Piąta Tajemnica - część 57

Nataniel, Krystian, Asystent Baran, Wyprawa ‘86

 

Ciało docenta Brylskiego leżało na stole, pod wiatą głównego namiotu stanowiącego polową świetlicę. Nataniel nałożył na nie chustę podarowaną mu kiedyś na lotnisku na powitanie. Nie sądził, że znajdzie dla niej tak szybko zastosowanie. Tuż obok, na taborecie, zdeponowano przywleczone przez Nikodema artefakty. W świetle poranka wyglądały jak prozaiczne, ręcznie ciosane zabawki.

- Znaleźliśmy go z samego rana. Leżał tuż pod namiotem. – potwierdził przez radio Nataniel.

Z głośnika wydobyło się kilka trzasków, po czym przez membranę przebił się głos naczelnika lokalnych Ghurków.

- Czy ruszał pan ciało, odbiór? – trzaski znów przeszyły powietrze.

- Tak, oddaliśmy Nikodemowi należny szacunek.

- Niedobrze! – wydarł się naczelnik – Jeśli to morderstwo, mogliście zatrzeć ważne dowody! Proszę nic nie ruszać, będziemy na miejscu tak szybko, jak to tylko możliwe. Bez odbioru. – W eterze nastąpiła chwilowa cisza, po czym z głośnika na powrót poleciały wysokie, piskliwe iskry. Nataniel skręcił gałkę ruskiego nadajnika na pozycję отключен. Do czasu przybycia milicji, nakazał uczestnikom ekspedycji pozostanie w swoich namiotach. Pod wiatą przebywali obecnie tylko on i Krystian Tatajno.

- Nie sądzę, aby któryś z naszych był zdolny do czegoś takiego. – odezwał się w końcu Krystian.

- To byłoby wręcz absurdalne. - skrzywił się Nataniel.

- To musiał być ktoś tutejszy. Spójrz tylko na tą koronę! Idealny motyw, jest piękna, pięć diamentów...

- Krystian! Brylski nie żyje, leży tutaj, nie zauważyłeś?!

- Tyle lat, przyjacielu. I właśnie teraz, kiedy odnieśliśmy sukces...

- Był z nas wszystkich najbystrzejszy. Miał wszystko, aby zrobić karierę. I to nie tylko w Moskwie.

Gdzieś pod tropikiem namiotu pękła gałązka, a ktoś szybkim ruchem wycofał się. Chwilę później usłyszeli coś na kształt upadku, szamotaninę i słowa w dziwnym języku. Po kilku sekundach do namiotu wkroczył asystent Baran, prowadząc przed sobą spętanego, dziesięcioletniego chłopca.

- Akurat wyszedłem za potrzebą, a ten kręcił się przy namiocie. – zasygnalizował zdyszany.

 

- געבן צוריק די ריליישערי און די קרוין! זיי זענען נישט דיין! – krzyknął chłopak.

 

W namiocie zrobiło się cicho. Wszyscy przyglądali się sobie nawzajem, nie mając pewności, co wydarzy się za chwilę.

- To Jidysz. Moja babcia trochę mnie uczyła – przerwał konsternację asystent. – Mówi, że to nie nasze.

- Spytaj go, czy zabił Nikodema – odparł Nataniel.

- Nie wiem, czy cokolwiek pamiętam, ale spróbuję – Baran rozluźnił nieco chwyt, po czym zaintonował:

 

צי האָט איר טייטן דעם בעל?

 

Chłopiec kiwnął twierdząco głową. Atmosfera zagęściła się.

- Spytaj dlaczego – ciągnął archeolog.

 

פארוואס טאָן איר טאָן עס?

 

Chłopiec wskazał artefakty.

 

געבן זיי צוריק צו מיר און דעם מענטש וועט קומען צוריק.

 

- Co on powiedział?

- Nie jestem pewny, profesorze, ale on chyba mówi, że Nikodem może powrócić.

- To niedorzeczne! Trzeba go związać i czekać na Ghurków! – rzucił ostro Krystian.

Nataniel podniósł rękę.

- Poczekaj. Zróbmy to dla nauki. Zobaczmy, co ten dzieciak zamierza. – stwierdził sucho, po czym podszedł do szuflady polowego biurka i wyciągnął z niej masywną Berettę.

- Z punktu widzenia antropologii, to bezcenne – skonstatował i skierował lufę pistoletu w stronę tulku.

- Panie Baran, proszę go puścić.

- Jest pan pewien, profesorze?

Nataniel raz jeszcze spojrzał na Krystiana. Ten kiwnął głową bez przekonania, a asystent rozluźnił chwyt. Gdy tylko chłopiec odzyskał swobodę, zlustrował pomieszczenie, i ostrożnie niczym kot, postąpił w stronę ciała. Przez całą tą trasę towarzyszyła mu lufa Beretty, lecz nie wydawał się okazywać prawie żadnych emocji. Bez skrępowania uniósł koronę i nałożył ją sobie na głowę. Po kilku krótkich inkantacjach sobie tylko znanej mantry, oznajmił po polsku:

- Upleciona przez Tysiąc i Jedną Dakinię Czarna Korona chce, abym użył waszego języka.

Cała trójka archeologów lekko drgnęła. Nie dali po sobie znać, jednak jeśli można by mierzyć emocje wyładowaniami elektrycznymi, w pomieszczeniu już dawno rozszalała by się burza.

- Kto cię nauczył tej sztuczki, małpo? – rzucił bezskładnie Krystian.

Chłopiec nie odpowiedział, w zamian unosząc w górę drewnianą szkatułkę.

- Hoc est enim Corpus Meumquod pro vobis tradetur.

Kiedy skończył wypowiadać formułę, wieko szkatuły uchyliło się, a on zbliżył się do ciała. I tak już napięte nerwy Krystiana dały o sobie znać. Ruszył z miejsca, jednak Nataniel zastąpił mu drogę.

- Nie widzisz, że ten morderca właśnie bezcześci zwłoki Nikodema?

- Jeszcze chwilę – ręka Nataniela spoczęła na ramieniu Krystiana.

Tulku recytował.

 

Hic est enim calix Sanguinis Mei novi et aeterni testamenti, qui pro vobis et pro multis effundetur in remissionem peccatorum. Hoc facite in meam commemorationem.

 

Kiedy wymówił ostatnią sylabę, wyciągnął ze skrzyni kawałek czegoś wyglądającego na suchy, wypieczony bochenek chleba. Bez wahania uchylił usta Nikodema i położył mu piętkę na języku.

 

Mysterium fidei. Mortem tuam annuntiamus, Domine, et tuam resurrectionem confitemur, donec venias.

 

Recytacja przeszła w krzyk.

OM AMI DEŁA SZRI

 

Ciało Nikodema wciąż i niezmiennie leżało na stole, kiedy do namiotu wtoczyli się uzbrojeni Ghurkowie. Zamiast jednak interweniować, bezwiednie wlepili wzrok w tulku. Coś elektryzowało powietrze, gdzieś w oddali zerwał się wiatr, a nad nimi wybrzmiewał śpiew słowika. Pierwszy wdech nastąpił bez uprzedzenia. Przy następnym gałki oczne Nikodema zadrżały, po trzecim zerwał się w pół. Nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego leży na twardym stole, w świetlicy, otoczony towarzyszami wyprawy i milicją. Wszyscy oni wpatrywali się w niego, jak w święty obrazek. Wkrótce Ghurkowie zaczęli rzucać strzelby i klękać. Archeologowie wahali się, jednak wrodzona wiara w naukę nie pozwalała im ugiąć kolan. Tulku kołysał się jeszcze przez chwilę, po czym stracił przytomność i upadł na pełne kurzu, gliniaste podłoże. Słowik raz jeszcze zatoczył krąg nad namiotem, jednak coś nakazało mu przestać śpiewać. Czuł w sercu wielki smutek, którego nie rozumiał. Ten sam, który miał pozostać w sercu Nikodema już do końca i o jeden dzień dłużej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 9 miesięcy temu
    Witam
    Po raz kolejny mały tulku pokazał swoje umiejętności nie z tej ziemi. Koniec zaskakujący i pozostawiający niedomówienia. Słowik zamilkł, czyżby tulku? Smutekw sercu. O co chodzi... zadziwiasz.

    Pozdrawiam ciepło
  • 00.00 9 miesięcy temu
    Za krótkie te części. :) Ledwo się rozejrzę i skupię na wydarzeniach, a tu koniec.
    Przyjdę jak się już ich uzbiera więcej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania