Piąta Tajemnica (część 36, 37, 38)

W drodze pod Goecha La, Emil z Karym

 

- Idziesz, kurwa, czy spacerujesz jak panienka? - skarcił Karego Emil.

- Nie widzisz, że to ja wszytko troczę? Ty sobie niesiesz jakiś plecaczek i wielki łuk, a ja całą resztę, butle z tl...

- Zamknij się - ściął rozmowę Emil.

Do tej pory szli w miarę wąskim wąwozem, otoczeni z trzech stron stromymi zboczami. Teraz ich oczom ukazała się wielka przestrzeń, a w oddali majaczyło pięć ośnieżonych wierzchołków. Mniej wiecej w połowie odległości Emil zauważył dwie małe sylwetki. Rozbijały właśnie namiot, gestykulując radośnie rękami. Wyciągnął rękę w stronę Karego, wskazując co zauważył.

- Rozbijamy obóz, tu za głazem - zarządził.

- A co dalej? - spytał Kary.

- Czekamy na dalsze instrukcje, Przeor jeszcze nie zdecydował co z nimi zrobi.

Kiedy Kary zajął się wbijaniem śledzi w twardy żwir, Emil przysiadł na kamieniu obok, zdjął ekwipunek i ściągnął łuk z ramienia. Kary od początku chciał zadać to pytanie, a teraz nie wytrzymał.

- Po co to targasz? - zapytał niepewnie.

- A jak myślisz?

- Noo, nie wiem, przecież walczysz nunczaku, a nie łukiem. Po co ci taki wielki sportowy łuk z kołczanem, nie wystarczy ci pistolet, albo karabin?

- Pomyśl Kary, w Krakowie miałeś pistolet?

- No nie, tam wystarczyła maczeta.

- I co nią ugraliśmy?

- No nic...

- No widzisz, sam sobie właśnie odpowiedziałeś - odparł Emil i zabrał się za polerowanie grotów w kołczanie.

 

Bianco, Perucci, Gabriela, w drodze do Indii

 

Prywatna odrzutowa awionetka stanowiła malutki punkcik w bezkresie przestrzenii. Gdzieniegdzie poniżej, pojawiały się pojedyńcze obłoki przypominające Bianco o ogromnej prędkości, z jaką się poruszali.

- Czego tak naprawdę doświadczyłaś wtedy, gdy Relikwiarz zaczął się mienić ? - spytał Gabrielę.

- Trudno to opisać. Chciałam go porzucić, naprawdę. Może to dziwne, ale mam wrażenie, że im większy był mój gniew, tym bardziej do mnie lgnął. Widziałam jak się błyszczał, i wtedy właśnie ogarnął mnie obraz tego miejsca pośród gór, skąd widać pięć szczytów. Antonio, my tam musimy koniecznie dotrzeć przed nimi. Rozumiesz?

-Próbowałeś dodzwonić się do Rose? - wtrącił się Perucci, odrywając wzrok od opasłego tomiszcza.

- Próbuje co chwila, kardynale. Są poza zasięgiem.

- Obyśmy więc zdążyli - odparł, po czym znów zagłębił się w lekturze. Liczył, że Tybetańska Księga Umarłych, ta sama, którą otrzymał od Krystiana Tatajno po jego powrocie z nieudanej, pierwszej wyprawy, okaże się przepustką do krainy, do której wstęp mieli tylko zaproszeni. Otuchy dodała mu myśl, że wcześniej, czy później, i tak wszyscy się tam spotkają.

 

Rose, Natan

 

Mróz nieustępował aż do samego poranka. Oni jednak nie czuli nic, oprócz swojej własnej obecności. Bliskość ciał mieszała się im w tym malutkim namiocie z wielkimi uniesieniami i eksplozjami radości. Rose wydało się, że zdobyli tej nocy wszystkie pięć szczytów Kanczendzongi. Teraz jej stoki odbijały pierwsze promienie porannego słońca.

- Natan?

- Tak kochana?

- Nie chce się stąd ruszać.

- Ja też.

- To zostańmy tu tak długo, aż skończą się nam zapasy, na zawsze...

- Nie kuś czarodziejko.

Rose ponownie owinęła nogami Natana. Poczuła jego oddech na wargach.

- Czyli postanowione, nie idziemy dalej? - wyszeptała.

Natan zepchnął ją i odwrócił się na bok. Po raz pierwszy od Yuksam, Rose zmroził zimny dreszcz. Po chwili milczenia, znów ją przytulił.

- Rose, ja nie mogę odpuścić, ale z drugiej strony nie mogę też pozwolić, żebyśmy się rozstali. To naprawdę jakis cud, że natknęlismy się na siebie.

Rose usiadła po turecku. Światło w pełni rozświetliło już wnętrze namiotu.

- Dlaczego tak uparcie dążysz gdzieś, gdzie nic na ciebie nie czeka?! Idziesz sam! Bez zabezpieczeń, bez komunikacji! Jak ty to sobie wyobrażasz? Skąd ci taki pomysł przyszedł do głowy? Chcesz popełnić samobójstwo? Proszę, tu mam nóż Natan! Ja też tego próbowałam, tylko tnij wzdłuż, wtedy szybciej uśniesz!

Dopiero teraz zauważył, że Rose na wewnętrznej stronie rąk miała ledwo widoczne, lecz liczne ślady po cięciach. Ciągnęły się od łokcia, aż po przegub. Miała też kilka poprzecznych szram, jedna przy drugiej. Szybkim ruchem wytrącił Rose nóż z ręki.

- Oszalałaś?

- Jaka jest, różnica czy zabije cię Kanczenconga, czy sam to zrobisz? Jesteś tchórzem! - krzyknęła Rose i zaczęła torować sobie drogę ku wyjściu. Natan pozwolił jej wygramolić się na zewnątrz, po czym podążył za nią. Byli teraz nadzy, tak jak ich myśli. Ponownie. Skały wokół nich też były nagie. Natura wokół również. Nagość otaczała ich wszędzie. Wdzierała się w każdy zakątek ich ciał. Mróź odarł ich z resztek złudzeń. Byli teraz prawdziwi bardziej, niż kiedykolwiek. Byli sobą. Natan starał sie trzymać dystans. Był nieco przybity sytuacją, która właśnie się wydarzała. Rose szturchnęła go łokciem, a on chwycił ją od tyłu i przyciągnął do siebie. Siłowała się niezdarnie, by po chwili ustąpić.

- Co się stało z twoimi rękami, Rose?

- Czy to ma teraz jakiekolwiek znaczenie?

- Dla mnie ma.

- Kiedy byłam nastolatką, moja mama popełniła samobójstwo. Zostałam jedyną kobietą w domu. Miałam pięciu braci i ojca pijaka. To był koszmar, uwierz mi.

- I to dlatego masz aż tyle blizn?

- Próbowałam kilka razy Natan. Ale wiekszość z nich to tylko powierzchowne rany, wpadłam w depresję, a to pomagało mi jakoś znosić ten ból.

- Ale jak..?

- Nie pytaj więcej. Dziś znów miałam ochotę się pociąć, rozumiesz?

- Rose, przepraszam, ja..., nie wiedziałem... - głos Natana łamał się.

- Nie przepraszaj.

Zapanowała cisza.

- Natan?

- Tak Rose?

- Powiesz mi, dlaczego tak bardzo ci zależy na wejściu na ten szczyt? Chcę zrozumieć.

- Powiem ci wszystko. Ze szczegółami, Rose.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szudracz dwa lata temu
    Przeplatają się te scenki miedzy sobą. :) Rose z takimi bliznami, trochę nie pasuje do jej wydawałoby się silnego charakteru.
  • drohobysz dwa lata temu
    w tym sęk, że Rose to już nie Rosewyn (siostra zakonna), wróciła do swoich dawnych scieżek
  • pasja rok temu
    Czy zdąży Gabriela przed Natanem?
    Emil kierujący wyprawą i Kary który jest jakby niewolnikiem Emila. Czy Przeor wyda najgorszą decyzję?
    Rosse siostra zakonna wyjawiła co nieco. Jednak nie do końca wszystko. Czy Natan robi dobrze, wyjaśniając po co idzie na szczyt?
    Pytania bez końca.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania