Piąta Tajemnica - część 39, 40, 41

Samolot, Gabriela, Antonio, Perucci (podróż do Sikkimu)

 

Awionetka zniżała powoli swój lot. Z oddali wyglądała jak mały, nic nie znaczący punkcik na tle masywów górskich. Gabriela obserwowała szczyty sześcio i siedmiotysięczników równające się teraz z wysokością na której znajdował się samolot. Na stoliku obok kardynała odezwał się sygnał połączenia.

- Słucham, Perucci

- Łączę z Ojcem Świetym - padło w słuchawce, po czym od razu odezwał się głos z hiszpańskim akcentem - Szczęść Boże, kardynał Perucci?

- Szczęść Boże, nie spodziewałem się Ojcze tego telefonu - odparł wyraźnie zaskoczony kardynał.

- Dziękuje za informacje na temat sytuacji. Czy wasza grupa dolatuje już do celu?

- Jeszcze dwie godziny, później helikopterem na miejsce.

- Rozumiem. Czy to na pewno konieczne? Przecież przy Saskim Juniorze mamy dobrze zamaskowany kontakt...

- Zgadza się Ojcze, ale nie mamy z nim, a raczej z nią kontaktu. Poza tym wszystko wskazuje na to, że Relikwiarz „chce” w końcu powrócić na swoje miejsce przy Czarnej Koronie. To było do przewidzenia, nie mogliśmy go separować w nieskończoność. Musi sobie Ojciec zdawać sprawę, że i tak by do tego doszło.. Może to i dobrze, bo być może przynajmniej tym razem, bedziemy mieć podczas intronizacji choć odrobinę wpływu na kolejny obrót koła?

- Oby tak się stało. Poza tym, wciąż nie wiemy, co kryje Piąta Tajemnica, Chien, jeśli mnie pamięć nie myli?

- Tak Ojcze, ale minęło już ponad dwa tysiące cykli, a wciąż nikomu nie udało się jej zgłębić.

- Miejmy nadzieję, że tym razem będzie więc inaczej. Jak to mawia mój wielki przyjaciel - Dalai Lama, nie chcemy na świecie jeszcze więcej złej karmy.

- Czy jest poinformowany?

- Tak, wiedział od początku, ale postanowił nie ingerować. Dla buddystów intronizacje zawsze wydarzały się naturalnie i przyjmowali ich konsekwencje bez sprzeciwu.

- To prawda, dbają o swoją część, my o swoją.

- Nic innego nam nie pozostało. - Papież rozłączył się.

Perucci przymknął dotąd otwartą na jego kolanach Tybetańską Księgę Umarłych.

- My wciąż żyjemy Gabrielo, prawda? – zwrócił się do nie mniej oniemiałej powierniczki.

- Mam taką nadzieję. Umrzemy gdy przestaniemy wierzyć...

Kolejne górskie masywy przesuwały się za iluminatorem samolotu by wkrótce zniknąć za chmurami. Gabriela nie była jednak pewna co znikło pierwsze, skrzydła awionetki, himalaje czy resztki nadzieji żeglujące gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi.

 

Natan, Rose podczas wyprawy

 

Wraz ze wzrostem wysokości, wielka przestrzeń Goecha La zawężała się coraz bardziej. Podejście w tym miejscu stawało się strome i wymagające. Na skalistych ścianach mogli teraz dostrzec rozszerzające się ku dołowi żleby, a śnieg zalegał tu niemal wszędzie. Natan przestał mówić, wziął głęboki wdech, po czym solemnie westchnął.

- I to już koniec? Dlatego tu jesteśmy? - spytała Rose.

- Wiesz już wszystko.

- To tak nieprawdopodobne, że gdyby nie okoliczności, to dzwoniłabym teraz do psychiatry.

- Może powinnaś? - Natan uśmiechnął się lekko.

- Nie byłby nam w stanie pomóc.

Rose spojrzała na Natana i odwzajemniła uśmiech, a jej białe zęby świetnie skomponowały się z otoczeniem. W środku czuła, że to co wydarzyło się przed wyprawą, nie jest już dla niej ważne. Nie ważne było w jaki sposób, nie ważne w jakich okolicznościach, nie ważne za jaką cenę tu dotarła. Ważne, że znalazła to czego jej brakowało. Czuła się dopełniona. Spojrzała na niebo. Na bezkresie widnokręgu, ograniczanego jedynie cieniami rzucanymi przez wierzchołki gór, tańczyły właśnie promienie słońca, a księżyc nieustannie łapał je w swoje sieci. Kiedy powracały odbite, nie były już takie same. Doskonale je rozumiała.

- Chcę żebyś zdobył tą górę - odezwała się w końcu - Nie ważne co tam na ciebie czeka. Bez tego nigdy nie odnajdziesz siebie samego. Myślę, że to twoje przeznaczenie.

- A więc postanowione.

Chwycili się za ręce. Podejście nie sprawiało im teraz żadnego trudu. Żadne z nich nie czuło zmęczenia. Wędrowali zjednoczeni, w odwiecznym cyklu, dzieląc się światłem, jak księżyc i słońce.

- Jesteś tam jeszcze? – odezwał się Natan.

- Chyba tak, nie jestem pewna.

- Wiesz,że butli z tlenem nie starczy dla nas obojga?

- Nigdy nie chciałam tam wchodzić.

- Założymy obóz na 5800. Będziesz tam na mnie czekała, tak?

- A masz zamiar wrócić?

- Teraz mam powód. Kocham cię Rose.

- Nic już nie mów, proszę... - wyszeptała łamiącym się głosem, po czym ścisnęła rękę Natana tak mocno, że jego zapinane na rzepy rękawiczki wypięły się i zsunęły w jej dłoń. Bez namysłu rzuciła je Natanowi w twarz, po czym z uśmiechem ruszyła przed siebie.

 

Przeor, młody Przeor 1986 rok

 

Przeor zastanawiał się. Rozważał wszystkie możliwości. Wciąż się wahał, jednak szala przechylała się coraz bardziej w stronę rozwiązań ostatecznych. Kruche porozumienie z lat osiemdziesiątych i tak przetrwało już zbyt długo. Kiedy sięgnął pamięcią do tamtych wydarzeń, ukazał mu się wciąż młody wikary pracujący w diecezji krakowsko-częstochowskiej. Pamięć od razu przywołała obraz leniwej, lipcowej niedzieli osiemdziesiątego szóstego roku. W kościele było wtedy bardzo niewielu wiernych, a jeszcze mniej wyrażało chęć na spowiedź. Letnie światło padało przez misternie tkaną siatkę odgradzającą konfesjonalną przestrzeń od grzesznika. Przyglądał się właśnie cieniom jakie rzucała, gdy pojawił się mężczyzna. Z oceny wikarego wydawał się być dość krępej postury, może trochę po czterdziestce.

- Szczęść Boże - odezwał się mężczyzna.

- Czy chcesz wyznać swoje grzechy?

- Sam nie wiem.

- Czy zrobiłeś rachunek sumienia?

Zapadła chwila ciszy.

- Nie wiem co to jest. Nie jestem nawet chrześcijaninem - przyznał mężczyzna hardym głosem.

- Więc nie mogę ci pomóc synu. Idź w pok...

Mężczyzna przywarł do lichego okienka, zasłaniając prawie całe światło.

- Niech ksiądz mnie posłucha uważnie! - prawie krzyknął gość.

Wikary wydał pomruk zastanowienia.

- Jak zatem mogę ci pomóc?

- Popełniłem czyn karygodny, coś potwornego. Nie mogę już tego odwrócić.

Oddech wikarego nieco przyspieszył. Opanował go jednak natychmiast. Długie godziny spędzone na bokserskim ringu dodawały mu jednak pewności siebie.

- Zabiłeś człowieka?

- Nie, nie zabiłem. Chodzi o mojego syna. Nie miałem prawa mu tego zrobić! Byłoby lepiej gdyby umarł. Teraz już nie wiem czym jest.

- Mówisz niejasno, co się stało?

- Czy wierzy ksiądz w życie po życiu? W coś, czym stajemy się po śmierci?

- To podstawa wiary, jeśli jesteś ochrzczony, na pewno tego doświadczysz. - Wikary zauważył przez inkrustowaną siateczkę, że mężczyzna przeciska w jego stronę zwitek papieru. Zanim zdążył po niego sięgnąć, niecodzienny gość był już w połowie drogi do wyjścia z kościoła.

Teraz, po ponad trzydziestu latach, Przeor żałował, że nie spróbował wtedy go gonić. Być może byłby w stanie zmienić bieg wydarzeń i uniknąć tego co miało się za niedługo wydarzyć. Otworzył szufladę i wyciągnął z niej stary klaser na znaczki, gdzie na pierwszej stronie, zatknięty za folią, wciąż tkwił zwitek papieru podarowany przez owego niedzielnego gościa:

 

Nie dbam o to kim ksiądz jest. Niech ksiądź przekaże tą wiadomość Antoniemu Bianco, diakonowi przy diecezji Rzymskiej. Ja już nie zdążę:

 

Całość zakodowana w mojej dysertacji. Jesteś jedyną osobą, która wie, gdzie szukać klucza. To było zbyt silne, mój syn żyje! Nie potrafiłem inaczej. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi wybaczy. Gabriela nic nie pamięta. Była nieprzytomna po porodzie.

 

Twój, Nataniel Saski

 

Natan, Rose podczas wyprawy

 

Gdzieś na wysokości sześciu tysięcy metrówi zrobili sobie przerwę. Zgłodnieli nieco, postanowili też dopić resztki herbaty z rana. Natan wyciągnął termos, odkręcił kubek i nalał napój Rose. Następnie wyciągnął komórkę z kurtki. Na wyświetlaczu, w górnym prawym rogu nie widniała nawet jedna kreska zasięgu.

- Tak jak myślałem.

- Co myślałeś?

- Jesteśmy poza zasięgiem, na pewno chcesz iść dalej?

- Już o tym rozmawialiśmy - odparła Rose i utkwiła wzrok w kubku.

Korzystając z chwili, Natan zaczął przeglądać zdjęcia, które ostatnio zrobił. Było tam wiele panoram górskich, Goecha La, kilka głupich min i wiele ujęć Rose. W miarę przewijania do tyłu, na zdjęciach ukazał się uchwycony pierwszego dnia strumień przy Yuksam, potem hotel w samej wiosce. Dalej: Kraków, trening na skałkach, Bielsko, piwnica, biuro... Nagle zatrzymał się i cofnął do zdjęcia, które zrobił pamiętnego dnia w schronie. Wciąż widniał na nim szkic korony wysadzanej diamentami. Gdy przyjrzał się uważniej zauważył, że znajdują się pod nimi dziwne inskrypcje. Przybliżył obraz. Mógł teraz dostrzec, że przy wszystkich pięciu narkreślone były strzałki w różnych kolorach, z grotami skierowanymi pod różnymi kątami. Pod strzałkami widniały napisy po łacinie: primus, secundus, tertius, quatrus i quintus. Przy ostatnim z diamentów, strzałki jednak nie było.

- Czemu się przygladasz?

Natan przesunął kilka zdjęć do przodu.

- Widzisz to?

- No tak, dziewczyna w dredach pali skręta...

- Tam uczyłem się wspinaczki.

- No brawo, coraz bardziej się chyba poznajemy - odpowiedziała, po czym serdecznie się roześmiała.

Natan spojrzał na jej równy uśmiech, jednak z tyłu głowy wciąż analizował schemat korony. Rysunek pozostawiony przez Nataniela Saskiego Seniora. Człowieka, którego poznawał coraz bardziej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szudracz rok temu
    Czekasz aż pamięć czytelnikom zwietrzeje? Jutro tu wrócę. :)
  • drohobysz rok temu
    Miałem ciężki czas w pracy, ale już się odkopałem :) serdeczne pozdrowki :) :)
  • pasja rok temu
    Witam
    Powoli odkrywają tajemnice.
    Wikary A teraz Przeor jest powiernikiem ojca Natana. Mam wrażenie, że on jakby żył. Czy zginął? Znowu pytanie.
    Natan kocha Rosse.
    Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli
  • drohobysz rok temu
    Nie no, ojciec Natana żył przecież w '86, to jest retrospekcja. Nataniel senior po prostu wybrał randomowego księdza aby przekazał wiadomość wyżej. Okazał się nim późniejszy Przeor. Retrospekcji będzie więcej. Wyjaśni się dlaczego Natan Junior otrzymał telefony po wypadku etc... :)
  • pasja rok temu
    drohobysz wiem tylko tak myślę nierealnie.:)
    Pozdrawiam
  • Szudracz rok temu
    Daty i miejsca ułatwiają osadzenie wydarzeń. Pojawienie się ojca odsłania odrobinę początku.
    Wrzucaj częściej, bo uciekają detale. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania