Piąta Tajemnica - część 64, 65

***

 

Natan otrzepał się z resztek śniegu. Zjeżdżał dosyć długo, ale nie czuł się poobijany. Wręcz przeciwnie, wszystko wokół wydawało się podnosić go na duchu. Tunel kończył się na wysokim na kilka metrów korytarzu. Ściany wydawały się tu lśnić, oświetlając wnętrze ciepłą, przejrzystą poświatą. Nie mógł się nadziwić temu miejscu. Było bardziej abstrakcyjne, niż mógłby to opisać niejeden pisarz. Pierwszym widokiem, który rzucił mu się w oczy była szeroka na około pięć metrów, kwadratowa mandala. Mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Nigdy nie widział czegoś tak promiennie pięknego. Mandala wydawała się wciąż zmieniać, a jej środek nie był ukończony. Ziarenka piasku same z siebie przesypywały się układając powolnie kolejne struktury. Wydawało się, że obramowanie konstrukcji posiadało pięć różnych wejść: czerwone, zielone, szare, oraz dwa bezbarwne. Schylił się by zbadać to zjawisko, lecz zanim zdążył czegokolwiek dotknąć, z lodowego korytarza wydobyły się odgłosy panicznego kwilenia. Coś usilnie starało się wyhamować. Natan intuicyjnie uchylił się, robiąc miejsce dla gościa. Po chwili z tunelu wypadł znajomy pysk, ciągnący za sobą cztery łapy i rudawy ogon. Zwierz otrzepał się, rozejrzał dookoła, po czym padł na bok machając łapkami. Natan uśmiechnął się lekko i pogładził go po łepku. Panda przestała kwilić, a po chwili liznęła go po nadgarstku.

- Teraz miła jesteś? Dlaczego mnie tu wciągnęłaś? – Natan nie dowierzał, że mówi do pandy. W odpowiedzi ruda kulka przeturlała się w stronę mandali. Zatrzymała się tuż przy szarym wejściu.

- Co chcesz mi powiedzieć? Mam tam podejść? – Panda w odpowiedzi pisnęła ochoczo, po czym podrapała łapką okolice wejścia. Przez otaczające ich ściany przetoczyła się świetlna fala.

- Jak to zrobiłaś? Pokaż, też spróbuję. – Zdecydował Natan. Panda prawie wrzasnęła starając się go ostrzec. Zbył futrzaka i bez wahania dotknął szarego piasku. Błyskawicznie zrozumiał, że popełnił kardynalny błąd. Fala uderzeniowa odrzuciła go na kilka metrów, odbił się od ściany i wylądował na lśniącym podłożu. Nie czuł jednak bólu, a tylko pełnię radości i zaakceptowanie. Podniósł się od razu i rzucił zwierzęciu pełne zmieszania spojrzenie.

- Czym jesteś, ruda przyjaciółko? Częścią tego miejsca, prawda?

Panda podreptała chwilę w kółko i obiegła mandalę. Tym razem zatrzymała się przy wejściu czerwonym.

Natan spojrzał na nią nieco cieplej. - Ta mandala jest mapą! Przyklęknął przy pandzie, kładąc dłoń na jej łebku. Pyszczek zwierzaka przybrał prześmieszny wyraz.

- To dziwne, ale wyczuwam tam Rose. Ona też tu jest, prawda?!

W odpowiedzi zwierz postawił łapkę w miejscu, gdzie czerwony korytarz zamieniał się w niewielką, odciętą od reszty, komnatę.

- Zaprowadzisz mnie do niej?

Ruda przewodniczka skinęła łobuzersko. Natan odebrał to jako potwierdzenie.

- Chyba zaczynamy się rozumieć bez słów, kochana...

Kiedy już mieli zbierać się w drogę, poczuł nagłą wibrację u boku. Dopiero teraz przypomniał sobie, że dzierży relikwiarz. Dotknął go, lecz ten na powrót zastygł w bezruchu.

- Wiesz, to dziwne, ale przed chwilą poczułem coś jeszcze. A raczej kogoś...

Panda odwróciła się na chwilę, zlustrowała otoczenie, ale nie wyczuwając niczego, pobiegła dalej, wskazując swojemu podopiecznemu kierunek.

Anna oglądała ich jeszcze przez chwilę, po czym sprawnym ruchem ręki rozsunęła lśniącą substancję sufitu. Wsunęła się pomiędzy krawędzie, zanim siła reakcji nie zsunęła ich spowrotem. Korytarz znów zapełnił się pustką. Usypujące mandalę cząsteczki piasku skrupulatnie odnotowały ten fakt, nie narzekając jednak zbyt długo. Od zawsze rozumiały, że nie oddzielą formy od pustki, a koło obróci się ponownie. Przecież forma jest pustką a pustka formą. Tak było zawsze, jest teraz i będzie na wieki.

 

Przeor, Żaneta, Siliguri, Indie, czasy obecne

 

- Cholernie tu gorąco – rzuciła zniesmaczona Żaneta.

- Sama chciałaś ze mną lecieć. Włącz wiatrak.

- Sam sobie włącz! Już nie jestem twoją dziewczynką na posyłki!

Przeor pociągnął ją za włosy, a ta bezwiednie opadła mu na kolana. Odchylił jej głowę i delikatnie ukąsił w szyję. Dziewczyna nie oponowała, a wręcz przeciwnie, jej nogi nieco się rozsunęły.

- Pamiętaj, że nigdy nikomu nie ufałem. A tobie powiedziałem prawie wszystko!

Dłoń Żanety zjechała po sporych rozmiarów brzuszysku Przeora, by zatrzymać się w najdelikatniejszym z możliwych miejsc. Teraz wystarczyło mocno ścisnąć. Miała w tym sporą praktykę. Mężczyzna z miejsca podskoczył, po czym wydał basowy pomruk.

- No już, puść...

- Magiczne słówko!

- Puść kurw... – nie zdążył dokończyć, gdyż dziewczyna zacieśniła uścisk.

- Nie to słówko.

Przeor wydał kolejny pomruk.

- No puść, proszę – wymamrotał.

- Grzeczny misiu – pochwaliła go i uwolniła chwyt.

Mężczyzna zrzucił ją z kolan i nalał sobie pełną szklankę whisky, po czym wrzucił trzy kostki lodu. W Siliguri, gdzie na wiosnę temperatura nie schodziła poniżej czterdziestu stopni Celsjusza, można by to uznać za wyraz absolutnego luksusu.

- Nie wiem, jak to rozegrać. Sprawdzałem bazę Naszego Kręgu. Agentka, którą wysłali w pogoń za Natanem, nazywa się Rose Priceworth. Z jej profilu wynika, że jest niezmiernie uzdolniona, ale w przeszłości miała problemy psychiczne. Ma też nienaganną prezencję.

- Taką jak moja, misiu?

Przeor zignorował docinek Żanety.

- Miała ściągnąć Natana z Kanczencongi, ale coś poszło nie tak.

- I dlatego wysłałeś Emila?

- Polecieli tam razem z powierniczką. Złamali układ. I to dwukrotnie. Co miałem zrobić? Te dwa artefakty to tandem, zawsze ciążą ku sobie. Musiałem działać. Zresztą Emil nie wykończył wszystkich. Mówił, że agentkę i powierniczkę zwieźli w doliny. Samego Natana też nie odnalazł.

- No i co zamierzasz z tym zrobić?

- Ukręcę temu łeb u podstawy. Jeśli fizycznie zdejmę Koronę z głowy Dzierżawcy, zburzę tą ich mandalę. Cokolwiek by się wtedy nie wydarzyło, będzie pod naszą kontrolą. A tylko ja wiem, gdzie ona jest. Nikt więcej.

- Wiesz, tej części historii nigdy mi nie opowiedziałeś. Dlaczego w zasadzie pozwoliłeś, by Dzierżawca Korony pozostał tam, pod szczytem?

- Naprawdę chcesz wiedzieć?

- Chcę, skoro pytam!

Przeor nalał dziewczynie kolejną szklankę. Pomyślał, że może to i dobrze, jeśli zrzuci z siebie trochę ciężaru.

- Wszystko zaczęło się tej feralnej niedzieli kiedy w konfesjonale odwiedził mnie profesor. Nie potrafił sobie poradzić z tym co zrobił. Wskrzesił syna, ale on sam stracił wolę życia. Pozostawił mi krótki liścik, z kontaktem do, ech, niech mu ziemia lekką będzie, Antoniego Bianco. - Przeor przerwał na chwilę. - Wybacz Antonio, nie miałem wyboru...

- Mów dalej.

- Następnego dnia, zamiast na trening bokserski trafiłem do biblioteki...

***

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 7 miesięcy temu
    Witam
    Mandala znowu zachwyca i wskazuje drogę, a panda jest przewodnikiem i bacznym obserwatorem Natana, Korytarz zmienia się i Anna też zaczyna grę, obserwując poczynania Natana.
    Przecież forma jest pustką a pustka formą... ładnie ujęte
    Jeśli fizycznie zdejmę Koronę z głowy Dzierżawcy, zburzę tą ich mandalę... przeor misio dobrze sobie radzi, pościg trwa i to bardzo wartko.
    Ciekawa, a zarazem tajemnicza część jak zwykle.
    Miłego dnia. Pozdrawiam
  • 00.00 3 miesiące temu
    Wracam do lektury. :)
  • drohobysz 3 miesiące temu
    zapraszam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania