ją w misce. Daniel chciał podnieść się i zacząć jeść samodzielnie, lecz nagle zdał sobie sprawę, że oba jego nadgarstki były przywiązane do ramy łóżka. Nie zauważył tego, bo dotąd leżał w bezruchu. Teraz zaś szarpnął się, oślepiony przez towarzyszący temu ból.

- Co do?!… Ugh!… – wycharczał, wspomagany przez przypływ adrenaliny. – Związliście!…

- Tak. Po tym, co ostatnio zrobiłeś, uznaliśmy że tak będzie lepiej. Dla twojego własnego bezpieczeństwa.

- Odwią… Agch!…

Erina nic nie odpowiedziała. Siedziała tylko, cierpliwie czekając, aż Daniel przestanie rzucać się na posłaniu i odnawiać świeżo opatrzone rany.

Trochę to zajęło, ale ostatecznie zmęczenie i głód wygrały. Daniel uspokoił się wreszcie i wrócili do przerwanego posiłku.

Jakiś czas jadł w milczeniu. Po ostatnich swoich zrywach potrzebował chwili, by nie stracić przytomności. Dzięki temu spora część posiłku odbyła się w ciszy i spokoju, bo Daniel zwyczajnie nie miał sił, by ją utrudniać.

Musiał przyznać, że zupa była wyjątkowo dobra. Czuł chrzęszczące mu między zębami kawałki roślin i ziół, obracał językiem malutkie fragmenciki mięsa i innych drobno pokrojonych składników, których nie potrafił nazwać. Nigdy nie miał okazji jeść niczego podobnego, ani w swojej osadzie, ani podczas pobytu w mijanych dotąd wioskach.

Rozkoszował się jej smakiem przez jakiś czas, gdy jednak nieco odpoczął, postanowił zapytać o coś, co długo go już nurtowało. Zebrał się w sobie, podniósł odrobinę głowę i wyrzucił z siebie serią krótkich, urywanych wydechów:

- Jak… wiedziałaś… żenie… śpię?

Gdy Erina usłyszała to pytanie, westchnęła z przestrachem i prawie zeskoczyła się z łóżka, gwałtownie zasłaniając włosami swoje oczodoły. Jakby mogła tym jeszcze zmienić fakt, że Daniel je zobaczył.

- Więc… widziałeś? – wymamrotała wreszcie. Robiła co mogła, by jej głos brzmiał obojętnie, ale niewiele to dawało.

- Tak… – odparł. Chciał dodać coś więcej, ale w głowie kręciło mu się z wysiłku.

- W porządku. - Powiedziała dziewczyna z wymuszonym uśmiechem. – Nie mam czego się wstydzić. To po prostu… część mnie…

Te słowa miały zapewne brzmieć pokrzepiająco, ale sama była bliska łez, gdy je wypowiadała. Westchnęła przez zęby, próbując zdusić szloch.

Daniel milczał. Chciał coś powiedzieć, pocieszyć ją jakoś, ale nie miał ani sił, by się odezwać, ani pomysłu, co miałby mówić. Czuł mdłości i mrowienie na całym ciele. Ile dzieliło go jeszcze od ponownej utraty przytomności?

Erina wróciła do podawaniu mu jedzenia, dzięki czemu nieco rozładowała nieprzyjemną atmosferę. Ogarnęła ją chłodna rezygnacja.

Daniel przechylił lekko głowę, czując jak przesypuje się przez nią tłuczone szkoło. Drobinka jedzenia otarła się przez to o jego wargę i spadła na łóżko. Erina westchnęła ze złością i zażenowaniem.

- Przepraszam. Już to wycieram.

Wyciągnęła skądś pogniecioną, starą szmatkę i natychmiast wytarła po omacku jedzenie z jego barku. Musiała czuć się idiotycznie. Miała chyba nawet zamiar przeprosić za ten wypadek, ale ostatecznie nie powiedziała nic. Nakryła tylko głębiej oczodoły włosami, zaciskając przy tym dłoń aż do zbielenia knykci.

Daniel współczuł dziewczynie. Tym bardziej, że jej ślepota nie robiła na nim aż takiego wrażenia. Owszem, zaskoczyła go w pierwszym momencie, ale przecież nie takie rzeczy widział przez ostatnie miesiące. Ilu ludzi rannych, wychudzonych, niemal rozpadających się od zarazy, czy zwyczajnie martwych widział przez całą wyprawę? Ilu zdrowych ludzi zabił, albo patrzył bezpośrednio, jak robi to ktoś inny? Nie mówiąc już o prawdziwych szaleńcach, którym musiał pomagać i dbać, by przypadkiem nie zrobili sobie krzywdy. Przy tym wszystkim, jaką robiło mu to różnicę, czy Erina była ślepa, koślawa, łysa, czy może niedorozwinięta? Powinna cieszyć się, że chociaż udało się jej przeżyć, w czasach, gdy tak wielu skończyło już w grobach.

Ale nie mógł jej o tym powiedzieć. Nie miał siły.

Erina wróciła łyżką do miski, wyciągając prawie już z dna kolejną porcję jedzenia. Milczała, ale jasnym było, że płonie ze wstydu. Chciałby móc dać jej jakoś znać, że to nic wielkiego. Tylko jak? Coś takiego wymagałoby znacznie więcej, niż to kilka słów, które był teraz w stanie z siebie wydusić.

Cóż, nie miał siły, by z nią porozmawiać, ale spróbował chociaż nieco ją pocieszyć. Podciągnął się na tyle, na ile pozwalały mu na to więzi na nadgarstkach, oparł głowę o poduszkę i z największym trudem wymamrotał jedyne, co jakie przyszło mu na myśl:

- Zupa… świetna… Nigdy nie… ugh…

Fala zawrotów głowy przerwała jego wypowiedź. Opadł z powrotem na łóżko, wciągając gwałtownie powietrze, by nie stracić przytomności.

Gdy poczuł się lepiej, na powrót podniósł wzrok. Erina uśmiechała się so niego. Poczuł ulgę, gdy zrozumiał, że mu się udało.

- Dziękuję, ale to nic niezwykłego – odparła, wyraźnie uszczęśliwiona. - Po prostu trochę wody, mięsa i kilka ziół. Naprawdę, nietrudno było to ugotować. Kiedyś, zanim zaczęła się ta straszna wojna, robiłam o niebo lepsze potrawy.

Na jej wargi wpełzł rozmarzony uśmiech.

- Miałam wtedy naprawdę wiele sprzętu. Patelnie, miksery, kuchenki… Mieliśmy też wszystkie możliwe przyprawy i dosyć zapasów, by wykarmić małe miasto. Byłam wtedy w stanie dowolną potrawę, mogłam nawet…

Erina drgnęła, przypominając sobie, gdzie jest. Przez chwilę wyglądała, jakby wahała się między czymś, czego bardzo chce, a pracą, którą powinna wykonywać. Potem jednak umilkła i z powrotem zanurzyła łyżkę w miseczce. Nie wspominała już dalej o gotowaniu.

Chłopak westchnął w duchu. Ona wyglądała na naprawdę szczęśliwą, mogąc opowiadać o dawnych czasach i szczerze żałował, że przerwała. Chętnie poprosiłby, by mówiła dalej, ale nie było szans, by znów się odezwał.

Posiłek dokończyli w milczeniu. Gdy Daniel skończył już całą swoją zupę, Erina podsunęła mu miskę do ust, żeby wypił pozostałą tam wodę.

Daniel spojrzał w naczynie. Zobaczył własne odbicie, majaczące na powierzchni tłustej, żółtej wody. Zatrzymał się na chwilę, próbując się sobie przyjrzeć.

Miał szczęście, że nie trzymał wtedy miski, bo na pewno by nią rzucił.

Rzadko widywał swoje odbicie. W ruinach nie było wielu luster, a wodę pił z reguły z butelek, nie marnując czasu na przeglądanie się. Nie wiedział do końca, jak wygląda, ale też nigdy go nie interesowało. Na całe jego życie składało się chodzenie, polowania, zbieractwo i sen. Jakie znaczenie mogło mieć dla niego, jak się prezentuje? Miał pewne wyobrażenie na ten temat i to mu wystarczało.

Gdy jednak spojrzał na siebie teraz, w odbiciu trzymanej przy jego twarzy zupy, nie zobaczył niczego, co byłoby temu wyobrażeniu chociaż bliskie. Zobaczył jakiegoś kompletnie obcego, brudnego, potarganego człowieka, którego pół twarzy zajmowały zlepiane krwią bandaże. Zobaczył zmęczone, wściekłe spojrzenie swojego jedynego oka, przeorane piaskiem policzki, swoje zniszczone, połamane zęby. Zobaczył upiora, potwora, który ledwo przypominał człowieka. Po prostu trupa.

Zacisnął mocno powiekę, próbując odepchnąć od siebie ten widok. To się nie dzieje, powtarzał do siebie. To się nie dzieje, tak nie może być, to nieprawda. To nie mogę być ja!

Z trudem utrzymując spokój, wysiorbał resztkę jedzenia. W tym momencie cieszył się, że jego towarzyszka jest ślepa i nie może zobaczyć, jak niesamowicie zbladł.

Erina najwyraźniej nic nie wyczuła. Odebrała z jego rąk naczynie, dotykając dna, by upewnić się, że jest puste. Następnie wstała, pożegnała się i skierowała do wyjścia. Daniel nie odpowiedział nic na słowa pożegnania. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Nie mógł, nie chciał i nie potrafił. Przez resztę czasu, nim ponownie stracił przytomność, leżał jedynie, patrząc w sufit i desperacko powtarzając sobie to jedno, rozpaczliwe kłamstwo.

- To nie mogłem być ja…

- To nie mogłem być ja…

- TO NIE MOGŁEM BYĆ JA…

- To nie mogłem…

- Nie mogłem być…

- To…

- Ja…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania