Piąta Tajemnica - część 58

Indie, Norbugang, 1986

 

Jedenastoletni Krishna, jak co wieczór, siedział przy swojej radiostacji. W Siliguri nie było zbyt wielu pasjonatów telekomunikacji, więc aby złożyć tak skomplikowane urządzenie, chodził od drzwi do drzwi prosząc ludzi o zużyte radio odbiorniki. Każdy tranzystor zwiększający moc urządzenia był dla niego na wagę złota. Tego dnia udało mu się zdobyć kilka kolejnych. Starannie wlutował ostatni i nałożył obudowę. Podłączył radiostację i zaczął nasłuchiwać. Fale ultrakrótkie jak zwykle niosły mnóstwo komercyjnej treści i hindi popu. Pokręcił chwilę gałką, po czym przełączył na fale długie. Dopiero tutaj mógł uchwycić interesujące go treści. Często łapał stacje radiowe z Nepalu, a nawet Butanu, od czasu do czasu udawało mu się także przechwycić jakieś chińskie biuletyny propagandowe. Tego dnia jednak w eterze panował spokój. W podobnych chwilach lubił po prostu posłuchać szumu tła wysłanego eony lat temu przez wielki galaktyczny wybuch. Kiedy miał już wyłączać urządzenie natknął się na coś dziwnego. Na nigdy wcześniej nie uczęszczanej częstotliwości zauważył wzmożone szumy, przeplecione dziwnymi, powtarzającymi się w równych interwałach trzaskami. Po chwili wyparła je żwawa kompozycja z pieskiem w roli głównej. Krishna od razu skojarzył melodię z kreskówką popularną ostatnio na całym świecie. Ucieszył się, że„Reksio” leci także w eterze. Wkrótce przygrywka urwała się, a z głośnika popłynęły niezrozumiałe komunikaty:

 

„NELA ANTONI TADEUSZ ARWENA NATASZA IRENA ELENA LALITA. ODBIÓR. KOD 66. KOD 33. KATARZYNA ARWENA ROBERT OLGIERD LALITA. OVER.”

 

Krishna słuchał jeszcze przez chwilę, ale zawiedziony brakiem dalszego ciągu wyłączył radiostację, i udał się do rodziców na kolację. Tymczasem, kilkanaście mil od jego domu, dotąd uśpiona stacja numeryczna S1 zbudziła się do życia. Pracownik wyrwany z krótkiej drzemki przejął zakodowany komunikat i przesłał go do New Delhi. Ze stolicy, nadano go bezzwłocznie przez Pakistan, Afganistan, Ukrainę, aż do masztu radiowego w Konstantynowie. Umówiony radiotelegrafista uruchomił odpowiednią częstotliwość, a najwyższa konstrukcja na świecie zrobiła resztę. Zaszyfrowana wiadomość została odebrana przez pasjonatów w całej Europie, części Afryki, a nawet Ameryce Północnej. Wielu przez długi czas głowiło się, co oznaczają przesłane kody i melodia z pieskiem w tle, jednak tylko jeden z nich w Watykanie, ucieszył się i jednocześnie głęboko zmartwił. Papież nasłuchiwał jeszcze przez chwilę, po czym wyłączył radio. Melodia z „Reksia” oznaczała konieczność ustawienia pilnego spotkania w bielskim schronie. Kod 33 oznajmiał sukces wyprawy. Zmartwiła go jednak obecność kodu 66, który informował o porażce. Ukląkł w lekko przygarbionej pozie. Wiedział, że sam nie poradzi sobie z ciężarem, który na niego spadł. Gdy składał dłonie do modlitwy, lewa dłoń lekko mu zadrżała. Wkrótce dołączyła do niej prawa. Pomyślał, że powoli traci nad nimi kontrolę. Zanurzył się w medytacji, by choć na chwilę zapomnieć. Coraz rzadziej mu się to udawało, a jeśli już, trwało o wiele krócej niż kiedyś. Wkrótce przed jego oczami pojawiły się obrazy. Najpierw wspomnienie pierwszego spotkania z Natanielem, potem wspólne wieczory spędzone na rozważaniach i analizie legend o Czarnej Koronie. Nieoczekiwanie wszystko to rozmyło się i pozostała jedynie czerń. Kiedy miał już otwierać oczy, gdzieś z oddali usłyszał płacz dziecka. Obraz na powrót rozjaśnił się. Stał na szpitalnej porodówce. Na łóżku leżała nieprzytomna kobieta. Wyglądało to na klasyczny przypadek poronienia. Pielęgniarki nie zdążyły jeszcze wymienić pościeli, więc wszędzie wokół zauważalne były ślady świeżej krwi. Tuż obok, w zimnej metalowej wanience leżało dziecko. Już nie płakało. Papież postąpił naprzód, jednak wraz z pierwszym krokiem obraz rozmył się ponownie, a jego miejsce zajęła czarna korona. Pięć osadzonych w niej diamentów rozbłysło w pełni, a szmaragdowe strumienie światła wystrzeliły w każdym z możliwych kierunków. Były niezwykle kuszące, pełne życia i energii. Papież zasłonił oczy, by nie oślepnąć, lecz na nic się to zdało. Miał wrażenie, że istniał, i nie istniał równocześnie. Próbował krzyczeć, lecz nie potrafił. Pomyślał, że umiera. KTOŚ w końcu go usłyszał i odrzekł: "Jeszcze nie tu, jeszcze nie teraz". Słowa rozeszły się w przestrzeni, jednak niewidoczne ściany odbiły i tysiąckrotnie je spotęgowały. Zamknął oczy i wziął ostatni oddech. Cisza. Chłód podłogi. Otworzył oczy. Nikt nie nadchodził. Nikt go nie szukał. Nie był też w stanie stwierdzić, ile czasu minęło. Jedno było pewne. Drgające dłonie przypomniały mu, że wciąż znajduje się w swoim starym ciele, a rzeczywistość wokół w niczym tego nie ułatwia. Chwilę jeszcze walczył z siłą ciążenia. Udało się. Dokuśtykał do radiostacji, przewinął odpowiednią taśmę i ustawił częstotliwość.

Wkrótce wszelkiej maści radiowi zapaleńcy rozsiani po północnej stronie globu znów usłyszeli dziwne kody z melodią kreskówki w tle. Najwytrwalsi nagrywali do końca. Byli wśród nich także: adresat, profesor Nataniel Saski, doktor Krystian Tatajno i docent Brylski, którego zdrętwiały jeszcze całkiem niedawno palec wskazujący, wcisnął przycisk STOP. Szpula nawijająca taśmę na krążek przestała się obracać. Choć wszyscy wiedzieli, że nie powinna, prywatna szpula Brylskiego wciąż się jednak kręciła i nic nie wskazywało na to, że nagrania które gromadziła, miały wkrótce ulec skasowaniu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 9 miesięcy temu
    Witam
    Bardzo tajemniczo i te kody. Melodia jedynie nawiązuje do Polski. 33 sukces, 66 porażka... co ma na myśli Papież i co oznaczają te drżące dłonie. Wizja kobiety i płaczącego dziecka też zastanawia.

    I kto to jest Krishna?

    Pozdrawiam
  • drohobysz 9 miesięcy temu
    Krishna tylko sobie nasłuchuje. Pasjonat. Wizja to foreshadowing :) Pomyslałem, że to fajne jak nie było komórek, że się porozumiewali radiostacjami :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania